NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Bardugo, Leigh - "Zniszczenie i odnowa"

Pullman, Philip - "Zorza Polarna"

Ukazały się

Maas, Sarah J. - "Szklany tron" (oprawa twarda)


 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Gołkowski, Michał - "Bramy ze złota. Zmierzch Bogów"

 Ćwiek, Jakub - "Stróże 2: Brudnopis Boga"

 Urbanowicz, Artur - "Gałęziste"

 Sanderson, Brandon - "Droga królów" (twarda okładka)

 "World of Warcraft: Kronika. Tom I"

 Zahn, Timothy - "Thrawn"

Linki

Ćwiek, Jakub - "Kłamca"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cykl: Kłamca
Data wydania: 2005
ISBN: 83-89011-77-8
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195
Liczba stron: 272
Cena: 25,99 zł
seria: Kuźnia Fantastów



Ćwiek, Jakub - "Kłamca" #1

Gdzieś poza czasem

Na ławie stał kielich. Stał tam pełen, od kiedy pierwsze spośród anielskich oddziałów przysłoniły niebo swymi skrzydłami, i znajdujący się w nim miód nie smakował już tak jak w chwili, gdy został nalany. Po jego powierzchni pływały drobinki kurzu i kilka małych robaczków, musiał więc smakować podle. Mimo to Odyn wypił kielich do dna i nawet się nie skrzywił. Widok leżących obok lin i tej przeklętej pętli, która już za chwilę zaciśnie się na jego szyi, odbierając resztki oddechu, nadawał trunkowi dodatkowego posmaku. Zgniłej słodyczy życia.
Sięgnął po nóż i rozciął rzemienie przy napierśniku. Zdjął go powoli, by położyć obok sznurów. Podobnie uczynił z resztą zbroi.
Po chwili był już nagi. Rzucił przelotne spojrzenie ku zwierciadłu i widok wcale go nie ucieszył. Spoglądał w oczy zamkniętego w ciele siłacza starca. Zmęczonego życiem, ale i przerażonego śmiercią, zagubionego w świecie, który zmienił się w jednej chwili.
Widział w swej twarzy oblicze stojącego na wzgórzu głupca, który całe wieki temu zawarł pakt z Kłamcą. Na swoją zgubę...
Nagle zakręciło mu się w głowie. Zrobił kilka niepewnych kroków, a przed oczyma zatańczyły mu błękitne i zielone ogniki. Jego gardło, a potem cały przełyk zaczęły się rozgrzewać coraz mocniej i mocniej, aż w końcu zapłonęły żywym ogniem. Spróbował krzyknąć, ale nie był w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Nogi ugięły się pod nim i padł na kolana. Wszystko, co widział, dostrzegał jakby przez mgłę.
I wtedy właśnie zza kotary wyłoniła się ona. Rozpoznał ją od razu. Sygin, żona Lokiego zwanego Kłamcą.
Odyn pamiętał, jak kpił z niej, gdy przysięgła zostać przy małżonku na wieczność, chroniąc jego twarz przed potwornym jadem wiszącego nad nim węża. Wtedy nie wierzył, że wytrzyma. Ale ona trwała na posterunku przez wszystkie te lata, stulecia, milenia, z pokorą znosząc docinki i wyzwiska. Nie opuściła Kłamcy nawet na moment. Aż do dziś.
— Bądź pozdrowiony, Odynie, królu szubienic — zadrwiła Sygin, pochylając się nad władcą Walhalli. W jego oczach była teraz jedynie kształtną plamą bieli na tle bordowych zasłon. — Widzę, że nie czujesz się najlepiej.
Sapnął coś wściekle w odpowiedzi. Sygin roześmiała się.
— Łatwo było zgadnąć, że będziesz chciał odkupić Walhallę przez dobrowolne męczeństwo. Właściwie, widząc co się dzieje za murami, to rzeczywiście było jedyne wyjście. Tyle, że... ty nie umrzesz męczeńsko.
Wstała i podniosła z ławy pusty kielich.
— Nie smakowało ci jakoś inaczej? — zapytała. — Na przykład jadem? Ta podła żmija wisząca nad Lokim chlapie tym paskudztwem na lewo i prawo, więc kilka kropel mogło wpaść i do tego kielicha. Smutne, prawda?
Nikt nigdy nie otworzy już tych drzwi, nikt nie ujrzy już serca Drzewa i nie odda mu swego cierpienia. I nikt nie skorzysta już z jego potęgi.
Odyn zamknął oczy i z potwornym wysiłkiem wycharczał:
— Dlaczego?
Sygin pochyliła się jeszcze niżej i siłą uniosła mu powieki, zmuszając władcę Walhalli do spojrzenia jej prosto w oczy.
— Krzywd uczynionych rodzinie się nie wybacza — wyszeptała. — Nigdy.
Wstała i przysiadłszy na krańcu stołu, czekała, aż Odyn umrze.

* * *

Z oddali widać było, że u wrót Walhalli wre zacięta walka. Gabriel co rusz dostrzegał szturmujące ku bramie oddziały, które przy wtórze błyskawic i grzmotów zamieniały się we wzlatujące ku niebu ciała zmasakrowanych aniołów. Słyszał też potworny ryk dobiegający jakby z przepastnych czeluści. To, że w rzeczywistości ów krzyk wydobywał się z płuc stojącego na progu twierdzy samotnego obrońcy, nie pocieszało go ani odrobinę.
Odwrócił się w stronę Michała. Wódz poprawiał ostatnie poluzowane paski napierśnika i przecierał szmatką matowe miejsca na zbroi. Płomień na jego twarzy mienił się czerwienią.
— Rafael przekazał mi właśnie, że Odyn nie stanowi już zagrożenia — rzucił Gabriel.
Michał skinął głową.
— Zastanawiam się tylko, dlaczego nasz kochany patron dróg nie przekazuje mi tych wieści osobiście — powiedział. — Byłoby prościej i szybciej.
Anioł śmierci uśmiechnął się.
— Powiedział mi kiedyś, że boi się budować drogi do twego umysłu. Zbyt często spoglądasz w otchłań. Powiedział, że ona zwykle odpowiada tym samym.
— Kto? — wódz nie zrozumiał aluzji.
— Otchłań. Spogląda również w ciebie. A Rafael nie chce być przez nią podglądany. Poza tym to ja jestem jej posłańcem i to moja praca, nie?
Michał nie odpowiedział. Wydobył miecz spomiędzy skrzydeł i przypiął go do boku. Złożył dłonie i wyłamał palce.
— Dobra, jestem gotowy. Czas pogadać z tym odźwiernym.
Pewnym krokiem zszedł ze wzgórza i wkroczył między wojska. Te rozstąpiły się przed nim w jednej chwili, tworząc szeroką drogę aż do samych wrót, gdzie czekał nieco zdezorientowany nagłą przerwą w walce uzbrojony w młot olbrzym.
Wódz szedł spokojnie. Nie reagował na wiwatujące wojska, na dźwięk trąb, które nagle rozbrzmiały nad polem bitwy. Właściwie jedynym, co widział, była rosnąca z każdym krokiem barczysta sylwetka na końcu drogi. Cień przysłaniający sobą światło zwycięstwa.
Gdy zbliżył się na jakieś dwadzieścia kroków, stanął. Wydobył miecz i uniósł go do góry.
— W imię Boga Wszechmogącego nakazuję ci ustąpić mi miejsca — przemówił. Jego twarz wykrzywiła się w pełnym drwiny uśmiechu. — Ustąp z drogi silniejszemu od siebie.
Thor, stojący dotąd z nisko pochyloną głową, teraz ją uniósł. Nawet zgarbiony górował nad archaniołem, ale w owej chwili zdawał się przerastać go niemal dwukrotnie. Młot w lewej dłoni obrońcy Walhalli mruczał cicho niczym przychodząca z daleka zapowiedź wiosennej burzy.
Olbrzym zdjął z głowy hełm Odyna i zarzucił złocistą grzywą. Stanął w rozkroku i chwycił broń w obie ręce. Po trzonku przebiegły dwie błękitne błyskawice.
— Ty i ja, przybyszu — zawołał hardo. — Ty i ja.
Michał skinął głową i mocniej ścisnął rękojeść miecza. Głownia zapłonęła.
Przez chwilę przeciwnicy wpatrywali się w siebie, mierząc swoje siły, aż w końcu niemal równocześnie ruszyli do ataku.
Syn Odyna poruszał się z nieprawdopodobną wręcz szybkością. Zaczął od wykroku do przodu, chcąc lepiej wykonać błyskawiczny obrót. Z impetem uderzył w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą była głowa wroga. Ten jednak zdążył się uchylić i wykorzystał sytuację, tnąc od dołu na udo olbrzyma. Miecz uderzył w metalową osłonę, nadtapiając ją nieco, ale samemu Thorowi nie czyniąc krzywdy. Bóg piorunów odskoczył do tyłu z wykrzywioną wściekle twarzą.
Stojący naprzeciw archanioł również cofnął się i bacznie obserwując przeciwnika, ruszył po łuku. Najpierw wykonał jeden krok w prawo, by sprawdzić, czy wzrok olbrzyma podąża w ślad za nim, a potem zaczął powoli przemieszczać się w lewo. Równocześnie z każdym poruszeniem niemal niezauważalnie zmniejszał dzielący ich dystans.
Thor nie dał się zwieść. Po trzecim kroku wiedział już, że jeśli dłużej będzie czekał, wejdzie w bliskie starcie... i zginie. Trzymając młot oburącz, powoli uniósł go do góry, jakby szykując się do potężnego uderzenia. Wygiął lekko całe ciało do tyłu, niby że bierze potężny zamach.
I nagle zabrał prawą rękę z trzonka. Trzymany w lewej ręce młot pomknął do tyłu, z każdą chwilą nabierając prędkości. Jednocześnie wojownik wyskoczył do przodu. Michał zareagował instynktownie, robiąc unik i ustawiając miecz do bloku. I o to właśnie chodziło bogu piorunów. Młot z pełnym impetem uderzył od dołu, bez trudu zbijając broń przeciwnika, a jego samego wyrzucając w górę. Archanioł wypuścił rękojeść z dłoni i poleciał do tyłu, po czym zarył skrzydłami w piach. Błyskawicznie owinął się nimi i odturlał na bok. Wycelowany w jego głowę młot uderzył w ziemię.
Michał potoczył się jeszcze kawałek i poderwał, rozwijając skrzydła. Poszukał wzrokiem miecza. Nie leżał daleko. Podszedł do niego i chwycił. Zakręcił młynka.
— Gramy dalej? — zapytał.
Thor wzruszył ramionami i uniósł swą broń.
Archanioł ruszył do przodu. Widział, jak przeciwnik szykuje się do kolejnego ataku. Nawet nie próbował przewidzieć, jakiego tym razem. Podczas całej tej walki stanowczo za dużo myślał.
Nie czekał ni chwili dłużej, tylko spiął się i skoczył... w górę. Zatrzepotał rozpostartymi skrzydłami, wzbudzając wokół tumany kurzu.
Syn Odyna zmrużył oczy i instynktownie cisnął młotem w stronę Michała. Tyle że jego już tam nie było, bo błyskawicznie składając skrzydła, runął na ziemię i gdy świetlisty obuch zawracał w powietrzu, zaatakował. Płonące ostrze pomknęło od dołu, by zanurzyć się w nie dość osłoniętej pachwinie olbrzyma. Thor ryknął z bólu i stracił równowagę. Własna broń, która właśnie w tym momencie wpadła mu do ręki, przeciążyła go ostatecznie. Bóg piorunów runął na ziemię.


Dodano: 2006-07-03 12:24:36
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj przygody Lennarta Malmkvista


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia"


 Abercrombie, Joe - "Ostateczny argument" (oprawa twarda)

 Shannon, Samantha - "Zakon Drzewa Pomarańczy"

 Dick, Philip K. - "Nasi przyjaciele z Frolixa 8"

 Bardugo, Leigh - "Trylogia Grisza"

 Harrison, Harry - "Przestrzeni! Przestrzeni!"

 Pullman, Philip - "Zorza Polarna"

 Abercrombie, Joe - "Nim zawisną"

Fragmenty

 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS