NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Sanderson, Brandon - "Wśród gwiazd"

Pullman, Philip - "La Belle Sauvage"

Ukazały się

Jaumann, Bernhard - "Sępom na pożarcie"


 Brown, Ryk - "Aurora Cv-01"

 Harrow, Alix E. - "Dziesięć tysięcy drzwi"

 Kres, Feliks, W. - "Północna granica" (edycja limitowana)

 Kres, Feliks W. - "Król Bezmiarów" (edycja limitowana)

 Kres, Feliks, W. - "Grombelardzka legenda" (edycja limitowana)

 Kres, Feliks W. - "Pani Dobrego Znaku" (edycja limitowana)

 Kres, Feliks W. - "Porzucone królestwo" (edycja limitowana)

Linki

Pawlak, Romuald - "Rycerz bezkonny"
Wydawnictwo: Runa
Data wydania: Lipiec 2004
ISBN: 83-89595-08-7
Format: 125x185 mm
Liczba stron: 272
Cena: 25,50 zł
ilustracja na okładce: Dagmara Matuszak



Pawlak, Romuald - "Rycerz bezkonny" (wyd. 1)

Mandragorę, aby nie utraciła swych magicznych mocy, należy rwać nocą, w świetle księżyca w pełni. Honoriusz posuwał się jeszcze dalej, twierdząc, że potęgę mandragorowego ziela bardzo wzmaga ogień pochodni. Zgadzając się z Laputańczykiem, Fillegan zamierzał wypełnić wszystkie warunki. Księżyc znajdował się w odpowiedniej fazie, noc nadchodziła, pochodnie były przygotowane.
Wreszcie zapadły ciemności i ekspedycja naukowa pod wodzą rycerza zajrzała do psiarni.
Pukiel, uwiązany na łańcuchu niby krowa, skamlał rozpaczliwie. Fillegan spojrzał pytająco na Duendaina:
– Nic dziwnego nie zauważyłeś?
Giermek zaprzeczył ruchem głowy.
– W normie. Tylko się boi.
Nieszczęsny pies zapierał się łapami, jakby wiedział, co go czeka. Na przemian musieli go ciągnąć i popychać.
Strategiczne miejsca w leśnej głuszy Fillegan wytypował już wcześniej. W trakcie poszukiwań całą kompanią znaleźli siedemdziesiąt trzy mandragory. Rycerz odkrył ponadto dziwne ruiny, niemal całkowicie pokryte mchem, dające się jednak rozpoznać jako resztki stołpu.
Na pierwszy ogień wybrał samotny krzew rosnący na skraju niewielkiej polanki zakrytej paprociami. Miejsca było dość, aby bez trudu założyć dogodny punkt obserwacyjny, ściana lasu ściśle wyznaczona – prawdziwy raj dla naukowca.
Ale nie dla narzędzia badawczego. Pukiel szalał. Usiłował się wyrwać Duendainowi z ręki, napięty łańcuch drgał niczym struna. Prawie by można zagrać na nim “Boże, coś słodką Francję ocalił...”
Fillegan odchylił kępę paproci i w świetle pochodni mandragora ujawniła się w całej okazałości zgromadzonym tu adeptom magii botanicznej.
– Nie krzycz, maleńka! – szepnął czule do wiechcia blado połyskujących liści.
Pod pieszczotą palców roślina ożywiła się niczym niemowlę na dźwięk słów matki... albo głodna krwi pijawka.
– Łopata! – zarządził, popadając w naukowe szaleństwo. Giermek pospiesznie wcisnął mu ją do ręki. Rycerz szybko spulchnił ziemię wokół mandragory, niejako mimochodem karczując przeszkadzające w operacji zarośla skrzydlicy.
Jos, który przejął psa od giermka, burknął coś pod nosem. Pukiel nadal nie zdradzał chęci do współpracy, właśnie dał temu wyraz, wgryzając się w łydkę kupca. Ten kopnął go lekko.
– Nie rusz! – wrzasnął Fillegan, gniewnie spoglądając na Perdigana. – Jak mu się coś stanie, sam będziesz wyrywał to zielsko! – Po czym już spokojniej dodał: – Rzemień i rękawice, poproszę.
Duendain szybko podał mu jedno i drugie.
Podczas kiedy giermek wraz z Perdiganem przytrzymywali szarpiącego się wściekle Pukla, rycerz najpierw uwiązał mu rzemień do szyi, po czym nałożył rękawice i zbliżył się do mandragory, żeby ją połączyć z psem.
– Zatyczki! – przypomniała lekko pobladła Orri. Fillegan z trudem wrócił do rzeczywistości. Skinął głową. Dobrze się stało, że przy kolacji nie zdołał wyperswadować dziewczynie udziału w tej niebezpiecznej wyprawie.
– A tak, musimy się przygotować na ten moment, gdy zielsko, umierając, zacznie krzyczeć. Zatyczki do uszu włóż! – zarządził, zaraz też dając przykład. Krzywił się przy tym niemiłosiernie, bo płótno, choć miękkie, i tak drażniło kanały słuchowe niczym kolec wbity w ciało.
Teraz już naprawdę byli gotowi na wszystko. Nawet na krew, ból i wreszcie śmierć. Psa i mandragory, oczywiście, nie swoją własną. A ściślej rzecz biorąc, jeden rycerz był gotów. Reszta kompanii z niepokojem popatrywała na eksperymentatora w nadziei, że ten wie, co czyni.
Fillegan obwiązał rzemień wokół korzenia, po czym wrzasnął:
– Psa puść!
Perdigan i Duendain nadal trzymali Pukla w żelaznym uścisku. Dopiero gniewne gesty rycerza sprawiły, że giermek pojął, w czym rzecz. Wyjął z worka kawał kiełbasy i rzucił zwierzęciu.
Oś mandragora – pies – kiełbasa została ustanowiona.
Pukiel wściekle wyrwał się do przodu. Zignorował jednak kiełbasę, wybierając wolność – ta zaś czekała w ciemnościach lasu. Sznurek łączący go z mandragorą na moment luźno zwisł, ale zaraz znów się napiął i wszyscy ujrzeli, jak dorodna męska alrauna nagłym ruchem wysuwa się z ziemi, po czym, pomykając za Puklem, znika w gęstwinie.
– A niech to! – rycerz ocknął się z osłupienia i rzucił na poszukiwania. – No, na co czekacie, łapać tego cholernego kundla, do cholery! – krzyknął jeszcze reszcie kompanii, zanim przyświecając sobie pochodnią, zniknął w zaroślach.
Szukał kropel krwi, jaką miała broczyć umierająca roślina. Powinny go one doprowadzić do martwego psa, leżącego gdzieś w pobliżu. Nic jednak nie znalazł. W kole o promieniu pięciuset kroków nie było śladu ani po mandragorze, ani po zwierzęciu, chyba że w tych ciemnościach rozświetlanych chybotliwym blaskiem żagwi przeoczył je, leżące pod jakimś krzakiem albo w borsuczej norze. Wrócił na polanę, klnąc pod nosem.
Giermek już czekał, stojąc z poirytowaną miną.
– Dobrą kiełbasą wzgardził, kundel jeden... – mruknął z niechęcią, pokazując wędlinę. Już dobrały się do niej mrówki, więc odkopnął ją ze wstrętem.


Dodano: 2006-06-28 12:50:09
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Kulawego szermierza"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Jordan, Robert - " Wojownik Altaii"


 Scalzi, John - "Imperium w płomieniach"

 Rushdie, Salman - "Quichotte"

 Taylor, Dennis E. - "Nasze imię Legion, nasze imię Bob"

 Przechrzta, Adam - "Demony zemsty. Beria"

 Kisiel, Marta - "Płacz"

 Szczerek, Ziemowit - "Cham z kulą w główie"

 Dąbrowski, Michał - "Imię Boga"

Fragmenty

 Hendel, Paulina - "Czarny świt"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

 Canavan, Trudi - "Klątwa kreatorów"

 Clare, Cassandra & Chu, Wesley - "Czerwone Zwoje Magii"

 Chiang, Ted - "Wydech"

 Dąbrowski, Michał - "Imię Boga"

 Wilson, F. Paul - "Twierdza"

 Lisińska, Małgorzata - "Pierwotny"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS