NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Abercrombie, Joe - "Szczypta nienawiści" (oprawa twarda)

Haldeman, Joe - "Wieczna wojna" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Ukazały się

Duncan, Emily A. - "Niegodziwi święci"


 Wlazło, Alicja - "Iskra"

 Lisińska, Małgorzata - "Bajki krasnoludzkie"

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Bonowicz, Karina - "Nie wywołuj wilka z lasu"

 Mróz, Remigiusz - "Echo z otchłani"

 Kuang, Rebecca F. - "Wojna makowa" (zintegrowana)

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

Linki

Nix, Garth - "Pan Poniedziałek"
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Cykl: Nix, Garth - "Klucze do Królestwa"
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Data wydania: Sierpień 2006
Wydanie: I
ISBN: 83-08-03894-8
Oprawa: broszurowa
Format: 123 x 197 mm
Liczba stron: 302
Cena: 24,99 zł
Tom cyklu: 1



Nix, Garth - "Pan Poniedziałek"

Od czego zacząć? Od ontogenezy, jak w mitologii? Czemu by nie. Na początku była więc Nicość. Z niej wyłoniły się dwa byty: Architektka, pierwsza, a zaraz za nią Starzec. Wolą Architektki stała się reszta istnienia. Zanim odeszła dokądś, nikt nie wie gdzie, pozostawiła siedmiu Powiernikom, Potomnym Dniom, swój Testament, który miał być przez nich realizowany. Okazało się jednak, że mają oni własną wolę i ambicje. Rozdzielili Wolę Architektki na siedem części i uwięzili je w różnych miejscach, gdzie pod strażą pozostawały przez tysiąclecia. W końcu jednak jednemu fragmentowi Woli udało się wymknąć z zamknięcia na wygasłej gwieździe i rozpoczął on poszukiwania osoby, która byłaby w stanie uwolnić pozostałe kawałki Testamentu. Tu właśnie spotykamy naszego bohatera, Arthura Penhaligona.

Tak oto wygląda tło historii opisanej w „Panu Poniedziałku”. Powiedziałbym, że są tu klasyczne mity o stworzeniu, ale jakby z domieszką Schopenhauera. Cały byt istnieje, ponieważ u podstawy istnieje pierwotna Wola, która się w tym istnieniu przejawia. Szkoda jednak, że wątek ten nie jest w książce rozwijany. Byłby to bardzo ciekawy wkład do fantastyki, acz wtedy o książce nie można by powiedzieć, że przeznaczona jest dla młodszego czytelnika. Choć z drugiej strony, to jeżeli zamysł ten miałby być realizowany w taki sposób, jak ma to miejsce w powieści, to może i dobrze, że tak się nie stało, bo najprawdopodobniej by się zmarnował.

Pomimo mojego zaciekawienia ontogenezą i ontologią uniwersum Nixa, reszta książki nie wywołała u mnie już równie pozytywnych odczuć. Jest głęboko osadzona w konwencji, gdzie nastoletni bohater o bliżej nieokreślonym wieku (wspomniany już Arthur) jest świadkiem niezwykłego zdarzenia, które zmienia jego życie. Staje się wybrańcem, wyrwanym z szarej codzienności i rzuconym w wir wydarzeń, w których ważą się losy świata. Podejmuje więc quest, stawia czoła przeciwnościom, zdobywa przyjaciół i sojuszników, aż na koniec wraca do domu, by z radością powitać bezpieczną zwyczajność. Ponad ten schemat Nix nie wykracza, co może jest jeszcze znośne, kiedy dobrze opowiedziane. Z tym zaś w „Panu Poniedziałku” jest... różnie. I nie chodzi nawet o styl autora, bo treść przyswaja się łatwo, choć taki np. opis zgładzenia grupy istot zwanych Aporterami przyprawia mnie o ciarki: "Zostało po nich tylko czternaście galaretowatych, śmierdzących glutów, wielkości felg samochodowych. Wyglądały jak skrzyżowanie słoniowego łajna z gorącą smołą". To jest wprawdzie najgorszy potworek, jaki wpadł mi w oko, niemniej podobnie wyrafinowanych konstrukcji w tekście jest niestety więcej. Całe szczęście, że nie aż tak makabrycznych.

Razi konstrukcja postaci. Nawet główny bohater, który jest najlepiej zdefiniowanym charakterem, pozostaje w zasadzie bliżej nieznany. Jedyne, czego można dowiedzieć się o jego przeszłości i otoczeniu, to garść faktów typu: jest sierotą; rodzice zmarli w epidemii tuż po jego narodzinach; został adoptowany przez Emily, wybitnego naukowca, lekarkę, i Boba, legendarnego muzyka; ma sześcioro przybranego rodzeństwa; cierpi na astmę... I tak dalej. Praktycznie nic nie wiadomo o jego światopoglądzie, niewiele więcej o życiu codziennym. Rozumiem, że jest to powieść dla młodych czytelników, których zagłębianie się w profile bohaterów niekoniecznie musi interesować, ale nie zwalnia to pisarza z dobrego zarysowania postaci. Podobnie jak nie zwalnia go ze stosowania praw logiki i unikania chodzenia na skróty. Tymczasem w opowieści są fabularne dziury, zaś Arthur wyciąga zaskakujące wnioski z zupełnie fantastycznych przesłanek. Umie posługiwać się magią Klucza, mimo że kompletnie nic o nim nie wie. Jakoś niespecjalnie się dziwi zachodzącym wokół niego zdarzeniom przeczącym zdrowemu rozsądkowi. Ja rozumiem, że świat wyobraźni i w ogóle, ale przez to powieść traci na wiarygodności (nie mówię: na realizmie), razi i zniechęca do czytania. Nasz bohater idzie do celu prosto jak po sznurku. Wygląda to tak, jakby autor co chwila rzucał mu kłody pod nogi, by za chwilę bezpiecznie go przez nie przeprowadzić. Tu nie ma żadnych dylematów, niejednoznaczności, niepewności, bohaterowie zawsze wiedzą, co robić, a jak nie wiedzą, to jakimś szczęśliwym trafem wszystko im się udaje. Gdzie tu miejsce na emocje? Na zwroty akcji? Na rozbudowane interakcje między postaciami? Na dobrze skonstruowany i ukazany świat? Bez tych rzeczy powieść jest tylko prostoliniową przygodą kilku postaci, nastawioną na szybkość akcji, równie szybkie zakończenie i kontynuację w następnym tomie.

Na całe szczęście nie tylko z wad składa się ta książka. O uniwersum, które mnie zaciekawiło, już wspominałem (nie mylić ze światem, w którym dzieje się akcja, bo ten jest bardzo skąpo dawkowany czytelnikowi). Poza nim na plus zaliczam iście Gaimanowski klimat mrocznej baśni, którym przesiąknięta jest powieść. No a nade wszystko bohaterowie są sympatyczni i można ich polubić, przez co czas upływa całkiem miło, nawet pomimo wspomnianych mankamentów. Książki nie mogę wprawdzie z czystym sumieniem polecić, jeśli jednak ktoś szuka trochę niewymagającej rozrywki i nie przeszkadza mu sztampowość i braki w fabule, sądzę, że znajdzie ją w „Panu Poniedziałku”.



Ocena: 5/10
Autor: RaF


Dodano: 2006-09-30 22:26:22
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Wojnę makową"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"


 Moore, Stuart - "Marvel X-Men: Saga Mrocznej Phoenix"

 Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

 Schwartz, Alvin - "Upiorne opowieści po zmroku"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

 King, Stephen - "Instytut"

Fragmenty

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Schwab, V.E. - "Vengeful. Mściwi"

 Collins, Suzanne - "The Ballad of Songbirds and Snakes"

 Dick, K. Philip - "Możemy cię zbudować"

 Heinlein, Robert A. - "Drzwi do lata"

 Archer, K.C. - "Instytut" #1

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS