NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Moore, Stuart - "Marvel: Wojna domowa"

Gromyko, Olga - "Kroniki Belorskie"

Ukazały się

Weinbaum, Stanley G. - "Drapieżna planeta"


 antologia - "Drugie lądowanie. Antologia króciaków"

 Szacha, Georgij - "Nie było smutniejszej historii"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Harkness, Deborah - "Cienie Nocy"

 Pilipiuk, Andrzej - "Karpie Bijem"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Abbott, Tony - "Klątwa węża"

Linki

Zimniak, Andrzej - "Śmierć ma zapach szkarłatu"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: Listopad 2003
ISBN: 83-89011-19-0
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Liczba stron: 400
Cena: 26,99 PLN
miejsce wydania: Lublin
seria: Bestsellery polskiej fantastyki



Zimniak, Andrzej - "Śmierć ma zapach szkarłatu"

1. Klatka pełna aniołów
Naplułem mu w pępek.
Jasne, że wymagało to pewnej zręczności, ale w tym także byłem dobry.

Czyn stanowił obrazę jeszcze uchodzącą płazem wobec prawa. W jego następstwie poszkodowany zyskiwał możliwość fizycznej odpowiedzi, w tej sytuacji również bezkarnej. Dalsza eskalacja urastała do rangi pojedynku i nie obejmował jej już żaden kodeks, może z wyjątkiem moralnego. Zawsze dbałem o stronę formalną i dotychczas dobrze na tym wychodziłem.

Ostatnimi czasy odwiedziłem wiele barwnych, nijakich, albo całkowicie strupieszałych miast w poszukiwaniu Murzyna. Jego Złota Legenda szła przed nim i za nim, ale mnie się nie spieszyło. Wiedziałem, że prędzej czy później spotkamy się i że spotkanie to będzie zarówno wesołe, jak i pożyteczne. Dla mnie na pewno, a może i dla niego.

Słyszałem o nim wiele. Gadali, że mógł nie złazić z baby przez dwa dni, jednym pstryknięciem zabijał psa, a uderzeniem krawędzi dłoni, nie biorąc zamachu, ucinał głowy pyskaczom. Nawet po podzieleniu tego przez dziesięć warto byłoby mieć go na zgreda.

No i dopadłem wreszcie człowieka w białym jak muszla nadmorskim kurorciku, gdzie po promenadach przechadzały się ulizane pary, a na plażach wyczekiwały chętne hurysy. Połowa tego towarzystwa zbiegła się wieczorem do knajpy, w której odbywały się popisy.

Murzyn okazał się Białym o śniadej cerze i torsie błyszczącym od oliwy. Występował półnago, to znaczy nosił tylko nabijaną ćwiekami kamizelkę i buty z cholewami. Przed nim ustawiono baterię butelek piwa, które kolejno katapultował w rozradowany tłumek za pomocą gargantuicznego członka. Jasne, że pochwycona w locie flaszka kosztowała ciut więcej, niż była warta. Gość do pomocy miał całkiem nieźle zbudowaną nastolatkę. Biedak musiał się inspirować, pfuj!

- Publicznie obrażasz tę młodą damę - odezwałem się spokojnie, lecz wystarczająco głośno. - Nawet jak na ciebie jest to przedstawienie w złym guście.
Murzyn przestał się uśmiechać, a właściwie grymas uśmiechu zastygł na jego twarzy o szczęce boksera. Rozmydlone oczy zdradzały stymulację narkotyczną. Zdążyłem pomyśleć, że chyba niewiele na nim skorzystam, zanim złapał butelkę i cisnął ją we mnie. Tym razem normalnie, ręką.

Poczekałem, aż pocisk nadleci, i odchyliłem się raptownie do tyłu, chwytając flaszkę u nasady, po czym bez pośpiechu powróciłem do wyprostowanej pozycji. Zerwałem kapsel, pociągnąłem spory łyk i odrzuciłem butelkę na bok. Skakała po podłodze, zostawiając za sobą pienisty szlak.

- Mnie tam wystarczą gołe ręce - powiedziałem, unosząc swoje drobne dłonie. Występowałem w postaci szczupłego słowiańskiego chłopaka o nieforemnym nosie, nijakiej twarzy i gęstwie słomkowych włosów.
Właśnie wtedy podszedłem i naplułem mu w pępek.

Murzyn miał jednak swoją klasę. Nie obsypał mnie stekiem obelg, ani nie rzucił się na mnie ze ślepą furią. Dałem mu mały pokaz sprawności, który stanowił zwyczajowe ostrzeżenie. Resztki fair play tak naprawdę nie przeszkadzają, jeśli przekroczy się pewien poziom wprawy.

Mój przeciwnik rozciągnął teraz twarz w uśmiechu, który powinien przyprawiać o gęsią skórkę. Zrobiło się tak cicho, że było słychać bulgnięcia piwa, wciąż wyciekającego z mojej butelki. Jedną ręką odsunął stolik z flaszkami, drugą stołek z dziewczyną, która bała się poruszyć. Krnąbrny członek wciąż w niezłym wzwodzie plątał mu się między frędzlami kamizelki.

- Przeproś, dzieciaku, przeproś bardzo grzecznie, to daruję ci życie - odezwał się wreszcie. Głos miał zszargany, najwidoczniej niespecjalnie dbał o siebie. Cóż, jego psie prawo. Ale dlaczego miał mnie za gnojka?
- Pocałuj się w dupę, jeśli potrafisz zrobić mostek - odpowiedziałem tak głośno, żeby nie miał wyboru. Niecierpliwiłem się trochę.

Wtedy poprawił kamizelkę, nie rękami, ale jakimś dziwnym ruchem ramion i przegięciem pleców, jakby chciał wyczuć twardość wrzeciona zaszytego sztyletu.
Ty żołędny dupku, pomyślałem, co teraz chcesz zrobić? Albo jesteś beznadziejny, albo usiłujesz być zbyt prawy. A może zwyczajnie nie doceniam twojej przebiegłości?
Szedł ciężko jak maszyna. Gdy znalazł się w zasięgu wymiany ciosów, podniósł nogę, ale na tyle niepewnie, że chyba każdy widział w tym blef. Uważałem na jego unoszące się ramiona i wtedy dostałem kopniaka, od którego wyleciałem w powietrze i uderzyłem w stolik, rozbijając go na drobne kawałki.

___________________

2. Przygoda ostatniej blondynki

Fabian przystąpił do mycia rąk, co miało sygnalizować zakończenie wizyty, ale pytanie Barbary najwidoczniej zaintrygowało go, bo strzepnął wodę z palców i rzucił jej szybkie spojrzenie.
- Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem? - zapytał trochę za głośno. Podniósł głos zapewne dlatego, że z kranu ciurkała woda, zagłuszając słowa.
- Tak myślałam, że pan nie zrozumie. - Potrząsnęła piramidą złotych loków, a jej oczy pojaśniały. - Pan, doktorze, dosyć wąsko pojmuje własną medyczną działalność. Założę się, że zaraz zrzuci pan problem na psychologa. Albo na psychiatrę.
- Niekoniecznie... Sprawa wydaje się rozwiązywalna bez angażowania tych uczonych kolegów. - Lekarz mówił już zupełnie spokojnie. - Prostą i przyjemną terapią z rodzaju naturalnych byłby przynajmniej dwutygodniowy urlop na Krecie, najlepiej z przyjaciółką od osobistych zwierzeń. Więc?
- Pan ze mnie żartuje, doktorze.
- Hmm, jeśli nie, spróbujmy inaczej. Istnieją różne metody, zapewne skuteczniejsze niż wyjazd, choć obarczone skutkami ubocznymi - stwierdził, obrzucając ją badawczym spojrzeniem. Odniosła wrażenie, że krzaczaste brwi i wąsy mężczyzny nastroszyły się jak sierść drapieżnika.

Wyjął z szuflady złote pudełko wielkości pocketbooka, otworzył je, po czym, bezceremonialnie odgarniając jej loki, przytknął błyszczącą krawędź do skóry na skroni. Chwilę manipulował przedmiotem, a Barbara wstrzymywała oddech, gorączkowo zastanawiając się, jak ma zareagować na zachowanie przekraczające granice dobrego smaku. Postanowiła, że wtedy tak popchnie faceta, aż ten przebije głową drzwiczki szklanej szafy z przyborami medycznymi. Albo nie, może lepiej obejmie go za udo w taki sposób, by wyczuć wszystkie stadia gwałtownej erekcji.
Nic się jednak nie stało, bo lekarz wciąż spokojnie manipulował przy pudełeczku. Wreszcie poczuła lekkie ukłucie w czoło, jakby ukąszenie komara, a po chwili strzyknęło w środku głowy, lecz ból ustąpił niemal natychmiast.

- To by było na tyle, droga pani. Proszę przyjść za tydzień, jak zwykle.

- Co to za maszynka? I co za sztuczki? - Była zła, czuła się oszukana. Pudełeczko do czółka, też coś!
Wyprostował się i spojrzał na nią z góry. Wielki chłop, na dodatek lekarz, naprawdę nie powinien w taki sposób patrzeć na swoje pacjentki.
- Żadne sztuczki, zwyczajna genoterapia. Somatyczna, rzecz jasna. Powinno pomóc.
- Co pan mi zrobił?
- Może pani opowiedzieć przyjaciółkom, że doktor Fabian wstrzelił potrzebującej pacjentce złotą, wydrążoną kulkę do hipocampu, innymi słowy, prosto do mózgu. I tak nie uwierzą, ale ona naprawdę tam jest. I niebawem zacznie działać. Przecież sama chciałaś, kobieto - dodał w myśli.


Dodano: 2006-04-22 11:50:23
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS