NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Palmer, Ada - "Siedem kapitulacji"

Sanderson, Brandon - "Droga królów" (twarda okładka)

Ukazały się

McDonald, Ian - "Luna: Wschód"


 Gwynne, John - "Gniew"

 Stephenson, Neal - "Śnieżyca"

 Domagalski, Dariusz - "Więzy krwi"

 Piekara, Jacek - "Ja, inkwizytor. Przeklęte kobiety" (miękka)

 Piekara, Jacek - "Ja, inkwizytor. Przeklęte kobiety" (twarda)

 Lem, Stanisław - "Wysoki Zamek"

 Carter, Rachel E. - "Ostatnia walka"

Linki

Gerber, Michael - "Barry Trotter i niepotrzebna kontynuacja"
Wydawnictwo: Wydawnictwo Mag
Cykl: Gerber, Michael - "Barry Trotter"
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Data wydania: Kwiecień 2006
Liczba stron: 308
Tom cyklu: 2



Gerber, Michael - "Barry Trotter i niepotrzebna kontynuacja" #4

Fragment 4
Później tego samego dnia Nigel siedział w sali wspólnej Graffitonu męcząc się z łaciną. Okazała się bardzo trudna: trzeba było odczytać całe zaklęcie, żeby znaleźć czasownik, który zwykle ukrywał się w ostatnim miejscu, jakie byś podejrzewał. Wczoraj na zajęciach zamiast puelli przywołał paellę i musiał poczęstować wszystkich lunchem. Jidysz był dużo łatwiejszy - w razie wątpliwości wystarczyło odchrząknąć - ale też używało się go znacznie mniej.
Ku swej ogromnej uldze Nigel przekonał się, że nie jest bynajmniej jedynym niemagicznym pierwszoroczniakiem w Hokpoku. Gdy Drago został dyrektorem, wraz z Lujuszem przepchnęli plan pozwalający gumolskim uczniom brać udział w specjalnym programie „Czarodziej ostatniej klasy” kończącym się zdobyciem oficjalnego certyfikatu. Program był upiornie drogi i całkowicie bezsensowny, stał się zatem ostatnim krzykiem mody wśród bogatych i ustosunkowanych gumolskiego świata. W istocie rada nadzorcza odkryła wkrótce, że im bardziej oburzająca cena, tym więcej zgłasza się chętnych. Gumolskie pieniądze nie tylko opłacały budowę parku rozrywki, ale też nowego skrzydła rezydencji Malgnoyów.
Oczywiście sytuacja Nigela wyglądała nieco inaczej. Ludzie oczekiwali, że będzie tryskał magią i gdy odkrywali, że tak nie jest, zaczynali się z niego nabijać. Lecz paralizator, który podarował mu tato do przeganiania najbardziej natrętnych fanów, działał równie dobrze jak każde zaklęcie, a jeśli Junior był w pobliżu, gdy Nigelowi zabrakło pary, zawsze wspierał przyjaciela. Teraz zaś, odkąd rozwalił Larvala, inni traktowali go z pewnego rodzaju szacunkiem graniczącym ze strachem.
- A niech to - mruknął Nigel zerkając na zegar ścienny.
Będzie musiał się pospieszyć, jeśli chce zdążyć na następne zajęcia, jedyne, które naprawdę lubił. Nazywały się Zrozumienie Gumoli, zaś prowadził je Author Gwizzley.
W swych dyrektorskich czasach Lon Gwizzley zatrudnił ojca do prowadzenia kursu o Mugolach (i od czasu do czasu wyprowadzania go na spacery). Kontrakt to moc, której nie potrafią pokonać nawet najpotężniejsi ciemniaccy magowie, chyba że chcą zadrzeć ze Związkiem Zawodowym Nauczycieli Magicznych. I tak Author Gwizzley został w szkole. Podczas niedawnej wizyty Lujusza mocno ucierpiał, ale odpłacił pięknym za nadobne. Poza tym rozcięta warga i wciąż imponująco podbite oko nie zmniejszały jego elokwencji ani entuzjazmu dla własnego przedmiotu.
- Witajcie z powrotem, uczniowie; mam nadzieję, że wszyscy przeczytaliście gumolskie gazety. Czy ktokolwiek zrozumiał, o co spierają się Gumole? - spytał Gwizzley. Powiódł wzrokiem po klasie w poszukiwaniu podniesionych rąk. - Nikt? Nie przejmujcie się, mnie też się to nie udało. Czytajcie jednak dalej, może to właśnie któryś z was rozwiąże tę wielką tajemnicę godną Sfylisa.35
[35. Sfylis to stwór mityczny, skrzyżowanie Sfinksa i lisa. Winston Churchill nazwał kiedyś Józefa Stalina „sfylisem” ukrytym wewnątrz zagadki ukrytej wewnątrz enigmy”. Tak naprawdę tego nie powiedział, ale mógł.]
Gwizzley otworzył swe notatki.
- Zacznijmy od szybkiej powtórki. Gumol to stwór, który wygląda jak czarodziej bądź czarownica, jest jednak całkowicie pozbawiony mocy kierowania magią. W najcięższych przypadkach Gumole nie potrafią nawet postrzegać magii.
Chciałbym, pomyślał Nigel i rozpoczął ambitny projekt bazgrania w zeszycie.
Profesor Gwizzley uniósł wzrok.
- Czy jest tu ktoś, kto nigdy nie widział Gumola?
Jedna ręka powędrowała w górę.
- Ach, cieszę się, że spytałem. Bez wątpienia dorastałaś w czysto magicznej komunie?
- Tak, panie profesorze - odparła Pufpifpafka Panacea Pangloss.
- Osobiście jestem im przeciwny - oznajmił Gwizzley. - Podobnie jak wojna, życie wśród Gumoli cudownie poszerza horyzonty: i jak często powtarzałem, nie da się mieć jednego bez drugiego. Nawet najprostszy, najbardziej oszołomiony i irytujący stwór może nas czegoś nauczyć. Pamiętajcie o tym. No dobrze, szybko - profesor parę razy machnął różdżką i na scenie pojawiła pulchna kobieta w kwiaciastej sukience. Siedziała na krześle i natychmiast runęła na ziemię, przybyła bowiem na miejsce sama, bez mebla.
- Co się...
- Przepraszam panią - profesor Gwizzley spojrzał na nią z góry. - Została tu pani przeniesiona w celach edukacyjnych. Proszę powiedzieć dzień dobry.
- D-dzień dobry? - powtórzyła biedaczka.
- Dziękuję - zanucił Gwizzley. Znów machnął różdżką i kobieta zniknęła z głośnym puknięciem.
- Teraz, Pangloss, widziałaś już Gumolkę. Czujesz, jak poszerzają ci się horyzonty?
- Tak, panie profesorze, dziękuję.
- To dobrze - wrócił do lektury notatek. - Choć niektórzy uczeni są przekonani, że Gumole fizycznie różnią się od czarodziejów, w istocie tworząc zupełnie inny gatunek Neandertalczyków przy naszych homo sapiens, według mnie to niesłuszne podejście. Gumole są identyczni jak wy czy ja, lecz ponieważ są niemagiczni, po prostu odmawiają zaakceptowania obecności magii.
W klasie uniosła się ręka.
- Wszyscy? - spytał chłopiec.
- Do niedawna. Przed książkami o Trotterze im mniej Gumol wierzył w istnienie magii - choćby działała na jego oczach - za tym bardziej inteligentnego uważali go pobratymcy.
W sali rozległ się pomruk dezaprobaty. Ktoś mruknął pod nosem „głupie buce!”.
Profesor usłyszał.
- Nie, nie, nie powinniśmy ich osądzać. Musimy spróbować zrozumieć i dopiero potem oceniać - rzekł.
Nigel zastanawiał się, czy nie powiedzieć, iż Gumole zwykle miewają zdrowsze zęby niż czarodzieje. Uznał jednak, że lepiej się nie wtrącać.
- Weźmy na przykład to gumolskie urządzenie - profesor Gwizzley podniósł z biurka pilota do telewizora. - Kiedy Gumol celuje tym w swój odbiornik telewizyjny...
Dziewczyna z komuny znów podniosła rękę.
- Przepraszam pana, co to jest telewizor?
- Coś bardzo podobnego do rodzinnej kuli jasnowidzenia - wyjaśnił profesor Gwizzley. - Nie potrafi jednak przewidywać przyszłości, choć jest na nim przycisk wyraźnie opisany jako „w przód” - dodał zirytowany podobnym brakiem niekonsekwencji. - Musicie pamiętać, że wciąż dowiadujemy się o Gumolach nowych rzeczy i nieustannie dokonujemy rewizji naszych poglądów. Niektórzy uczeni po zapoznaniu się z telewizją sądzą, że to czysta rozrywka. Ja jednak uważam ją raczej za formę hipnozy czy kary. W każdym razie gdy Gumol celuje tym przedmiotem - bez wątpienia prymitywną formą różdżki - telewizor ożywa. Gumol jednak nie nazywa tego magią; twierdzą, że różdżka emituje z siebie jakieś promienie. Nikt nigdy nie widział owych promieni, nie czuł ich zapachu ani smaku. Przypuszczam, że przeciętny Gumol - co u nich oznacza kogoś bardzo przeciętnego - rozumie jak bezsensowne jest to tłumaczenie, ale kompletnie go to nie obchodzi. Ci zaś, którzy mają w sobie dość ciekawości, by zastanawiać się nad działaniem tego urządzenia, tkwią tak mocno w okowach przesądów antymagicznych, że wystarczy im jakiekolwiek inne wytłumaczenie.
- Czy promienie to jedyne wyjaśnienie, jakim dysponują Gumole? - spytał Junior.
Profesor zaśmiał się.
- Ależ nie, nie. Zdziwilibyście się słysząc, jak daleko są w stanie posunąć się Gumole, byle tylko zaprzeczyć istnieniu magii. Zetknąwszy się z lewitacją nazywają ją aerodynamiką. Mają też chemię, fizykę, elektryczność - żadnej z nich nie można obejrzeć, wziąć do ręki ani zebrać do wiaderka. Byłoby to nawet zabawne, gdyby nie to, że nieustannie próbują wciskać swoją ignorancję każdemu magowi, usiłującemu przekazać im prawdę. - Profesor wskazał bliznę na swej dłoni. - To pamiątka po przyjacielskiej dyskusji na temat prestidigititatorstwa w gumolskim pubie. Zbierałem wówczas materiały do rozprawy badawczej.
- Czy nikt z nich nie wierzy w magię? - spytał ze zdumieniem któryś z uczniów.
- To problem bardziej złożony, niż się wam wydaje - wyjaśnił Gwizzley. - Kiedy Gumole są młodzi - zwłaszcza teraz, po tym jak książki o Trotterze odkryły przed nimi nasz świat - wielu z nich wierzy w magię, a przynajmniej w możliwość, że oni sami nie poznali jeszcze wszystkiego, co warto wiedzieć. Lecz dorośli są zupełnie inni. Nikt z nich nie mówi, że wierzy w magię, jeśli nie chce trafić do domu wariatów - ciągnął profesor. - Ci, którzy, nie są w stanie dłużej ignorować olbrzymiej ilości rzeczy wymykających się zrozumieniu, nie nazywają ich magią. Zamiast tego mówią o religii i wykorzystują ja jako powód do zabijania się nawzajem.
- Co za barbarzyństwo! - jęknął uczeń z Graffitonu, nie dość ważny dla akcji książki, by wymyślać dla niego nazwisko.
- Istotnie - przytaknął Gwizzley.
- Czemu nie zmusimy ich, by zrozumieli? - spytał równie pechowy Ślizgoryb.
- Moglibyśmy. Ale po co? Wymagałoby to mnóstwa czasu i niczego by nam nie dało. To samo można powiedzieć o eksterminowaniu ich wszystkich.
Podniesiona ręka opadła.
- Pomysł ten wypływa co jakiś czas, osobiście jestem mu przeciwny. Pewnie to kwestia sentymentów. Poza tym uważam, że Gumole są nieprawdopodobnie śmieszni. A teraz otwórzcie podręczniki na stronie czterdziestej czwartej. Widzimy tu idiotyczne gumolskie pomysły dotyczące rozmnażania. Zauważcie, że wróżki nie odgrywają w nim najmniejszej roli...


Dodano: 2006-07-20 14:26:13
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Vonnegut, Kurt - "Recydywista"


 Atwood, Margaret - "Testamenty"

 Palmer, Ada - "Siedem kapitulacji"

 Zbierzchowski, Cezary - "Chłopi 2050, czyli Agronauci w czasach katastrofy klimatycznej"

 Matheson, Richard - "Jestem Legendą i inne utwory"

 Abercrombie, Joe - "Czerwona kraina"

 Anson, Jay - "Amityville Horror"

 Heinlein, Robert A. - "Drzwi do lata"

Fragmenty

 Wilson, F. Paul - "Twierdza"

 Lisińska, Małgorzata - "Pierwotny"

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Gniazdo"

 Schwartz, Richard - "Władca marionetek"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 1

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 2

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS