NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Abercrombie, Joe - "Szczypta nienawiści" (oprawa twarda)

Basztowa, Ksenia & Iwanowa, Wikoria - "Siła złego na jednego"

Ukazały się

Wlazło, Alicja - "Iskra"


 Lisińska, Małgorzata - "Bajki krasnoludzkie"

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Bonowicz, Karina - "Nie wywołuj wilka z lasu"

 Mróz, Remigiusz - "Echo z otchłani"

 Kuang, Rebecca F. - "Wojna makowa" (zintegrowana)

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Kuang, Rebecca F. - "Wojna makowa" (miękka)

Linki

Dębski, Rafał - "Czarny Pergamin"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: Październik 2006
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195
isbn-10: 83-60505-12-8
isbn-13: 978-83-60505-12-0
seria: Tryby fantazji



Dębski, Rafał - "Czarny pergamin" #1

"Pojedynek"

– Rycerz Vorda został wyzwany na Sąd Boży przez hrabiego Ludwiga Burghiese – grzmiał nad błoniem donośny głos herolda. – Potykać się będą do ostatniej krwi! Po zachodniej stronie staje wyzwany, po wschodniej wyzywający. Niechaj obaj pamiętają, że rycerzowi nie przystoi podstęp ni zdrada, a ten, który dopuści się złamania reguł, zostanie pozbawiony czci i zawołania!
Przy Vordzie stała Maive. Spoglądał z wysokości prosto w zatroskane oczy córki.
– Gonitwa dla mnie nie pierwszyzna, córko. Położyłem kopią więcej przeciwników niż hrabia popełnił w życiu szalbierstw. A to wielce pokaźna liczba.
Przytuliła głowę do końskiego karku.
– Wiele nas dzieli ojcze, ale ja naprawdę cię kocham.
Pochylił się, uniósł jej brodę.
– Różne przykre rzeczy mówiłem, Maive. Nie byłem dobrym ojcem, nie potrafiłem ci okazać należytej miłości. Ale zawsze kochałem cię najbardziej na świecie. A teraz, tylko dlatego, że wyrzekłem kilka nieopatrznych słów, narażam na śmierć. Jeżeli nie przeżyję, ty będziesz jedynym świadkiem tego, co mówił Borcho. Burghiese o tym wie i nie spocznie, dokąd będziesz mu zagrażać. Teraz jest silny, ale może nadejść taki czas, że twoje świadectwo stanie się niebezpieczne. To wytrawny polityk, zawsze liczy się z wszelkimi ewentualnościami. Będziesz też jedynym strażnikiem pergaminu... szkoda, ale nie zdążyłem cię do tego należycie przygotować... zaniedbałem... to też śmiertelne zagrożenie. Nasz wielki par bardzo chciałby położyć łapę na dokumencie.
– Nie boję się śmierci!
– Ale ja lękam się o ciebie! Obiecuję, że uczynię wszystko, abyś była bezpieczna!
Maive skinęła głową. Cóż więcej może uczynić ojciec poza tym, że pokona hrabiego? Znaleźli się w gnieździe wilków. Spojrzała na przeciwległą stronę pola. W słońcu raził oczy pyszny rynsztunek Ludwiga Burghiese. Stary pancerz ojca wyglądał przy nim niczym nędzny łachman. Przeniosła spojrzenie na trybunę, na której siedzieli dostojnicy. Najwyraźniej nieźle się bawili. Westchnęła. Czy ojciec jest w stanie sprostać młodemu jeszcze i silnemu mężczyźnie?
Na trybunie krążyły pucharu wina i tace ze smakołykami.
– To będzie krótkie widowisko – powiedział diuk Colonny, Gerhard. – Burghiese zniesie go w pierwszym starciu. Wystarczy spojrzeć na postawę tych dwóch. Stary grzyb wyleci z siodła jak pocisk z katapulty.
Filip kiwał głową. W jego duszy działy się rzeczy dziwne. Z zaskoczeniem stwierdził, że w istocie rzeczy chciałby chyba, żeby zwyciężył Vorda. To było oczywiście niemożliwe, ale przeszła mu przez głowę taka myśl. Nie bardzo wyobrażał sobie kierowanie państwem bez pomocy wszechwładnego hrabiego, jednak...
– Nie bądźcie tego tacy pewni, panie – odezwał się zza jego pleców Karol. – Widywałem dawnymi czasy na turniejach jak Vorda zmiatał swoich przeciwników, a przy tym po całym dniu nie widać było po nim wysiłku ni znużenia.
– To było ze dwadzieścia lat temu z okładem. – Gerhard machnął lekceważąco ręką. – Sztuka rycerska to obecnie co innego niż za czasów Rodriga Złotego.
Laura z uwagą obserwowała grę emocji na twarzy króla.
– Chyba nie wierzysz w zdradę swojego hrabiego, panie? – szepnęła.
Spojrzał na nią jak obudzony ze snu.
– Nie daj się zwieść pozorom! – szeptała dalej. – Ten najemnik na pewno z jakichś powodów kłamał. Pomyśl sam, ile okazji miałby Ludwig, żeby się pozbyć niemiłych mu ludzi, gdyby tylko zechciał.
– Wiem, Lauro. Z pewnością masz rację. Dałem się przez chwilę zwieść!
Tymczasem diuk Gerhard kontynuował swoje wywody o wyższości nowoczesnej walki nad dawną szkołą.
– Sama różnica w opancerzeniu – mówił – spójrzcie tylko. Ten Vorda ma starą zbroję, którą łatwo przebić ostrzem kopii, zaś nasz hrabia nosi kute płyty. Nawet przy bezpośrednim trafieniu nie może mu się stać krzywda. A jeżeli jeszcze wziąć pod uwagę staranne wyszkolenie...
– Milcz już, Gerhardzie – przerwał król. – A ty, arcybiskupie, idź spełnić swoją powinność.
Hagrir podbiegł do Vordy. Dokładnie obejrzał wierzchowca, sprawdził popręgi.
– Arcybiskup tutaj podąża, panie – powiedział cicho. – Widzieliście jak serdecznie odprawił hrabiego Burghiese. Wszyscy tutaj są po jego stronie. Sędziowie, obawiam się, zapewne też mają wydane odpowiednie rozkazy. Musicie się bardzo pilnować.
– Odejdźcie teraz – rozkazał rycerz. – Chcę się pojednać z Bogiem.
Maive oderwała się od końskiego karku.
– Bądź dzielna, Hadre – szepnęła. – Bądź dzielna.... Ojcze – powiedziała głośniej. – To najmądrzejsza klacz w naszej stajni. Sam zresztą wiesz. Będzie o ciebie dbała... To najściglejsze zwierzę, jakie w życiu widziałeś.
– Wiem, córko. Wiem też, jakie to z twojej strony poświęcenie, że oddałaś ją mnie. A teraz idź i bądź dobrej myśli. Jeszcze jedno... Gdybym zginął...
– Nie zginiesz, ojcze!
– Gdybym zginął – powtórzył głośniej – pamiętaj o Czarnym Pergaminie, naszym rodowym skarbie i naszym obowiązku. Musisz o nim coś wiedzieć.
Arcybiskup dostojnym krokiem zbliżył się do rycerza, więc Vorda zniżył głos do szeptu. Maive słuchała go z zaciśniętymi wargami.
Falcone przystanął, czekając aż stary rycerz skończy rozmawiać z córką. Wreszcie dziewczyna odeszła. Arcybiskup podszedł, uczynił w powietrzu znam krzyża.
– Zanim pójdziesz w śmiertelny bój, mój synu...
– Daj spokój, wasza dostojność. Przyjmij lepiej moją spowiedź, a właściwie wyznanie. Ale pamiętaj, panie, że składam je tobie jako zwykłemu kapłanowi, powiernikowi maluczkich, a nie wielkiemu panu, myślącemu o wielkich sprawach świata, sprzymierzeńcowi tego plugawca Ludwiga.
Burghiese powściągnął tańczącego pod nim wierzchowca. Co Falcone tak długo robi przy tym starym?
– Czyżby Vorda spowiadał się z uczynków całego życia? – rzucił drwiąco. – Jeśli tak, możemy nie zdążyć przed wieczorem!
W tej samej chwili arcybiskup oderwał się wreszcie od rycerza. Chwiejnym krokiem wracał na trybunę. Burghiese zaniepokoił się. Co tam się stało? Falcone był najwyraźniej mocno poruszony.
Później. Teraz to nieistotne. Filip zaraz da znak.
Rzeczywiście król podniósł się, trzymając w dłoni bogato zdobioną chustę. Szerokim gestem wyrzucił ją przed siebie. Ledwie dotknęła ziemi, herold głośno krzyknął, a obaj przeciwnicy ruszyli przy wtórze trąb i tarbanów. Hrabia zatoczył krótkie koło, żeby koń naprał rozpędu, a Vorda, zaufawszy Hadre, już gnał w jego stronę w pełnym biegu.
– Zaraz zobaczycie koniec – mruknął diuk Gerhard.
Rycerze jednak, wbrew ponurej przepowiedni, przemknęli obok siebie ledwie musnąwszy kopiami tarcze.
– To tylko na próbę – powiedział Gerhard. – Ludwig nie chce tak do końca upokorzyć starca.
Karol spojrzał na niego dziwnym wzrokiem. Tylko zupełny ignorant mógł nie zauważyć wspaniałego uniku, jaki wykonał Vorda. To, że Burghiese mógł znać podobną sztuczkę, było pewne. Ale że stary rycerz ją zastosuje, musiało stanowić zupełne zaskoczenie dla zgromadzonych. Dla wszystkich, którzy nie znali vi Rimma tak dobrze jak szatny.
– Nie liczyłbym na łatwe zwycięstwo hrabiego – zauważył markiz Vincenzo de Malhevia. – Stary nie jest taki skostniały, jak się niektórym wydawało.
Tymczasem przeciwnicy zawrócili, żeby znów spotkać się w pełnym pędzie pośrodku szranków. Tym razem ciężki łomot uderzenia i trzask pękającego drzewca ogłosiły wszem i wobec, że starcie było poważne. Giermek hrabiego puścił się biegiem, niosąc swemu panu nową kopię. Po drugiej stronie Vorda spokojnie czekał aż przeciwnik ponownie się uzbroi. Tamten po chwili skinął głową na znak gotowości. Znowu rozległ się tętent i nastąpiło kolejne mocne starcie. Tym razem obaj walczący byli zmuszeni zmienić oręż. Hagrir, podając broń Vordzie, patrzył uważnie w błyszczące spod hełmu oczy rycerza.
– Jakby mu ubyło dwadzieścia lat – powiedział do stojącej przy zapasowych drzewcach Maive. – Nawet się nie zadyszał.
Dziewczyna skinęła tylko głową i z troską patrzyła na kolejną szarżę ojca. Znów doleciał głośny łomot kopii walących w nadstawione tarcze. Jednak tym razem z piersi patrzących wyrwał się okrzyk zdziwienia. Burgiese zwalił się ciężko z wierzchowca, ciągnąc za sobą siodło.
– To musiało być potężne uderzenie – mruknął markiz de Malhevia – skoro popręgi puściły. Powiadam wam, jeśli stary zechce, rozjedzie teraz pana hrabiego, zanim ten zdąży się przeżegnać. Ja na jego miejscu nie zwlekałbym ani chwili.
Gerhard rzucił mu złe spojrzenie.
– Wszyscy wiemy, że nie lubicie rodziny Burghiese, markizie. Jednak król powinien teraz zarządzić przerwanie walki i dostarczenie nowego wierzchowca, bo...
– Bardzo bym chciał – warknął Filip. – Ale przypominam, że to jest Sąd Boży, a nie turniejowa potyczka. Ludwig musi sam sobie radzić.
Vorda z wysokości siodła obserwował zbierającego się z ziemi przeciwnika.
– Atakuj, panie! – doleciał go z tyłu głos Hagrira. – Zwycięstwo jest twoje.
Stary rycerz ujął mocniej kopię. Pokusa była ogromna. Jednak po chwili rozluźnił uchwyt, odrzucił broń.
– Co on robi? – na trybunie rozległ się gwar podniesionych głosów.
Tymczasem Vorda zawrócił, gestem przywołał Hagrira.
– Co chcesz uczynić, mój panie? – pachołek był przerażony.
– Bierz konia, a Maive niech przyniesie miecz i trójkątną tarczę!
– Oto człowiek honoru – powiedział głośno markiz de Malhevia. – Ciekawe czy naszego wielkiego para Ludwiga byłoby stać na podobny gest.
Szeroki miecz Vordy zdawał się siać iskry w południowym słońcu, kiedy rycerz szedł na spotkanie wroga. Tamtemu giermek także dostarczył broń. Był to miecz o wąskiej klindze, przystosowany do zadawania szybkich pchnięć, dłuższy i lżejszy od tego, który dzierżył stary.
– Teraz zobaczymy pokaz fechtunku pierwszej wody – powiedział Gerhard. – Spójrzcie, hrabia odrzuca tarczę. Będzie korzystał z przewagi długości miecza i możliwości ujęcia go oburącz. Vorda nie ma żadnych szans.
Stanęli naprzeciwko siebie. Koniec broni hrabiego zataczał krótkie łuki na wysokości oczu. Vorda uniósł wyżej tarczę. Czekał na pierwsze uderzenie. Burghiese wykonał krótki wypad markując sztych w pierś, po czym, kontynuując ruch, zawinął miecz na szóstą zasłonę, żeby wykonać cięcie na bark. Rozległ się pierwszy brzęk metalu, kiedy Vorda bez wysiłku odbił atak. Natychmiast po sparowaniu klingi przeciwnika, wyrzucił do przodu lewą rękę, próbując krawędzią tarczy trafić przedramię wroga. Hrabia odskoczył. Przez długą chwilę mierzyli się spojrzeniami. Vorda widział przez szczeliny zasłony hełmu czujne oczy Ludwiga, bacznie obserwujące każdy jego gest. Sam zastanawiał się, z której strony pójdzie następny atak.
– Czy ktoś mówił, że stary nie ma żadnych szans? – spytał de Malhevia, wyzywająco spoglądając na diuka Gerharda.
– Nie gadaj, markizie, tylko patrz – skarcił go król. – Zaczynają rąbać naprawdę.
Rzeczywiście na środku błonia rozgorzała zażarta walka. Hrabia atakował bez przerwy. Wąska klinga migotała w szaleńczych obrotach i błyskawicznych pchnięciach, jednak nie była w stanie wyrządzić krzywdy Vordzie. Spokojnie zastawiał się tarczą, puszczał kolejne uderzenia po szerokim ostrzu miecza. Czekał na okazję do uderzenia.
– Vorda nie jest już młodzieniaszkiem – zauważył Karol. – Jeżeli nie rozstrzygnie prędko walki, niebawem będzie zbyt zmęczony, żeby zdzierżyć pole. Nie pomoże mu wojacka wprawa.
– A co szatny może wiedzieć o sztuce rycerskiej? – skrzywił się arcybiskup Falcone.
– On wie o tym więcej niż mógłbyś przypuszczać – powiedział Filip nie odwracając głowy. – Dużo więcej niż wielu tutaj zgromadzonych. Wojował jeszcze pod moim sławnym dziadem. Bywał na wyprawach z vi Rimmem, który zawsze miał wysokie mniemanie o jego umiejętnościach. A i mój ojciec bardzo sobie cenił doświadczenie Karola.
Vorda dyszał ciężko. Podniecenie, które napełniało go na początku i sprawiało, że czuł się znowu młodym, silnym człowiekiem, zaczęło ustępować zmęczeniu. Przez głowę przeleciała mu ta sama myśl, którą przed chwilą wyraził Karol. Z każdą chwilą ma mniejsze szanse na wygraną. Cofnął się dwa kroki. Zdziwiony hrabia zaprzestał ataku. Vorda uniesionym mieczem poprosił o chwilę przerwy. Burghiese skinął głową. Sam chętnie odetchnie. Nie spodziewał się takiej biegłości i wytrwałości ze strony przeciwnika. Vorda przywołał Hagrira.
– Odepnij mi tarczę, chłopcze.
– Ależ panie...
– Już!
Pachołek sprawnie rozpiął rzemienie, uwolnił lewicę rycerza.
– Jestem gotów, hrabio! – Vorda lekko się skłonił.
– Trochę jednak szkoda cię zabijać, Vordo. Ale nie pozostawiłeś mi wyboru... A zresztą, tak naprawdę cię nie żałuję!
Kończąc zdanie, Burghiese skoczył. Wydawało się, że ciężka zbroja zupełnie mu nie przeszkadza. Ruchy miał szybkie, zwijał się niczym drapieżny kot. Vorda okazał się jednak nie mniej sprawny od hrabiego. Zawirował w obrocie, przepuszczając śmiertelne pchnięcie, by samemu uderzyć krótkim, potężnym zamachem. Ostrze ześliznęło się po naramienniku Ludwiga pozostawiając w nim głęboki ślad.
– Patrzcie, jak też ten stary sprawnie mu się opędza – w głosie diuka Gerharda zabrzmiał mimowolny podziw. – Jakby miał w ręku trzcinę, a nie ten toporny brzeszczot...
Odgłos walki przypominał bicie pękniętego dzwonu, na który spada z nieba gęsty ołowiany deszcz. Patrzący chwilami tracili rozeznanie czy to słońce sypie iskry z wypolerowanych kling, czy też ich roje krzeszą w zwarciach same miecze.
Odskoczyli od siebie jednocześnie. Po twarzy Vordy spływał pot. Hrabia pod zasłoną przyłbicy także zaczął odczuwać nieznośne gorąco.
– Gdyby to nie było wyzwanie do ostatniej krwi – powiedział cicho Filip – kazałbym zaprzestać walki.
Pierwszy ruszył do ataku Vorda. Wiedział, że stać go tylko na ten ostatni wysiłek, że musi zakończyć walkę już teraz. Prawą dłoń przysunął do jelców tak blisko, jak tylko na to pozwalała rękawica, lewą chwycił głowicę miecza. Wypad na prawą nogę, błyskawiczne podciągnięcie lewej. Zanim Ludwig zdążył zbić markowany sztych, klinga zatoczyła łuk, Vorda zwinął się w półobrót, uderzając przeciwnika barkiem. Oparł się przez mgnienie oka na jego ramieniu, przechodząc do drugiej połowy obrotu. Zaskoczony Burghiese próbował postawić zasłonę, jednak było już za późno. Potężne, wsparte wykrokiem cięcie dosięgło pleców.
– Rany Boskie! – doleciał okrzyk z trybuny. – Koniec!
Hrabia stracił od uderzenia oddech. Nie na darmo jednak założył do walki najlepszy pancerz, jaki mógł znaleźć w królewskiej zbrojowni. Przez głowę przeleciała mu myśl, że w nieco słabszej zbroi ten cios mógłby go rozciąć przez pół. Nie było jednak czasu na jakiekolwiek wahania. Impet uderzenia powalił go na kolana. Pokonując kłujący ból w piersiach, wykręcił się w kierunku przeciwnika. Zobaczył jak Vorda odwraca się, i opuszcza sztych miecza, żeby zakończyć sprawę pchnięciem w lukę między krawędzią naramiennika a pachą. Rozpaczliwym gestem, ostatkiem sił, kurczowo ściskając broń, wyrzucił rękę do tyłu. Poczuł opór i okropny ból w ramieniu, zanim świat utonął w czarnej mgle.


Dodano: 2006-08-03 21:55:41
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Moore, Stuart - "Marvel X-Men: Saga Mrocznej Phoenix"


 Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

 Schwartz, Alvin - "Upiorne opowieści po zmroku"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

 King, Stephen - "Instytut"

 Flint, Eric - "1632"

Fragmenty

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Schwab, V.E. - "Vengeful. Mściwi"

 Collins, Suzanne - "The Ballad of Songbirds and Snakes"

 Dick, K. Philip - "Możemy cię zbudować"

 Heinlein, Robert A. - "Drzwi do lata"

 Archer, K.C. - "Instytut" #1

 Lebbon, Tim - "Milczenie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS