NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Gaiman, Neil - "Rzeczy ulotne"

Brennan, Marie - "Zwrotnik węży"

Ukazały się

Schwartz, Richard - "Pierwszy róg"


 Dębski, Rafał - "Kiedy Bóg zasypia" (wyd. 2)

 Majka, Paweł - "Pokój Światów" (wyd. ilustrowane)

 Wyndham, John - "Dzień tryfidów"

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 2

 Bradbury, Ray - "451° Fahrenheita"

 Wroczek, Szymun - "Piter. Wojna"

 Dawson, Delilah S. - "Phasma"

Linki



Białołęcka, Ewa - "Róża Selerbergu"
Wydawnictwo: Runa
Data wydania: Czerwiec 2006
ISBN: 83-89595-27-3
Format: 125×185 mm
ilustracja na okładce: Joanna Michalak



Białołęcka, Ewa - "Róża Selerbergu" #3

Wójt wsi Lubawa stał na ulicy szumnie zwanej Główną i, zadzierając głowę, z niejakim trudem odcyfrowywał litery na szyldzie.
— M...
— O...
— D...
— Mod. — Wójt zmarszczył krzaczaste brwi i z frasunkiem podrapał się po potylicy. Jako człowiek bywały w świecie znał słowo „moda” i wiedział, że oznacza kiecki, czepeczki i takie tam różne fatałaszki, stanowiące treść życia jego żony i córek. Źle trafił? Wszak dopytywał się w mieście o smokobójcę i wszyscy kierowali go właśnie tutaj. Nawet wywieszka się zgadzała — smok był na niej wymalowany jak ta lala, całkiem do prawdziwego podobny. Ale co miała moda do smoków czy smoki do mody? Smoki w kieckach nie chodzą. Może miastowi kpili sobie z kmiotka i to jednak krawiec? Raz kozie śmierć, wójt postanowił wejść do środka. Zadyndolił dzwoneczek, trącony drzwiami. Wewnątrz było więcej smoków, co wójt dostrzegł z niejaką ulgą. Znaczy się tu nie krawiec i nie szewc, choć podobnież tradycja taka, że szewce mogą być za smokobójców. Ciekawostka, że rzadko który z tej tradycji korzystał... Smoki wisiały wszędzie na ścianach: wymalowane na kartonach, rzezane w drewnie, a nawet wypchane pakułami — same łby, rzecz jasna, bo całe smoczysko to, ho-ho, ani by się w izbie nie pomieściło.
— Domokrążcom dziękujemy!
Wójt aż podskoczył z zaskoczenia, bo zapatrzywszy się na owe dziwności, nie spostrzegł panienki za stołem, póki się nie odezwała. A głosik miała taki, że szkło mógłby ciąć. Grzecznie uchylił kapelusza.
— A to i ładnie, że panienka im dziękuje. Wszak fach to ciężki, tak łazić cały boży dzień — powiedział.
— Nie potrzebujemy sznurówek! — rzuciła znów panienka nerwowo, patrząc na torbę podróżną, którą wójt dzierżył pod pachą.
— Mnie też na nic, bo ja buty wciągane mam. — Tupnął obcasem. — Ja wedle tego, no... smoka.
Panienka poderwała się z miejsca, a przybysz zobaczył ze zgorszeniem, że nie ma na sobie kiecki czy spódnicy, jak nakazywała przyzwoitość, tylko skórzane portki.
— Nijakiego odszkodowania nie będzie! Smok i smok! Czy już każdy w tym pieprzonym mieście myśli, że jak mu zginie kura, to zrobił to Ciapek?! — wydarła się, aż wójtowi w uszach zadzwoniło. — Zarejestrowany jest legalnie! I grzeczny! Od rana tu siedzi, nigdzie sam nie lata! — Palec wrzaskliwej panienki wskazał kąt, gdzie na sienniku spał duży kosmaty pies. Psisko, słysząc swoje imię, zastrzygło uchem i poklepało ogonem w ścianę.
— No właśnie, zawsze wszystko na mnie — odezwał się pies, otwierając jedno czerwone oko. — Ja już normalnie mam dość.
Podniósł się, przeciągnął, ziewając, i dopiero wtedy mężczyzna zobaczył, że wysuwa pazury jak wielki kot, a z grzbietu sterczy mu skrzydło — tylko jedno, na dodatek jakby krzywe i niewydarzone.
Wójt mało nie rzucił o podłogę kapeluszem.
— Ja też mam dość, kurna bladź! Nie o tego tu kundla mnie się rozchodzi, ino o mojego smoka.
Paniusia w portkach zaraz stanęła prawie na baczność i wytrajkotała:
— Czym możemy służyć? Miejski Oddział Drakonizacyjny świadczy usługi w szerokim zakresie. Proszę opisać zaginionego smoka, czy miał znaki szczególne, czy był zarejestrowany w naszej kartotece...
— Ale... — chciał wtrącić nieszczęsny wójt.
— ...numer ewidencyjny, miejsce zaginięcia. Ewentualnie rejestracja hodowli...
— Smok woła mi zeżarł! — wrzasnął wójt.
Dziewczyna i kaleki smoczek zrobili identycznie zaskoczone miny.
— No, Luśka, normalnie tu się kroi cuś grubszego — powiedział mały smok. — Smok? Wół? Nie może być. Panie, toż to zombak musiał być.
— Właśnie — potwierdziła panienka, nazwana Luśką. — Zombak, wywern albo i w ostateczności pofrunka. Pan sobie popatrzy na plansze. Tak wyglądał? A może tak? Pan żeś go widział w ogóle?
— No żeby tak całkiem blisko, to nie — odpowiedział wójt mniej pewnie. — Swój rozum mam, by pod pysk smoku nie podłazić. Ale widzi mi się, co ani taki nie był, ani taki też nie... — Pokazywał kolejno palcem na łuskowaty łeb wywerna i knurzy szablastozębny ryj zombaka. — Latający on jest.
— To może to? — zapytała panienka z nadzieją, podsuwając mu obrazek z pofrunką.
— Eeee... nie, takie małe to nie było.
— Panie, małe, bo na obrazku wymalowane. Patrz pan na ludzika z boku dla porównania.
Klient rozzłościł się raptem.
— A wam to się zdaje, że jak ze wsi, to głupi! Oczy mam! Mówię przecie, że za mały. Taka popierdułka to by może kota połkła, a z bydlęcia ostał się jeno łeb i kołatka. Co nie zeżarł, to gdzieś zawlókł. Mnie woła, sąsiadowi kozę, gęsi tyż się nie moglim doliczyć. I mnie się widzi, co ten zasrany złodziej był taki jak ten tu mądrala — wójt wskazał młodego smoka — ino większy.
Pracowniczka MOD-u i jej czterołapy kolega popatrzyli na siebie z rezygnacją.
— Jakiś niezarejestrowany bęcwał albo staruszek z demencją robi szkody w terenie — zawyrokował Ciapek.
— Poślemy z panem kogoś — powiedziała Luśka, biorąc ze stołu jakieś papiery i przeglądając je szybko. — Ciapek, kto jest wolny? Brysk Trzy Trawki?
— Urlop okolicznościowy. Żeni się — odparł Ciapek natychmiast.
— Skonan Oberżyna?
— Na zjeździe hodowców pofrunki miniaturowej, jako konsultant. Wraca za tydzień.
— Jednooki Kocur? Ifryt? Pierwiosnek?
— W terenie.
— Bezlitosna Luana?
— Rodzi za dwa miesiące, masz to w jej karcie — warknął Ciapek.
— Faktycznie... To kto został, u licha?
— Mikel... — bąknął smok, spuściwszy uszy.
Oboje popatrzyli na wójta Lubawy jak gdyby z lekką konsternacją.
— Mikel... Aha... — zastanowiła się Luśka. — Mikel... Świetnie, niech będzie Mikel.
— A coś z nim nie tak? — zapytał wójt podejrzliwie.
— Skąd?! Wszystko w porządku! Profesjonalista! Z dyplomem! — zaprzeczył Ciapek gorliwie. Aż nazbyt gorliwie.
— To ja przygotuję dokumenty! — Luśka zakrzątnęła się. — Pan tu siądzie, proszę. Funkcjonariusz Ciapek, sprowadzić smokera Mikela w celu przyjęcia zadania.
Czworonogi funkcjonariusz zawrócił do tylnych drzwi, w których wycięto otwór z klapką. Kiedy mijał wójta, ten przysiągłby, że zwierzak mruknął cicho:
— Tylko nie pozwól mu śpiewać.


Dodano: 2006-06-19 19:30:58
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Księgę mieczy"


Artykuły

Modyfikowany Węgiel - powieść a serial


 Co będzie warto czytać z polskiej fantastyki w 2018 roku?

 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

 Drugi wywiad z Rafałem Kosikiem

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e07)

Recenzje

Hutchinson, Dave - "Europa jesienią"


 Beckett, Chris - "Matka Edenu"

 Bourne, J.L. - "Więcej niż wygnanie"

 Dick, Philip K.; Nelson, Ray - "Inwazja z Ganimedesa"

 Rosenberg, Aaron - "Fale ciemności"

 Simmons, Dan - "Endymion"

 Jemisin, N.K. - "Kamienne niebo"

 MacLeod, Ian R. - "Czerwony śnieg"

Fragmenty

 Wroczek, Szymun - "Piter. Wojna"

 Ruda, Aleksandra - "Sztylet ślubny"

 Kańtoch, Anna - "Tajemnica godziny trzynastej"

 Maas, Sarah J. - "Wieża Świtu"

 Ruszkiewicz, Jarosław - "Cassandra"

 Piskorski, Krzysztof - "Zadra" (wydanie rozszerzone)

 Gromyko, Olga - "Wiedźma Naczelna"

 Hobb, Robin - "Wyprawa Błazna"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2018 nast.pl     RSS      RSS