NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Kańtoch, Anna - "Zabawki diabła" (Powergraph)

Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Ukazały się

Weinbaum, Stanley G. - "Drapieżna planeta"


 antologia - "Drugie lądowanie. Antologia króciaków"

 Szacha, Georgij - "Nie było smutniejszej historii"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Harkness, Deborah - "Cienie Nocy"

 Pilipiuk, Andrzej - "Karpie Bijem"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Abbott, Tony - "Klątwa węża"

Linki

Berg, Carol - "Przeobrażenie"
Wydawnictwo: ISA
Cykl: Berg, Carol - "Rai-Kirah"
Tytuł oryginału: „Transformation”
Tłumaczenie: Anna Studniarek
Data wydania: Listopad 2005
Liczba stron: 400
cykl: Trylogia Rai-Kirah



Berg, Carol - "Przeobrażenie"

Ludzie się zmieniają – prawda stara a wyświechtana, że strach. Carol Berg biorąc na potrzeby „Przeobrażenia”, powieści-debiutu, taki właśnie temat, była niezbyt oryginalna; ale i też dość odważna, uważając widocznie, że ma w tej kwestii coś nowego do powiedzenia (czy przynajmniej: w sposób nowy). Fantastyka, a fantasy szczególnie, oferuje tu autorom spore pole do popisu. Swoboda w ustalaniu reguł świata oraz znak firmowy gatunku – magia, to niezwykle plastyczna literacka materia, potencjał dający nadzieję na choć chwilowe wyswobodzenie czytelnika z ograniczających go – a z drugiej strony wygodnych i bezpiecznych – okowów stereotypu i sztampy. Pisarce z Teksasu, na chwilę właśnie, ta sztuka się udała.

Seyonne, narrator „Przeobrażenia”, jest niewolnikiem (czyli czymś w rodzaju gadającego mebla) i nie dopuszcza do siebie myśli, że kiedyś było inaczej. Wyzuty ze złudzeń i wszelkiej nadziei, pogodzony z losem, który okradł go z wszystkiego co było dlań cenne, żyje (czy raczej trwa) z dnia na dzień opancerzony w hartowany czasem realizm. Bohater-narrator przedstawia się nam w momencie, gdy po dwóch latach służby u starego barona trafia na targ i zostaje sprzedany nowemu właścicielowi. Posiadającego umiejętność czytania i pisania niewolnika nabywa Aleksander Denischkar – książę i następca tronu imperium Derzich;1 młodzieniec inteligentny, odważny, przenikliwy i silny, bardzo zdolny, o wielkich możliwościach, lecz także: arogancki, bezwzględny oraz pełen buty, któremu i perfidia, i okrucieństwo (tak fizyczne, jak również psychiczne) obce nie są.

Gdy napiszę, że zderzenie ze sobą tych dwóch postaci było znakomitym pomysłem, pewnie nikt mi nie uwierzy. Słusznie – koncept jak każdy inny przecież. Lecz istotnym jest nie CO, ale JAK zostało zrobione; o wykonanie, przekucie myśli w materialny byt rzecz się tu rozchodzi. I Berg, przynajmniej do połowy książki, do kiedy relacja Seyonne-Aleksander pozostaje rdzeniem opowiadanej historii, wykonuje swoją pracę umiejętnie; z dystansem, na zimno, unikając najprostszych rozwiązań – wygrywa na czytelniku pokaźną gamę emocji. Ta część „Przeobrażenia” – przykuwając uwagę również niebrzydkim i gęsto upstrzonym w rozmaite dworskie intrygi zalążkiem fabuły – stanowi jego najmocniejszą stronę. A dalej...

Niby wszystko w porządku, bo książka wciąga; historia nabiera bardziej epickich kształtów, tempo następujących po sobie wydarzeń, jeśli się nie zwiększa, to z pewnością nie maleje, a główny wątek – mimo przewidywalności w kwestiach najważniejszych – zaskakuje zwrotami akcji. Mówiąc krótko: czyta się z zainteresowaniem. Jednocześnie jednak coś w pisarskim warsztacie autorki szwankuje, a cały z finezją dotychczas budowany przezeń mechanizm zaczyna chrobotać i momentami się zacinać. I wcale nie tak ważne jest tu to, że poszczególne fabularne trybiki nie zawsze idealnie do siebie pasują, ani fakt, że z czasem oś: „problemy małe – problemy wielkie” niebezpiecznie się wygina.2 Choć tego rodzaju niedogodności trochę przeszkadzają, to prawdziwe zgrzytanie pojawia się dlatego, że całość maszynerii poczyna obracać się w inną niż dotychczas stronę. Porzuca kierunek ciekawszy, który wykluczał rozwiązania najprostsze, gdzie praca, przejawiająca się podejmowanymi decyzjami, każdego trybika-bohatera miała swój niebagatelny i odczuwalny dla czytelnika ciężar, znaczenie; a rusza po linii wygodniejszej, wzdłuż której mimo że pewne trudności się pojawiają (całkiem licznie zresztą), to de facto wiele nie komplikują – staje się bowiem jasne, że MUSZĄ być, czy to przez magiczne koło zębate Seyonne’a, czy Aleksandra, przezwyciężone.

„Przeobrażenie” – debiut, przypomnę – wypada więc traktować raczej w kategoriach sygnalizacyjnych: talentu autorki do tworzenia pełnokrwistych postaci oraz umiejętności umieszczania ich w interesującym kontekście – czyli zdolności, których rąbek z początku Carol B. nam uchyla, by, „zawstydziwszy się”, uciec niestety zaraz potem – śladem legionu tolkienowych epigonów – w bezpieczne ostępy schematów, wypróbowanych szablonów. Amerykańska pisarka nie wykorzystała szansy, aby jej powieść – która bezsprzecznie pozostaje jednak porządnym czytadłem – stała się „czymś więcej”; jest tylko (lub aż) obietnicą na to „coś”. Może w przyszłych tomach/cyklach, a może nie. W każdym razie, tak jak jej Aleksander Denischkar, potencjał – i to spory – Berg ma. A ponieważ na kartach „Przeobrażenia” daje on o sobie znać całkiem często, toteż i samą książką zainteresować się warto.



Przypisy:
1 Który ani pisać, ani czytać, tak jak niemal cała arystokratyczna część jego ludu, nie umie. Sprawę ładnie naświetla passus:
Szlachta Derzhich nie uczyła się pisać i czytać, a nawet jeśli umiała, to nikomu się nie przyznawała. Derzhi byli narodem wojowników i choć doceniali pisarskie zdolności swoich uczonych i kupców, cenili ich w taki sam sposób jak cenili psy, które robiły różne sztuczki, ptaki bezbłędnie przenoszące wiadomości czy iluzjonistów zmieniających króliki w kwiaty. Sami wcale nie chcieli tego robić.
2 Z równowagi, jaka panowała w pierwszej części „Przeobrażenia” między kłopotami „mikro” (czyli czymś w rodzaju: „zostałem wykorzystany, zhańbiony”) i „makro” (czyli: „ach, źle się dzieje, świat ratować już czas”), w partii drugiej pozostaje tylko wspomnienie; dysonans powstaje na skutek przeładowania książki problemami ODWIECZNYMI A PRZYTŁACZAJĄCYMI (świat, bohaterów... i czytelnika).




Ocena: 7/10
Autor: Mateusz Wodyk
Dodano: 2006-01-24 13:15:42
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Szenk - 13:17 27-06-2006
Niedawno wyjdzie (lub już wyszedł) tom drugi trylogii. A ja nadal nie wiem, czy warto się tym cyklem zainteresować.

Ciekawy jestem, czy autorce udało się "poprawić" w następnym tomie.

ASX76 - 15:08 27-06-2006
A czytałeś pierwszą cześć :?: Jeśli tak, poproszę o "garść" wrażeń. :)

Szenk - 15:10 27-06-2006
No właśnie nie czytałem. Dopiero zastanawiam się nad kupnem, bo cena wydała mi się trochę zbyt wysoka :)

Komentuj


Konkurs

Wygraj "Nawiedzenia"


Wygraj "Ostatniego strażnika"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS