NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Baxter, Stephen - "Ultima"

Mammay, Michael - "Planeta"

Ukazały się

Douglas, Ian - "Star Carrier. Światłość"


 Ziębiński, Robert - "Piosenki na koniec świata"

 Palmer, Ada - "Siedem kapitulacji"

 Pilipiuk, Andrzej - "Przeszłość dla przyszłości"

 antologia - "Wigilia pełna duchów"

 Chesterton, Gilbert Keith - "Człowiek, który był Czwartkiem"

 Węcławek, Dominika - "Skoczkini. Zapiski z międzygwiezdnego lotu"

 Rusnak, Marcin - "Diabły z Saints"

Linki

Ishiguro, Kazuo - "Nie opuszczaj mnie"
Wydawnictwo: Albatros
Tytuł oryginału: Never Let Me Go
Tłumaczenie: Andrzej Szulc
Data wydania: Październik 2005
ISBN: 83-7359-273-3
Format: 125 x 195 mm
Liczba stron: 320
Seria: Pi



Ishiguro, Kazuo - "Nie opuszczaj mnie"

Bioetyka to interesująca, ale przede wszystkim niezwykle potrzebna interdyscyplinarna dziedzina wiedzy. Obejmująca problematykę leżącą na przecięciu: biologii, genetyki, medycyny, filozofii, teologii, socjologii, psychologii i prawa powstała w latach 60. XX wieku w związku z gwałtownym rozwojem nowych technik medycznych i genetycznych (przeszczepy, diagnostyka prenatalna czy początki inżynierii genetycznej), które zrodziły nowe problemy moralne. Mówiąc prościej: powstała, aby wyleczyć rzeszę naukowców odurzonych kolejnymi fascynującymi odkryciami z niebezpiecznego dla całego naszego gatunku poglądu, że poznania nie należy/nie wolno ograniczać żadnymi barierami etycznymi. W dużej mierze dzięki bioetyce udało się zapanować nad sytuacją – sprawiono, że nieprzewidywalna rzeka Odkryć nie wylała, lecz na ile to możliwe popłynęła - płynie nadal - w miarę uregulowanym korytem.

Teraz wyobraź sobie, Czytelniku, że zanim rozwinęła się bioetyka, nim w ogóle zaistniała i nim dostrzeżono potrzebę wzniesienia z niej przeciwpowodziowego wału – wody wezbrały i rzeka Postępu nagle wystąpiła z brzegów; i sięgając nowych, niedosięgłych dotąd terenów, odmieniła je na zawsze. Oczywiście cofnąć całego procesu już nie było można: stało się, rozlało, i już.

Kazuo Ishiguro, pisarz mainstreamowy, laureat Nagrody Bookera, opisuje miejsce, w którym doszło do „takiego” właśnie wydarzenia (czy raczej „takich” wydarzeń). W powieści „Nie opuszczaj mnie” mamy bowiem do czynienia ze światem alternatywnym. Po zakończeniu II Wojny Światowej tempo prac - eksperymentów zgłębiających np. teorie eugeniczne i w rezultacie zwiększających ogólny zasób ludzkiej wiedzy z zakresu nauki dziś zwanej genetyką - nie uległo spowolnieniu/zatrzymaniu. Nie stało się tak, jak to było w rzeczywistości na skutek powojennego szoku wywołanego Holokaustem i innymi potwornościami zgotowanymi ludziom przez nazistów, ale odwrotnie: trend podążył ku ekstremum, żywioł przybrał na sile, naukowcy zintensyfikowali wysiłki i błyskawicznie dokonali wielkich odkryć, dzięki którym inżynieria genetyczna przestała być tylko wydumaną teorią. Klonowanie ludzi stało się realne już w latach 50., szybciej niż ktokolwiek mógł się spodziewać, i otworzyło przed naszym gatunkiem ogrom nowych możliwości, nowych, skutecznych metod leczenia wcześniej nieuleczalnych chorób, jak: rak, stwardnienie rozsiane, choroby serca. Nagle człowiek ujrzał przed sobą to wszystko i stało się jasne, że się nie powstrzyma. Rzeka wylała.

Tak wygląda ogólna panorama „Nie opuszczaj mnie”. Choć interesująca, to Ishiguro traktuje ją trochę po macoszemu – nie nadaje tłu głębi, nie dopracowuje szczegółów, wizja nie jest kompletna. Nie poznamy do końca przyczyn opisanego wyżej stanu rzeczy. Autor, widać, nie ma zamiaru specjalnie nas przekonywać. Scenografia, typowo dla mainstreamowca, jest więc tu tylko pretekstem. Pisarz skupia się na bohaterach i opowiadanej historii.

Kathy H., narratorka powieści, przedstawia się jako trzydziestojednoletnia opiekunka z ponad jedenastoletnim stażem w wykonywanym zawodzie. Opisuje lakonicznie swoją obecną sytuację, lecz przede wszystkim wspomina Hailsham – elitarną szkołę z internatem, gdzie spędziła młodość. Zaczyna opowiadać czytelnikowi własne życie, przedstawiając je w formie retrospekcji-epizodów – niekoniecznie zachowując przy tym chronologiczną kolej wydarzeń.
W malowniczo położonym Hailsham nauczyciele szczególny nacisk kładą na twórczość artystyczną, a ogólniej: na szeroko rozumianą kreatywność. Edukacja, żarty, złośliwości, zawiązywane przyjaźnie, pierwsze miłości i inicjacje seksualne – wszystko wydaje toczyć się normalnym, naturalnym rytmem. Wychowankowie żyją skromnie, lecz niczego im specjalnie nie brakuje. Niczego poza rodziną.
Myląc się strasznie, można by więc pomyśleć, że to taki trochę lepszy, bardziej ekskluzywny sierociniec. Problem w tym, że wychowankowie są zupełnie odizolowani od społeczeństwa – nie wyjeżdżają na wycieczki ani tym bardziej wakacje. Problem w tym, że to idylliczne pod wieloma względami miejsce, ten piękny ośrodek, okazuje się być fermą hodowlaną, na której dojrzewają opakowane w skórę ludzkie narządy do późniejszych transplantacji. Co przerażające – bezpłodna Kathy, która marzy, że stanie się cud, która marzy, że kiedyś będzie mieć własne dziecko, Ruth ze swoją wizją „świetlanej” przyszłości, tj.: pracy w zwykłym-niezwykłym biurowcu, czy Tommy pragnący, aby rówieśnicy wreszcie go zaakceptowali – oni wszyscy świadomi są celu własnej efemerycznej egzystencji. Podprogowo, przy okazji lekcji biologii, geografii i innych, gdy byli jeszcze zbyt młodzi, aby dostrzec i pojąć wszystkie istotne implikacje wynikające z wypowiedzi przełożonych, stosowne informacje były im przekazywane jako oczywistości. Dlatego gdy byli już starsi, kolejne szczegóły ujawniane przez nauczycieli – kolejne puzzle mrocznej układanki, jakim było ich przeznaczenie – nie zaskakiwały wychowanków Hailsham wcale. Było tak, jakby o wszystkim gdzieś wcześniej słyszeli.

„Nie opuszczaj mnie” napisane jest bardzo prostym i – co niezdrowo interesujące, gdy wziąć pod uwagę, kto pełni rolę narratora – sterylnym, wypranym w zasadzie z emocji językiem. Nie uświadczysz tu, Czytelniku, błyskotliwych porównań, gier słownych ani innych tego typu literackich fajerwerków. Jest tylko przekaz, suchy, oszczędny komunikat będący pełnym dystansu i zimnej refleksji opisem kolejnych zdarzeń, sytuacji.
Jako zadośćuczynienie odbiorca otrzymuje odciskające w pamięci niepowtarzalne i trwałe piętno sceny-symbole. Owe rezonujące intensywne emocje sceny-metafory czujemy raczej niż czytamy. Współwystępują z nimi sceny-antytezy wywracające na nice (na różnych poziomach recepcji książki) to, co wcześniej braliśmy za pewnik, w co wierzyliśmy pomimo wcześniejszych sygnałów ostrzegawczych. Im bliżej końca – tym jest ich coraz więcej. Dlatego – prędzej czy później – mówimy wreszcie: „Nie, to nie tak. Powinno być inaczej. Zupełnie na odwrót.”

Czy klon posiada(łby) duszę? Czy jest/byłby w pełni człowiekiem? Oczywiście! – odpowie z przekonaniem niemal każdy, każdy z nas – ludzi. Niepokojące, że po „Nie opuszczaj mnie” ta pewność znika, zastąpiona świadomością czegoś o wiele bardziej złożonego i niejednoznacznego. Mało tego: skoro tak jest, skoro po tym, co napisał Ishiguro, mogą zrodzić się wątpliwości każące zakwestionować nasze wcześniejsze w poruszonej materii przekonania (o ile w ogóle takowe mieliśmy), to mając na względzie wszystko, czego dowiadujemy się z powieści o samym człowieku, o nas samych, zwątpić w niego, czyli w nas, zwątpić w jego, czyli w nasze, duchowe przymioty, jest rzeczą równie – jeśli nie bardziej – nieuchronną.
Smutne? Pfch. Depresyjne? To już prędzej. Natomiast z pewnością irytujące. Irytujące niezwykle, bo po stronie nadziei nie pozostaje właściwie nic. Nie można zdobyć się na próbę określenia, gdzie przebiega granica między człowieczeństwem, a tym co poza. Ani znaleźć w sobie najmniejszej chęci, by dociekać: które postępowanie wypadnie nazwać humanitarnym, a które nie; jaka postawa jest lepsza – zaangażowana czy bierna? Po lekturze zostaje jedynie gniew, frustracja, wściekłość. Ale także myślowa gonitwa i świadomość przeczytania znakomitej, wyjątkowej książki.


Ocena: 10/10
Autor: Mateusz Wodyk
Dodano: 2006-04-19 15:39:15
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Świąteczny konkurs z Warcraftem


Świąteczny konkurs z Rebisem i Szmidtem


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Raduchowska, Martyna - "Fałszywy Pieśniarz"


 Abercrombie, Joe - "Szczypta nienawiści"

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i anioł z kamienia"

 Le Guin, Ursula K. - "Cała Orsinia"

 Lawrence, Mark - "Święta siostra"

 Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia"

 Abercrombie, Joe - "Ostateczny argument" (oprawa twarda)

Fragmenty

 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS