NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Abercrombie, Joe - "Szczypta nienawiści" (oprawa twarda)

Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

Ukazały się

Czajka-Kominiarczuk, Katarzyna - "Zwierzenia popkulturalne"


 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Maas, Sarah J. - "Szklany tron" (oprawa twarda)

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Gołkowski, Michał - "Bramy ze złota. Zmierzch Bogów"

 Ćwiek, Jakub - "Stróże 2: Brudnopis Boga"

 Urbanowicz, Artur - "Gałęziste"

 Sanderson, Brandon - "Droga królów" (twarda okładka)

Linki

Flint, Eric - "1632"
Wydawnictwo: ISA
Cykl: Ring of Fire
Tytuł oryginału: 1632
Tłumaczenie: Barbara Giecold i Michał Bochenek
Data wydania: Kwiecień 2006
ISBN: 83-7418-097-8
Oprawa: miękka
Format: 115 x 175 mm
Liczba stron: 480
Cena: 34,90 zł



Flint, Eric - "1632"

Lubię alternatywną historię – jak wyglądałby świat po zwycięstwie państw Osi w II wojnie światowej, jakie byłyby skutki pojawienia się przybysza z XX wieku u schyłku Cesarstwa Rzymskiego. Z dość dużym zapałem zabrałam się zatem za „1632”, w którym współczesne amerykańskie górnicze miasteczko Grantville zostaje przeniesione do Turyngii w czasy wojny trzydziestoletniej. Jego mieszkańcy muszą chwycić za broń, by ocalić siebie i coraz liczniej szukającą u nich ochrony miejscową ludność. Na szczęście już na samym początku znajdują sojuszników – oddział szkockich najemników w służbie szwedzkiego króla. Jak zapowiada wydawca – „wolność i sprawiedliwość w amerykańskim stylu wkracza w sam środek wojny trzydziestoletniej”, amerykańskie idee przyciągają coraz więcej ludzi.
Lekki, dowcipny wstęp zapowiadał lekturę przyjemną, a sam pomysł – cofnięcie w czasie dość dużej grupy ludzi, wyposażonych w różne cywilizacyjne udogodnienia, a przy tym od nich zależnych – wyglądał interesujaco. Niestety, wykonanie zawodzi na całej linii.

Od razu rzuca się w oczy wielość błędów, nieścisłości i zbyt daleko idących uogólnień. Historyczna wiedza autora jest cokolwiek niepełna. Myli on np. inkwizycję hiszpańską ze Świętym Oficjum, wyjaśniając, że celem powstania tego ostatniego było prześladowanie Żydów. Jestem jeszcze w stanie pojąć, dlaczego pochodząca z Hiszpanii, choć zamieszkała w Londynie i Amsterdamie wykształcona Żydówka na widok zajmującego się chorym czarnoskórego myśli o mauretańskim lekarzu (mimo że angielski i holenderski handel niewolnikami szedł już pełną parą), ale jakoś trudno mi zrozumieć, że takie same skojarzenia ma prosta mieszkanka środkowych Niemiec. Czyżby z kolei autor nie rozumiał różnorodności europejskiej kultury? Nie był w stanie pojąć, że zasób przekazywanej informacji i możliwych skojarzeń mógł być diametralnie różny u grupy ludzi oddalonych o tysiąc, a nawet trzysta kilometrów? Notabene, siedemnastowieczni wojacy system metryczny znają – a w ogóle mało co budzi ich zdumienie. Bez problemu na przykład akceptują istnienie pojazdów mechanicznych, autor zaś tłumaczy to tym, że husyci używali machin wojennych. Czy w ludowej tradycji, wzmocnionej kościelną propagandą, wojenne wynalazki husytów, po tych ponad 200 latach, nie powinny być raczej przypisywane działaniu czarów? Jakie zaś pojęcie o wojnach hysyckich mogliby mieć najemnicy pochodzący z odległej Szkocji?
Książka z początku wydaje się jednakowo traktować obie strony wojny trzydziestoletniej. Jednak, po wprowadzeniu postaci Gustawa Adolfa, sympatia autora zdecydowanie przesuwa się w kierunku protestantów. Flint ochoczo hołduje stereotypowi, wedle którego katolicyzm to inkwizycja, stosy, ucisk i zacofanie, zaś protestantyzm to postęp, otwarte umysły i równe prawa dla wszystkich, bez względu na płeć i pochodzenie społeczne. W pewnym momencie pada wręcz stwierdzenie, że wszyscy ci miejscowi, którzy stali się Amerykanami, okazali się być protestantami. Trudno wątpić w żarliwą wiarę szwedzkiego króla, mającego dewizę „Gott mit uns” (nie winię przy tym Flinta za skojarzenia, jakie to hasło ze sobą może nieść), ale w tym czasie wielu walczyło w imieniu Boga i w to imię dokonywało rzeczy strasznych.

Duże wątpliwości budzą też przedstawione w „1632” kwestie naukowo-techniczne. Grantville liczy sobie trzy tysiące mieszkańców. Nawet zakładając, że jest centralnym punktem okolicy (znajduje się w nim np. elektrownia), jakie zapasy, niezbędne do funkcjonowania na obecnym cywilizacyjnym poziomie, mogłyby się w nim znajdować? A tymczasem przez rok nic nie ulega zmianie...
Owszem, padają słowa o konieczności przestawienia się na mniej zaawansowane technologie – i jakieś, bliżej nieokreślone (to nie „Tajemnicza wyspa”, niestety) wysiłki są w celu czynione, ale efektów tych prac nie widać.
Uzbrojenie Amerykanów stanowi ręczna broń, głównie karabiny, i ukradziony z wojska przez jednego z bohaterów maszynowy M-60. A co z amunicją do tych wyrafinowanych urządzeń? Nie widać konieczności jej oszczędzania. Skąd ją biorą? Sami robią?
A samochody? Do samego końca książki funkcjonuje nowoczesny transport. Autor zdaje sobie sprawę, że rafinacja ropy naftowej byłaby już lekką przesadą, ale takim samym problemem jest uzyskanie LPG – a takie rozwiązanie sugeruje Flint. Nie będę tu wchodzić w rozważania techniczne, ale każde paliwo samochodowe kryjące się pod hasłem „gaz” wymaga technologii niemożliwej do odtworzenia w opisywanych warunkach. I każdy właściciel przerobionego na gaz samochodu wie, że od czasu do czasu musi użyć i benzyny, bo inaczej ulegnie on dość poważnej awarii.
W „1632” pojawiają się nawet ciężarówki zmienione w wojskowe transportery, opancerzone centymetrowej grubości płytą stalową – kto ją wykonał? O hucie i walcowni wzmianek nie zauważyłam...
Do czego ma służyć elektrownia, której autor poświęca tak wiele miejsca? Zgoda, dobrze jest mieć energię elektryczną, ale jak wytworzyć żarówkę? Akumulator? Czy w końcu izolowany kabel? Skąd wziąć materiały i narzędzia? Technologię? Dzięki wiedzy i umiejętnościom trzech tysięcy osób (wliczając dzieci)? Mają to zrobić licealni nauczyciele, najlepiej wykształceni ludzie w miasteczku? Korzystając z biblioteki, w której jest jeden słownik niemiecko-angielski? Ale po roku wszystko jest jak dawniej – działa miejscowa telewizja, nowoczesne środki łączności i transport samochodowy...

Mogłabym to jeszcze ciągnąc, ale jeszcze słowo o ekonomii. Ludność Grantville, po przyjęciu fali uchodźców, gwałtownie wzrasta. Ale jedzenia – w tym zaopatrzenia na zimę – nie brakuje. Przypominam, że jest środek wojny trzydziestoletniej. Nieobsiane pola, niebotyczne ceny żywności. Głód. Czego się dowiadujemy? Ach, wyprawili się do okolicznych wiosek i miasteczek i kupili. Co? I za co? Jakie zasoby złota i srebra ma współczesny człowiek? A nie są to czasy średniowieczne, w których te parę pierścionków i łańcuszków mogłoby być może starczyć na długo, nawet biorąc pod uwagę nieuniknioną inflację. Odnajdziemy co prawda enigmatyczną wzmiankę o ofiarowaniu pro publico bono zasobów miejscowego jubilera, ale w każdym razie pozostaje pytanie – jakie ilości żywności można było kupić?

Ale spróbujmy potraktować te wszystkie zgrzyty jako licentia poetica – choć Flint ma ewidentnie większe ambicje niż napisanie osadzonej w siedemnastowiecznych klimatach bajeczki. Gdy odrzucimy „science”, jakie zostanie „fiction”? Ano nieciekawe. Sztampowość bohaterów pozytywnych bije po oczach – wszyscy Amerykanie i ci, co są Amerykanami z ducha, są odważni, silni, inteligentni, a wszelkie problemy rozwiązują od ręki. Urody im też, zwłaszcza kobietom, nie brakuje. Postacie negatywne są tak marginalne, że do ich scharakteryzowania wystarcza kilka słów. Fabuła sprowadza się się do opisu, z jakim entuzjazmem miejscowi przyjmują amerykańskie ideały, okraszonego poprowadzonymi według tego samego schematu romansami oraz zajmującymi znaczną część książki opisami bitew. Dla fantastyki określanej mianem militarnej – jak charakteryzowane jest „1632” – te ostatnie powinny być istotne. Ale powinno być to coś więcej niż tekst, jak dzielni amerykańscy chłopcy (i dziewczęta) wystrzelali połowę przeważających sił wroga, a drugą wzięli do niewoli. Jedyna w miarę sprawnie i interesująco opisana bitwa to ta, w której przybysze z przyszłości nie odgrywają niemal żadnej roli.

Największym jednak dla mnie problemem była propagandowa wręcz wymowa tej książki. Poza nieistotnymi jednostkami, misją obywateli Grantville jest szerzenie amerykańskich ideałów. Nie zdarza im się popełniać błędów, wszystko, za co się wezmą, biegnie po ich myśli. Ci którzy spotykają na swej drodze, pałają największym entuzjazmem do ich poczynań, w lot rozumieją ich intencje i przyjmują za swój ich sposób myślenia – czy to pochodząca z bogatej rodziny bankierów i szpiegów Żydówka, czy to dowódca najemników, czy wreszcie król Szwecji. I tysiące innych – do Grantville ściągają kupcy i rzemieślnicy, szeregi Amerykanów zasilają też wyselekcjonowane wśród jeńców wojennych jednostki godne tego zaszczytu. Wolność i sprawiedliwość w amerykańskim stylu wkrótce ogarną całą Europę...

Są w „1632” sceny, które – wbrew zamierzeniom autora – jeżą włos na głowie. Przymusowy prysznic uratowanych od gwałtu i śmierci wynędzniałych kobiet. Amerykańska nastolatka, bez wzruszenia strzelająca do ludzi ze snajperskiego karabinu – nad zabitym jelonkiem uroniła łzę, ale on był śliczny, a oni są brzydcy. Trudno też przejść obojętnie wobec groźby zniszczenia całej Jeny za zaatakowanie przez jednego łobuza Amerykanki, nawet jeśli miały to być to gołosłowne pogróżki.
A gdy kończyłam lekturę, w telewizji podawano informacje o toczących się procesach amerykańskich marines, oskarżonych o zbiorowe mordy na irackich cywilach. I to zestawienie nie pozwala mi potraktować tak całkiem obojętnie książki, której główną tezą jest przekonanie, że mieszkańcy amerykańskiego miasteczka są wzorem wszelkich cnót, a system panujący w USA jedynym słusznym.


P.S. Jeszcze słówko do polskiego wydawcy – nawet jeśli w oryginale druga z zamieszczonych mapek sugerowała, że w opisywanym czasie Czechy były częścią Imperium Osmańskiego, nic nie stało na przeszkodzie, aby ten błąd naprawić.


Ocena: 3/10
Autor: Gytha
Dodano: 2006-06-08 14:08:19
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Szenk - 14:26 08-06-2006
Uuuuch, nie za najlepiej to brzmi.
A zapowiadało się tak fajnie - również lubię historie alternatywne.

Shadowmage - 18:49 08-06-2006
Faktycznie Gytha zmiażdżyła książkę - ale sam sposób, w jaki to zrobiła, bardzo mi się podoba.

Bleys - 22:20 08-06-2006
No mi też :) niestety wynika stąd, że książka jest typowym amerykańskim propagandowym produkcyjniakiem.

Gytha Ogg - 16:21 09-06-2006
Bleys => właśnie. Podczas czytania nieodparcie kojarzyły mi się lektury z zamierzchłej przeszłości, jak to dzielni kosmonauci niosą zarzewie komunizmu na odległe, zacowane planety :)
A poza tym dzięki za wyrazy uznania. Powinnam co prawda przy końcu wymienić listę "osób, bez których ta recenzja by nie powstała" ;-) z przynajmniej trzema nazwiskami, w tym Bleysa, który zrobił mi krótki kurs korespondencyjny "Kwestie monetarne na przestrzeni wieków" - co niestety nie zostało należycie odzwierciedlone w tekście (mea culpa ;-) ).

Tomasz Ślęczka - 19:49 24-02-2010
Bardzo słuszna recenzja, właściwie nawet zbyt łagodna dla tego dzieła. Dorzucić można jeszcze niezwykle jednostronne rozłożenie racji po stronie amerykańskiej: ci dobrzy to oczywiście związkowcy, zaś ucieleśnieniem zła są ci wredni kapitaliści. Nawet to się kupy nie trzyma.

Komentuj


Konkurs

Wygraj przygody Lennarta Malmkvista


Wygraj Kronikę World of WarCraft


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Lawrence, Mark - "Święta siostra"


 Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia"

 Abercrombie, Joe - "Ostateczny argument" (oprawa twarda)

 Shannon, Samantha - "Zakon Drzewa Pomarańczy"

 Dick, Philip K. - "Nasi przyjaciele z Frolixa 8"

 Bardugo, Leigh - "Trylogia Grisza"

 Harrison, Harry - "Przestrzeni! Przestrzeni!"

 Pullman, Philip - "Zorza Polarna"

Fragmenty

 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS