NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Lafferty, R.A. - "Najlepsze opowiadania"

Taylor, Dennis E. - "Nasze imię Legion, nasze imię Bob"

Ukazały się

antologia - "Kryształowe smoki 2019"


 Chokshi, Roshani - "Srebrzyste węże"

 Kamiński, Tomasz - "Polowanie"

 Komuda, Jacek - "Wizna"

 antologia - "Tarnowskie Góry Fantastycznie 2"

 Hill, Joe - "Gaz do dechy"

 Hill, Joe - "Strażak" (2020)

 Hill, Joe - "NOS4A2" (2020)

Linki

Brajdak, Alexander - "Paradoks Leibniza, czyli do zobaczenia w piekle!"
Wydawnictwo: SuperNOWA
Data wydania: 2003
ISBN: 83-7054-180-7
Liczba stron: 180



Brajdak, Alexander - "Paradoks Leibniza, czyli do zobaczenia w piekle!"

ROZDZIAŁ 2
FUNDAMENTALIŚCI

Peter van der Weert musiał odpowiedzieć sobie na dwa zasadniczo ważne pytania.
Pierwsze pytanie brzmiało tak:
- Gdzie jestem?
A drugie pytanie brzmiało tak:
- Jak się znalazłem tu, gdzie jestem?
Odpowiedzi zaś wyglądały tak:
- Nie wiem.
- Nie pamiętam.
Szast – prast i był już w ciemnościach. Peter zapamiętał to właśnie tak.
Van der Weert nie martwił się za bardzo. Dawał sobie radę w milion, co tam, dziesięć milionów razy gorszych sytuacjach. Nie był w końcu byle kim. Trzeba bowiem wiedzieć, że Peter van der Weert był dyrektorem Instytutu ds. Walki z Fanatyzmem Religijnym, czyli w skrócie IF.
Z racji pełnionej funkcji Peter zawsze miał dobre informacje. Może nie aż tak, jak biblijny Józef, ale naprawdę niezłe. Teraz takich informacji wprawdzie nie miał, ale wiedział, że zdobyte doświadczenie pozwoli mu raz – dwa ustalić wszystko co trzeba. Ruszył przed siebie. Ruszył niepewnie, bo nic nie widział. Pamiętacie - ciemności egipskie.

Van der Weert był mistrzem w łączeniu ze sobą czasem nawet bardzo odległych faktów. Nadawał się na dyrektora IF, bo był cholernie inteligentny i szybko myślał. Ważniejsze jednak było to, że myślał kreatywnie i nie schematycznie.
Peter nie był może wytrawnym logikiem, ale uwierzcie – w jego pracy logika na niewiele się przydawała. Zresztą sami zobaczycie.

Van der Weert szybko pomyślał i ustalił, że został porwany przez islamskich fundamentalistów. Oto jak doszedł do takiego wniosku:
Po pierwsze zauważył, że może iść przed siebie i nie napotyka na żadne przeszkody. Zrozumiał, że jest w jakimś tunelu albo w czymś podobnym. Podłoże było grząskie, dlatego z tunelu zrobił się kanał burzowy. Dalej, Peter nie pamiętał, jak i kiedy dostał się do kanału burzowego, zatem był wtedy odurzony. Sam nie alkoholizował się ani nie narkotyzował, czyli ktoś to zrobił za niego. Kim był ten ktoś i dlaczego porzucił go w kanale?
Był to niewątpliwie ktoś, kto miał z Peterem rachunki do wyrównania.
Van der Weert domyślał się, że to robota islamskich fundamentalistów.
Islamskim fundamentalistom niespecjalnie podobał się świat i ciemne sprawy jego. Parę razy próbowali zmienić jego oblicze i tak jakby trochę rozerwać, ale nie w celach rozrywkowych, tylko odwrotnych, bo za światowymi rozrywkami islamscy fundamentaliści raczej nie przepadali. Kiedy już im się to udawało, zawsze było dość spektakularne – polegało na tym, że wysyłali większe ilości ziemian - wbrew woli tychże, co należy podkreślić - prosto w zaświaty. Z kolei Peter skutecznie im w tym przeszkadzał – pomijając tych kilka razy, kiedy mu się to nie udało. Sam jeden rozbił w puch Szakali Pustyni i Czerwony Półksiężyc – dwie najbardziej aktywne religijno-terrorystyczne grupy. Religijni frustraci mieli swoje powody, żeby nienawidzić go jak burego psa.

Islamscy fundamentaliści robili coś dla Boga, a van der Weert?

Na pytanie, dlaczego jeszcze żyje, Peter odpowiedział sobie tak:
- Fundamentaliści chcą mnie złamać, zgnębić, przestraszyć. Ciemności i samotność to tylko początek. Chcą się upajać moim przerażeniem, chcą, żebym płakał. Potem będą mnie torturować, a na koniec zabiją. Jednym słowem niewesoło.
Van der Weert liczył się z tym, że za chwilę wyskoczy na niego z dzikim wrzaskiem kilku brodatych islamskich terrorystów.

Tak właśnie myślał Peter van der Weert. Przyczyny i skutki plus kilka aksjomatów.

Peter sprawdził, czy nie ma przy sobie czegoś, co mogłoby mu pomóc. Z przerażeniem odkrył, że jest w piżamie.

Van der Weert skradał się powoli. Rozglądał się dookoła, co akurat nie miało większego sensu, z uwagi na nieprzeniknione ciemności. Nie spotkał żadnego fundamentalisty i trochę się niepokoił. Nie tęsknił za takim spotkaniem, ale nie mógł już dłużej znieść niepewności. I kiedy tak się skradał, Peter van der Weert spotkał Jezusa Chrystusa. Był to dokładnie ten sam Jezus Chrystus, który był synem Boga. Jezus Chrystus, który przy okazji sam był Bogiem. Żeby było śmieszniej, Bogiem był również Duch Święty i wszystko to było okropnie skomplikowane.
Był to ten sam Jezus Chrystus, którego ludzie skatowali, a potem przybili do krzyża za to, że przyniósł im dobrą nowinę.
Czasem tak bywa. Jak Peter zauważył Chrystusa w ciemnościach? Po prostu Jezus fosforyzował. Biła od Niego lekka poświata i wyglądało to niesamowicie. Peter pomyślał nawet, że Jezus jest radioaktywny.
A skąd Peter wiedział, że to Jezus Chrystus? Po prostu wiedział i już.
Peter był onieśmielony, podekscytowany i lekko zaniepokojony spotkaniem z Chrystusem. Te trzy uczucia najsilniej odcisnęły się w jego duchu, te trzy uczucia najlepiej zapamiętał. Ostatecznie nie codziennie można spotkać się oko w oko z Jezusem Chrystusem. Poza tym Peter ucieszył się. Teraz nie był już sam w tych ciemnościach, które przestały być ciemnościami egipskimi, jako że trochę się rozjaśniło za sprawą Jezusa i bijącej od Niego poświaty. Teraz bał się fundamentalistów mniej.

Peter podszedł do Chrystusa, przyklęknął, bo myślał, że tak trzeba, i powiedział:
- Dobry wieczór, nazywam się Peter van der Weert.
Peter nie wiedział, czy jest wieczór, ale myślał, że tak.
Jezus Chrystus nic nie odpowiedział, zatem Peter dodał, wstając z kolan i otrzepując spodnie od piżamy:
- Ostrzegam, że może tu być bardzo niebezpiecznie. Obawiam się, że gdzieś w tym kanale burzowym ukrywają się islamscy terroryści.
Wszystko to zabrzmiało jakoś tak głupio i od końca.
Peter, chcąc uratować sytuację, wziął się desperacko za wyjaśnienia:
- Wiem, co mówię, jestem dyrektorem Instytutu ds. Walki z Fanatyzmem Religijnym. Proszę trzymać się mnie. Spróbuję nas stąd wydostać.
Nie przyniosło to oczekiwanego efektu, ale przynajmniej Chrystus wreszcie się odezwał.
- Nie mogę stąd odejść, bo czekam tu na kogoś. A islamskimi terrorystami wcale się nie przejmuj. Nie ma tu żadnego.
- Jak to, nie ma żadnego? Przed chwilą tu byli – zdziwił się Peter.

A oto, jak szybko myślał Peter:
Najpierw, po krótkim zastanowieniu, powtórzył przeciągle:
- Już rozumiem, nie ma tu żadnego... – i klepnął się w czoło, uważnie przyglądając Jezusowi. Potem zaczął myśleć:
Co Jezus Chrystus robi wieczorem w kanale burzowym, sam jeden? Na kogo czeka? Czy ma jakiś związek z moim pojawieniem się tutaj? Wreszcie, czy Jezus jest terrorystą? Ma brodę i ma swoje powody, żeby nie lubić Żydów. Tak samo jak islamscy terroryści, których jakoby tu nie ma. To rozsądne. Jezus może być islamskim terrorystą.

Wspominałem już, że myślenie van der Weerta nie było obarczone schematami.

- Wiem, że to zasadniczo nie moja sprawa, ale muszę o coś zapytać – zaczął łagodnie Peter, ale ton jego głosu przybierał już niebezpiecznie chłodny, urzędniczo–pedagogiczny charakter. - Muszę zapytać, na kogo Pan tu czeka. Zapewniam Pana, że mam do tego prawo, jako dyrektor Instytutu ds. Walki z Fanatyzmem Religijnym. Mam takie prawo tym bardziej, że, jak sądzę, nie przekroczył Pan legalnie granicy naszego państwa, a jest Pan przecież przywódcą ruchu religijnego. Przywódca ruchu religijnego, który ukradkiem przedostaje się na terytorium Królestwa Holandii, sam Pan wie, co to oznacza. Nie muszę tego mówić, ale powiem. Oznacza to groźbę zamachów terrorystycznych.

Peter wiedział, że Jezus musi udzielić prawdziwych odpowiedzi, bo Bóg nie kłamie. Albo uznacie, że drzewo jest dobre, wtedy i jego owoc jest dobry, albo uznacie, że drzewo jest złe, wtedy i owoc jego jest zły. Chrystus, nawet jeżeli był islamskim terrorystą, musiał być dobry. Tak uznał Peter.

- Nie jesteśmy w Holandii – sprostował najpierw Chrystus. – A odpowiadając na pytanie: czekam tu na ostatniego.
Peter zaczynał panikować. Obawiał się najgorszego. Co prawda Jezus mógł blefować, ale niewykluczone, że rzeczywiście Peter został porwany i wywieziony z kraju. Wcześniej o tym nie pomyślał. Ale na zewnątrz ciągle sprawiał wrażenie spokojnego.
- Jeśli nie jesteśmy w Holandii, to gdzie jesteśmy? I kto to jest ostatni? – zapytał.
- W ogóle nie jesteśmy na Ziemi. Jesteśmy w czwartym, czyli piątym wymiarze. Czekam tutaj na ostatniego sprawiedliwego, który już idzie – nieco enigmatycznie odpowiedział Chrystus. - Czwarty, czyli piąty... Jaki ostatni sprawiedliwy, dokąd on idzie? – van der Weert tracił swój słynny spokój.
- Czwarty wymiar przestrzenny, czyli piąty, łącznie z wymiarem czasowym. Zależy, jak liczyć. A ten ostatni to ostatni, którego przyjmę do mojego królestwa. Właśnie tu idzie – Chrystus starał się być pomocny.

- Ustalmy jedno – Peter postanowił przerwać całą tę obłąkaną rozmowę i postawił wszystko na jedną kartę. - Jesteś islamskim terrorystą czy nie?
- Pewnie, że nie – obruszył się Chrystus. - Skąd taki pomysł?
- Nie mam pojęcia... – Peter wyraźnie odetchnął. – To dobrze... Bałem się, że jesteś islamskim terrorystą.
- Co za brednie...
- Faktycznie. Więc czekasz sobie na ostatniego sprawiedliwego – Peter był już całkowicie spokojny. – Fajnie.
- To ostatni, który zostanie zbawiony, prawda? – zapytał jeszcze beztrosko.
- Prawda – potwierdził Chrystus.

Van der Weert ciągle się uśmiechał, kiedy straszna myśl, jak błyskawica, przeleciała mu przez głowę.
- Ostatni zbawiony... Zaraz, zaraz, to oznacza koniec czasów! A co z innymi? Przecież na Ziemi jest pełno ludzi, a nie tylko jeden!
- Przykro mi... – Chrystus potrafił czytać w myślach.
- Hej... To nie może być prawda. To przecież byłby jakiś holocaust. Chyba nie chcesz anihilować wszystkich ludzi? To jest niezgodne z prawem! – Peter gorąco zaprotestował, a potem dodał z wyrzutem:
- A przysięgałeś, że nie jesteś terrorystą...
Chrystus wzruszył ramionami.
- Kto to w ogóle jest, ten, który tu idzie?! - kategorycznie zażądał wyjaśnień van der Weert.
- Sprawiedliwy...
- Nie. Nie sprawiedliwy. Konkretnie, chcę znać jego imię. Kto to jest? – Petera chyba trochę poniosło.
- Dlaczego pytasz się o jego imię: ono jest tajemnicze.
- Muszę wiedzieć. Sprawdzę tego „sprawiedliwego” i zobaczymy, kim on naprawdę jest. Nie podobają mi się takie numery...
- Nie mogę ci powiedzieć.
- Ach tak? To powiedz chociaż, po czym go rozpoznam, śmiało, zobaczymy, kogo tak naprawdę promujecie...



Dodano: 2006-04-22 11:11:32
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Sam Sykes - wywiad z autorem "Siedmiu czarnych mieczy"


 Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?

 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

Recenzje

Wilhelm, Kate - "Gdzie dawniej śpiewał ptak"


 Collins, Suzanne - "Ballada ptaków i węży"

 Bradbury, Ray - "Green Town"

 Taylor, Dennis E. - "Gdyż jest nas wielu"

 Butcher, Jim - "Opowieść o duchach"

 Harrow, Alix E. - "Dziesięć tysięcy drzwi"

 Wolfe, Gene - "Miecz i Cytadela"

 McDonald, Ian - "Luna: Wschód"

Fragmenty

 Elison, Meg - "Księga Bezimiennej Akuszerki"

 Możdżeń, Konrad - "Chodź ze mną"

 Zamiatin, Jewgienij - "My"

 Urbanowicz, Artur - "Paradoks"

 Sykes, Sam - "Siedem czarnych mieczy"

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i lato z diabłem"

 Masterton, Graham - "Dzieci zapomniane przez Boga"

 Hałas, Agnieszka - "Czerń nie zapomina"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS