NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Pullman, Philip - "Bursztynowa luneta"

Abercrombie, Joe - "Czerwona kraina" (2019)

Ukazały się

Larson, B.V. - "Świat stali"


 Pullman, Philip - "La Belle Sauvage"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Sanderson, Brandon - "Słowa światłości" (twarda okładka)

 Knaak, Richard A. - "Malfurion" (Blizzard Legends)

 Atwood, Margaret - "Testamenty"

 North, Claire - "U schyłku dnia"

 Atwood, Margaret - "Opowieść Podręcznej" (2020)

Linki

Wolfe, Gene - "Exodus z Długiego Słońca"
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Księga Długiego Słońca
Tytuł oryginału: Exodus from the Long Sun
Tłumaczenie: Wojciech Szypuła
Data wydania: 2001
ISBN: 83-87968-77-3
Oprawa: miękka
Format: 115 x 185 mm
Liczba stron: 492
Tom cyklu: 4



Wolfe, Gene - "Exodus z Długiego Słońca"

Powstały z martwych

Niezwykła cisza zalegała nad zrujnowaną willą. Maytere Mięta, wytężając słuch w oczekiwaniu na łoskot wystrzału pistoletowego, słyszała tylko zawodzenie wiatru i nieregularny trzepot białej flagi, którą niosła w rękach.
- W phaedag byli - potwierdził patere Remora. - Znaczy, radcy Ayuntamiento.
Znajdowali się już obok martwego talusa; farba obłaziła płatami z jego opalonego i osmolonego pancerza. Maytere poczuła zalatujący od talusa odór rybiego tłuszczu. Wiatr nie był w stanie go rozwiać.
- Dałoby się go naprawić, generale. Prawda? - Remora odrzucił z czoła kosmyk czarnych włosów. - Nie to co nas, biochemy. A jednak... aaa... wysyłamy ich dusze do Centralnego Procesora. W takim ożywionym duch byłby zapewne... hm... zupełnie inny. Jak nowa część zamienna.
- Może wcale nie mają dusz - mruknęła maytere Mięta w odpowiedzi.
Przystanęła, czekając, aż Remora się z nią zrówna, i korzystając z chwili przerwy obrzuciła bacznym spojrzeniem okna domu Krwi. Jej stwierdzenie zakrawało na herezję, patere uznał jednak, że najlepiej będzie wrócić do poprzedniego tematu rozważań:
- A jeśli ich tu nie ma, co? Loriego i innych? Czy... aaa... Bawół...
- Bizon. - Maytere odwróciła się do Remory. Nos poczerwieniał jej z zimna. - Pułkownik Bizon.
- Hm... w rzeczy samej... Czy pułkownik Bizon i jego... eee... ludzie zaczekają na nasz powrót? - Patere niedbałym gestem wskazał mur okalający ogród.
- Wasza Eminencja z pewnością słyszał, jakie wydałam rozkazy.
- Ale jeżeli zajmie nam to trochę czasu, hę? Drzwi od frontu są wyważone. Rzekłbym nawet... eee... strzaskane.
Maytere Mięta skinęła potakująco głową; zniszczone drzwi zwróciły jej uwagę, gdy tylko weszli do ogrodu.
- Nie da się więc zapukać, prawda? Nie ma jak, po prostu nie ma jak... - Remora nagle się rozpromienił. - Chyba żeby w futrynę, co? Moglibyśmy zastukać we framugę. Chwilę poczekać. Tak grzecznie.
- Ja wejdę do środka - oznajmiła zdecydowanym tonem maytere. - Przeszukam dom. Nie ośmielę się jednak wydawać poleceń Waszej Eminencji. Jeżeli uda mi się nawiązać kontakt z członkami Ayuntamiento, poproszę, by kogoś po Waszą Eminencję posłano; w przeciwnym razie może przynajmniej dowiem się, gdzie ich szukać. A wracając do pułkownika Bizona - jest mi całkowicie oddany i wierny. To mój najlepszy oficer. Martwię się tylko, żeby nie posłał za nami patrolu, który miałby nas odszukać; wyraźnie mu tego zakazałam.
- W pełni podzielam te... hm... obawy - rzekł Remora, doganiając Miętę. - Jeśli ktoś nie oczekuje posłuszeństwa, nie będzie... aaa... słuchany. Uczyliśmy się tego w scholi, wszyscy, na pamięć. A gdyby chciał się wycofać? Zwinąć obóz? Nasz... hm... odwrót do miasta byłby ryzykowny, hę? I do tego mozolny.
- To nie jest w tej chwili najważniejsze - zwróciła mu uwagę Mięta, zapominając na chwilę, że rozmawia z drugim w hierarchii dostojnikiem Kapituły. - Chodzi o to, czy nieprzyjaciel wrócił. Nigdzie nie widać ciał.
- A te... hm, hm...
- Talusy, wiem. Trzeba by chyba z dziesięciu wołów, żeby je stąd zabrać. Nie ma żadnych zwłok chemów ani biochemów.
- Eee... armia? Przecież poparła caldé, jak mniemam.
- Zgadza się: część żołnierzy przeszła na jego stronę. Ci, którzy o nim nie słyszeli, nie zrobili tego i dlatego walczyli tu przeciw swoim kolegom.
- Co za pech... - Remora pokiwał smutno głową. - Co za... hm... tragedia.
- Kiedy gwardziści Krwi dowiedzieli się, że Jedwab go zabił, zaatakowali caldé i jego żołnierzy. Wtedy właśnie generalissimus Oosik i generał Saba ruszyli do szturmu na willę.
- Cudowna, prawda? - W duchu Remora żywił wielkie zamiłowanie do architektury, choć krył się z tym jak ze wstydliwym nałogiem. - Nawet w takim stanie. Szkoda, wielka szkoda. Choć może to i lepiej. Zrobiła się mniej pretensjonalna i... aaa... wulgarna. Ruiny są bardziej... hm... romantyczne. Poetyckie. - Uśmiechnął się szeroko na widok zrytych butami i pociskami trawników.
Maytere Mięta otuliła się ciaśniej pobrudzonym habitem, chyba po raz setny tego dnia żałując, że nie ma kornetu.
- Przyśpieszymy nieco kroku, Wasza Eminencjo, pragnę się schronić przed wiatrem. Bez względu na to, czy w domu zastaniemy kogoś z Ayuntamiento, czy nie.
- Ależ naturalnie, naturalnie.
- I chociaż nie zgadzam się z Waszą Eminencją, że Bizon...
- Wracając do tych... hm... ciał... - Remora szedł już równo z nią, stawiając jeden niezgrabny, długi krok na jej każde dwa. - Chciałaś zaproponować, generale... hm... żebyśmy... aaa... sprawili im prawdziwy, uświęcony pogrzeb? Obawiam się, iż byłoby to nad wyraz trudne. I niewłaściwe!
- Zgadzam się. Ale tu musiały przecież paść ofiary, i to sporo. Żołnierze Ayuntamiento i gwardziści właściciela z pewnością strzelali z okien do napastników. - Maytere Mięta przystanęła, usiłując wyobrazić sobie scenę szturmu. Świeże doświadczenia bardzo jej w tym pomagały. - Ślizgacze wpadły przez bramę, a gwardziści i skrzydlate żołnierki generał Saby wdzierali się do środka przez każdą wyrwę w murze. Do tego doszli moi ochotnicy, tysiące mieszkańców miasta; część z nich, przypuszczam, że co najmniej setka, poległa. Ginęli zapewne także żołnierze i strażnicy po drugiej stronie. Czy Wasza Eminencja widzi tę linię dziur po kulach? Tak strzela działko pulsacyjne. Front domu został ostrzelany ze ślizgacza.
- Ja... aaa...
- Zabierzemy swoich poległych - przerwała Remorze Mięta. - Przynajmniej taką mam nadzieję. Ale co z tamtymi? Pod ostrzałem wycofywali się do tuneli, o których wspominał Piasek. Czy zgarnęliby po drodze zwłoki towarzyszy? Trudno mi w to jakoś uwierzyć, Wasza Eminencjo.
- Jeśli pozwolisz... - Remora odchrząknął. - Odnoszę wrażenie, iż miałaś już... aaa... okazję osobiście... hm... zajmować się poległymi. Przyznam, że nie znam się raczej na sprawach wojskowych.
- Ja również nie. Echidna wyznaczyła mnie do tej roli, o czym zresztą Wasza Eminencja niechybnie słyszał. Wszystkiego, co wiem - a nie jest tego dużo - nauczyłam się od tamtej pory.
- Pokonując przy tym dowódców znacznie lepiej... aaa... wyszkolonych. W każdym razie wydaje mi się, że istnieje coś na kształt scholi dla oficerów... eee... gwardii caldé. Teraz tak ich nazywamy, prawda, generale? Bo wcześniej używaliśmy określenia gwardia cywilna, czyż nie? Są... hm... znakomici, moim zdaniem.
- Zdarzało mi się również przegrywać, Wasza Eminencjo, i to prawie równie często, jak zwyciężać.
Minęli fontannę z posągiem Scylli, całkowicie skutą lodem.
- Wprawdzie na sprawach wojskowych się nie wyznaję, lecz mam pewną... hm... hipotezę - ciągnął Remora. - Czy dobrze wyszkoleni żołnierze nie pochowaliby swoich poległych? Ludzie generalissimusa są nader... aaa... sprawni, bez wątpienia, my zaś do każdej brygady przydzielamy... aaa... kapelana, który odprawia pochówek zgodny ze zwyczajami wojskowymi. Co prowadzi mnie do wniosku, mayt... generale, że tacy... aaa... żołnierze mogliby zmusić... eee... ludzi, aczkolwiek nie znajdowali się oni wówczas pod twoimi... hm... dowództwem...
- Żeby pochowali pozostałych? Całkiem możliwe - przyznała maytere Mięta. Była bardzo zmęczona, ale zmusiła się, by wyprężyć pierś. - Przypuszczam nawet, że przymus nie byłby potrzebny; gdyby sami na to nie wpadli, z pewnością widok gwardzistów i lotniczek Saby, zabierających swoich poległych do miasta, dałby im do myślenia. Co jednak wcale nie wyjaśnia zniknięcia ciał nieprzyjaciół. Gdzie miałyby się podziać?
- Śmiem twierdzić, iż znajdują się w tym oto opuszczonym... aaa... dworku. Podczas walki wyszliby chyba z ukrycia, prawda? Mogli strzelać przez okna. Sama to... hm... proponowałaś, generale.
- Czy Wasza Eminencja widzi ten fragment zburzonej ściany? - spytała Mięta, wyciągając przed siebie tyczkę z białą flagą. - Przez tę dziurę widać kilka pokojów, a w nich ani jednego ciała.
- Jednakże... aaa...
- Można też zajrzeć przez drzwi. - Znaleźli się przy samych schodach na ganek. - Drzwi powinny być najsilniej bronionym punktem rezydencji; są wyłamane i widzę przez nie sellarię w głębi domu. I żadnych zwłok. Gdzie w takim razie zniknęły?
- Może zatem zwycięskie... eee... oddziały pozbyły się ich po bitwie?
Maytere gwałtownie pokręciła głową.
- Zwycięskim żołnierzom nigdy się nie spieszy, by usunąć z widoku ciała poległych z ich ręki wrogów, Wasza Eminencjo. Nigdy. Aż nazbyt często byłam świadkiem takiej sytuacji. Rozpiera ich duma, a widok zabitych dobrze wpływa na morale. Nie dalej jak wczoraj major Naskórek błagał mnie, dosłownie błagał na kolanach, żebym nie kazała wywozić i pogrzebać zwłok zalegających od wielu dni miejskie ulice. Jeżeli ciała by zniknęły, znaczyłoby to, że upomnieli się o nie przyjaciele zmarłych. Ciekawe, czy na tyłach domu znajdziemy jakieś mogiły. Gdyby mieli grzebać poległych, to chyba byłoby najlepsze miejsce, gdzieś blisko muru, z dala od drogi... Czy Wasza Eminencja wie coś o znajdujących się za willą ogrodach?
- Nigdy nie miałem... hm... przyjemności. - Remora wszedł na schody. - Jego Mądrość chyba również nie, jak sądzę; zdradził mi to... aaa... rok lub dwa temu, kiedy... hm, hm... analizowaliśmy wpływy... eee... Krwi. Nie docenialiśmy go. Żaden z nas nie był gościem w tych... aaa... murach.


Dodano: 2006-04-22 16:22:01
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj nowości wydawnictwa Initium


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Bardugo, Leigh - "Król z bliznami"


 Chiang, Ted - "Wydech"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Moore, Stuart - "Marvel X-Men: Saga Mrocznej Phoenix"

 Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

 Schwartz, Alvin - "Upiorne opowieści po zmroku"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

Fragmenty

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Gniazdo"

 Schwartz, Richard - "Władca marionetek"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 1

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 2

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Schwab, V.E. - "Vengeful. Mściwi"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS