NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Bourne, J.L. - "Rozbita klepsydra"

Hamilton, Peter F. - "Pustka: Ewolucja"

Ukazały się

Gwynne, John - "Zawiść"


 Weisman, Greg - "Traveler. Wędrowiec"

 Masterton, Graham - "Martwe tańczące dziewczynki"

 Arnopp, Jason - "Ostatnie dni Jacka Sparksa"

 Ziemiański, Andrzej - "Virion. Obława"

 King, Stephen - "Bastion" (2018)

 Mull, Brandon - "Skoczkowie w czasie"

 Poe, Edgar Allan - "Miasto w morzu i inne utwory poetyckie"

Linki


Wrede, Patricia C. - "Konszachty ze smokami"
Wydawnictwo: ISA
Cykl: Wrede, Patricia C. - "Kroniki Zaczarowanego Lasu"
Tytuł oryginału: Dealing with Dragons
Tłumaczenie: Elżbieta Gepfert
Data wydania: 2006
Liczba stron: 175
Tom cyklu: 1



Wrede, Patricia C. – "Konszachty ze smokami" (rozdział 2)

ROZDZIAŁ 2
w którym Cimorena odkrywa zalety klasycznej edukacji, a także ma nieproszonych gości

Wewnątrz chaty było ciemno, wilgotno i chłodno. Cimorena uznała, że to przyjemna ulga po marszu w upale, po zakurzonej drodze. Zastanawiała się tylko, dlaczego przez szczeliny w deskach nie wpada światło słońca. Wciąż stała tuż za drzwiami, czekając, aż jej oczy przyzwyczają się do ciemności, gdy nagle ktoś odezwał się z irytacją:
– Czy to ta księżniczka, na którą czekaliśmy?
– Czemu jej nie zapytasz? – odparł głęboki, grzmiący głos.
– Jestem księżniczka Cimorena z królestwa Linderwall – przedstawiła się grzecznie. – Powiedziano mi, że możecie mi pomóc.
– Pomóc jej? – zdziwił się pierwszy głos i Cimorena usłyszała parsknięcie. – Myślę, że powinniśmy ją zjeść i mieć z tym spokój.
Księżniczka wystraszyła się. Zastanawiała się, czy głosy należą do ogrów lub trolli i czy zdoła wymknąć się z chaty, zanim zdecydują się ją zjeść. Próbowała znaleźć za plecami drzwi i aż drgnęła ze zdumienia, kiedy palcami trafiła na wilgotny kamień, a nie na suche drewno.
– Nie tak szybko, Woraugu – odezwał się wtedy trzeci głos. – Najpierw wysłuchajmy, co ma do powiedzenia.
Cimorena nabrała tchu i zaczęła opowiadać o lekcjach szermierki, lekcjach magii, łaciny, żonglowania i wszystkich innych rzeczach, które okazały się nie być właściwym zachowaniem księżniczki. Powiedziała głosom, że uciekła z Sathem Pod Górami, żeby nie wychodzić za mąż za księcia Therandila.
– A czego od nas oczekujesz w tej sprawie? – spytał z zaciekawieniem jeden z głosów.
– Nie wiem – odparła szczerze. – Tyle że, oczywiście, wolałabym nie być zjedzoną. W tych ciemnościach nie widzę, kim jesteście.
– To można naprawić – zapewnił głos.
Po chwili w powietrzu nad głową dziewczyny pojawiła się niewielka kula światła. Księżniczka cofnęła się gwałtownie i uderzyła plecami o ścianę.
Głosy należały do smoków.
Pięć ich leżało, zwisało, czy też owijało się wokół rozmaitych głazów i kolumn, które wypełniały ogromną grotę. Każdy z samców (było ich trzy) miał dwa krótkie, ostre z wyglądu rogi, umieszczone po obu stronach głowy. Samica smoka miała trzy rogi – po jednym z obu stron i trzeci pośrodku czoła. Ostatni smok, najwyraźniej zbyt młody, by zdecydować się, do jakiej płci chce należeć, nie miał żadnych rogów.
Cimorena przestraszyła się. Najmniejszy ze smoków był trzy razy wyższy od niej. Wszystkie miały lśniące zielone łuski i ostre srebrzyste zęby, co robiło przytłaczające wrażenie. Twarzą w twarz okazały się bardziej przerażające niż na obrazkach, które pamiętała z książek o historii naturalnej. Nerwowo przełknęła ślinę, zastanawiając się, czy naprawdę wolałaby być raczej zjedzona przez smoka niż poślubiona przez Therandila.
– I co? – spytała trójrożna smoczyca, leżąca tuż przed nią. – Więc co chciałabyś, abyśmy dla ciebie zrobili?
– Ja... – Urwała nagle, gdyż wpadł jej do głowy nowy pomysł. – Smoki są... – zaczęła ostrożnie. – Smoki lubią księżniczki, prawda?
– Bardzo – przyznała smoczyca i uśmiechnęła się. Uśmiech ukazywał wszystkie jej zęby, co wcale dziewczyny nie uspokoiło.
– To znaczy, słyszałam o smokach, które trzymają księżniczki w niewoli, żeby im gotowały, i tak dalej – wyjaśniła Cimorena, które tak naprawdę nie miała pojęcia, co księżniczki w niewoli robią po całych dniach.
Smoczyca kiwnęła głową. Jeden z pozostałych smoków, żółtozielonej barwy, poruszył się niespokojnie.
– Och, weźmy się do roboty i zjedzmy ją. Oszczędzimy sobie kłopotów.
Nim którykolwiek ze smoków zdołał odpowiedzieć, rozległ się głośny, huczący dźwięk i szósty smok wśliznął się do groty. Łuski miał bardziej szare niż zielone. Bestie przy drzwiach z szacunkiem ustąpiły mu z drogi.
– Kazul! – zawołał głośno nowo przybyły. – Aaaa psik! Przepraszam, spóźniłem się, ale po drodze przytrafiło mi się coś strasznego. A psik!
– Co takiego? – spytała smoczyca, z którą rozmawiała Cimorena.
– Wpadłem na maga. A psik! Musiałem go zjeść, nie miałem wyjścia. A psik, a psik. A teraz spójrzcie na mnie!
Za każdym razem, kiedy szarozielony smok kichał, wyrzucał z siebie małą kulę ognia, która przypalała ścianę jaskini.
– Uspokój się, Roximie – powiedziała Kazul. – Tylko pogarszasz sytuację.
– A psik! Uspokoić się? Kiedy mam atak alergii? A psik, a niech to, a psik! – odparł szarozielony smok. – Niech ktoś mi da chusteczkę. A psik!
– Proszę. – Cimorena wyciągnęła jedną ze swoich. – Proszę użyć mojej.
Poczuła się o wiele mniej wystraszona, gdyż szarozielony smok przypominał jej wuja, brata dziadka, który był stary i niedosłyszał, ale bardzo go lubiła.
– Co to takiego? – zdziwił się Roxim. – A psik! Pospiesz się i dawaj ją tutaj.
Kazul wzięła od Cimoreny chusteczkę, chwytając ją ostrożnie w dwa pazury, i przekazała Roximowi. Szarozielony smok wytarł załzawione oczy i wydmuchał nos.
– O, już lepiej, chyba lepiej. A psik! A niech to!
Kula ognia towarzysząca kichnięciu smoka zredukowała chusteczkę do zwęglonej szmatki. Cimorena szybko wyciągnęła następną i przekazała Kazul; była zadowolona, że wzięła kilka zapasowych.
Roxim zużył jeszcze dwie chusteczki, zanim atak kichania wreszcie ustał.
– Dużo lepiej – ucieszył się. – A teraz: kim jest osoba, która pożyczyła mi chusteczki? Czyjaś nowa księżniczka, co?
– Właśnie o tym rozmawialiśmy, kiedy przyszedłeś – wyjaśniła Kazul i spojrzała na Cimorenę. – Co mówiłaś? O gotowaniu, i tak dalej?
– Czy nie mogłabym zająć się tym tutaj dla kogoś przez pewien czas?
Smoczyca uśmiechnęła się znowu, a Cimorena przełknęła ślinę.
– Może i mogłabyś. A dlaczego chciałabyś to robić?
– Bo wtedy nie musiałabym wracać do domu i wychodzić za Therandila – odparła. – Bycie smoczą księżniczką jest rzeczą godną szacunku, więc moi rodzice nie powinni narzekać. A z pewnością będzie to o wiele ciekawsze niż haftowanie i lekcje tańca.
Kilka smoków wydało z siebie prychnięcia czy odkaszlnęło. Cimorena aż podskoczyła, a potem uznała, że się śmieją.
– To śmieszne – powiedział wielki jasnozielony smok po jej lewej stronie.
– Czemu? – spytała Kazul.
– Księżniczka na ochotnika? Wykluczone.
– Łatwo ci mówić – wtrącił ponuro jeden z pozostałych smoków. – Ty już masz swoją księżniczkę. A co z pozostałymi?
– Nie bądź taki staroświecki, Woraugu – dodał inny smok. – W końcu co jeszcze możemy z nią zrobić?
– Zjeść ją – zaproponował żółtozielony smok znudzonym głosem.
– Żadna porządna księżniczka nie przyszłaby sama szukać smoków – protestował Woraug.
– A więc nie jestem porządną księżniczką – jęknęła Cimorena. – Umiem robić płonący deser z wiśniami i zgłaszam się na ochotnika. Odmieniam łacińskie czasowniki, a przynajmniej odmieniałabym, gdyby ktoś mi pozwolił. Właśnie tak!
– No coś takiego... – mruknął szarozielony smok.
– Widzicie – odezwał się Woraug. – Kto by chciał mieć taką nieporządną księżniczkę?
– Ja – odparła Kazul.
– Chyba nie mówisz poważnie – zirytował się Woraug. – Po co?
– Bo lubię desery z wiśniami – wyjaśniła smoczyca, wciąż patrząc na Cimorenę. – Ona też mi się podoba. Poza tym trzeba skatalogować łacińskie zwoje w mojej bibliotece, jeśli nie znajdę kogoś, kto zna ten język, będę musiała sama się tym zająć.
– Przyjmij ją najpierw na okres próbny – poradził smok fioletowozielony.
Woraug prychnął pogardliwie.
– Łacina i wiśniowe desery. Dla takich głupstw chcesz wziąć tę czarnowłosą, bezczelną, małą...
– Byłabym wdzięczna za odrobinę uprzejmości, kiedy mówisz o mojej księżniczce – przerwała mu Kazul i uśmiechnęła się groźnie.
– Sympatyczna mała – rzekł Roxim, z aprobatą pokiwał głową i zamachał ostatnią chusteczką Cimoreny. – Ma sporo rozsądku. Przyda ci się, Kazul.
– Jeśli to już załatwione, to poszukam jakiejś przekąski – oświadczył żółtozielony smok.
Woraug rozejrzał się, lecz inne smoki chyba zgadzały się z Roximem.
– A co tam – mruknął gderliwie. – W końcu to twój wybór, Kazul.
– Z całą pewnością. A teraz, księżniczko, pozwól tędy. Pokażę ci, gdzie będziesz mieszkać.
Cimorena podążyła za Kazul przez grotę i tunelem. Ku jej uldze, kula światła przesuwała się wraz z nią. Miała nieprzyjemne wrażenie, że gdyby próbowała iść za Kazul w ciemności, na pewno nadepnęłaby jej na ogon, co nie byłoby dobrym początkiem znajomości.
Smoczyca prowadziła dziewczynę przez długi labirynt tuneli i wreszcie zatrzymała się w innej jaskini.
– Jesteśmy – powiedziała. – Możesz zająć ten mały pokój po prawej stronie. Odnoszę wrażenie, że kiedy moja ostatnia księżniczka uciekła z jakimś rycerzem, zostawiła większość wyposażenia.
– Dziękuję – powiedziała Cimorena. – Od kiedy zacznę swoje obowiązki? I jakie one są, jeśli wolno spytać?
– Zaczynasz natychmiast – odparła Kazul. – Chcę kolację na siódmą. Tymczasem możesz usiąść do sortowania skarbu. – Smoczyca skinęła głową w stronę ciemnego otworu po lewej. – Na pewno niektóre elementy wymagają naprawy. Jest tam przynajmniej jedna zbroja z urwaną nogą, a te tańsze magiczne miecze chyba trochę rdzewieją. Całą resztę właściwie trzeba by porządnie poukładać. Nie mogę tam niczego znaleźć.
– Wspominałaś o bibliotece – przypomniała Cimorena.
– Najpierw zobaczymy, jak dobrze sobie radzisz w skarbcu. Resztę wyjaśnię ci później. Nie masz nic przeciwko nauczeniu się odrobiny magii, prawda?
– Ależ skąd – zapewniła księżniczka.
– To dobrze. To bardzo ułatwia sprawę. Idź, umyj się, a potem wprowadzę cię do skarbca, żebyś mogła zacząć pracę.
Cimorena kiwnęła głową i przeszła do pokoju, który Kazul oddała jej w użytkowanie. Kiedy myła ręce i twarz, poczuła, że od dawna nie była tak szczęśliwa. Nie musiała wychodzić za Therandila, a porządkowanie smoczego skarbu brzmiało o wiele bardziej interesująco niż tańce czy hafty. Nauczy się nawet trochę magii, a rodzice nie będą się o nią martwić, kiedy odkryją, gdzie jest. Pierwszy raz w życiu Cimorena poczuła się zadowolona z tego, że jest księżniczką. Wytarła ręce i wróciła do głównej jaskini, zastanawiając się, jak przekonać Kazul, aby pomogła jej trochę odświeżyć łacinę. Nie chciała, by smoczyca się rozczarowała.
Draco, draconem, dracone – mruczała, rozciągając wargi w uśmiechu.
Zawsze była dobra w deklinacji rzeczowników. Tak uśmiechnięta ruszyła naprzód, aby podjąć nowe obowiązki.

* * *

Cimorena szybko się zadomowiła. Łatwo dogadywała się z Kazul i – po kilku pomyłkach – nauczyła się znajdować drogę w jaskiniach. Skomplikowana pajęczyna korytarzy łączących jaskinie różnych kształtów i rozmiarów, należące do konkretnych smoków, przypominały jej podziemne miasto z tunelami zamiast ulic. Nie miała pojęcia, jak daleko sięgają te tunele, choć podejrzewała, że niektóre są zaczarowane. Kiedy człowiek ruszał którymś z nich, docierał wiele dalej, niż mu się to na początku wydawało możliwe.
Należący do Kazul fragment jaskiń wyglądał na dość spory. Oprócz kuchni – która była dużą grotą w pobliżu wyjścia, żeby nie przeszkadzał dym z paleniska – znajdowała się tam grota sypialna, trzy wielkie sale skarbca na drugim końcu labiryntu krętych, małych przejść i dwie jeszcze większe sale magazynowe na mniej cenne rzeczy. Była też biblioteka oraz duża, zupełnie pusta jaskinia jadalna, w której przyjmowano inne smoki, a także kilka pokoików przydzielonych Cimorenie. Wszystkie pachniały smokiem – unosił się w nich trochę wilgotny, dymny i cynamonowy zapach. Pierwszym zadaniem Cimoreny było ich przewietrzenie.
Mieszkanie księżniczki składało się z trzech niedużych, połączonych ze sobą jaskiń, tuż obok jadalni Kazul. Wygodne umeblowanie stanowiło mieszankę sprzętów w różnych stylach i z różnych okresów. Wyglądały jak pokoje gościnne w większości zamków, które Cimorena odwiedzała, tyle że bez okien. Były też o wiele za małe, by smok dostał się do środka. Kazul, zapytana o to, wyjaśniła, że krasnoludy wykuły je z wdzięczności za przysługę. Jednak ton smoczycy zniechęcał do pytania, o jaką przysługę mogło chodzić.
Pod koniec pierwszego tygodnia Cimorena poczuła się na tyle pewna swej pozycji, że dała Kazul listę potrzebnych w kuchni przedmiotów. Poprzednia księżniczka, która w oczach Cimoreny zyskiwała coraz gorszą opinię, najwyraźniej jakoś radziła sobie z dużą patelnią z trzema wgnieceniami i rozchwianą rączką, z drewnianą pękniętą miską oraz paskudnie zaśniedziałym imbrykiem. Nie przeszkadzał jej także zestaw nie pasujących do siebie talerzy, kubków i sztućców, w większości wyszczerbionych lub wygiętych.
Kazul wydawała się zadowolona z tej prośby. Następnego dnia Cimorena otrzymała wszystko, co chciała, z wyjątkiem kilku nietypowych naczyń i patelni. Gotowanie stało się więc dużo łatwiejsze, dzięki czemu mogła więcej czasu poświęcić na łacinę i sortowanie skarbów. Skarbiec był tak zapuszczony, jak uprzedzała smoczyca, zatem ułożenie wszystkiego w rozsądnym porządku okazało się trudnym zadaniem. Czasami nie potrafiła zgadnąć, czy pierścień jest zaczarowany, a wolała nie wkładać go na palec, żeby sprawdzić. Mógł być to całkiem użyteczny magiczny pierścień, który daje człowiekowi niewidzialność, albo też taki, który zmienia w żabę. Mimo to Cimorena radziła sobie całkiem nieźle, a jeżeli nie miała pewności co do natury jakichś rzeczy, odkładała je w rogu na stos.
W jaskiniach było wiele skarbów czekających na posortowanie. Większość mieściła się w jednej z dwóch wewnętrznych jaskiń, tworząc stos koron, pierścieni, klejnotów, mieczy i monet, jednak Cimorena znajdowała różne rzeczy także w innych miejscach, czasami zaskakujących. Pod jej łóżkiem leżał mały hełm (pokryty całkiem sporą ilością kurzu), srebrną bransoletę z opalami znalazła w bibliotece na pulpicie do czytania, a dwa sztylety i wysadzany klejnotami kałamarz – za piecem w kuchni. Zbierała je wraz ze wszystkim, co walało się w salach, i odkładała na miejsce. Uznała, że najwyraźniej smoki nie są istotami przesadnie lubiącymi porządek.

* * *

Pierwszy z rycerzy pojawił się pod koniec drugiego tygodnia.
Cimorena zajmowała się czyszczeniem mieczy. Kazul miała rację co do ich stanu – niektóre pordzewiały i niemal wszystkie wymagały ostrzenia. Właśnie ścierała ostatnie płatki rdzy z wielkiego dwuręcznego miecza, gdy usłyszała, że ktoś krzyczy u wejścia do jaskini. Trochę zirytowana niespodziewaną wizytą wstała i z mieczem w ręku wyszła sprawdzić, kto to taki.
Kiedy zbliżyła się do wyjścia, zaczęła w krzykach rozróżniać słowa:
– Smoku! Wyjdź i walcz! Walcz o księżniczkę Cimorenę z Linderwallu!
– Coś takiego – mruknęła dziewczyna i przyspieszyła kroku. – Hej, ty – zawołała, wychodząc na światło dnia i musiała się uchylić, gdy włócznia przecięła powietrze tuż nad jej głową. – Natychmiast przestań! – krzyknęła. – Jestem księżniczka Cimorena.
– Naprawdę? – zapytał pełen zwątpienia głos. – Jesteś pewna? To znaczy...
Cimorena uniosła głowę i zmrużyła oczy. Wciąż był wczesny ranek i słońce stało na niebie za plecami przybysza, więc nie mogła dojrzeć czegokolwiek poza konturem postaci.
– Oczywiście, że jestem pewna – odparła. – Czego się spodziewasz, listów uwierzytelniających? Podejdź bliżej, żebym mogła zobaczyć, kim ty jesteś.
Postać przesunęła się w bok i Cimorena ujrzała rycerza w nowiutkiej zbroi, całej błyszczącej, z wyjątkiem nagolenic, które od marszu mocno się zakurzyły. Zastanawiała się przez chwilę, dlaczego nie przyjechał konno, ale wolała nie pytać. Rycerz miał uniesioną przyłbicę i kilka kosmyków jasnych włosów wysunęło się na przystojną twarz. Obserwował ją z wyrazem zaniepokojonego zaskoczenia.
– Co mogę dla ciebie zrobić? – spytała, gdy minęło kilka chwil, a rycerz wciąż milczał.
– No... hm... jeśli rzeczywiście jesteś księżniczką Cimoreną, przybyłem, by uratować cię od smoka.
Dziewczyna wbiła ostrze miecza w ziemię i oparła się o niego, jakby to była laska.
– Tak sobie właśnie pomyślałam. Ale raczej nie chcę być uratowana. Mimo to jestem wdzięczna.
– Nie chcesz być uratowana? – zdumienie rycerza jeszcze się pogłębiło. – Ale księżniczki zawsze...
– Nie, wcale nie – przerwała mu stanowczo, rozpoznając początek dobrze znanego argumentu. – Nawet gdybym chciała, to i tak źle się do tego zabierasz.
– Co? – zdumiał się rycerz, całkiem już zaszokowany.
– Te twoje krzyki „chodź i walcz”. Żaden szanujący się smok nie odpowie na takie wyzwanie. To brzmi jak dziecięce wrzaski. Smoki są bardzo czułe na punkcie swej godności, przynajmniej te, które dotąd spotkałam.
– Och! – Rycerz był załamany. – A co powinienem powiedzieć?
– „Stań mężnie i przystąp do bitwy.” Tak to na ogół brzmi – wyjaśniła Cimorena z godnością, pamiętając o lekcjach bycia księżniczką.
Zawsze bardziej interesowało ją to, co rycerze i smoki powinni mówić niż uczenie się na pamięć tych miejsc, gdzie powinna krzyczeć.
– Niekoniecznie dokładnie tymi słowami, ale musi to brzmieć odpowiednio oficjalnie. Jesteś nowy, prawda?
– Ratowanie cię jest moją pierwszą wielką misją – odparł posępnie rycerz. – Jesteś pewna, że nie chcesz być uratowana?
– Całkowicie pewna – oświadczyła. – Lubię mieszkać z Kazul.
– Lubisz? – Rycerz wytrzeszczył oczy. Lecz nagle rozpromienił się i zawołał: – Oczywiście! Smok cię zaczarował. Od razu powinienem o tym pomyśleć.
– Kazul mnie nie zaczarowała i nie chcę być przez nikogo uratowana – powtórzyła dziewczyna przestraszona nagle entuzjazmem rycerza. – To miejsce bardzo mi odpowiada. Lubię polerować miecze, przygotowywać deser z wiśniami oraz czytać łacińskie zwoje. Jeśli nie wierzysz, spytaj kogokolwiek w Linderwallu. Od lat narzekają na moje niegodne księżniczki zachowanie.
– Słyszałem coś o lekcjach szermierki – przyznał niepewnie – ale rycerze nie powinni zwracać uwagi na takie rzeczy. Mamy być ponad plotki i pogłoski.
– Lekcje szermierki to tylko początek – zapewniła Cimorena. – Widzisz teraz, dlaczego jestem całkiem zadowolona z bycia smoczą księżniczką.
– No tak – zgodził się rycerz, chociaż nie wyglądał na przekonanego. – A jeśli już o smokach mowa, to gdzie jest twój?
– Kazul nie jest moim smokiem – poprawiła go surowo dziewczyna. – To ja jestem jej księżniczką. Jeśli tego nie zrozumiesz, nigdy nie nawiążesz kontaktów ze smokami. Smoczyca udała się do Zaczarowanego Lasu, po drugiej stronie gór, żeby od znajomej czarownicy pożyczyć patelnię do naleśników.
– Co?
– Poleciała pożyczyć patelnię do naleśników – powtórzyła głośniej Cimorena. – Może lepiej sprawdź swój hełm, gdy wrócisz do domu. Nie powinien utrudniać słyszenia, ale czasami...
– Ależ słyszałem cię – zapewnił rycerz. – Ale po co smoczycy patelnia do naleśników?
– Nie ona jej potrzebuje, tylko ja. Znalazłam w bibliotece przepis i chcę go wypróbować, a sprzęt w kuchni nadaje się do gotowania tylko najprostszych potraw. Kazul w końcu jakoś go uzupełni, ale takie rzeczy jak patelnia do naleśników czy garnki do sufletu chwilowo musimy pożyczać.
– Tobie naprawdę się tu podoba – stwierdził ze zdumieniem rycerz.
Cimorena powstrzymała się od przypomnienia, że powtarza mu to przez cały czas. Zamiast tego spytała:
– A skąd wiedziałeś, gdzie jestem?
– Wieści się rozchodzą. – Rycerz lekceważąco machnął ręką. – Prawdę mówiąc, musiałem się spieszyć, żeby być pierwszy. Połowa królestwa Linderwallu i ręka księżniczki to dostatecznie duża nagroda dla wielu ludzi, którzy normalnie nie przejmowaliby się takimi sprawami.
– Ojciec zaproponował pół królestwa temu, kto mnie uratuje? – zdumiała się Cimorena. – To przecież więcej niż posagi moich sióstr razem wzięte!
– To zwykła nagroda w takich przypadkach – odparł łagodnie.
– Całkiem możliwe – przyznała tonem głębokiej niechęci. – No cóż, przynajmniej możesz wrócić i powiedzieć im, że nie chcę być ratowana. Może dzięki temu nikt więcej się tu nie zjawi.
– Tego nie mogę zrobić! – rzekł rycerz. – Takich rzeczy...
– ...się nie robi – dokończyła Cimorena. – Doskonale rozumiem.
Pożegnała się z nim uprzejmie – nie dlatego, że miała ochotę na uprzejmości, ale dlatego, że była dobrze wychowana – i posłała go w powrotną drogę. Wróciła potem do jaskini i wypolerowała miecz, aż błyszczał jak lustro, co trochę ją uspokoiło.

* * *

Następnego dnia zjawiło się dwóch rycerzy, a kolejnego aż czterech. Czwartego dnia przybył tylko jeden, ale okazał się wyjątkowo uparty i Cimorena zmarnowała niemal dwie godziny, żeby się go pozbyć. Nabrała przy tym tak głębokiej niechęci do rycerzy, że nawet rozważała pomysł, czy nie pozwolić Kazul, aby sama się nimi zajęła. Jednak jakoś nie potrafiła się do tego przekonać. Rycerze, oczywiście, zaatakowaliby Kazul, gdy tylko by ją ujrzeli, gdyż właśnie po to przybyli, i prędzej czy później ktoś by na tym ucierpiał. Cimorenie nie podobała się myśl, że ktoś mógłby ucierpieć, próbując ją ratować. Zwłaszcza że nie chciała być ratowana. Z głębokim westchnieniem postanowiła zatem, że sama będzie załatwiać sprawy z rycerzami – przynajmniej dopóki Kazul jej na to pozwoli.
Książę Therandil pojawił się pod koniec trzeciego tygodnia. Utykał trochę, jakby metalowe buty uwierały go w palce, a pióra umocowane do hełmu obwisły mocno. Zatrzymał się i starannie przybrał imponującą pozę, zanim wygłosił typowe wyzwanie.
Cimorena nie była w odpowiednim nastroju, więc nie zrobiło to na niej wrażenia. Poza tym widziała, że hełm jest wykonany w innym stylu niż złota zbroja, a sama zbroja ma szczeliny przy kolanach i łokciach, gdzie elementy najwyraźniej do siebie nie pasowały.
– Nie spieszyłeś się zbytnio – stwierdziła z irytacją. – Przed tobą było już ośmiu rycerzy.
– Ośmiu? – Książę zmarszczył brwi. – Myślałem, że przez ten czas zjawi się ich co najmniej dwunastu. Może wrócę później.
Dziewczyna spojrzała na niego zaskoczona.
– Dlaczego?
– To będzie lepiej wyglądać – wyjaśnił poważnie Therandil. – Niewielka jest chwała w pokonaniu smoka, którego nie pobiło co najmniej dziesięciu czy dwunastu rycerzy. Sir Gorolax z Mirstwoldu nawet nie myśli o ruszaniu na smoka, który ma wynik poniżej czterdziestu pięciu. Nie zaryzykuję tak długiego oczekiwania, ale ośmiu to chyba trochę za mało.
– Masz zamiar iść sobie i czekać, dopóki Kazul nie pokona piętnastu rycerzy, a dopiero potem wrócisz, by mnie uratować?
Zarozumiałość i pewność siebie księcia wydały się Cimorenie bardzo irytujące, ale wolała nie mówić tego wprost.
– Nie, oczywiście, jeśli tylko wolisz być uratowana już teraz – zapewnił pospiesznie. – Ale powinnaś również rozważyć zalety mojego rozwiązania, zresztą przypuszczam, że to już nie potrwa długo... – Ucichł, spoglądając na nią z nadzieją.
– Obawiam się, że to potrwa jeszcze bardzo długo – odparła z satysfakcją. – Widzisz, Kazul nie pokonała jeszcze żadnego rycerza.
– Aaa... ale sama mówiłaś, że było tu już ośmiu.
– Powiedziałam, że ośmiu tu przybyło. Nie powiedziałam, że z kimś walczyli. Odesłałam ich.
– Odesłałaś? – powtórzył Therandil, wyraźnie przerażony. – Ale to... tego...
– ...się nie robi. Wiem. – Uśmiechnęła się słodko. – Ale ja to zrobiłam. I zamierzam robić to nadal. Więc równie dobrze możesz wrócić do domu i ostrzec kolegów. Będzie im bardzo głupio, rozumiesz, gdy przejdą taki kawał drogi aż do tych gór, by mnie ratować, a potem się okaże, że muszą wracać do domu, nic nie zyskując.
– Z całą pewnością to zrobię! – powiedział oburzony książę. – Jaki jest cel tych twoich sztuczek? Nie chcesz być uratowana?
– Nie. – Cimorena w końcu straciła cierpliwość. – Nie chcę. I mam już dość tego, że stale ktoś przerywa mi pracę. Więc, proszę, idź sobie i już nie wracaj.
– Na pewno nie mówisz poważnie. Zresztą wszyscy spodziewają się, że cię uratuję.
– To już twój problem. Idę przygotować obiad. Żegnam.
I zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, odwróciła się i zniknęła w jaskini z nadzieją, że księciu nie przyjdzie do głowy jej ścigać.


Dodano: 2006-09-01 13:35:31
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Wodę na sicie"


Artykuły

Wywiad z Dmitrem Glukhovskym


 Wywiad z Joe Abercrombiem

 Modyfikowany Węgiel - powieść a serial

 Co będzie warto czytać z polskiej fantastyki w 2018 roku?

 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

Recenzje

del Toro, Guillermo & Hogan, Chuck - "Wieczna noc"


 Baxter, Stephen - "Proxima"

 Kosik, Rafał - "Różaniec"

 Bradley, Marion Zimmer - "Mgły Avalonu"

 Golden, Christie - "Cisza przed burzą"

 Brzezińska, Anna - "Woda na sicie"

 Miller, Madeline - "Kirke"

 Pettersen, Siri - "Bańka"

Fragmenty

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Wyprawa"

 Straub, Peter - "Upiorna opowieść"

 Hejankowski, Sebastian - "Światłoczuły"

 Lewandowska, Magdalena i Małgorzata - "Drzewo wspomnień"

 Dworakowski, Witold - "Pani Czterdziestu Żywiołów"

 Kiszela, Marcin - "Ostatni prorok"

 Sudomir, Agnieszka - "Szablon"

 Brzezińska, Anna - "Woda na sicie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2018 nast.pl     RSS      RSS