NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Gniazdo"

Heinlein, Robert A. - "Drzwi do lata" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Ukazały się

Pullman, Philip - "La Belle Sauvage"


 Sanderson, Brandon - "Słowa światłości" (twarda okładka)

 Knaak, Richard A. - "Malfurion" (Blizzard Legends)

 Atwood, Margaret - "Testamenty"

 North, Claire - "U schyłku dnia"

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Gniazdo"

 Atwood, Margaret - "Opowieść Podręcznej" (2020)

 Cummings, Lindsay; Alsberg, Sasha - "Nexus"

Linki

Duncan, Dave - "Niebo mieczy"
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Duncan, Dave - "Opowieść o królewskich fechtmistrzach"
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Data wydania: 2001
ISBN: 83-87968-49-8
Liczba stron: 495
Tom cyklu: 3



Ducan, Dave - "Niebo mieczy"

Proces
Dzień pierwszy
Malinda weszła do komnaty z wysoko uniesioną brodą, poruszając energicznie ramionami. Szła szybko, zmierzając prosto na wielkiego inkwizytora, jakby zamierzała go udusić. Gdy strażnicy przyśpieszyli kroku, by za nią nadążyć, rozległ się stukot uderzających o kamienną posadzkę obcasów oraz szczęk metalu. Ruchy utrudniały im piki i napierśniki, a do tego żaden z nich nie dorównywał jej wzrostem.
Komnata Chorągwi w Bastionie była stara i obskurna. Ze swymi ścianami z gołych kamieni i podłogą z desek nawet w najpogodniejsze dni przypominała posępną stodołę. W ten wietrzny, wiosenny poranek podmuch unosił z kominka białe obłoki i poruszał poczerniałymi od sadzy strzępami starożytnych flag, zawieszonych wysoko na krokwiach. Setka lamp i kandelabrów budziła tylko słaby błysk w wytwornych strojach dygnitarzy, którzy zasiadali za przykrytymi szkarłatnymi narzutami stołami. Szereg trzynastu członków komisji zajmował niemal całą szerokość sali. Centralne miejsce przypadło wielkiemu inkwizytorowi. Proste, pozbawione ozdób krzesło ustawione pośrodku sali było zapewne przeznaczone dla Malindy, wyminęła je jednak i zatrzymała się dopiero przed stołem, naprzeciwko tego okropnego starucha. Zbrojni stanęli tuż za nią i na moment zapadła cisza.
Już w wejściu poznała go po wzroście. Nawet siedząc górował nad pozostałymi. Był najwyższym człowiekiem, jakiego w życiu widziała, prawdziwą ludzką szubienicą. Wszyscy inkwizytorzy ćwiczyli szklane, niemrugające spojrzenie, które miało przypominać o ich magicznej zdolności wykrywania kłamstw, lecz jego podobne do czaszki oblicze nigdy nie wyrażało żadnych uczuć. Jej ojciec mianował go głową Czarnej Izby, a ona po wstąpieniu na tron potwierdziła tę nominację, był więc jednym z tych, którzy ją zdradzili. Zdrada z pewnością mu się opłaciła. Nagrodzono go wyższą pozycją. Czerwone szaty i złoty łańcuch na szyi świadczyły, że jest teraz lordem kanclerzem Chivialu. Od wielu miesięcy przebywała pod kluczem i nie miała pojęcia o ostatnich wydarzeniach.
- Jakim prawem traktujecie mnie tak podle? - zapytała. - Kazaliście przyprowadzić mnie tu pod strażą jak pospolitą przestępczynię!
- Wolałabyś zostać w celi? - wyszeptał. - Malindo z Ranulfów - dodał głośniej - wezwaliśmy cię w imieniu króla...
- W imieniu uzurpatora!
Ciemne niegdyś oczy kanclerza przesłaniało bielmo, jakby polał je sobie mlekiem, a spod czerwonego kapelusza wysuwały się pasemka białych włosów, wiek nie złagodził jednak jego usposobienia.
- Jesteś oskarżona o zdradę stanu, liczne morderstwa, złe i nielegalne czary, utrzymywanie nielegalnych stosunków płciowych, nadużycie stanowiska, spisek w celu...
Biorąc pod uwagę mój wiek, musiałam się zdrowo natrudzić. Jako prawowita królowa Chivialu, nie uznaję prawa tego trybunału do sądzenia mnie w tej czy w innych sprawach.
Owej nocy, gdy poprzysiągł jej wierność, nosił nazwisko Horatio Lambskin. Teraz, jako kanclerz, z pewnością był lordem jakimś tam. Zawsze pozował na bezkrwistego sługę państwa, altruistyczne narzędzie służące jedynie wspólnemu dobru. Zapewne sam wierzył we własne kłamstwa i nie uważał swej zdrady za zbrodnię, a jedynie za przejaw wyższej lojalności. W tej chwili jego misją było doprowadzenie do skazania jej na śmierć, gdyby jednak mu się nie powiodło i Malinda zdołałaby odzyskać tron, który prawnie się jej należał, równie dobrze mógłby następnego ranka stawić się do pracy, gotowy nadal pełnić swe obowiązki.
- Uznam wyłącznie sąd złożony z osób równych mi stanem - oznajmiła.
Rzecz jasna, udało im się obalić ten argument.
- To nie jest proces. Do Parlamentu wniesiono projekt ustawy o -pozbawieniu praw, która skazuje cię na śmierć za zdradę stanu, rozliczne morderstwa, złe...
- Gadasz jak papuga.
Czaszka ani na jotę nie zmieniła wyrazu.
- Jeśli Parlament uchwali tę ustawę, a Jego Królewska Mość ją podpisze, zostaniesz ścięta. Dlatego wyznaczono komisję, która ma zbadać prawdziwość dowodów przeciwko tobie. Jeśli nie chcesz zeznawać, masz prawo zachować milczenie.
Znaczyło to, że nie zmuszą jej do odpowiadania na pytania, lecz jeśli tego nie zrobi, zetną jej głowę. Jeśli zgodzi się odpowiadać, i tak to uczynią. Lambskin groził przy tym, że odeślą ją z powrotem do pojedynczej celi, gdzie tak długo gniła bez towarzystwa, pociechy czy wieści o przyjaciołach. Każdy dzień wydawał się jej tygodniem, a miesiąc rokiem. Z pewnością wiedział, że zrobiłaby prawie wszystko, by choć przez chwilę przebywać w towarzystwie ludzi. Zgodzi się nawet na poniżające przesłuchanie i publiczne zastraszanie.
Zerknęła pośpiesznie na sędziów. Sześciu siedziało po prawej, a sześciu po lewej stronie inkwizytora. Żaden z nich nie miał mniej niż pięćdziesiąt lat. Wszyscy spowici byli w futra i atłasy, w złoto i klejnoty. Wyglądali jak stado zimorodków. Ci, którzy zajęli miejsca bliżej przewodniczącego, byli parami królestwa. Na głowach mieli diademy, a na plecach szkarłatne szaty z gronostajowym obszyciem. Zasiadający dalej mieszczanie nie byli aż tak wspaniale upierzeni, lecz nawet ich ekstrawaganckie kamizelki, płaszcze i kapelusze z piórami stanowiły jaskrawe pogwałcenie praw przeciw przepychowi. Znała wszystkich poza dwoma spośród nisko urodzonych. Wszyscy składali jej hołd, przysięgając wierność. O dziwo, kilku z nich było w stanie patrzeć jej w oczy. Zauważyła mdłego lorda Candlefena, który był jej dalekim kuzynem, oraz czcigodnego Alfreda Kildare'a, który wciąż nosił regalia przewodniczącego Izby Gmin... Przysłano ich tu po to, by ją skazali. Nie sprawi im to trudności. Dwa, może trzy dni, żeby zachować pozory sprawiedliwości.
Po co w ogóle zawracali sobie głowę? Czemu po prostu nie zawlekli jej pod topór? Rzecz w tym, że trzeba było przestrzegać pewnych form. Przed uchwaleniem ustawy musieli przedstawić Parlamentowi jakieś dowody. Dzięki temu posłowie będą mogli wrócić do swych hrabstw oraz miasteczek i oznajmić wszystkim, że obalona królowa okazała się potworem, a jej egzekucja była sprawiedliwa. Chivial nie był przy tym jedynym państwem na świecie. Władcy innych krajów zareagują na stracenie monarchini głośnym oburzeniem. W cieniu za członkami komisji siedziało około setki mniej ważnych osób: kanceliści, służba i zapewne też kolejni inkwizytorzy, którzy mieli za zadanie wykrywać, kiedy będzie mijała się z prawdą. Dostrzegła jednak wśród nich również ludzi, których widywała w towarzystwie ambasadorów i konsulów. Znaczyło to, że przynajmniej jednym z celów tej sądowej farsy jest przekonanie przedstawicieli innych eurańskich państw i zapewne również nakłonienie ich do uznania uzurpatora. Będą musieli zachować pewne pozory uczciwości, choćby nawet niewielkie.
- Protestuję przeciw tej niesprawiedliwości! - Patrzyła na przewodniczącego, lecz w rzeczywistości przemawiała do siedzących w głębi sali świadków. - Uprzedzono mnie o tej sesji przed niespełna dobą. Ledwie zdążyłam zapoznać się z wysuniętymi przeciwko mnie oskarżeniami, nie mówiąc już o przygotowaniu obrony. Od pół roku przebywałam samotnie w celi, pozbawiona wieści ze świata, służby, a nawet książek. Nie pozwolono mi skorzystać z porady prawnej, odmówiono zgody na trybunał złożony z osób równych mi stanem, a mimo to mam odpowiadać...
- To nie jest sala sądowa. Zgodzisz się współpracować z komisją, czy nie?
- Z radością powiem szlachetnym lordom i czcigodnym członkom całą prawdę o tych sprawach, pod warunkiem, że zostanie spełnionych kilka umiarkowanych warunków. Domagam się należnych mi królewskich honorów: tronu, królewskiego tytułu...
- Sesja już się zaczęła, pani Ranulph, i jeśli nadal będziesz uparta, wrócisz tam, skąd przybyłaś.
To nie musiał być blef. Niewykluczone, iż ta krótka rozmowa wystarczy, by przekonać zagranicznych obserwatorów, że Malinda jeszcze żyje i że odmówiła skorzystania z szansy przedstawienia własnej wersji wydarzeń.
- Proszę zapisać w protokole, że zgodziłam się zeznawać tylko po wyrażeniu ostrego protestu!
Odwróciła się na pięcie i podeszła do stojącego pośrodku komnaty krzesła. Siedząc na nim, będzie musiała mówić bardzo głośno, a do tego ani na moment nie zapomni o swej izolacji. Podobne sztuczki były typowe dla Czarnej Izby.
- Komisja rozpoczyna obrady - oznajmił przewodniczący. - Panie sekretarzu, zechciej przypomnieć szlachetnym lordom i czcigodnym członkom brzmienie Punktu Pierwszego.
Zza jego pleców dobiegł piskliwy dyszkant. Malinda wierciła się na twardym krześle, poprawiając spódnice. Zdawała sobie sprawę, że jej strój daleko odbiega od dworskich standardów. Choć była to najlepsza suknia, jaką miała, i przechowywała ją starannie w kufrze z myślą o od dawna upragnionym dniu odzyskania wolności, mole i pleśń zostawiły na niej swe ślady. Wszystkie jej klejnoty rzecz jasna skonfiskowano. Była zmuszona czesać sobie włosy bez zwierciadła, a nawet porządnego grzebienia.
Strategia... musi przygotować strategię. Gdzieś za tymi złowrogimi murami, w świecie uśmiechów i słonecznego blasku, jej zwolennicy nie przestają spiskować, choć oczywiście nie odważą się uczynić wiele, dopóki będzie uwięziona. Uzurpator nie zasiądzie wygodnie na skradzionym tronie, dopóki będzie żyła prawowita królowa Chivialu. Spodziewała się skrytobójstwa: trucizny, puginału albo jedwabnej pętli. Każdy kolejny świt był dla niej niespodzianką. Nie brała poważnie pod uwagę możliwości publicznej egzekucji, a myśl o publicznym procesie w ogóle nie postała jej w głowie aż do chwili, gdy wczoraj wsunięto jej w rękę nakaz stawienia się przed komisją. Być może lord kanclerz, jak się tam zwał, nie panował nad Parlamentem tak pewnie, jakby sobie życzył. Czy to protesty zmusiły uzurpatora do urządzenia tej farsy?
Czy śmie wziąć pod uwagę blady cień szansy, że jednak nie zginie? Niestety, gdy tylko rozbłysła nadzieja, gniew, który dodawał jej sił, osłabł, ustępując miejsca strachowi. Jej ramiona pokryła gęsia skórka, palce zaś zaczęły drżeć. Groziła jej kara śmierci, a proces nie był uczciwy.
Kancelista umilkł.
Jeden z parów wyrwał się z pytaniem.
-... że uknułaś spisek w celu zamordowania swego ojca, Jego Zmarłej Królewskiej Mości Ambrose'a IV...
- Nie! - warknęła. - Całkowicie zaprzeczam temu oskarżeniu.
- Czy zechcesz opisać swe uczucia wobec ojca? Ciepło? Lojalność? Posłuszeństwo?
- Nie ma w tym żadnej tajemnicy - odparła, ważąc słowa, Malinda. - W dzieciństwie nauczono mnie nienawiści, strachu i pogardy wobec niego. Gdy osiągnęłam już wiek na tyle dojrzały, by mieć własne zdanie, nie znalazłam żadnych powodów do zmiany opinii. Mój ojciec pierwsze dwie żony doprowadził do obłędu, a trzecią zamordował. Czwartą miała zostać dziewczyna miesiąc młodsza ode mnie. Mimo to jestem szczerze przekonana, że był dla Chivialu silnym i sprawnym królem, a kraj straszliwie ucierpiał wskutek jego przedwczesnego zgonu. W życiu prywatnym był tyranem i nigdy go nie kochałam, lecz nie planowałam ani nie pragnęłam jego śmierci.
Nie zamierzała go zabić. To było niedopatrzenie.


Dodano: 2006-04-29 12:04:19
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj nowości wydawnictwa Initium


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Chiang, Ted - "Wydech"


 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Moore, Stuart - "Marvel X-Men: Saga Mrocznej Phoenix"

 Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

 Schwartz, Alvin - "Upiorne opowieści po zmroku"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

Fragmenty

 Schwartz, Richard - "Władca marionetek"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 1

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 2

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Schwab, V.E. - "Vengeful. Mściwi"

 Collins, Suzanne - "The Ballad of Songbirds and Snakes"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS