NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

Scalzi, John - "Imperium w płomieniach"

Ukazały się

Abnett, Dan - "Pancerz pogardy"


 Pilipiuk, Andrzej - "Traktat o higienie. Z dziejów dra Skórzewskiego"

 Jadowska, Aneta - "Kurczaczek i Salamandra"

 Jaumann, Bernhard - "Sępom na pożarcie"

 Brown, Ryk - "Aurora Cv-01"

 Harrow, Alix E. - "Dziesięć tysięcy drzwi"

 Kres, Feliks, W. - "Północna granica" (edycja limitowana)

 Kres, Feliks W. - "Król Bezmiarów" (edycja limitowana)

Linki

Rowley, Christopher - "Smoki wojny"
Wydawnictwo: ISA
Cykl: Rowley, Christopher - "Bazil"
Data wydania: 2001
ISBN: 83-87376-61-2
Oprawa: miękka
Format: 115 x 175 mm
Liczba stron: 560



Rowley, Christopher - "Smoki wojny"

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Słońce paliło serce kontynentu, starożytną krainę Padmasę, nie było jednak w stanie jej ogrzać. Lodowaty wiatr z północnego zachodu wysysał ciepło dnia, czyniąc zbrązowiałe wzgórza i łąki niemymi świadkami swej potęgi. W tej krainie rządziły wiatry. Świadczyły o tym fantastyczne kształty skalnych iglic.

Z zachodu przybywały burze piaskowe, z północy zamiecie, zaś z gór na południu schodził wysuszający chinook. Rośliny toczyły ciężką walkę o przetrwanie, a jednak tu właśnie znajdowało się serce największej potęgi świata.

Po przeprawie przez przełęcz Kakalon czarodziej Thrembode Nowy ujrzał w dolinie odcinający się od otoczenia Czworobok. Rażąco proste linie i biały kamień obwieszczały światu, że ma do czynienia z dziełem człowieka. Gładkie, dwustustopowe ściany przypominały urwiska z czystego adamantytu. Widok przejmował czarodzieja chłodem, budząc złe przeczucia. Tylko dzikie kozły mogłyby wybrać sobie taką okolicę do życia, a jednak wznosił się tu gigantyczny sześcian o boku jednej mili, pojedyncza budowla zamieszkana przez ponad milion ludzi, którzy służyli jak jeden mąż rządzącej tu potędze.

Czarodziej nie potrafił otrząsnąć się z podziwu, zwłaszcza iż wiedział, że Czworobok jest zaledwie przedsionkiem Holów Padmasy wykutych w skale przez armię niewolników, z których żaden nie przeżył tej gehenny. Ich zmielone kości posłużyły jako spajająca kamienie zaprawa.

Na przełęczy Thrembode wystawiony został na całą siłę wiatru szarpiącego mu nieustępliwie ubranie. Zadrżał i dokładnie zawiązał tasiemki płaszcza, zaciskając także pas. Zawsze było tu zimno - jedna z przyczyn, dla których Padmasa spodobała się Wielkim. Wiatr z wyciem rzeźbił skały w organiczne kształty, jak gdyby obierał ziemię z ciała, wydobywając na wierzch jej kręgosłup.

Na myśl o czekającej go przeprawie Thrembode z chęcią pomodliłby się do bogów o siłę, gdyby tylko uważał, że to mu w czymkolwiek pomoże. Jednak po tym, co widział w służbie u Władców, czarodziej nie wierzył już w bogów. Powstrzymaliby ich, zanim ci sięgnęliby po niemal boską moc. Teraz już nikt ani nic nie było w stanie przeciwstawić się im.

Jego wierzchowiec schodził powoli po szerokim, stromym trakcie. Zbiegało się tutaj dziewięć takich dróg, każda o szerokości dwustu stóp, idealnie prosto przecinając dolinę i znikając w Czworoboku. Na traktach tłoczno było od karawan wielbłądów i mułów, wiozących trybut z połowy świata do podziemnego miasta Władców.

Thrembode zbliżył się do Wschodniej Bramy. Maszerował przed nim długi szereg niewolników z Ourdh, popędzany przez krępe impy w czarnych mundurach Padmasy. Niewolnicy byli niezbędni dla funkcjonowania dziwacznego miasta, jakim był Czworobok. Zaiste, była to metropolia niepodobna do żadnej innej na Ryetelth, jako że nie istniały żadne naturalne powody jego założenia na tej zimnej pustyni.

Po obu stronach bramy ciągnęły się rzędy szubienic. Większość stała pusta, na kilku jednak lodowaty wiatr kołysał gnijącymi ciałami, stanowiącymi bezustanne przypomnienie, że w Padmasie większość przewinień groziła śmiercią. Bramy strzegł regiment dziko wyglądających impów z bułatami i tarczami. Miały głowy małp, krępe, ludzkie ciała i potężne nogi. Czarodziej wiedział, że w pobliżu czaiły się brygady mocarnych, na dziewięć stóp wysokich trolli, gotowych wesprzeć je w razie potrzeby.

Wpuszczono go do kipiącego gorączkową aktywnością świata Czworokąta po podstemplowaniu przepustki przez służalczych, gnących się w ukłonach urzędasów. Był czarodziejem, adeptem i członkiem wewnętrznej hierarchii. Minąwszy kordon bezpieczeństwa, Thrembode ruszył przed siebie główną aleją Czworoboku.

Nad aleją, na wysokości dwustu stóp, sklepiał się sufit, a w ścianach po obu stronach wybito okna. Przy ulicy znajdowały się sklepy i magazyny. Panowała tu szaleńcza krzątanina setek tysięcy ludzi, wykonujących służebne i kapłańskie misje. To oni stanowili faktyczną podporę prawdziwego, skrytego w podziemiach miasta. Tam właśnie podążał Thrembode - do lodowatych komnat Czworopłatu.



W samym centrum Czworoboku znajdowała się otwarta na niebo przestrzeń. Stały tam posągi Wielkich, całej piątki. Każdy miał sto stóp wysokości i wyobrażał olbrzyma o ciele herosa i szlachetnej twarzy. Zdominowały otoczenie tak samo jak każdy aspekt życia w Padmasie.


W rogach otwartej przestrzeni wznosiły się cztery wieże, na każdym piętrze połączone z główną budowlą krytymi korytarzami, wystającymi z nich niczym żebra z kręgosłupa. Tam właśnie znajdowały się schody do podziemnego miasta.

Poniżej, po wielu skrętach wyciętych w twardej skale schodów, rozciągały się cztery labirynty przejść i jaskiń oraz niezliczonej ilości komnat. Te cztery labirynty - czy też "płaty" - tworzyły gigantyczny krzyż o ramionach zgodnych z kierunkami geograficznymi. Nie łączyło ich nic, prócz komnat Osi, z których schodami można było wydostać się do Czworoboku i na powierzchnię.

Ten podziemny świat był Czworopłatem, sercem imperium Władców, królestwem strachu, które okraczało Ryetelth i groziło zmiażdżeniem wszelkiego oporu, a potem opanowaniem całego świata.

Stąd właśnie płynęły instrukcje dla tuzina prowincji i tak potężnych fortec jak Axoxo w Górach Białych Kości. Tu przybywała i stąd wyjeżdżała armia szpiegów i ich wysłanników. Stąd wystosowywano pisma do możnowładców wszystkich stron świata, w których odnotowywano ich zasługi lub żądano spłacenia przysług. W taki czy inny sposób Władcy Padmasy zawsze potrafili dotrzeć do ucha każdego monarchy i przyciągnąć jego uwagę.

Thrembode zszedł czerwonymi schodami na czwarty poziom komnat Osi. Jego przepustka została sprawdzona przez grupę specjalnie wyhodowanych impów o łbach łasic i czarnych, paciorkowatych, nieludzkich oczach. Zmierzyły go uważnymi spojrzeniami, nie odkryły jednak nic niepokojącego.

Szorstkimi gestami skierowano go do Południowego Płata, gdzie mieściły się biura aparatu wywiadu.

Był świadomy dokładnych oględzin, jakim poddawano go ze wszystkich stron oraz napiętego pola na planie psychicznym. Z drżeniem uzmysłowił sobie, że jego obecność została zauważona przez twórców tego pola, mezomistrzów zamieszkujących cele pod Głębiami. Był dla nich zaledwie iskierką, młodziutkim węzłem mocy, znikomym w porównaniu choćby z nimi samymi, a mimo to odnotowali jego pojawienie się i poinformowali o tym potężniejsze umysły, kryjące się w Głębiach.

Głębie - sama nazwa wywoływała lodowate dreszcze i unosiła mu włosy na głowie. W przyćmionym blasku tamtejszych krypt mieszkali Wielcy. Tam właśnie udawał się na przesłuchanie. Takiego doświadczenia nie był w stanie zapomnieć żaden człowiek.

Tym razem jednak miał spotkanie z administratorem Gru-Dzekiem, wysokim mężczyzną o wąskiej twarzy i krótko przystrzyżonych, siwych włosach. Nosił on czarną szatę aparatu wywiadu z purpurowymi wyłogami i pojedynczym pasem szkarłatu, oznaczającym jego pozycję.

Thrembode usiadł na twardym, niewygodnym krześle przed masywnym biurkiem. Administrator Gru-Dzek wyciągnął zwój, rozwinął go i studiował przez długie minuty. Następnie klasnął w dłonie. W drzwiach pojawił się niemy niewolnik o wyrwanym języku i wyłupionych oczach, który zaraz rozłożył przybory skryby na małym stoliczku w kącie.

Administrator Gru-Dzek podniósł głowę i zmierzył czarodzieja nieprzyjaznym spojrzeniem bladych oczu. Odchrząknął.

- Czarodzieju Thrembode, z tego przesłuchania sporządzony zostanie oficjalny protokół. Muszę cię poinformować, że zostałeś wstępnie skazany na eliminację.

- Eliminację? - powtórzył pobladły czarodziej.

- W świetle twoich licznych niepowodzeń takie rozwiązanie wydaje się być rozsądne i korzystne.

- Licznych niepowodzeń?

- W Kadeinie pozwoliłeś, by wiedźmy zlikwidowały całą naszą siatkę wywiadowczą. W Marneri zniweczyłeś drobiazgowo przygotowany plan zamachu. Popierany przez nas następca tronu Marneri został zgładzony przez wiedźmy. Jakby tego było mało, poprowadziłeś ekspedycję wiedźm prosto do Tummuz Orgmeen i pozwoliłeś im zniszczyć Zagładę.

Thrembode poczuł, jak kurczą mu się palce w butach.

- Poprowadziłem je? Pozwoliłem im? - wybuchnął. - To jakaś pomyłka. To groteskowe przeinaczenie faktów.

Administrator Gru-Dzek wpatrywał się w niego chłodno.

- Czyż nie jest prawdą, że Zagłada nakazała aresztowanie ciebie?

- Zrobiłem, co mogłem, by ją przestrzec, ale nie słuchała! Gardziła ludźmi.

- Krytykujesz upadłą Zagładę?

- Upadła, czyż nie? Miała skazę.

Oczy administratora rozszerzyły się. Odważne stwierdzenie. Sugerowało krytykę tych, którzy powołali Zagładę do życia.

- W zeszłym roku, w Ourdh, uczestniczyłeś w kolejnej klęsce.

- Muszę zaprotestować. Wiedźmy opracowały jakieś kontrzaklęcie dla czaru, którym ożywiano błotoludy. Mezomistrz Gog Zagozt nie miał, być może, doświadczenia w walce z czarownicami. Próbowałem mu doradzać, lecz nie słuchał mnie. Ja, oczywiście, mam spore doświadczenie w radzeniu sobie z nimi.

- Tak, to prawda. Może nawet zbyt duże. Skierowano cię na drobiazgowe przesłuchanie. Trzeba ustalić, czy zwiodły cię, czy też skaptowały na swoją stronę.

Oblicze Thrembode�a poczerwieniało z gniewu.

- Z całą mocą informuję cię, że nie. Takie przesłuchanie jest zbędne.

Administrator Gru-Dzek uśmiechnął się skąpo.

- Nie ty o tym decydujesz, czarodzieju. Z pewnością to rozumiesz.

Thrembode wzruszył ramionami i odwzajemnił się bladym uśmiechem.

- Z przyjemnością poddam się przesłuchaniu.

Administratorowi zrzedła na moment mina, zaraz jednak odzyskał kontenans.

- Świetnie. Jak już mówiłem, wyrok ma charakter wstępny. Masz szansę go uchylić.

- Jakże się cieszę.

- Dysponujesz pewną wiedzą o miastach i krainach Argonathu.

- Oczywiście. Mieszkałem w większości z dziewięciu miast.

- Dlatego właśnie zostałeś włączony w skład ekspedycji generała Lukasha.

Thrembode podniósł brwi. Ekspedycja? Z generałem?

Administrator dał ukradkiem znak i drzwi otworzyły się ponownie. Do biura wszedł zwalisty, brzuchaty mężczyzna w czarno-brązowym mundurze Padmasy, z białymi belkami na ramionach. Jego twarz miała fakturę wygotowanej skóry.

Thrembode wstał i zasalutował generałowi poziomo wyciągniętą ręką.

- Generał Lukash - dokonał prezentacji administrator Gru-Dzek.

Lukash skinął głową, nie oddał jednak salutu. Miał absolutnie nieprzeniknioną twarz.

Usiedli.

Administrator opisał czekającą ich misję. W trakcie przemowy Thrembode uświadomił sobie z podziwem, że tym razem Wielcy Władcy zamierzali rzucić wszystkie siły przeciwko buńczucznym miastom wschodniego wybrzeża. Nie zostanie po nich kamień na kamieniu, tylko szubienice i piramidy czaszek.


Dodano: 2006-04-29 11:53:39
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Kulawego szermierza"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Jordan, Robert - " Wojownik Altaii"


 Scalzi, John - "Imperium w płomieniach"

 Rushdie, Salman - "Quichotte"

 Taylor, Dennis E. - "Nasze imię Legion, nasze imię Bob"

 Przechrzta, Adam - "Demony zemsty. Beria"

 Kisiel, Marta - "Płacz"

 Szczerek, Ziemowit - "Cham z kulą w główie"

 Dąbrowski, Michał - "Imię Boga"

Fragmenty

 Baoshu - "Odzyskanie czasu" (przedmowa)

 Hendel, Paulina - "Czarny świt"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

 Canavan, Trudi - "Klątwa kreatorów"

 Clare, Cassandra & Chu, Wesley - "Czerwone Zwoje Magii"

 Chiang, Ted - "Wydech"

 Dąbrowski, Michał - "Imię Boga"

 Wilson, F. Paul - "Twierdza"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS