NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Bardugo, Leigh - "Cień i kość" (Mag)

Žamboch, Miroslav - "Bakly. Szukanie śmierci", tom 1

Ukazały się

Weinbaum, Stanley G. - "Drapieżna planeta"


 antologia - "Drugie lądowanie. Antologia króciaków"

 Szacha, Georgij - "Nie było smutniejszej historii"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Harkness, Deborah - "Cienie Nocy"

 Pilipiuk, Andrzej - "Karpie Bijem"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Abbott, Tony - "Klątwa węża"

Linki

Drake, David & Flint, Eric - "W sercu ciemności"
Wydawnictwo: ISA
Cykl: Drake, David & Flint, Eric - "Belizariusz"
Data wydania: 2005
ISBN: 83-7418-090-0
Oprawa: miękka
Format: 115 x 175 mm
Liczba stron: 432
Tom cyklu: 2



Drake, David & Flint, Eric - "W sercu ciemności"

„W sercu ciemności” to drugi tom cyklu „Belizariusz”. Jego akcja zaczyna się w miejscu, w którym rozstaliśmy się z bohaterami „Podstępu”. Jednakże akcja powieści nie toczy się jednotorowo, jak to miało miejsce w pierwszym tomie. Naszą uwagę przykuwają (z mniejszym lub większym powodzeniem) dwa główne wątki, które splatają się ze sobą dopiero na samym końcu książki.
Pierwszy z nich to kontynuacja podróży Belizariusza i jego towarzyszy po Indiach. Jej celem jest poznanie przyszłego wroga, zidentyfikowanie jego słabości i próba wymyślenia sposobów na ich wykorzystanie. Dodatkowo tytułowy bohater chce rozszyfrować Ogniwo – artefakt z przyszłości, który stoi za poczynaniami władców Malawy. Jednakże osobiste zetknięcie się z nim może spowodować trudne do przewidzenia skutki, które mogą zniweczyć nawet najbardziej misterny plan.
Drugi wątek koncentruje się wokół żony Belizariusza – Antoniny, która pozostała w Bizancjum, by zwodzić malawiańskich szpiegów próbujących przeniknąć struktury cesarstwa. Początkowo sprowadza się to tylko do mydlenia oczu szpiclom próbującym dowiedzieć się czegoś o pracach nad zapalającą bronią, mającą służyć do walki z przyszłym najeźdźcą. Wkrótce jednak Antonina natrafia na spisek mający na celu zabicie cesarza Justyniana i jego żony Teodory i osadzenie na ich miejscu marionetkowych władców. Rozpoczyna się wyścig z czasem...
W mojej opinii oba wątki nie są równie interesujące. Przygody Belizariusza to naturalna kontynuacja fabuły „Podstępu” – typowej opowieści o grupie bohaterów na obcym terytorium, którzy starają się wypełnić swoje cele, okazując przy tym obcą wrogom inteligencję, pomysłowość, szlachetność i cały szereg innych, równie pozytywnych cech. Wątek Antoniny natomiast wnosi do powieści nieco urozmaicenia. Nie są to jakieś szalenie skomplikowane intrygi, ale stanowią miły kontrast do wyprawy dzielnych herosów.

Jak pisałem w recenzji „Podstępu”, cykl „Belizariusz” osadzony jest w realiach historycznych i stanowi swego rodzaju alternatywną historię. Na kartach powieści występuje wiele autentycznych postaci – jak choćby tytułowy Belizariusz i jego żona – ale pojawiają się także inne osoby – Justynian i Teodora, Prokopiusz czy Narses. Także niektóre wydarzenia czy związki między postaciami są prawdziwe. Na przykład cesarz gorąco pragnie odzyskania zachodnich ziem Imperium Rzymskiego, a Antonina jest bardzo bliską przyjaciółką Teodory. Prawdziwa jest też niechęć cesarza do Belizariusza, podobnie jak krwawe stłumienie zamieszek na hipodromie przez tego drugiego. Jednakże w przypadku tych ostatnich elementów autorzy pozwolili sobie na przeinaczenia i wykorzystanie ich we własnych celach, co sprawiło, że z faktami historycznymi mają niewiele wspólnego. Tendencja do odbiegania od prawd historycznych nasilała się od początku cyklu i końcowe sceny drugiego tomu sugerują, że w następna część będzie on już pełnoprawnym fantasy, a z nawiązań do naszego świata i jego przeszłości pozostanie jedynie geografia, nieliczne imiona i nazwy własne.
Swoją drogą ciekawe jest zestawienie wizji Flinta i Drake’a z twórczością innego pisarza fantastycznego, który oparł swoją powieść właśnie na okresie panowania Justyniana Wielkiego. Mowa oczywiście o Guyu Guvrielu Kayu, który w swojej „Sarantyjskiej mozaice” wykorzystał te same postacie i wydarzenia. Porównanie tych dwóch cykli wypada zdecydowanie na niekorzyść „Belizariusza”. Pomijam nawet język, jakim posługują się autorzy. Po prostu dla Kaya ten czas był punktem wyjścia do przedstawienia skomplikowanej opowieści o relacjach międzyludzkich, a Flint i Drake jedynie bezdusznie wykorzystali motyw, spłycając relacje i wątki.

Kilka słów o postaciach. Dosłownie kilka – bo wiele się o nich nie da powiedzieć, oprócz tego, że są... Sprawiają wrażenie nie żywych osób, a pionków na mapie taktycznej (na myśl mi tu przychodzą książki Pratchetta i figurki bohaterów, które przesuwają bogowie). Wszelkie próby wprowadzenia psychologii postaci sprawiają, że ich dwywymiarowość jest jeszcze lepiej widoczna.

Drake i Flint postanowili czytelnikowi przybliżyć kulturę Indii. To chwalebny pomysł, tylko dlaczego indyjskie terminy pojawiają się grupami na jednej stronie, a później przez około sto stron nie ma żadnych? Zupełnie, jakby autorzy nagle przypominali sobie o zamieszczaniu obco brzmiących wyrazów, otwierali encyklopedię, przepisywali hurtowo kilka terminów i zapominali o ich wykorzystywaniu na długi czas...

Paradoksalnie, „W sercu ciemności” podobało mi się nieco bardziej „Podstęp”, choć wiele to i tak nie znaczy. Możliwe, że po prostu przyzwyczaiłem się do stylu autorów, nie raziły mnie już aż w takim stopniu błędy redaktorskie i literówki (co niestety nie oznacza, że ich nie ma). Wprowadzenie drugiego głównego wątku zaowocowało urozmaiceniem akcji. W powieści nadal jest sporo humoru, więc czytając raczej się nie nudziłem.
„W sercu ciemności” jest przeciętnym czytadłem z kilkoma lepszymi momentami. Doskonale nadaje się do podróży pociągiem czy komunikacją miejską – czyli w momentach, w których nie mamy komfortowych warunków do czytania, nie możemy w pełni skoncentrować się na książce. W takich sytuacjach powieść Flinta i Drake’a powinna się sprawdzić, szczególnie wśród mniej wymagających odbiorców. Jeśli jednak ktoś lubi czytać w domowym zaciszu, wygodnie siedząc w fotelu, to niech wybierze inną książkę.



Ocena: 4/10
Autor: Shadowmage


Dodano: 2006-07-02 09:16:14
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS