NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Ryan, Anthony - "Ogień przebudzenia"

Gaiman, Neil - "Koralina"

Ukazały się

Komuda, Jacek - "Galeony wojny" (2017)


 Kornew, Paweł - "Śliski"

 Campbell, Jack - "Przestrzeń zewnętrzna: Strażnik"

 Ziemiański, Andrzej - "Toy Wars" (2017)

 Chima, Cinda Williams - "Zaklinacz ognia"

 Dayton, Arwen Elys - "Podrózniczka"

 Sutherland, Tui T. - "Mroczny sekret"

 Żwikiewicz, Wiktor - "Delirium w Tharsys"

Imprezy

Copernicon 2017
Od: 2017-09-22
Do: 2017-09-24

Linki

Kosik, Rafał - "Vertical"
Wydawnictwo: Powergraph
Data wydania: Lipiec 2006
Oprawa: miękka
Liczba stron: 320



Wywiad z Rafałem Kosikiem

Katedra: Witam cię w imieniu wszystkich czytelników Katedry!
Na samym początku chciałbym poruszyć kwestię, która po prostu nie daje mi spokoju – twoją twórczość znam z prasy dość dobrze i w mojej opinii jest ona znakomita. Jak to jest, że wciąż nie trafiłeś do bardziej popularnego wydawnictwa, nie zna cię większa grupa czytelników? Drukuje się teraz rzeczy na nieporównywalnie gorszym poziomie...
Rafał Kosik: Moja pierwsza powieść, „Mars”, została wydana przez nieistniejące już wydawnictwo Ares, czyli właściwie przez redakcję miesięcznika Science Fiction. Nie sądziłem, że jestem gotowy do napisania powieści, ale Robert Szmidt namawiał mnie przez jakiś czas i w końcu mnie przekonał. Książka zniknęła z półek księgarni dosyć szybko, ale dodruku już nie było... Mimo to nie narzekam na wydawcę bo bez tego konkretnego wydawcy „Mars” by nie powstał. Moje dwie następne powieści, czyli dwa tomy „Felixa, Neta i Niki” wydał Powergraph. Wydawnictwo faktycznie jest mało znane. Dlaczego je wybrałem? Cóż, wydawnictwo to należy do mnie :-) Dokładniej mówiąc jest to agencja reklamowa, którą właśnie przekształcam w wydawnictwo. Cenię sobie fakt, że mam kontrolę nad powstawaniem książki do samego końca. Zważywszy na nakład, jaki do tej pory osiągnęły oba tomy, uważam, że wybrałem bardzo dobre wydawnictwo :-)

K: Skąd pomysł przekształcenia agencji reklamowej w wydawnictwo? Jest to twoje „autorskie” wydawnictwo, czy może planujesz jego rozwój i publikację książek także innych twórców?

RK: Reklama zaczyna mnie coraz bardziej męczyć. Czuję, że w tej branży nie tworzę niczego wybitnego czy pożytecznego. A nawet, jak mam dobry pomysł, to po przemieleniu go w trakcie kolejnych konsultacji z klientem powstaje coś, pod czym najczęściej nie chciałbym się podpisać.
Drugą sprawą jest ogromne marnotrawstwo pomysłów i pracy. Co najmniej 90% projektów ląduje w koszu i wcale nie dlatego, że są złe, tylko... przegrały konkurs. Firmy zapraszają do przetargu kilka agencji, a każda z nich robi po kilka projektów. Dodam na marginesie, że za te wstępne projekty najczęściej nikt nie chce płacić, a skoro nie płaci za cudzą pracę to i jej nie szanuje. Wydawnictwo – jak na razie – jest zajęciem dającym więcej satysfakcji.
Planujemy wydawać innych autorów, ale jeszcze nie w tym momencie. Nie chcemy rozwijać firmy za szybko, lepszy jest stopniowy wzrost. Wciąż zdobywamy doświadczenie i wiemy już, że rynek wydawniczy nie jest wcale łatwy. Piszę w liczbie mnogiej, gdyż firmę prowadzę z żoną, Kasią – mamy przykre doświadczenia z przeszłości, kiedy to zatrudnialiśmy więcej osób. Moje przemyślenia z tego okresu zawarłem w opowiadaniu „Obywatel, który się zawiesił” (NF 1/2004). Planujemy specjalizować się w dwóch gatunkach książek: w fantastyce i literaturze dziecięco-młodzieżowej.

K: Powiedz coś o swojej zapowiadanej powieści „Vertical”.

RK: Jest to powieść science fiction, choć zawiera nieco mniej science niż „Mars”. „Verticala” zacząłem pisać pod koniec 2003 roku, ale przerwałem pracę w trzech czwartych, by napisać dwa tomy „Felixa...”. Teraz „Vertical” jest wreszcie skończony i powinien ukazać się w księgarniach na początku lipca. Jest to historia rozgrywająca się w świecie, w którym ludzie żyją w stalowych miastach, wspinających się po linach w nieskończonym Niebie, dążąc do bliżej nieokreślonego Celu. Głównym bohaterem jest piętnastoletni chłopiec. On jeden zdolny jest zadać sobie pytanie, dlaczego świat wygląda tak a nie inaczej. Intuicja podpowiada mu, że otaczające go wszechobecne Niebo nie jest najlepszym miejscem do życia. Postanawia przeciwstawić się wszystkiemu i odszukać twórców miast. Więcej nie powiem, żeby nie psuć przyjemności czytania.

K: A twoje dalsze plany? Na twojej stronie internetowej jest wzmianka o zapowiadanym kryminale, zapewne powstają kolejne tomy o przygodach "Felixa, Neta i Niki"... Nie masz w zanadrzu jeszcze czegoś typowo fantastycznego? Od premiery „Marsa” już trochę minęło...
RK: Faktycznie mam rozbabrane dwie dorosłe powieści, ale one muszą chwilę zaczekać, bo w listopadzie w księgarniach powinien pojawić się trzeci tom „Felixa...”, którego wpierw trzeba napisać... Niestety, doba ma 24 godziny, a ja muszę czasem spać :-) Jedna z powieści to kryminał, z tym że typowy kryminał jest tylko punktem wyjścia, bo w trakcie przechodzi coraz bardziej w SF i horror. Druga powieść to kontynuacja opowiadania „Na obraz i podobieństwo” (Science Fiction #33). Nie lubię sequeli (na pewno nie powstanie „Mars 2”), ale w tym wypadku jest to uzasadnione.
Planuję w tym roku wydać zbiór opowiadań, chociaż wszyscy mnie przed tym przestrzegają. Mimo to zaryzykuję. Wkrótce zamierzam również wznowić „Marsa”, poprawionego.
K: Pomysł wydania zbiorku opowiadań jest naprawdę dobry, osobiście chciałbym mieć na półce książkę z takimi tekstami jak „Mgła”, „Szczelina", „Na obraz i podobieństwo”... Dlaczego jest to uważane za zły pomysł?

RK: Ktoś mnie ostrzegał, że zbiór opowiadań publikowanych wcześniej może się źle sprzedawać. Wiem jednak, że większość ludzi nie czytała wszystkich, więc postanowiłem zaryzykować.

K: Może znów klasycznie: skąd twoja fascynacja fantastyką? Miałeś ulubionych pisarzy, którzy szczególnie na ciebie oddziaływali? Kogo teraz z przyjemnością czytujesz?

RK: Z przykrością muszę powiedzieć, że mam mało czasu na czytanie. Aktualnie czytam „Miasta pod Skałą” Huberatha, a spora kupka książek czeka na swoją kolejkę. Czytam sporo książek naukowych i pism w stylu „Wiedza i Życie”, żeby w moim SF „science” nie było tylko pustym hasłem. Co do moich ulubionych pisarzy, to jest ich sporo, ale na pierwszym miejscu zdecydowanie wymieniłbym Lema. A dlaczego fantastyka? Z tego samego powodu, który kierował Kolumbem i innymi odkrywcami – nie chcieli spędzić życia, opowiadając kumplom przy piwie, jak im minął nudny dzień. Tzw. mainstream opisuje istniejącą rzeczywistość, fantastyka tworzy nowe rzeczywistości. Myślę, że każdy człowiek z wyrobioną wyobraźnią i bogatym życiem wewnętrznym lubi fantastykę.

K: A co powiesz o stanie obecnej polskiej fantastyki?

RK: Nie jest tak źle, jak mówią niektórzy, chociaż... Nie chcę podawać konkretnych przykładów, ale sporo powieści firmowanych jako SF, ma z SF niewiele wspólnego. Nie narzekajmy jednak - jest lepiej, niż kilka lat temu. Coraz lepsza jest też szata graficzna i podejście do reklamy i promocji książek.
Istnieje szerszy problemem – kiepskiej polskiej literatury współczesnej. Co roku wychodzi parę niezłych rzeczy, ale reszta... Przeczytałem (nie do końca, nie byłem w stanie) kilka topowych pozycji zarówno pop-literatury, jak i tych „ambitniejszych”, promowanych ostro np. przez „Lampę” i stwierdzam, że są to powieści często źle napisane lub nawet zwyczajnie nieudolnie sklecone. Na tym tle polska fantastyka wypada naprawdę nieźle.

K: Co lubisz robić w wolnych chwilach, jak wyglądają twoje zainteresowania i pasje?

RF: Jeszcze trzy lata temu odpowiedź byłaby prosta. Pasją było pisanie i tej pasji poświęcałem większą część wolnego czasu. Teraz pisanie stało się „pracą”, a pracy reklamowej wcale nie ubyło... Cóż, jeśli chodzi o mój wolny czas, nie będę oryginalny. Żadne tam sporty ekstremalne, bungee, paragliding ani skałki. Moje klimaty to bardziej kino, książka, piwne spotkania ze znajomymi. Z synem konstruuję pojazdy z Lego Technic znacznie lepsze od tych, które są w gotowych zestawach, bawię się spawarką, lubię gotować. Ostatnio moim marzeniem jest móc nic nie robić choćby przez godzinę dziennie.
Proces tatusienia powstrzymuję siłownią, rowerem i basenem. Na razie wygrywam :-) Przymierzam się do zabawy w off-road, ale na to najpierw muszę zarobić...

K: Widziałem na twojej stronie internetowej satyryczne rysunki. Dlaczego zająłeś się taką formą twórczości? Zamieszczasz je gdzieś czy rysujesz dla zabawy?


RK: Rysuję, podobnie jak piszę, od dziecka. Z początku robiłem to dla zabawy, potem stało się to częścią pracy. Rysunki publikowałem w kilku pismach (m.in. w Playboyu), ale nie planuję rozwoju tej gałęzi twórczości.


K: Skąd pomysł na cykl powieści dla młodszych czytelników, tj. „Felix, Net i Nika”? Zamierzasz dalej pisać tego rodzaju książki?
RK: Mam dziewięcioletniego syna, Jasia. Czytam mu wieczorami książki, żeby zaszczepić w nim pasję czytania. Jakiś czas temu stwierdziłem, że jeśli chodzi o książki dla młodzieży, to jest lekka bryndza, tzn. zaledwie kilka pozycji jest wartych uwagi. Jeszcze gorzej z polską literaturą młodzieżową. Pomyślałem sobie, że skoro wychodzi mi z pisaniem dla dorosłych, to napiszę coś dla nastolatków. I chyba udało się, nawet podwójnie, bo „Felixa, Neta i Nikę” czytają również dorośli.
Zamierzam dalej pisać równolegle SF dla dorosłych i dla dzieci. Dla jednych i drugich trzeba pisać inaczej, a ja lubię obydwa sposoby.

K: Jak wyobrażasz sobie dalszy rozwój techniczny, w jakim kierunku teraz będzie najdynamiczniej szła nauka? W czym możemy oczekiwać przełomu?
RK: Futurystyka została obśmiana tak dokładnie, że aż strach się przyznać do jakiś przemyśleń w tej dziedzinie... Oczywiście myślę często o przyszłości, ale nie podam tutaj żadnych szczegółów, bo jak sobie przypomnę własne rozważania sprzed dziesięciu lat...
Piszę czasem historie dziejące się w przyszłości. „Mars” był taki, jak również druga część „Felixa, Neta i Niki”. Nie spodziewam się wcale, że świat będzie choćby w przybliżeniu wyglądał tak, jak to opisałem. Może uda mi się trafić z kilkoma pomysłami, ideami.
Na przyszłość lepiej patrzeć nie jak na rozwój, ale jak na narastanie. Nie możemy zacząć budować czwartego piętra budynku bez zbudowania trzeciego. To niestety oznacza, że znacznie trudniej przewidzieć dalszą przyszłość, ponieważ właściwe pytania o to, co będzie za 50 lat, będziemy potrafili zadać dopiero za 30-40 lat. W miarę łatwo domyśleć się, jak będzie wyglądało nasze życie za pięć lat, ale nie jesteśmy w stanie choćby naszkicować wyglądu karoserii pojazdu, jakim będziemy jeździli w roku 2030. Wystarczy przejrzeć historię projektów studyjnych z lat siedemdziesiątych, żeby zobaczyć, jak bardzo styliści się mylili. Nie przewidziano np. takiego szczegółu, jak szyby klejone do słupków, które w zdecydowany sposób zmieniły wygląd górnej części nadwozia. Przyszłość to suma takich szczegółów z różnych dziedzin. Te szczegóły, drobiazgi, połączone tworzą nieprzewidywalną całość.
W filmie „Kosmos 1999” mamy np. komputer, który wynik swojej pracy wypluwa w postaci małych karteczek, mimo że obok ma do dyspozycji kilka monitorów wyświetlających obrazy z kamer. Twórcy filmu nie byli w stanie wyobrazić sobie monitora i klawiatury we współczesnej roli.
Nadzieja w tym, że człowiek z tzw. intuicją jest w stanie wciąż pokonać wspomagany komputerowo sztab ekspertów. Ja np. od razu wiedziałem, że gazeta „Nowy Dzień” padnie po kilku tygodniach :-)
Poważnie, to wciąż wierzę w to, co napisałem w „Marsie” – że ludzkość trwa w dominacji zbiorowej świadomości, czyli konglomeracie społeczno-ekonomicznych trendów, nad którymi żaden człowiek nie jest w stanie zapanować. Dominacja ta będzie się nasilać w najbliższych latach. To jest prawdziwy „rząd światowy” z wielu teorii spiskowych, jakby przeniesienie ewolucji na wyższy poziom, na którym ludzkie memy mieszają się z całkowicie niepojmowalnymi bytami globalnej sieci. W tej rzeczywistości człowiek będzie w końcu sprowadzony do roli pozbawionej indywidualizmu jednostki-elementu systemu. Zbytnia odchyłka od normy będzie traktowana jako potencjalne zagrożenie. Tak na prawdę jesteśmy osaczani stopniowo i od dawna, choćby... przepisami ruchu drogowego czy coraz bardziej skomplikowanymi, niepisanymi zasadami współżycia społecznego. Niestety ludzi przybywa w takim tempie, że unifikacja zachowań jest nieuchronna.

K: I tym optymistycznym akcentem... ;-) Dziękujemy za poświęcony czas!


Wywiad przeprowadził Daniel "Vampdey" Elkader.


Autor: Vampdey


Dodano: 2006-06-27 16:04:19
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s07e06)


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e03)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e02)

Recenzje

Brzezińska, Anna - "Córki Wawelu"


 Bourne, J.L. - "Armagedon dzień po dniu"

 Szrejter, Artur - "Legenda wikingów. Opowieść o Ragnarze Lodbroku, jego żonach i synach"

 Lem, Stanisław - "Dzienniki gwiazdowe II"

 Cherezińska, Elżbieta - "Płomienna Korona"

 Dębski, Rafał - "Ramię Perseusza. Z głębokości"

 Bennett, Robert Jackson - "Miasto schodów"

 Denfeld, Rene - "Zaczarowani"

Fragmenty

 Duszyński, Tomasz - "Impuls" #1

 Butcher, Jim - "Zdrajca"

 Hand, Cynthia; Ashton, Brodi & Meadows, Jodi - "Moja Lady Jane"

 Ryan, Anthony - "Ogień przebudzenia"

 Wilderäng, Lars - "Rozgwieżdżone niebo"

 Ketchum, Jack - "Zabawa w chowanego"

 Tapinas, Andrius - "Wilcza godzina"

 Fletcher, Michael R. - "Bez odkupienia"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS