NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Kloos, Marko - "Punkt uderzenia"

Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

Ukazały się

Pindel, Tomasz - "Historie fandomowe"


 Vonnegut, Kurt - "Syreny z Tytana" (2019)

 Clare, Cassandra - "Królowa Mroku i Powietrza"

 Briggs, Patricia - "Dotyk ognia"

 Harkness, Deborah - "Księga czarownic" (wyd. 3)

 Grubb, Jeff - "Ostatni strażnik" (Blizzard Legends)

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Oramus, Marek - "Wszechświat jako nadmiar"

Linki

Kearney, Paul - "Żelazne wojny"
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Kearney, Paul - "Boże monarchie"
Tytuł oryginału: Iron Wars
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Data wydania: 2004
Liczba stron: 336
Cena: 25 zł
Tom cyklu: 3



Kearney, Paul - "Żelazne wojny"

PROLOG
Zalewał go pot. Dręczyły zrodzone z gorączki koszmary. Poczuł, że bestia weszła do pokoju i przystanęła obok niego. Ale to było niemożliwe. Z pewnością nie mogła dotrzeć z tak daleka…
Och, słodki Boże w niebiesiech, panie Ziemi, bądź ze mną w tej chwili…
Modlitwy, modlitwy, modlitwy. Cóż to była za drwina. Modlił się do Boga, on, którego dusza była czarna jak smoła i już sprzedana. Potępiona i skazana na eony piekielnego ognia.
Słodki Ramusio, usiądź przy mnie. Bądź ze mną w tej godzinie zguby.
Rozpłakał się. Była tu, oczywiście, że była. Obserwowała go, cierpliwa jak kamień. Należał do niej. Był potępiony.
Zlany potem, rozchylił lepkie powieki i ujrzał nieprzeniknioną ciemność swej sypialni. Łzy spływały mu po szyi, gdy spał, a ciężkie futra leżące na łożu były przekrzywione. Poderwał się nagle, widząc ich kosmatą wypukłość. Ale to były tylko futra. Był sam, dzięki bogu. Nie było tu nic poza cichą, zimową nocą, mroźnym bezkresem ciągnącym się na zewnątrz.
Wziął w ręce krzemień i stal leżące na nocnym stoliku i potarł nimi o siebie. Gdy hubka w końcu się zapaliła, przeniósł ogień do świecy. Światło, punkt odniesienia w złowrogim mroku.
Był zupełnie sam. Nawet bez Boga, którego ongiś czcił i któremu oddał najlepsze lata życia. Duchowni i teolodzy zapewniali, że Stwórca jest wszędzie, w każdej niszy i zakamarku świata. Ale tu, w tym pokoju, nie było Go. Nie tej nocy.
Za to zbliżało się coś innego. Czuł już, jak mknie ku niemu przez mrok, niepowstrzymane niczym wschodzące słońce, ledwie muskające stopami powierzchnię uśpionego świata. Potrafiło w mgnieniu oka przemierzyć kontynenty i oceany.
Futra na łożu poruszyły się nagle. Pisnął przeraźliwie. Odsunął się rozpaczliwie ku wezgłowiu. Oczy wychodziły mu z orbit, serce łomotało jak szalone.
Futra skupiły się w górę, wielką masę sierści. A potem zaczęły rosnąć w bladym blasku świecy. Pokój stał się nagle placem zabaw dla ruchomych cieni. Światło zamigotało i zbladło.
Futra wznosiły się na łożu coraz wyżej. Majaczyły nad nim niczym jakiś pokraczny megalit. I nagle w połowie ich wysokości pojawiło się dwoje żółtych ślepiów, jasnych i głodnych jak płomień podpalacza.
Była tu. Przybyła.
Padł na twarz w wilgotnej, lnianej pościeli, oddając cześć bestii. Była tu w pełni: czuł piżmową woń jej obecności i żar bijący od ogromnej postaci. Z jej pyska skapnęła kropla śliny i spadła na jego szyję z głośnym skwierczeniem, parząc go.
Witaj, Himeriusie - odezwała się bestia.
- Panie - wyszeptał nieszczęsny kapłan, bijąc pokłony w brudnej pościeli.
Nie obawiaj się - uspokoiła go bezgłośnie. Odpowiedzią Himeriusa był nieartykułowany bulgot przerażenia.
Już czas, przyjacielu - mówiła. - Spójrz na mnie. Usiądź i spójrz na mnie.
Ogromna łapa, zakończona wyposażonymi w pazury palcami niczym drwiące połączenie człowieka z bestią, dźwignęła go na kolana. Jej poduszki parzyły mu skórę nawet przez zimową, wełnianą koszulę nocną.
Oblicze zimowego wilka o uszach sterczących jak rogi nad potężną, porośniętą czarnym futrem czaszką w której oczy o czarnych źrenicach płonęły niczym szafranowe lampy. Długa na stopę, zębata paszcza, z której skapywały srebrne strumyczki śliny. Czarne wargi unoszące się z drżeniem. A w zębach jakiś połyskliwy, karmazynowy kąsek.
Jedz.
Himerius zalał się łzami. Jego umysłem zawładnęło przerażenie.
- Błagam, panie - bełkotał. - Nie jestem gotowy. Nie jestem godny…
Jedz.
Łapy zacisnęły się na jego bicepsie, unosząc go w górę. Łoże zatrzeszczało niepokojąco. Jego twarz znalazła się tuż obok gorących szczęk. Oddech bestii przyprawiał go o mdłości. Cuchnął zgnilizną niczym gorący wiatr z dżungli. Wrota do innego, bezbożnego świata.
Wziął w usta kawałek mięsa. Wilcze kły musnęły jego wargi w makabrycznym pocałunku. Przeżuł kąsek i przełknął go. Stłumił odruch wymiotny, gdy mięso przesuwało się w dół przełyku, jakby szukało ciemnej, krwawej drogi do jego serca.
Dobrze. Bardzo dobrze. A teraz to drugie.
- Nie, błagam! - łkał Himerius.
Bestia przewróciła go na brzuch i zerwała mu nocną koszulę z pleców jednym, niedbałym ruchem łapy. Potem wilk wskoczył na niego, jego straszliwy ciężar przygniótł Himeriusa, wyciskając mu powietrze z płuc. Czuł, że się dusi, i nie mógł nawet krzyknąć.
Jestem sługą bożym. Panie, wspomóż mnie w tej udręce.
I nagle przeszył go straszliwy ból, gdy bestia weszła brutalnie w niego jednym, brutalnym ruchem.
Potem jego umysł zaszedł mgłą od cierpienia. Bestia dyszała mu w ucho, skapująca z jej pyska ślina parzyła go w kark. Pazury orały jego barki, a futro było jak milion igieł wbijających się w plecy.
Bestia zadrżała. Z jej gardła wyrwał się niski warkot spełnienia. Wyszła z niego, unosząc potężny zad z jego pośladków.
Teraz naprawdę zostałeś jednym z nas. Otrzymałeś ode mnie cenny dar, Himeriusie. Jesteśmy braćmi w świetle księżyca.
Czuł się rozerwany na strzępy. Nie był w stanie nawet unieść głowy. Nie było już dla niego modlitw, nie miał do kogo wznosić błagań. Z jego duszy wyrwano coś cennego, a puste miejsce zajęła ohyda.
Wilk zanikał już, jego smród znikał z sypialni. Himerius płakał gorzko w materac, po jego nogach spływały strumyczki krwi.
- Panie - powiedział. - Dzięki ci, panie.
Gdy wreszcie uniósł głowę, leżał sam w wielkim łożu, a świst wiatru w pustych krużgankach na zewnątrz nasilał się, przechodząc w wycie.


Dodano: 2006-06-16 13:43:32
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Nawiedzenia"


Wygraj "Ostatniego strażnika"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS