NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Bradbury, Ray - "Green Town"

Kristoff, Jay - "Bezświt"

Ukazały się

antologia - "Kryształowe smoki 2019"


 Nieściur, Sławomir - "Blokada"

 antologia - "Opowieści niesamowite z języka angielskiego"

 Chokshi, Roshani - "Srebrzyste węże"

 Kamiński, Tomasz - "Polowanie"

 Komuda, Jacek - "Wizna"

 antologia - "Tarnowskie Góry Fantastycznie 2"

 Hill, Joe - "Gaz do dechy"

Linki

Murakami, Haruki - "Wszystkie boże dzieci tańczą"
Wydawnictwo: Muza
Tłumaczenie: Anna Zielińska-Elliott
Data wydania: Maj 2006
ISBN: 83-7319-827-X
Oprawa: miękka
Format: 150 x 205 mm
Liczba stron: 184
Cena: 19,90 zł



Murakami, Haruki - "Wszystkie boże dzieci tańczą"

Haruki Murakami – pisarz, którego nazwisko pada wcale nierzadko, gdy wymienia się potencjalnych laureatów literackiej nagrody Nobla – całkiem swobodnie poczyna sobie z realizmem; ani myśli brać go – tak, jak ów nas – śmiertelnie serio. Również „Wszystkie boże dzieci tańczą” – kolejna książka w bogatym dorobku urodzonego w Kioto Japończyka – jest tego lekkiego (lecz nie niewrażliwego) stosunku do rzeczywistości bardzo dobrym przykładem. Choć na pozór wydaje się dokładnie odwrotnie.

Zbiór luźno ze sobą powiązanych opowiadań, których akcję autor umieścił niedługo przed lub zaraz po katastrofalnym trzęsieniu ziemi, jakie nawiedziło Japonię w 1995 roku, składa się z sześciu krótkich historii. W głównych rolach występują postacie do pewnego stopnia wyjątkowe, bo odkrywające w sobie jakieś tajemnice, bo dręczone dziwnymi, zatruwającymi im życie natręctwami; lecz gdy przyjrzeć im się bliżej – np. emocjonalnie wyjałowionemu Komurze, niepotrafiącej ułożyć sobie życia Junko, uzależnionemu od matki Yoshiyi czy nieporadnemu względem ukochanej Jumpejowi – każda z tych osób okaże się w gruncie rzeczy zupełnie przeciętna, realistycznie szara. Murakami, opowiadając historie ludzi kulawych, znajomo niedoskonałych, oswaja nas z ich – tzn. z naszymi – ułomnościami. Nie tłumaczy, nie przedstawia rozwiązań ani nie obiecuje.
Oswaja.

„Wszystkie boże dzieci tańczą” zaskakują jednak czym innym: w książce nie ma słowa o ofiarach trzęsienia ziemi w Kobe z 1995 r.;1 nawet ich liczba – 6500 – nie pada. Nic o nich nie wiadomo: kim byli, czy kochali, czy mieli dzieci, czy woleli kino czy może teatr. Liczone w tysiącach bezimienne ofiary kataklizmu nie przemawiają do wyobraźni. Jest ich za dużo. Cyfra zero na końcu – skuteczniej niż tony gruzu i szybciej niż trwające 20 sekund wstrząsy – przemienia ludzką masę w abstrakcję.
Wiedząc to, Murakami wspomina o tragicznym wydarzeniu tylko przy okazji, czyni zeń mniej lub bardziej odległe tło przedstawianych historii. Paradoksalnie jednak, nie podejmując tematu – podejmuje go, nie przedstawiając – przedstawia. Ukazuje katastrofę bardziej prawdziwie, bardziej realistycznie niż zastępy amerykańskich pisarzy i reżyserów filmowych usiłujących z kolei oswoić nowojorczyków – czy w ogóle cywilizację Zachodu – z tragedią WTC.

Lecz aby pełniej opisać rzeczywistość trzeba również sięgnąć po inne narzędzia – w tym momencie w sukurs przychodzi fantastyka. Japończyk nie pisze jedynie o tym, co okiełznane empirią, co namacalne lub gołym okiem widoczne; w każdym z tekstów zamieszczonych w książce znajdą również swoje miejsce fantazje, zmyślenia, surrealne twory niczym nie skrępowanej wyobraźni. Tu w każdym prawie opowiadaniu pojawia się element powodujący konfuzję odbiorcy, jakaś wewnętrzna sprzeczność, coś, co nie pasuje do całości przedstawionego świata. W prozie Murakamiego realizm i fantastyka, pojęcia na wskroś autonomiczne tracą swą niepodległość, granica między nimi, ów literacki Mur Hadriana, pod dotknięciem pióra autora rozmywa się jak sen.

Pewien argentyński pisarz nazywał często rzeczywistość snem Boga. Sen był dla niego rodzajem twórczości, wcale nie mniej istotnej niż życie na jawie. Japończyk podąża tym tropem, czyniąc ze snu nie tyle klucz, co dziurkę od niego, przez którą zobaczyć można ludzkie wnętrze. W opowiadaniach składających się na „Wszystkie boże dzieci tańczą” to w snach kumulują się i powracają ze zdwojoną siłą problemy i obsesje współczesnego człowieka. Sen może być zarówno przekleństwem, jak i katharsis, okazją kontaktu z nadprzyrodzonym i powrotem do rzeczywistości. W nim autor „Kroniki ptaka nakręcacza” widzi czynnik nadający pęd, moc ludzkim zachowaniom.

Życie nie jest snem, ale może stać się snem – innymi słowy powiada Haruki Murakami – i jak przystało na pisarza z Kraju Kwitnącej Wiśni ukazuje nam świat zachęcająco różnorodny. Świat bynajmniej nie monochromatyczny. W palecie jego barw – obok kolorów ciemnych: smutku, krzywdy i melancholii – jest również miejsce dla nadziei. Nie tej jednak lichej, nie tej marnej, „co rdzeń spróchniały...”, lecz manifestującej się bez wstydu, odważnie.

Manifestującej się, dodajmy, jak najbardziej zasadnie. Wszak nie istnieje tylko to, co się nie śni.


PS:
Po tak dużym wydawnictwie jak Muza – z uznaną już na rynku marką – można by się spodziewać produktu przygotowanego od strony edytorskiej bardzo dobrze. I rzeczywiście, jak każdy może się przekonać: „Wszystkie boże dzieci tańczą”, nie taka znów cienka, 180-stronicowa książka nie sprawiła zespołowi redakcyjnemu żadnych nadspodziewanych trudności.
Niestety, wysiłki korekty, która w pocie czoła usuwała ostatnie, ostałe się jeszcze po wcześniejszych etapach prac tekstowe wypaczenia i nierówności, one wszystkie (tzn. te wysiłki) zostały w dużej mierze zniweczone na skutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. W jego wyniku w tomiku można odnaleźć nie mniej niż tuzin literówek i źle odmienionych wyrazów.
Aż wierzyć się nie chce (choć przecież to prawda), że wszystko to te przeklęte chochliki, co raz w tej, a raz w innej drukarni broją. No ale nie ma na nie rady. Nie pomaga ani wielokrotna – strona po stronie – lektura. Ani błędów tropienie. Nawet ich poprawianie nie daje spodziewanych rezultatów.



1 Wprawdzie bohaterowie poszczególnych opowiadań są w jakiś sposób z tym wydarzeniem powiązani, ale nie bezpośrednio; toteż, choć miano ofiar bynajmniej nie byłoby w ich przypadku nadużyciem, rozumiemy, że nie o nich w tym przypadku chodzi.


Ocena: 10/10
Autor: Mateusz Wodyk
Dodano: 2006-09-27 19:37:34
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Sam Sykes - wywiad z autorem "Siedmiu czarnych mieczy"


 Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?

 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

Recenzje

Adeyemi, Tomi - "Dzieci krwi i kości" i "Dzieci prawdy i zemsty"


 Wilhelm, Kate - "Gdzie dawniej śpiewał ptak"

 Collins, Suzanne - "Ballada ptaków i węży"

 Bradbury, Ray - "Green Town"

 Taylor, Dennis E. - "Gdyż jest nas wielu"

 Butcher, Jim - "Opowieść o duchach"

 Harrow, Alix E. - "Dziesięć tysięcy drzwi"

 Wolfe, Gene - "Miecz i Cytadela"

Fragmenty

 Elison, Meg - "Księga Bezimiennej Akuszerki"

 Możdżeń, Konrad - "Chodź ze mną"

 Zamiatin, Jewgienij - "My"

 Urbanowicz, Artur - "Paradoks"

 Sykes, Sam - "Siedem czarnych mieczy"

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i lato z diabłem"

 Masterton, Graham - "Dzieci zapomniane przez Boga"

 Hałas, Agnieszka - "Czerń nie zapomina"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS