NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Taylor, Dennis E. - "Nasze imię Legion, nasze imię Bob"

Knaak, Richard A. - "Malfurion" (Blizzard Legends)

Ukazały się

Abnett, Dan - "Pancerz pogardy"


 Pilipiuk, Andrzej - "Traktat o higienie. Z dziejów dra Skórzewskiego"

 Jadowska, Aneta - "Kurczaczek i Salamandra"

 Jaumann, Bernhard - "Sępom na pożarcie"

 Brown, Ryk - "Aurora Cv-01"

 Harrow, Alix E. - "Dziesięć tysięcy drzwi"

 Kres, Feliks, W. - "Północna granica" (edycja limitowana)

 Kres, Feliks W. - "Król Bezmiarów" (edycja limitowana)

Linki

Pacyński, Tomasz - "Szatański interes"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cykl: Pacyński, Tomasz - "Matylda i Dziadek Mróz"
Data wydania: Listopad 2005
ISBN: 83-89011-75-1
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Liczba stron: 416
Cena: 28,99 PLN
Tom cyklu: 2



Pacyński, Tomasz - "Szatański interes" #1

Wafel Trzy

— Co masz na ekranie, Wafel? — dopytywał się natarczywie informatyk Grupy. Wafel Trzy osłonił błyskający jadowitym błękitem ekranik dłonią w rękawicy bez palców.
— Internal error... — przesylabizował. — Press any key to reboot...
Słuchawka bluznęła ciężkim przekleństwem pod adresem jakiegoś Billa. I za chwilę odezwał się ktoś inny:
— Wafel Trzy, tu Lodziarz. — Głos dowódcy, jak zwykle w sytuacjach ekstremalnych, ociekał lodowatym spokojem, który znakomicie zresztą współgrał z kryptonimem. — Rzuć to pierdolone ustrojstwo i mów na oko. Zrozumiałeś? Powtórz.
Komandos odetchnął z ulgą.
— Tak jest — potwierdził rozkaz. — Rzucić to pierdolone ustrojstwo i meldować na oko.
Nasunął aramidowy hełm niżej na czoło. Ostrożnie wyjrzał zza popękanej opony.
— Na oko to będzie ze trzydzieści metrów, skipper.
To ostatnie dodał na wszelki wypadek. Wiedział, że major, który odbył trzymiesięczny staż w US Marine Corps na Florydzie, uwielbia, żeby nazywać go skipperem, i zazwyczaj, usłyszawszy to, łagodnieje. Inne doświadczenia, na przykład te z kursu przetrwania, manifestowały się dotkliwiej. Wafel Trzy z trudem przełknął ślinę, przypomniawszy sobie, jak nie dalej niż miesiąc temu pili wódkę pod zaskrońca, którego Lodziarz własnoręcznie obdarł ze skóry. I nie pozwolił upiec, tłumacząc, że taki najsmaczniejszy.
Istotnie, głos dowódcy złagodniał nieco.
— Od razu tak trzeba było, Wafel Trzy. Melduj dalej.
Dobrze, że mordę porządnie wysmarowałem, pomyślał komandos, wychylając się bardziej zza traktora. Po twarzy pokrytej zielonymi i czarnymi plamami maskującej szminki spływały kropelki potu.
— Podejście czyste, żadnych ukryć, widocznych pułapek. Trochę badziewia się poniewiera...
Zamilkł na chwilę.
— Podaj identyfikację — usłyszał.
— Eee... — Rozgarnął suche źdźbła przed sobą. — Opony, zardzewiałe wiadro sztuk dwa, koryto... Karoseria od malucha. I dalej...
Zaklął po nosem.
— Pod samym budynkiem brony. Zardzewiałe, kolcami do góry.
Niedobrze, pomyślał, wejście przez okienka zablokowane. Zostają drzwi. Trzeba będzie improwizować, na briefingu nic nie mówili. Zresztą jak zwykle mało czasu...
— Żadnego ruchu, żadnych czujek.
Opuścił gogle noktowizyjne; świat, szary o zmierzchu, stał się teraz zielony.
— Brak wiązek laserowych w widzialnym zakresie widma.
Obok budynku, który przypominał opuszczone, zrujnowane warsztaty dawno upadłej gminnej spółdzielni, parkowały samochody. Stary polonez i ford sierra. I mercedes, ustawiony równo z nimi. Z jego maski biła delikatna, zielonkawa poświata.
Wafel Trzy zmarszczył brwi, zamarł na chwilę. Coś było nie tak. Silnik merca był wciąż ciepły, a nie powinien. To się nie zgadzało z danymi rozpoznania.
— Trzy samochody — meldował dalej. — Powtarzam, trzy.
W słuchawce rozległo się coś, co brzmiało jak tłumiony chichot. Zapewne zakłócenia.
— Po prawej buda, drewniana, duża. Tabliczka „Zły pies”. Psa właściwego nie widać.
Dotknął pokrętła noktowizora, zwiększył czułość. Nic, czarny otwór, można było dostrzec ¬zwisający ¬kawałek łańcucha. Pies był albo martwy, albo wyziębiony do poziomu tła. A najprawdopodobniej wcale go nie było. Komandos odetchnął z ulgą. Jedna przeszkoda mniej.
— Miś na stanowisku. — Nowy, zdyszany głos w słuchawce.
— Pingwin na stanowisku.
Tym razem było łatwiej, trochę pomógł noktowizor, dawał powiększenie. Poza tym Wafel Trzy wiedział, gdzie szukać. Obok sterty niezidentyfikowanych śmieci, może ze trzysta metrów od budynku, nagle pojawiła się druga, równie duża i bezkształtna. Ale to nie były śmieci, tylko snajper w kombinezonie ghille.
— Rybitew na stanowisku — odezwał się z opóźnieniem trzeci strzelec. Miał najdłuższą drogę, by doczołgać się na wyznaczoną pozycję.
— Rybitwa, kurwa — mruknął machinalnie Lodziarz. — Odmianów nie umiesz. Wafel Trzy, wycofaj się. I zostaw to kurewstwo, później ktoś zabierze.
Zwiadowca nie musiał nawet pytać, o jakie kurewstwo chodzi. Cofnął się z ulgą zza opony, odsunął gogle z twarzy. Popatrzył kątem oka na urządzenie, które jakby nigdy nic połyskiwało błękitnym ekranem.
— Syncro-Fire aktywny — zameldował ktoś. Pingwin albo Miś. — Brak celu.
Trawa szeleściła, kiedy Wafel Trzy pełzł ostrożnie w kierunku rozwalającej się szopy. Wyglądała na chlewik, o dawnym przeznaczeniu świadczyły porozbijane drewniane koryta, które walały się przed wejściem.
Pomiędzy zardzewiałymi kojcami czekała część oddziału, grupa, która miała zaatakować frontalnie.
— Pingwin, mam cel.
Kto wymyśla te kretyńskie kryptonimy, przemknęło Waflowi przez głowę. Bez sensu. Łączność była przecież kodowana, transmisje szły przez scramblery na zmiennych, losowo wybieranych częstotliwościach. Podobno nie do podsłuchania. Komandos syknął z bólu, kiedy ostry kamyk wbił się w skórę. Całą siłą woli powstrzymał przekleństwo. Na zawieszający się badziew z kamerką jest kasa, na scramblery też, tylko na ochraniacze na kolana nie ma.
— Miś, cel uchwycony.
Ból zelżał, za to empepiątka z integralnym tłumikiem przekrzywiła się na plecach, zjechała na bok. Drogi holograficzny celownik stuknął w hełm. Wafel Trzy mełł pod nosem przekleństwa i pełzł wytrwale dalej.
— Rybitew... Eeeee... Rybitwa. Brak celu.
Miś, Pingwin, Lodziarz, mruczał pod nosem jeden z Wafli, ten o numerze taktycznym Trzy. Kodowana transmisja, ciekawe, jak to jest naprawdę. Kto może zagwarantować, że cała łączność nie jest tej klasy, co komputerowo sterowana kamera z laserowym dalmierzem... A jak tam w środku mają skaner, nieco lepszy, niż te, które Amerykanie zwykli oferować na wolnym rynku? Czyli te dostępne dla sił specjalnych Wybrzeża Kości Słoniowej? Może nawet zwykłą komórką da się podsłuchać, jeśli przebija poza pasmo. I co, terroryści mają uwierzyć, że otacza ich horda sprzedawców lodów?
— Wafel Trzy, przestań pieprzyć — burknął w słuchawce Lodziarz. — Nie na twój łeb to wszystko... Myśleć wolno w czasie wolnym od zajęć. A i to niewskazane.
Komandos znieruchomiał. Miał ochotę wyrwać cholerny mikrofon albo przynajmniej palnąć się w czoło, bał się tylko uszkodzić noktowizor, który miał na stanie.
Z drzwi chlewika wypadła ciemna sylwetka. Ktoś chwycił Wafla Trzy za ramię, poderwał z ziemi, pociągnął za sobą. Obaj wpadli do wnętrza.
Komandos odsunął z czoła hełm, popatrzył dokoła. W ciemności w pomalowanych maskującą szminką twarzach kolegów pobłyskiwały białka oczu.
Starannie zacisnął w dłoni cieniutki drut mikrofonu.
— Kurwa mać, ale burdel — powiedział z uczuciem. Nikt nie zaprzeczył.


Dodano: 2006-07-03 12:17:07
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Kulawego szermierza"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Jordan, Robert - " Wojownik Altaii"


 Scalzi, John - "Imperium w płomieniach"

 Rushdie, Salman - "Quichotte"

 Taylor, Dennis E. - "Nasze imię Legion, nasze imię Bob"

 Przechrzta, Adam - "Demony zemsty. Beria"

 Kisiel, Marta - "Płacz"

 Szczerek, Ziemowit - "Cham z kulą w główie"

 Dąbrowski, Michał - "Imię Boga"

Fragmenty

 Baoshu - "Odzyskanie czasu" (przedmowa)

 Hendel, Paulina - "Czarny świt"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

 Canavan, Trudi - "Klątwa kreatorów"

 Clare, Cassandra & Chu, Wesley - "Czerwone Zwoje Magii"

 Chiang, Ted - "Wydech"

 Dąbrowski, Michał - "Imię Boga"

 Wilson, F. Paul - "Twierdza"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS