NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Pullman, Philip - "La Belle Sauvage"

Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Gniazdo"

Ukazały się

Butcher, Jim - "Zimne dni"


 Larson, B.V. - "Świat stali"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" (wydanie papierowe)

 Pullman, Philip - "La Belle Sauvage"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Sanderson, Brandon - "Słowa światłości" (twarda okładka)

 Knaak, Richard A. - "Malfurion" (Blizzard Legends)

 Atwood, Margaret - "Testamenty"

Linki

Wójtowicz, Milena - "Wrota"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cykl: Wrota
Data wydania: Sierpień 2006
ISBN: 978-83-89011-80-0
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Liczba stron: 512
Cena: 28,99 zł
miejsce wydania: Lublin
seria: Tryby fantazji



Wójtowicz, Milena - "Wrota"

Przebudzeniu towarzyszył potworny hałas. Brutalnie wyrwana ze snu królewna chwilę przez miała wrażenie, że świat się kończy i zdążyła nawet zastanowić się, czy ma coś przeciwko temu. Ponieważ nie udało jej się podjąć decyzji, otworzyła oczy, przetarła je i mogła podziwiać, jak wielki tajemniczy wojownik wyrywa najbliższy dąb z korzeniami, wzbijając przy okazji w powietrze masę kurzu, pyłu i próchna, którego część osiadała na okolicy, a część na siedzącej na trawie dziewczynie. Królewna otrzepała się odruchowo, ale nie na wiele to się zdało, bo kolejna chmura brudu poleciała w jej stronę. Mięśniak musiał być Gawarkiem, którego Wrota zgodnie z obietnicą zmieniły w bohatera. Salianka nie miała czasu rozmyślać nad tym zbyt głęboko, bo kiedy kolejna porcja kurzu wleciała jej do gardła, musiała zająć się walką o odzyskanie oddechu. Chwilę trwało zanim zdołała pył wykaszleć.
— Przestań! — wrzasnęła do wojownika.
Poderwała się na nogi, przy okazji radośnie stwierdzając, że Wrota oddały jej ciało, przynajmniej na razie. Siedziały gdzieś na dnie jej umysłu, zmęczone.
— Gawarek, przestań! — wrzasnęła drugi raz.
Usłyszał, puścił pień i podszedł do niej. Królewna musiała przyznać, że Wrota się postarały. Książę przewyższał ją teraz o dwie głowy, w barach był jeszcze szerszy, i wszędzie miał pełno różnorakich mięśni rozrośniętych niemal ponad ludzką miarę. Na jego twarzy malował się spokój, a szeroki uśmiech, bez śladu Gawarkowej pyszałkowatości, budził zaufanie. Od całej postaci biła godność, spokój i siła. Ogólnie był do siebie trochę niepodobny, chociaż dalej miał jasne włosy i błękitne oczy.
— Nie możesz mi mówić Gawarek — powiedział. Głos też miał nowy — głębszy, przyjemniejszy.
— Mogę „głupku”, jak wolisz — odburknęła Salianka.
— Wybacz, czarodziejko, ale chodziło mi o to, że jako tajemniczy wojownik muszę ukrywać swoją tożsamość. Pod tą postacią zwać się będę Ulk.
— Dlaczego akurat tak?
— Krótkie imię, szybko przedstawię się wrogom i będę mógł ich szybko ciąć. I gawiedź łatwiej zapamięta.
Królewna pokiwała głową, uznając trafność argumentacji.
Ruszyli w drogę, niedawna królewna, a obecnie wieśniaczka Salianka i niedawny książę, a obecnie wielki wojownik Ulk. Bohater szedł żwawym krokiem, wypatrując uważnie jakiejś przygody. Pilnował przy tym, by nie oddalać się za bardzo od dziewczyny, którą wciąż bolały nogi, przez co nie radziła sobie z dotrzymywaniem mu kroku. Poza tym Salianka z wolna popadała w przygnębienie, a jak wiadomo takie stany nie wpływają korzystnie na tempo marszu. Dotarło do niej bowiem, że sytuacja z dnia na dzień robi się coraz dziwaczniejsza, ona sama nie ma właściwie na nic wpływu i jedyne co jej pozostało, to trzymać się na powierzchni fali i próbować nie utonąć. W tym akurat miała wprawę, na tym polegało jej życie w Twierdzy. Ale skoro ją opuściła, to owo życie powinno okazać się choć nieco bardziej zajmujące.
Nie minęło wiele czasu, jak królewna całkiem straciła zapał i zaczęła marudzić.
— Daleko jeszcze do Dolin?
— Jeszcze trochę.
— Duże trochę? — drążyła.
— Jakby było za blisko, to kreatury z Twierdzy coraz by nas napadały.
— I tak napadają — zwróciła mu uwagę Salianka. Łupieżcy od pokoleń urządzali sobie wypady na wszystkie sąsiednie tereny, a kiedy już zrabowali wszystko, co przy granicy zrabować się dało, ruszali dalej, niekiedy nawet pod samo miasto Dolin.
— Ale teraz w Dolinach będę ja i mój miecz. Powiedziałaś... Znaczy, czarodziejka mi powiedziała, że nawet setkę wojaków pokonam. Nawet dwustu.
Salianka zapatrzyła się na niego tak, że prawie stanęła.
— Co one z ciebie zrobiły — westchnęła głęboko. Wojownik uniósł brwi ze zdziwieniem, ale królewna nie miała zamiaru rozwijać tematu. Machnęła tylko ręką.
Szli więc dalej, Ulk wypatrując wrogów, Salianka zadumana nad mocą Wrót. Droga była niesamowicie monotonna, dopiero gdzieś koło południa przestała się składać tylko z traktu i drzew rosnących po jego obu stronach. Oprócz drzew zaczęły się pojawiać wielkie szare głazy, pomazane i poryte przez niekulturalnych podróżnych. Pod jednym z takich głazów kuliły się trzy istotki.
Ulka natychmiast prawie wmurowało w trakt ze szczęścia, a zamyślona królewna zderzyła się z jego umięśnionymi plecami. Zderzywszy się, też przystanęła. Oboje pochylili się nad głazem. Po bliższych oględzinach, które bynajmniej łatwe nie były, jako że przedmioty oględzin kuliły się i zasłaniały twarzyczki, istotki okazały się trójką dzieciaków. Wszystkie chlipały jakby za najbardziej przejmujący płacz przewidziana była słodka nagroda. Wielki wojownik Ulk na próżno próbował przekonać malców, że i on sam i Salianka są dobrzy, krzywdy im nie zrobią, a może nawet pomogą. Królewna przez dłuższą chwilę obserwowała jego bezowocne wysiłki i z minuty na minutę pęczniała w niej chęć zaprzeczenia wszelkim Ulkowym zapewnieniom. Szczególnie tym dotyczącym robienia krzywdy. W końcu nie zdołała stłumić przepełniających ją uczuć.
— Cisza! — wrzasnęła ile sił w płucach, tupiąc przy tym obolałą nogą. Podziałało jak najlepsze zaklęcie. Dzieciaki umilkły.
— Czego się drzecie? — zapytała ostro królewna.
— Napadli na wioskę — rozryczały się dzieciaki na nowo, jedno przez drugie. — Zamordują tatulę, zamordują matulę, zamordują krasulę!
— Kto napadł? — zainteresował się wielki wojownik Ulk, może trochę zbyt chciwie, jak na bohatera pozytywnego.
— Z Twierdzy napadli — zapłakały dzieci.
— Z Twierdzy? — powtórzyła Salianka. Nie była pewna, czy ma się bać swoich własnych łupieżców, czy może wręcz przeciwnie, współczuć im perspektywy spotkania z palącym się do bitki Ulkiem.
— Gdzie wioska? — Nowy obrońca Dolin miał na twarzy wyraz prawie że drapieżnego głodu.
— Tam. — Dzieciaki zgodnie wskazały zakręt drogi.
Wielki wojownik Ulk ruszył pędem, gnany bez wątpienia bardziej chęcią pomagania potrzebującym, niż pragnieniem wypróbowania swych nowo zdobytych mocy na żywych, prawdziwych przeciwnikach.
Królewna została sama z dziećmi, które zaraz uczepiły się jej nóg i zaczęły ryczeć jeszcze głośniej. Lekko osłupiała od tego, ale zaraz jej przeszło, jak tylko jeden z bachorów wysmarkał nos w jej spódnicę.
— Spokój! — wrzasnęła.
Dzieciaki od razu ucichły i spoglądały na nią wytrzeszczonymi ślepkami.
— Won z tymi cieknącymi nosami od mojej kiecki — zarządziła. Posłuchały natychmiast.
— I przestańcie ryczeć. Wielki wojownik Ulk poszedł wyzwolić waszą wioskę, a przecież wszyscy wiedzą, że Ulk jest najpotężniejszym człowiekiem w Dolinach i poza nimi, i nie ma na niego mocnych, prawda?
Dzieciaki od razu gorliwie przytaknęły, chociaż do tej chwili pojęcia nie miały, że w Dolinach w ogóle jest jakiś wielki wojownik.
Na potwierdzenie wielkiej mocy Ulka długo czekać nie musieli. Na drodze zakurzyło się, i ukryci za jednym z głazów Salianka i dzieciaki mogli obejrzeć sobie nader pospieszny odwrót łupieżców z Twierdzy. Każdy miał podbite co najmniej jedno oko i wybity co najmniej jeden ząb. Na ciele też musieli być nieźle posiniaczeni, bo co krok pojękiwali z bólu. Niektórzy kuśtykali z trudem. A wszystkim bardzo się spieszyło.
Ledwo pokonani oddalili się trochę, a już dzieciaki otarły łzy i zaczęły rzucać za nimi kamieniami i przekleństwami. Widać było, że prędzej one skatują jakiegoś zabłąkanego łupieżcę, niż łupieżca ich. Podczas gdy smarkacze wypróbowywali nowe techniki rzutów i splunięć, Salianka wymknęła się zza kamienia słusznie mniemając, że zapalczywe dziatki same sobie poradzą.
Doszła do wioski, mijając po drodze maruderów z Twierdzy, którzy, chociaż nie mogli iść, odczołgiwali się jak najdalej od swego pogromcy. Królewna życzliwie doradziła im, żeby zboczyli z drogi i ominęli krwiożercze dzieciaczki. W końcu byli to jej żołnierze i jakaś lojalność ją obowiązywała.
Między chaty wchodzić nie zamierzała, wyjrzała tylko zza węgła jednej chałupy. Ulk stał na środku tuż obok spalonej stodoły, a chłopi właśnie na kolana przed nim padali. Ktoś bił czołem o ziemię, ktoś zanosił lamenty w tonacji dziękczynnej. Widać było, że wojownik nader chętnie postałby jeszcze i posłuchał peanów na swoją cześć, ale dojrzał znaki, jakie zza chałupy dawała mu Salianka. Pożegnał się pospiesznie, obiecując na odchodnym, że od tej pory wioska będzie pod jego ochroną, tak jak całe królestwo Dolin, i odszedł, żegnany okrzykami, modłami i łzami.
Z królewną spotkał się kawałek za wioską. Siedziała na trawie i moczyła nogi w strumieniu. Ulk zamachał mieczem, wypowiedział zaklęcie, jakiego nauczyły go Wrota i zmienił się z powrotem w Gawarka.
— Niesamowite! — cieszył się, siadając obok Salianki. — Pokonałem ich jakby byli jakimiś pchłami, bez żadnego wysiłku, a było ich ze dwudziestu.
— Wprost cudownie. — Królewna okazała umiarkowany entuzjazm. Policzyła odczołgujących się zbirów i wyszło jej, że było ich dokładnie piętnastu, w tym jeden z drewnianą nogą. — A daleko jeszcze do miasta Dolin? Bo nogi mnie bolą jeszcze gorzej niż wczoraj.
— Doszlibyśmy przed wieczorem.
Na dźwięk słowa „doszlibyśmy” Salianka jakoś się zachmurzyła. Książę nawet tego nie zauważył, bo zajęty był rozpamiętywaniem swojego zwycięstwa. Gawarka ze wspominek, a królewnę z zachmurzenia wyrwał dopiero rytmiczny stukot końskich kopyt i turkot wozu. Na wozie siedział człowiek, który pomachał do nich radośnie.
— Witajcie, dobrzy ludzie! — wykrzyknął. — W ten najcudowniejszy dzień!
— A co w nim takiego cudownego? — zapytała kwaśno Salianka, kontemplując wielki bąbel, jaki jej się zrobił na pięcie.
— Oto dziś przybył do Dolin nasz wybawca, obrońca, wielki Ulk.
Książę nagle się zainteresował.
— Wielki Ulk?
— Nie słyszeliście o Ulku, najpotężniejszym człowieku w Dolinach i poza nimi, na którego nie ma mocnych? — zdumiał się woźnica. Wyraźnie kipiał chęcią podzielenia się z kimś wiadomościami o bohaterze.
— A, o tym Ulku mówisz — stwierdziła mało entuzjastycznie królewna, zanim uradowany książę zdążył z siebie wydobyć choć słowo. — Przechodził tędy.
— Cudownie! — Woźnica nie posiadał się z zachwytu. — Podążam drogą, którą przede mną szedł wielki Ulk. Może nawet go spotkam zanim dotrę do miasta i zaoferuję mu miejsce na moim wozie!
— Nie wiem, czy go dogonisz. — Salianka wyciągnęła nogi z wody i z lekkim wysiłkiem stanęła. Właśnie wymyśliła, jak uniknąć dalszego marszu, i miała zamiar od razu wprowadzić swój plan w życie. — Wielki Ulk szybko chodzi. Ale mógłbyś zaoferować miejsce na wozie nam. Jesteśmy znużonymi wędrowcami, a jak mawia wielki Ulk, powinniśmy pomagać sobie nawzajem, tak jak on nam pomaga.
— Jak mawia wielki Ulk! — Woźnica prawie wpadł w ekstazę.
Resztę drogi królewna przebyła na wozie, oszczędzając nogi, ale zużywając uszy na wysłuchiwanie zachwytów woźnicy nad nowym bohaterem, do których zresztą skwapliwie zachęcał go rozpromieniony książę.
Jeszcze nim słońce zaczęło zachodzić, dotarli do miasta Dolin.


Dodano: 2006-05-19 19:11:55
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj nowości wydawnictwa Initium


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Maszczyszyn, Jan - "Necrolotum"


 Bardugo, Leigh - "Król z bliznami"

 Chiang, Ted - "Wydech"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Moore, Stuart - "Marvel X-Men: Saga Mrocznej Phoenix"

 Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

 Schwartz, Alvin - "Upiorne opowieści po zmroku"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

Fragmenty

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Gniazdo"

 Schwartz, Richard - "Władca marionetek"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 1

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 2

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Schwab, V.E. - "Vengeful. Mściwi"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS