NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Gwynne, John - "Gniew"

Žamboch, Miroslav - "Bakly. W objęciach śmierci", tom 2

Ukazały się

McDonald, Ian - "Luna: Wschód"


 Gwynne, John - "Gniew"

 Stephenson, Neal - "Śnieżyca"

 Domagalski, Dariusz - "Więzy krwi"

 Piekara, Jacek - "Ja, inkwizytor. Przeklęte kobiety" (miękka)

 Piekara, Jacek - "Ja, inkwizytor. Przeklęte kobiety" (twarda)

 Lem, Stanisław - "Wysoki Zamek"

 Carter, Rachel E. - "Ostatnia walka"

Linki

Gerber, Michael - "Opowieści z Blarnii"
Wydawnictwo: MAG
Tytuł oryginału: The Chronicles of Blarnia: The Lying Bitch in the Wardrobe
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Data wydania: 2006
Liczba stron: 246



Gerber, Michael - "Opowieści z Blarnii" #1

Rozdział Pierwszy

Pewnego razu było sobie czworo dzieci o imionach Pietrek, Zuza, Edek i Wygódka, a ta książka opowiada o tym, co im się przydarzyło, gdy rodzice sprzedali je do eksperymentów medycznych. No, w zasadzie wypożyczyli, bądźmy wobec nich w porządku.
Któregoś ranka Pietrek, Zuza, Edek i Wygódka zostali wbrew swojej woli starannie zapakowani w szary papier i doręczeni do domu starego profesora. Profesor, który referencje kupił sobie przez Internet, mieszkał na zupełnym zadupiu, dziesięć długich mil od najbliższego komisariatu. Nie bez powodu. Pewne rzeczy, które działy się w jego domu, miały dość podejrzany charakter, ale tak to już bywa z postępem nauki. Profesor nie miał żony, co po części go zdradzało, i mieszkał w wielkiej, pilnie strzeżonej rezydencji z gosposią, która nazywała się pani Makbet, oraz z kilkoma służącymi. Byli oni zbytnimi prostakami, aby występować w książce czy nawet mieć nazwiska z prawdziwego zdarzenia. Nie martwcie się, więcej o nich nie wspomnę.
Profesor miał siwe włosy i wielkie, budzące grozę bokobrody, jakie dzieci widziały wcześniej tylko raz, na przerażających zdjęciach Isaaca Asimova. Nosił biały kitel laboratoryjny i miał stetoskop, którym ciągle wszystko osłuchiwał, nawet takie przedmioty, jak stoły i krzesła. Kiedy podszedł do drzwi, by rozpakować i przeszukać czworo dzieci z rodziny Perversie, te miały ochotę wziąć nogi za pas, jakby ich ciała wypełniły wirujące bąbelki. Ucieczka zdawała im się jednak czymś nieuprzejmym, zwłaszcza że sprzątaczki trzymały pod fartuchami uzi.
Dzieci stały więc w wielkim holu, a pani Makbet rozcinała im sznurki i odklejała znaczki pocztowe (Edkowi wyskubała przy tym kawałek brwi). Kiedy byli już rozpakowani, profesor obejrzał im zęby i chrząknął z zadowoleniem. Chociaż żadne z dzieci nie było nigdy w Szwecji, wszystkie natychmiast doznały syndromu sztokholmskiego, obdarzając profesora bezgranicznym zaufaniem i sympatią. To znaczy wszystkie z wyjątkiem najmłodszego Edka.
Edek był najmądrzejszy z rodzeństwa Perversie i miał z tego powodu kłopot. Jego brat Pietrek cierpiał na chroniczny wstrząs mózgu, zbyt wiele bowiem piłek do krykieta trafiało go prosto w czoło. Mózg jego siostry Zuzy był przeciętny i stosunkowo mało uszkodzony. Dziewczyna jednak uważała niekonwencjonalne myśli za plamy na honorze, była zatem niewiarygodnie, powalająco wręcz nudna.
Jeśli chodzi o najsłabszą z miotu, biedną, piszczącą, zagubioną Wygódkę – nikt dokładnie nie wiedział, co jest z nią nie tak. Nieustannie wpadała w tarapaty. Pewien lekarz, kończąc wizytę, nazwał ją „geniuszem autodestrukcji”. Zuza, jako że tylko ona była choć trochę odpowiedzialna, miała pełne ręce roboty, próbując uchronić Wygódkę przed przypadkowym otruciem, uduszeniem, zgnieceniem, złożeniem w ofierze czy unicestwieniem się w inny sposób. Czasami bez wątpienia wiedziała, co robi – na przykład teraz. W chwilę po wejściu do domu profesora, Wygódka wdrapała się na stół i bezskutecznie usiłowała ssać końcówkę wyłączonego palnika gazowego z epoki wiktoriańskiej.
Edek patrzył na nią beznamiętnie.
- Uwaga do siebie – powiedział do swojego palca wskazującego. – Temat: zachowanie Wygódki. – Edek Perversie miał mocne postanowienie, że kiedyś stanie się bogaty i wpływowy. Pierwszym krokiem do tego celu było jego zdaniem sprawienie sobie przenośnego dyktafonu, by nie zapominać wszystkich genialnych myśli i spostrzeżeń, które każdego dnia przychodziły mu do głowy. Edkowi pomysł wydawał się najzupełniej rozsądny, kiedy jednak poprosił rodziców o zakup takiego urządzenia, ci patrzyli na niego z osłupieniem. Zdaniem Edka, był to kolejny dowód, że państwo Perversie to idioci, skazani na życie w nędzy. Edek nieraz zastanawiał się, czy będzie ich utrzymywał, gdy się zestarzeją. Uznał, że prawdopodobnie jednak będzie, żeby mieli nauczkę.
Niezrażony Edek postanowił i tak pielęgnować swój zwyczaj, dlatego też często można go było zobaczyć, jak dyktuje godne zapamiętania plany i cenne uwagi na temat Niezwykłego Spektaklu Życia do uniesionego palca wskazującego prawej dłoni.
– Czy zachowanie Wygódki to wołanie o pomoc? Czy też – powiedział tym razem – po prostu wołanie o wciry?
Pomijając już opinie Edka, zapewne nawet sama Wygódka nie rozumiała, jakie siły pchają ją do tego, by – przywołując jeden z mniej barwnych przykładów – przez całe piękne, letnie popołudnie próbować rozpłaszczyć się na śmierć za pomocą wałka mamy. Dzieci wcale nie mają mniej tajemnic niż dorośli, tyle tylko, że to wszystko upakowane jest w mniejszej przestrzeni.
Pietrek zauważył, że brat nagrywa swoją uwagę. Chociaż Edek już wiele razy tłumaczył mu, na czym polega ta czynność, spytał: - Co robisz, dłubiesz w nosie?
Edek wykrzywił się w uśmiechu. Eskimosi mają wiele słów na określenie śniegu, a Edek dysponował całym repertuarem min, które miały wywołać negatywne emocje u rodzeństwa. Pewnie trudno ci będzie w to uwierzyć, drogi czytelniku, ale Edek miał to nieszczęście, że jego rodzina to były wielkie fujary. (2) Rzecz niemal niesłychana, wiadomo bowiem, że rodzeństwo to na ogół najlepsiejsi kumple na całym świecie. Ty sam, na przykład, z pewnością tak przepadasz za swoimi braćmi i siostrami, że często aż nie możesz tego znieść. Założę się, że czasami sam się szczypiesz i walisz po uszach, tak dla czystej przyjemności.
Ale biedny Edek nie miał tyle szczęścia. Oprócz tego, że robił miny, to jeszcze dręczył tamtych, kiedy tylko mógł i jak mógł. Rodzeństwo nigdy nie było w stanie przeniknąć jego diabolicznej przebiegłości. W wyniku tego pozostałe dzieci z rodziny Perversie stały się przesądne i wierzyły (na przykład), że złe chochliki zaczynają każdy dzień od sikania im do płatków śniadaniowych. Teraz tym łatwiej było uwierzyć w podobne niesamowitości, skoro znaleźli się w starym, budzącym dreszcz domu na zapadłej wsi, pełnym dziwnych ludzi, z których niejeden miał pewnie bogatą kartotekę.
Po kilku godzinach papierkowej roboty, która jeszcze się wydłużyła z powodu sprzeczek (Zuza nie mogła uwierzyć, że „kontraktowa niewola” oznacza właśnie to, co powiedział Edek, wydawało jej się to bardzo nie fair), dzieci zostały wysłane do łóżek.
- Dziś nie będzie kolacji – oznajmił profesor Berke – żebyśmy jutro mogli od samego rana zacząć testy.
Po chwili chłopcy przekradli się do pokoju dziewcząt, by porozmawiać.
- Rewelacyjne miejsce! – krzyknął Pietrek, wpadając do środka. – Rodzice daleko! Możemy robić, co chcemy! – Niestety, Pietrek chciał robić to, co zawsze, czyli przejawiać nadmierną ruchliwość i zachowania destrukcyjne. Trzymając poduszkę niczym piłkę do rugby, pomknął przez pomieszczenie, wpadając na różne rzeczy.
- Zatrucie testosteronem – mruknął Edek, uchylając się przed upadającym wieszakiem na płaszcze. – Kto jeszcze uważa, że profesor znajduje się na liście najbardziej poszukiwanych przez Amnesty International? – spytał.
- O, wcale nie jest taki zły – stwierdziła łagodnie jego starsza siostra Zuza. – Moim zdaniem to miły staruszek.
- No, oczywiście – powiedział Edek. – Czekaj... Powiedziałaś „miły”?
Zuza zmarszczyła brwi na te słowa. Marszczyła brwi przy każdej okazji. Takim już była dzieckiem, nadzwyczaj poważnym, choć obywała się przy tym bez typowych wymówek dorosłych, takich jak niezapłacone podatki czy trudna menopauza. Wszyscy podskoczyli, gdy Pietrek uderzył w komodę i stracił przytomność. Ciężko się rozmawiało, gdy Pietrek był w pobliżu.
- Przestępca czy nie, ten profesor jest cholernie skąpy – prychnął Edek. – Żebyśmy sami musieli płacić za przesyłkę...
- To bardzo uprzejmie z jego strony, że nas przyjął – wtrąciła Wygódka – przy tych niemieckich bombardowaniach Londynu... – Obejrzała jakąś książkę, po czym niepewnie spróbowała zamknąć ją na swojej krtani. Bez powodzenia.
- Bombardowania, jasne – powiedział Edek. Wygódka wierzyła we wszystko. Zwykle z rozkoszą traktował ją palnikiem gazowym, ale w tej chwili był zbyt zirytowany. – Słuchaj, tłumaczyłem ci to w furgonetce pocztowej w drodze z Londynu. Nie ma żadnej wojny...
Pietrek się ocknął.
- Ktoś powiedział „wojna”? – spytał z zapałem.
- Druga wojna światowa skończyła się kilkadziesiąt lat temu. Mama i tata kłamią.
- Tefe-fere – wtrąciła Zuza. – Nie gadaj głupstw. Gdyby nie było wojny, po co kazaliby nam nosić hełmy pod prysznicem?
- Z tego samego powodu, dla którego tata udawał, że bomba urwała mu rękę.
- Teraz to już naprawdę przesadzasz – powiedziała Wygódka. – Nie widziałeś, jak to wyglądało wtedy przy śniadaniu? Zanim odrosła?
- Ręce nie odrastają – oznajmił Edek. – On ją po prostu wetknął pod koszulę. O, tak. – Zademonstrował, po czym wysunął rękę z powrotem.
- Jeszcze jeden cud! Dwa razy w tej samej rodzinie! – wykrzyknęła Wygódka, po czym posłała bratu złośliwe spojrzenie. – A ty uważasz, że chodzenie do kościoła to głupota.
Zuza siedziała z dłońmi na kolanach i ściągniętymi brwiami. Edek zaczął ją już przekonywać. Przez swoje wrodzone ponuractwo łatwiej spodziewała się po innych podłych zamiarów. (3)
- Ale Edku, dlaczego mieliby nas okłamywać? Chcesz powiedzieć, że mama i tata, nasza krew, to Srebnianie?
- Chcę powiedzieć, że to świry – odparł beznamiętnie Edek. – Sprzedali naszego kota. A może nadal wierzysz, że uciekł, żeby „robić karierę w Hollywood”?
- Słuchaj no, młodszy Perversie! – odezwał się Pietrek, rzucając poduszką i zaciskając pięści. – Nikomu nie pozwolę tak mówić o moich rodzicach! – Przykucnął i zbliżył się do Edka. – Dawaj! – rzucił, wymachując pięściami jak dawni bokserzy.
Edek wyciągnął z kieszeni gaz pieprzowy i szczodrze opryskał nim brata. Gdy Pietrek z wyciem biegał po pokoju, Edek podał Zuzie kawałek papieru.
- Znalazłem to poufne ogłoszenie w komodzie taty.
- Grzebiesz w komodzie taty? – zachłysnęła się Wygódka, jakby się spodziewała, że na Edka spadnie z nieba grom z powodu nieprzyzwoitości tego czynu. – Co ja słyszę!
- Cicho bądź, Wygódko. – Zuza wzięła wycinek i przeczytała na głos. – „Wypożyczcie swoje dzieci za MNÓ$TWO FOR$Y!”
Pietrek wrzeszczał bez ładu i składu, pocierając dłońmi oczy. Należało go spryskiwać kilka razy dziennie, choćby po to, by utrzymać go w ryzach, więc nikt nie zwracał szczególnej uwagi na te hałasy. Wpadł na regał z książkami i przewrócił go z łoskotem.
- Pietrek, opanuj się, proszę. Próbuję czytać.
- Przepraszam – powiedział Pietrek, ciurkiem wylewając łzy. Skrył głowę pod pachą i wrzasnął w koszulę.
- „Zmęczeni potomstwem? Zdejmę wam je z barków na miesiąc, pół roku, ile chcecie!” – czytała Zuza. – „Niepokorny chemik w oryginalnym, paramilitarnym ośrodku szuka materiału ludzkiego do testowania terapii hormonalnych nowej generacji. Największa niezależna placówka naukowa w Wielkiej Brytanii. Obiekty badawcze muszą być w wieku poprzedzającym okres dojrzewania i/lub łatwe do okiełznania. Ponadprzeciętna łatwowierność mile widziana. Żadne dziecko nie jest za małe – ubijmy interes!” Zuza poczekała, aż słowa dotrą do wszystkich, po czym podała wycinek młodszej siostrze. Wygódka nie chciała go wziąć.
- Nie! Nie obchodzi mnie, co mówicie! – powiedziała, po czym zgniotła ogłoszenie i rzuciła nim w Edka. – Wojna naprawdę trwa, profesor to szanowany naukowiec i... i... tata by nam tego nie zrobił! – wykrzyknęła z rozpaczą.
Pietrek, Zuza i Edek popatrzyli na Wygódkę, wszyscy z tą samą myślą. Wygódka desperacko kochała ojca, więc nikt nie wspominał o jej uderzającym podobieństwie do pakistańskiego właściciela sklepu tytoniowego na rogu.
- Spokojnie, Wygódko, spokojnie – powiedziała Zuza matczynym tonem, kojąc młodszą siostrę chwytem zapaśniczym. Gdy Wygódka runęła na podłogę, Zuza powiedziała: - Przez jakiś czas będzie cicho. Pietrek, ty jesteś najstarszy. Jak myślisz, co powinniśmy zrobić?
- Hej! – wtrącił Edek. – Przecież to ja...
- Edek ma rację – stwierdził Pietrek, który wciąż miał zaczerwienione oczy, ale zachowywał się spokojnie. Pietrek nadzwyczaj szybko odzyskiwał siły, przez co Edek podejrzewał, że to mutant. – No, Edek, co mamy zrobić?
- Uciec, to oczywiste. A jeszcze bardziej oczywiste, że nie możemy do tego czasu nic jeść ani pić. Pewnie będą w tym jakieś prochy.
- Racja – przyznał Pietrek zdecydowanym tonem. – Jeśli mamy uciec, musimy znaleźć konia z łękami.
- Ooo, konia! – Wygódka uwielbiała konie niemal w równym stopniu, co lodowaty dotyk Zaświatów. – A kiedy już go znajdziemy, będę go mogła zatrzymać?
- Wygódko, nie jesteś nieprzytomna?
- Ojć, zapomniałam – przyznała Wygódka przy pierwszym z wielu błędów logicznych w tej opowieści. Edek pokręcił głową. To miała być jedna z tych książek. Tymczasem, wracając do narracji, Zuza wydawała się zaniepokojona.
- Co się stało, Zuza? – spytał Pietrek.
- Pietrek, wiem, że jesteś... wysportowany – powiedziała Zuza – ale naprawdę myślisz, że gimnastyka to w takiej chwili odpowiedni pomysł?
Pietrek wybuchł pogodnym śmiechem.
- Nie, nie, Zuza. Tak się stąd wydostaniemy! Wyniesiemy konia z łękami na trawnik, a potem na zmianę będziemy pod nim kucali i kopali tunel, wynosząc ziemię w spodniach. Widziałem to w filmie.
Edek odwrócił się do Pietrka.
- Nie wierzę, że jesteśmy spokrewnieni – oznajmił.
- No a jaki ty masz pomysł?
- Nie wiem. Może uciekniemy biegiem? Wiem, że to strasznie pospolite, ale...
- Nie, nie, tego nie możemy zrobić – stwierdziła Zuza. – Nie napisałam bileciku z podziękowaniami.
- Oj, na miłość boską! – wykrzyknął Edek.
Zuza była nieprzejednana.
- Kiedy gościsz u kogoś w domu...
- Wbrew własnej woli?
- ... przyjęło się zostawiać podziękowania – dokończyła Zuza. – Nie mam żadnej ładnej papeterii.
Edek milczał, patrząc przez okno na księżyc, który rzucał drwiący odblask na fosę poniżej. Próbując załagodzić sytuację, Pietrek spytał: - A co ty myślisz, Edku?
- Myślę: „gdybym tak wypchnął Zuzę przez to okno, czy przeżyłaby i wszystko tym popsuła?”
- Edek! – krzyknęła półgłosem Zuza. – Zamknij się! Poddajesz pomysły sam wiesz komu.
- Już na to wpadłam – wtrąciła Wygódka. – To fosa? Myślałam, że to okrągła rzeka.
- Tak, to jest fosa, Wygódko, a ty w niej nie zginiesz – oznajmiła Wygódka, z trzaskiem zamykając okno. Wykrzywiła twarz do Edka. Oboje wyciągnęli noże i zaczęli krążyć wokół siebie. Zuza nauczyła się walki na noże w harcerkach, a Edek w skautach (zanim wywalili go za niesubordynację).
Pietrek, urodzony przywódca, wkroczył do akcji.
- Edku, Zuzo, musimy trzymać się razem, zwłaszcza jeśli sytuacja jest tak zła, jak się wydaje Edkowi.
Edek podniósł wzrok znad swojego ostrza.
- Co to znaczy „się wydaje”? Może ty nie możesz się doczekać wiwisekcji...
- Panie Pesymisto – powiedziała Zuza, cofając nóż. – A może tylko wkroplą nam kosmetyki do oczu?
- Super! Na pewno napiszę bilecik z podziękowaniami.
- Słuchaj, Edek, wiem, że jesteś wkurzony, bo nie przyjęliśmy twojego planu ucieczki – odezwał się Pietrek – ale wydaje mi się, że jest trochę... ryzykowny. Im szybciej znajdziemy konia z łękami...
- I jakąś papeterię – wyrwała się Zuza.
- ... tak, i jakąś papeterię, tym szybciej będziemy w domu.
- Z rodzicami, groźnymi psychotykami – uzupełnił Edek.
Pietrek zjeżył się na tę zniewagę, lecz potem przypomniał sobie o gazie pieprzowym.
- Puszczę to mimo uszu, bo jesteśmy spokrewnieni – powiedział. – Jeśli jutro będzie ładnie, wystawimy konia z łękami i zaczniemy kopać.


Dodano: 2006-07-20 14:33:57
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Vonnegut, Kurt - "Recydywista"


 Atwood, Margaret - "Testamenty"

 Palmer, Ada - "Siedem kapitulacji"

 Zbierzchowski, Cezary - "Chłopi 2050, czyli Agronauci w czasach katastrofy klimatycznej"

 Matheson, Richard - "Jestem Legendą i inne utwory"

 Abercrombie, Joe - "Czerwona kraina"

 Anson, Jay - "Amityville Horror"

 Heinlein, Robert A. - "Drzwi do lata"

Fragmenty

 Wilson, F. Paul - "Twierdza"

 Lisińska, Małgorzata - "Pierwotny"

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Gniazdo"

 Schwartz, Richard - "Władca marionetek"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 1

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 2

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS