NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Matheson, Richard - "Jestem Legendą i inne utwory"

Žamboch, Miroslav - "Bakly. W objęciach śmierci", tom 2

Ukazały się

Mammay, Michael - "Przestrzeń"


 Zbierzchowski, Cezary - "Chłopi 2050, czyli Agronauci w czasach katastrofy klimatycznej"

 Duncan, Emily A. - "Niegodziwi święci"

 Wlazło, Alicja - "Iskra"

 Lisińska, Małgorzata - "Bajki krasnoludzkie"

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Bonowicz, Karina - "Nie wywołuj wilka z lasu"

 Mróz, Remigiusz - "Echo z otchłani"

Linki

Wrede, Patricia C. - "Konszachty ze smokami"
Wydawnictwo: ISA
Cykl: Wrede, Patricia C. - "Kroniki Zaczarowanego Lasu"
Tytuł oryginału: Dealing with Dragons
Tłumaczenie: Elżbieta Gepfert
Data wydania: 2006
Liczba stron: 175
Tom cyklu: 1



Wrede, Patricia C. – "Konszachty ze smokami" (rozdział 1)

Spis treści
1. W którym Cimorena odmawia zachowywania się odpowiedniego dla księżniczki i rozmawia z żabą
2. W którym Cimorena odkrywa zalety klasycznej edukacji, a także ma nieproszonych gości
3. W którym Cimorena spotyka czarownicę i ma wątpliwości co do maga
4. W którym Kazul wydaje przyjęcie, a Cimorena przygotowuje deser
5. W którym Cimorena przyjmuje oficjalną wizytę od towarzyszek straszliwej niewoli
6. W którym magowie trochę myszkują, a Cimorena też myszkuje
7. W którym Cimorena i Kazul wyruszają w podziemną podróż
8. W którym Cimorena i Kazul składają wizytę, a Cimorena staje do walki
9. W którym Therandil jest prawdziwym utrapieniem, a Cimorena rzuca zaklęcie
10. W którym Cimorena i Alianora przeprowadzają kilka prób i niepokoją maga
11. W którym Kazul nie czuje się dobrze, a Cimorena zawiera nową znajomość
12. W którym Cimorena odwiedza smoka, a kamienny książę odkrywa spisek
13. W którym Alianora odkrywa niezwykłe zastosowanie mydła i wody, a Cimorena ma kłopoty ze smokiem
14. W którym magowie próbują narobić kłopotów, a Cimorena znajduje na to radę
15. W którym smoki koronują nowego króla, a Cimorena dostaje nową posadę


ROZDZIAŁ 1
w którym Cimorena odmawia zachowywania się odpowiedniego dla księżniczki i rozmawia z żabą
Linderwall było sporym królestwem, leżącym na wschód od Gór Poranka. Filozofowie cieszyli się tam dużym szacunkiem, a w modzie była liczba pięć. Klimat nie odznaczał się niczym szczególnym. Rycerze polerowali swe zbroje głównie na pokaz; minęły już wieki, odkąd jakiś smok zapędził się w te okolice. Zdarzały się oczywiście okresowe problemy z królewskimi dziećmi i niezaproszonymi wróżkami, lecz te sprawy zawsze dawało się jakoś z czasem rozwiązać, łącząc węzłem małżeńskim ową kłopotliwą księżniczkę lub pechowego księcia z kimś odpowiednim. Ogólnie rzecz biorąc, Linderwall było miejscem zamożnym i bardzo przyjemnym.
Cimorena nie znosiła go.
Urodziła się jako najmłodsza córka króla Linderwallu, a rodzice uważali ją raczej za swoje utrapienie. Pierwsze sześć córek było całkiem normalnymi księżniczkami. Miały długie, złociste włosy i zachowywały się słodko. Każda piękniejsza od poprzedniej. Cimorena też była ładna, lecz włosy miała czarne i splatała je w warkocze, zamiast kręcić i upinać jak siostry.
Poza tym nie chciała przestać rosnąć. Rodzice obawiali się, że żaden książę nie zechce ożenić się z dziewczyną, która będzie mu patrzeć prosto w oczy, zamiast rzucać powłóczyste spojrzenia spod rzęs. Co do jej zachowania... Cóż, kiedy ludzie starali się być bardzo uprzejmi, mówili, że jest stanowcza. Kiedy się złościli, twierdzili że jest uparta jak osioł.
Król i królowa starali się najlepiej, jak mogli. Przyjęli najlepszych wychowawców i guwernantki, by nauczyli Cimorenę wszystkiego, co księżniczka powinna umieć: tańców, haftowania, malowania i etykiety, która określała wszystko: od prawidłowego dygnięcia przed przybywającym z wizytą księciem, aż po to, jak głośno wypada krzyczeć, gdy jest się porywaną przez olbrzyma (Linderwall wciąż miało czasem kłopoty z olbrzymami).
Cimorenę nudziło to wszystko okropnie, lecz zaciskała wargi i uczyła się mimo wszystko. Kiedy nie mogła już wytrzymać, schodziła do zamkowej zbrojowni i zmuszała zbrojmistrza, by uczył ją szermierki. Z każdym upływającym rokiem te zwykłe zajęcia nudziły ją coraz bardziej i bardziej. W efekcie lekcje szermierki zdarzały się coraz częściej i częściej.
Miała dwanaście lat, kiedy odkrył to ojciec.
– Szermierka to nie jest odpowiednie zajęcie dla księżniczki – powiedział tonem łagodnym, ale stanowczym, zalecanym przez nadwornego filozofa.
Cimorena przechyliła głowę.
– Czemu nie?
– To... no, to coś, czego się nie robi.
Cimorena zastanowiła się.
– Czy nie jestem księżniczką?
– Oczywiście, że jesteś, moja droga – odparł z ulgą ojciec. Przygotowywał się już na grad łez, gdyż w ten sposób pozostałe córki reagowały na jego reprymendy.
– No więc skoro ja uprawiam szermierkę – zaprotestowała Cimorena z miną kogoś, kto wypowiada argument nie do obalenia – to jest to zajęcie dla księżniczek.
– Nie staje się od tego właściwym zajęciem, kochanie – wtrąciła łagodnie matka.
– Czemu nie?
– Po prostu nie – oświadczyła stanowczo królowa i to był koniec lekcji szermierki.
Kiedy miała czternaście lat, ojciec odkrył, że skłoniła nadwornego maga, by uczył ją czarów.
– Jak długo to już trwa? – zapytał ze znużeniem, kiedy przybyła na jego wezwanie.
– Odkąd kazałeś mi zaprzestać szermierki – odparła Cimorena. – Pewnie chcesz mi teraz powiedzieć, że nie jest to odpowiednie zajęcie dla księżniczki.
– No, tak. To znaczy, nie jest właściwe.
– Nic, co ciekawe, jakoś nie jest właściwe – poskarżyła się Cimorena.
– Pewne sprawy wydadzą się ciekawsze, jeśli się do nich bardziej przyłożysz, kochanie – zauważyła matka.
– Wątpię – mruknęła Cimorena, ale wiedziała, że nie warto się spierać, gdy mama używa takiego tonu.
I tak skończyły się jej lekcje magii. To samo zdarzyło się z lekcjami łaciny, które pobierała u nadwornego filozofa, lekcjami gotowania u zamkowego kucharza, lekcjami ekonomii u skarbnika korony i lekcjami żonglerki od dworskiego minstrela.
Cimorena miała już dość całej tej zabawy. Kiedy miała szesnaście lat, wezwała swoją matkę chrzestną, wróżkę.
– Cimoreno, moja droga, tak się nie postępuje – oświadczyła wróżka, odpędzając wachlarzem aromatyczny niebieski dym, który towarzyszył jej pojawieniu.
– Ludzie mówią mi to cały czas.
– I powinnaś ich słuchać – odparła z irytacją matka chrzestna. – Nie jestem przyzwyczajona do tego, żeby bez ostrzeżenia odrywano mnie od herbaty. Zresztą w ogóle nie powinnaś mnie wzywać, chyba że chodzi o sprawy najwyższej wagi dla twego życia i przyszłego szczęścia.
– To jest sprawa najwyższej wagi dla mego życia i przyszłego szczęścia – oznajmiła Cimorena.
– Och, no dobrze. Jesteś jeszcze trochę za młoda, żeby już się zakochać. Z drugiej strony zawsze byłaś dzieckiem nad wiek rozwiniętym. Opowiedz mi o nim.
Cimorena westchnęła.
– Nie chodzi o niego.
– Zaklęty, co? – zainteresowała się wróżka. – Może w żabę? Kiedyś to się zdarzało na porządku dziennym, ale ostatnio chyba wyszło z mody. W dzisiejszych czasach książęta to zwykle gadające ptaki, psy albo jeże.
– Nie, nie. W nikim się nie zakochałam!
– Więc właściwie z czym masz kłopot? – spytała zrezygnowana wróżka.
– Z tym! – Cimorena gestem wskazała zamek wokół siebie. – Z lekcjami haftowania, tańcem i... i byciem księżniczką!
– Ależ droga Cimoreno! – Wróżka była zdumiona. – To twoje dziedzictwo!
– Ale nudne.
– Nudne? – Wróżka zdawała się nie wierzyć własnym uszom.
– Nudne. Chcę coś robić, a nie siedzieć całymi dniami i słuchać pieśni nadwornego minstrela o tym, jaki tatuś jest dzielny i jak piękna jest jego żona i córki.
– Nonsens, moja droga. Przechodzisz trudny okres. Wkrótce z niego wyrośniesz i będziesz zadowolona, że nie zrobiłaś niczego nierozsądnego.
Dziewczyna spojrzała podejrzliwie na matkę chrzestną.
– Rozmawiałaś z moimi rodzicami, co?
– No cóż, starają się mnie informować, co słychać u moich chrześniaczek.
– Tak myślałam – mruknęła Cimorena i uprzejmie pożegnała się z wróżką.

* * *

Kilka tygodni później rodzice zabrali Cimorenę na turniej do Sathem Pod Górami, w sąsiednim królestwie. Cimorena była pewna, że robią to, ponieważ jej matka chrzestna, wróżka, poradziła, by coś w jej sprawie postanowili, i to szybko. Zachowała tę opinię dla siebie. Wszystko wydawało się lepsze niż kolejne lekcje tańca i haftu w domu.
Zrozumiała swój błąd niemal natychmiast, gdy dotarli do celu, albowiem król Sathem Pod Górami miał syna. Był to złotowłosy, błękitnooki i wyjątkowo przystojny książę, którego obowiązki zdawały się składać wyłącznie z proszenia Cimoreny do kolejnego tańca.
– Czyż nie jest przystojny? – westchnęła dama dworu księżniczki.
– Tak – odparła Cimorena bez entuzjazmu. – Niestety, to wszystko, co można o nim powiedzieć.
– Co masz na myśli? – zdumiała się dama dworu.
– Nie ma poczucia humoru, nie jest inteligentny, potrafi rozmawiać tylko o turniejach, a połowę tego, co robi, robi źle. Cieszę się, że zostaniemy tu tylko trzy tygodnie. Nie sądzę, bym dłużej zdołała się grzecznie do niego odnosić.
– A co z twoimi zaręczynami? – krzyknęła przerażona dama dworu.
– Jakimi zaręczynami?
Dama dworu próbowała wymruczeć coś o pomyłce, lecz Cimorena – w najlepszym stylu księżniczki – wysunęła podbródek i zażądała wyjaśnień. W końcu dama się złamała.
– Ja... słyszałam wczoraj, jak mówią o tym Ich Wysokości. – Wytarła nos chusteczką. – Należało spisać ustalenia, kontrakty, przymierze i umowy. Zamierzają podpisać i ogłosić to wszystko w czwartek.
– Rozumiem – powiedziała Cimorena. – Dzięki, że mnie uprzedziłaś. Możesz odejść.
Dama dworu odeszła, a księżniczka ruszyła szukać rodziców. Wyglądali na zdenerwowanych i trochę zakłopotanych, gdy dowiedzieli się, że córka odkryła ich plany. Nie ustąpili jednak.
– Chcieliśmy powiedzieć ci jutro, gdy podpiszemy dokumenty – wyjaśnił ojciec.
– Wiedzieliśmy, że będziesz zadowolona, kochanie. – Matka pokiwała głową. – To taki przystojny chłopak.
– Ale ja nie chcę wychodzić za księcia Therandila – oświadczyła Cimorena.
– No cóż, nie jest to, być może, idealny partner. – Ojciec zmarszczył brwi. – Ale nie sądziłem, że wielkość jego królestwa ma dla ciebie znaczenie.
– To książę mi nie odpowiada.
– Wielka szkoda, kochanie, ale nic na to nie poradzimy – odparła spokojnie matka. – Obawiam się, że następna oferta jest mało prawdopodobna.
– W takim razie w ogóle nie wyjdę za mąż.
Rodzice zrobili przerażone miny.
– Ależ droga Cimoreno! – zawołał ojciec. – To wykluczone. Jesteś księżniczką, takich rzeczy się nie robi.
– Jestem za młoda, żeby wyjść za mąż!
– Twoja ciotka, Róża, wyszła za mąż w wieku szesnastu lat – przypomniała matka. – Nie można przecież liczyć tego czasu, który spędziła we śnie, zaklęta przez tę okropną złą wróżkę.
– Nie wyjdę za księcia Sathem Pod Górami! – tłumaczyła zrozpaczona Cimorena. – To niewłaściwe!
– Co? – zdumieli się rodzice.
– Nie uratował mnie przed olbrzymem, ogrem, nie uwolnił spod zaklęcia.
Rodzice poczuli się trochę zakłopotani.
– No wiesz, rzeczywiście nie – zgodził się ojciec. – Trochę za późno, żeby takie sprawy przygotować, ale może coś załatwimy.
– To chyba nie będzie konieczne – wtrąciła matka. Spojrzała na córkę z dezaprobatą. – Kochanie, nigdy nie zwracałaś uwagi na to, co jest, a co nie jest właściwe. Nie powinnaś teraz zaczynać. Czy to właściwe, czy nie, wyjdziesz za księcia Therandila za trzy tygodnie, licząc od czwartku.
– Ależ mamo...
– Przyślę do twego pokoju mistrzynię garderoby, aby zaczęła przygotowywać suknię ślubną – rzekła stanowczo matka i to był koniec rozmowy.

* * *

Cimorena postanowiła spróbować bardziej bezpośredniego podejścia. Poszła na spotkanie z księciem Therandilem. Znalazła go w zamkowej zbrojowni, kiedy oglądał miecze.
– Dzień dobry, księżniczko – powiedział, gdy w końcu zauważył Cimorenę. – Nie sądzisz, że to piękny miecz?
Cimorena podniosła ostrze.
– Źle wyważony.
– Chyba masz rację – zgodził się Therandil, machając nim przez chwilę. – Szkoda, teraz muszę znaleźć inny. Czy mógłbym coś dla ciebie zrobić?
– Tak – przyznała Cimorena. – Mógłbyś się ze mną nie żenić.
– Co? – Therandil był wyraźnie zaskoczony.
– Tak naprawdę wcale nie chcesz się ze mną ożenić, prawda? – rzuciła zachęcająco Cimorena.
– Właściwie nie – odparł Therandil. – To znaczy, w pewnym sensie. To znaczy...
– To dobrze – ucieszyła się Cimorena, poprawnie interpretując niejasną wypowiedź jako „nie, wcale nie”. – Więc powiesz ojcu, że nie chcesz?
– Tego nie zrobię! – stwierdził zaszokowany Therandil. – To niewłaściwe.
– Czemu nie? – spytała kwaśnym tonem księżniczka.
– Ponieważ, ponieważ, no... ponieważ książęta tak nie robią!
– Więc jak chcesz nie dopuścić do ślubu?
– Sądzę, że to niemożliwe – odparł Therandil po chwili głębokiego namysłu. – A jak podoba ci się ten miecz? Ten ze srebrną rękojeścią?
Cimorena wyszła zniechęcona i pobiegła do zamkowego ogrodu. Straciła już nadzieję. Wyglądało na to, że poślubi księcia Sathem Pod Górami, czy ma na to ochotę, czy nie.
– Wolałabym, żeby smok mnie pożarł – mruknęła.
– To można załatwić – rozległ się głos, dobiegający z okolicy jej lewego pantofelka.
Spojrzała w dół, przykucnęła i zobaczyła małą zieloną żabę, która przyglądała się jej z zaciekawieniem.
– Przepraszam bardzo. Czy ty coś mówiłaś?
– A widzisz tu kogoś innego w okolicy? – spytała żaba.
– Och! – Cimorena jeszcze nigdy nie spotkała gadającej żaby. – Czy jesteś zaczarowanym księciem? – spytała z powątpiewaniem.
– Nie, ale spotkałam już paru i po pewnym czasie można się tego czy owego nauczyć. A teraz wytłumacz, dlaczego właściwie chcesz być pożarta przez smoka?
– Moi rodzice życzą sobie, bym wyszła za księcia Therandila – wyjaśniła Cimorena.
– A ty nie chcesz? Bardzo rozsądnie – przyznała żaba. – Nie lubię Therandila. Często puszczał kaczki po mojej sadzawce. Kamienie zawsze lądowały u mnie w salonie.
– Przykro mi – odparła uprzejmie księżniczka.
– Hm – rzekła żaba. – I co masz zamiar z tym zrobić?
– Ze ślubem? Nie wiem. Próbowałam przekonać rodziców, ale nie chcieli słuchać. Therandil też nie.
– Nie pytałam, co mówiłaś na ten temat. Pytałam, co chcesz zrobić. Dziewięć razy na dziesięć gadanie to sposób, by uniknąć robienia czegokolwiek.
– A co byś sugerowała? – spytała Cimorena trochę urażona.
– Mogłabyś wyzwać księcia na pojedynek – zaproponowała żaba.
– Wygra. Od czterech lat nie wolno mi ćwiczyć szermierki.
– Mogłabyś zmienić go w ropuchę.
– W lekcjach magii nie przeszłam poza niewidzialność. Transformacje to wyższy stopień zaawansowania.
Żaba przyjrzała jej się z dezaprobatą.
– Czy ty w ogóle cokolwiek potrafisz?
– Umiem dygać – przyznała niechętnie Cimorena. – Znam siedemnaście różnych tańców ludowych, dziewięć sposobów zgadzania się z ambasadorem Cathayu tak, by niczego mu przy tym nie obiecać, i sto czterdzieści trzy rodzaje ściegów haftu. I potrafię zrobić płonący deser z wiśniami.
– Deser z wiśniami? – powtórzyła żaba, kłapnęła paszczą i chwyciła przelatującą muchę.
– Zamkowy kucharz mnie tego nauczył, zanim ojciec mu zabronił – wyjaśniła.
Żaba przeżuwała przez chwilę, potem przełknęła i powiedziała:
– Myślę, że nie ma innej rady. Będziesz musiała uciec.
– Uciec? Nie podoba mi się ten pomysł. Zbyt wiele rzeczy może się nie udać.
– Nie podoba ci się też pomysł poślubienia księcia Therandila – przypomniała jej żaba.
– Może wymyślę jakiś inny sposób, żeby tego uniknąć.
Żaba parsknęła.
– Na przykład?
Cimorena nie odpowiadała przez chwilę, więc żaba dodała:
– Tak właśnie myślałam. Chcesz mojej rady czy nie?
– Tak, proszę. – Przecież w końcu nie musiała jej posłuchać.
– Znajdź główną drogę za miastem i podążaj nią aż do gór. Po jakimś czasie dotrzesz do niewielkiego pawilonu ze złota, który będzie otoczony srebrnymi drzewami o szmaragdowych liściach. Przejdź obok bez zatrzymywania się i nie odpowiadaj, gdyby zawołał cię ktoś ze środka. Idź dalej, aż dotrzesz do chaty. Podejdź prosto do drzwi, zastukaj trzy razy, potem pstryknij palcami i wejdź. Tam spotkasz osoby, które mogą ci pomóc w twoich kłopotach, o ile bardzo grzecznie je poprosisz i będą w odpowiednim nastroju. To wszystko.
Żaba odwróciła się nagle i zanurkowała w sadzawce.
– Bardzo ci dziękuję – zawołała za nią Cimorena, uznając, że rada brzmiała raczej dość dziwacznie.
Wstała i wróciła do zamku.

* * *

Pozostałą część dnia spędziła pod opieką dam dworu, te zaś skakały wokół niej i spełniały życzenia, aż miała ochotę krzyczeć. Pod koniec oficjalnego bankietu, podczas którego musiała siedzieć obok księcia Therandila i słuchać nieskończonych opowieści o jego bitewnym męstwie, Cimorena była bardziej skłonna posłuchać rady żaby.
Późną nocą, kiedy większość mieszkańców zamku już spała, księżniczka zapakowała pięć czystych chusteczek i swój najlepszy diadem. Przeszukała notatki z lekcji magii i bardzo starannie rzuciła zaklęcie niewidzialności. Wydawało się, że działa, lecz i tak, wymykając się z zamku, zachowała najwyższą ostrożność. W końcu minęło już sporo czasu, odkąd ostatni raz praktykowała magię.
Rankiem, już widzialna, Cimorena znalazła się daleko za miastem i maszerowała główną drogą prowadzącą w stronę gór. Było gorąco i sucho; zaczęła żałować, że zamiast chusteczek nie zabrała butelki wody.
Tuż przed południem zauważyła przy drodze niewielki zagajnik. Wyglądał na miejsce chłodne i przyjemne, akurat odpowiednie, by odpocząć w nim kilka minut. Przyspieszyła więc kroku. Lecz kiedy dotarła na miejsce, zauważyła, że drzewa są z najpiękniejszego srebra, a ich wielkie lśniące liście to wielkie szmaragdy. Pośrodku stał czarujący pawilonik ze złota, z powiewającymi złotymi zasłonami.
Cimorena zwolniła i spojrzała tęsknie na chłodny zielony cień pod drzewami. I wtedy z pawilonu rozległ się głos kobiety:
– Moja droga, wyglądasz na tak zmęczoną i spragnioną! Chodź, usiądź obok mnie, a zjemy razem posiłek.
Głos był tak łagodny i zachęcający, że Cimorena zrobiła już dwa kroki w stronę krawędzi drogi, gdy przypomniała sobie radę żaby. O nie! pomyślała, nie dam się złapać tak łatwo! Odwróciła się bez słowa i ruszyła dalej.
Jakiś czas później dotarła do małej, nędznie wyglądającej chaty, która była zbudowana z zeschniętych i poczerniałych desek. Na pękniętym zawiasie wisiały przekrzywione drzwi, a cała chata wyglądała tak, jakby lada moment miała się przewrócić. Cimorena zatrzymała się i spojrzała z powątpiewaniem, ale ponieważ do tej pory postępowała zgodnie z radami żaby, uznała, że byłoby nierozsądne przestać akurat teraz. Otrzepała kurz ze spódnicy i założyła diadem, aby zrobić dobre wrażenie. Podeszła, zapukała trzy razy i pstryknęła palcami – dokładnie tak, jak mówiła żaba. Potem pchnęła drzwi i weszła do środka.


Dodano: 2006-08-01 13:32:40
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Wojnę makową"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"


 Moore, Stuart - "Marvel X-Men: Saga Mrocznej Phoenix"

 Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

 Schwartz, Alvin - "Upiorne opowieści po zmroku"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

 King, Stephen - "Instytut"

Fragmenty

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Schwab, V.E. - "Vengeful. Mściwi"

 Collins, Suzanne - "The Ballad of Songbirds and Snakes"

 Dick, K. Philip - "Możemy cię zbudować"

 Heinlein, Robert A. - "Drzwi do lata"

 Archer, K.C. - "Instytut" #1

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS