NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Tidhar, Lavie - "Stacja centralna"

Maberry, Jonathan - "Pacjent Zero"

Ukazały się

Komuda, Jacek - "Galeony wojny" (2017)


 Kornew, Paweł - "Śliski"

 Campbell, Jack - "Przestrzeń zewnętrzna: Strażnik"

 Ziemiański, Andrzej - "Toy Wars" (2017)

 Chima, Cinda Williams - "Zaklinacz ognia"

 Dayton, Arwen Elys - "Podrózniczka"

 Sutherland, Tui T. - "Mroczny sekret"

 Żwikiewicz, Wiktor - "Delirium w Tharsys"

Linki


Melodia Wojny

Jeżeli kiedykolwiek na ziemi nastanie spokój i nie będzie wojen, wspomnicie moje słowa - okaże się, że ludzka cywilizacja przestała istnieć.


--------------------------------------------------------------------------------

Było szaro i, co ciekawsze, bardzo cicho. Chyba jednak lepiej powiedzieć, że byłoby cicho. Byłoby, gdyby nie krople deszczu, bijące w ziemię z melancholicznym szumem. Gdyby nie pełne bólu, rozdzierające jęki rannych i konających. I w końcu, gdyby nie strzały, z rzadka hukiem wdzierające się w uszy, do samego środka. Wszystko to tworzyło straszną, okrutną i charakterystyczną kakofonię. Potworną wojenną melodię. Ale ona nie robiła już chyba na nikim wrażenia. Prawie na nikim, pomyślałem, patrząc dyskretnie na jednego z młodzików, którego przysłano do nas zaledwie wczoraj. Usiadłem wygodnie, oparłem plecy o wzmocnione deskami ściany naszego rowu. Dzieciak grał na początku zucha, przypomniałem sobie, udawał hardego. Udawał - westchnąłem i wzdrygnąłem się - aż do pierwszego szturmu, do momentu, kiedy po raz pierwszy usłyszał śmierć. Śmierć będącą partią solową w tej symfonii. Cichy syk, a chwilę potem głośne, makabryczne mlaśnięcie rozrywanych tkanek, trzask kości druzgotanej przez pędzącą kulę. Tego nie jest w stanie zagłuszyć kanonada baterii artyleryjskiej, to nawet w największym zgiełku będzie boleśnie słyszalne, przed tym się nie ucieknie.

Patrzyłem wciąż, jakby w zadumie na skulonego i drżącego gówniarza. Dym z trzymanego w palcach papierosa snuł się, płaszcz chronił przed deszczem. Tyle mnie obchodziło. Z ust wyrwało mi się ciche i bardzo spokojne, lecz sprośne przekleństwo. Nie pamiętałem, skąd miałem papierosa, ani od kiedy w ogóle je paliłem. Zawsze byłem człowiekiem bez nałogów. Nie ważne... Wróciłem wzrokiem do smarkacza, który właśnie łkał, nawet nie starając się hamować spazmatycznego szlochu. Leżał tak już bardzo długo, oficerowie od czasu do czasu wałęsający się po okopach nie zwracali już na niego uwagi. Chłopak przestał reagować na wszelkie bodźce otoczenia. Na twarzy miał jeszcze zaschnięte resztki mózgu i krwi tego, co leżało metr dalej, nakryte płaszczem. A jeszcze godzinę temu ze mną rozmawiało! Ale to nie robiło już na mnie chyba żadnego wrażenia. Przyzwyczaiłem się. Człowiek do wszystkiego może się... Przyzwyczaić. A może raczej wyłączyć umysł, wyłączyć ludzkie odczucia, by nie myśleć o tym, co się dzieje wokół. Bo to jest właśnie najgorsze - myśleć na wojnie. I właśnie to mi się przytrafiło. Zawsze myślałem, że jestem urodzonym żołnierzem, że ze wszystkim bez problemu dam sobie radę. Teraz już wiem, że byłem po prostu głupi. Byłem urodzonym idiotą, ale nie potrafiłem się do tego przyznać.

Wokół pełno ludzi w jednakowych, ciemno-zielonych mundurach. Wszyscy skryci w okopie, szukający schronienia przed syczącą śmiercią. Ale ile można wytrzymać. Ściany transzei raz po raz znaczyły brunatne zacieki po wsiąkającej w piasek krwi tych, którym się nie udało. Po krwi tych, którzy leżeli na dnie, przykryci płaszczami. Po tych, którzy już mieli spokój... Siedziałem na mokrym płaszczu. Było zimno. Mokry mundur przylepił się do skóry, rzemienne paski wpijały się w ramiona, ale przynajmniej nie wiało, myślałem machinalnie, po raz kolejny zaskakując siebie samego umiejętnością bezwiednego i bezsensownego myślenia. Poprzez narastający szum deszczu, który coraz lepiej zagłuszał upiorną konajączkę umierających, usłyszałem zbliżające się mięsiste mlaśnięcia błota rozbryzgującego się pod ciężkim, skórzanym butem. Obserwowałem go, wciąż wsparty o deski, pleśniejące od wilgoci. Patrzyłem, jak nadchodzący łącznik każdemu z żołnierzy dawał papierosy. Wiedziałem już, co to znaczyło. Roznosił złe wieści. Gdy był już bliżej, zobaczyłem, że daje po kilka sztuk, a to oznaczało że wieści muszą być naprawdę, bardzo, bardzo złe. I były.
- Masz, trzy pety z naszego najlepszego magazynu - uśmiechnął się wymuszenie. Cały był blady, spocony i zdenerwowany - Sprawdź sprzęt, przygotuj się, za dziesięć minut idziemy do szturmu.

Nie powiedziałem nic, nawet słowa dezaprobaty. Nawet bluzgów. Zacieśniłem klamry, poprawiłem pasy i szelki, sprawdziłem ładownice... I myślałem. Myślałem, a nie pobudzałem neurony. "Nie było poprzedzającego ostrzału artylerii, ani nalotu bombowców, nigdzie nie widzę czołgów... Rozniosą nas" Bolesna konkluzja. I pogodzenie się z losem. Dziesięć minut minęło. Rozległy się krzyki, padły rozkazy. Chwyciłem się krawędzi okopu, i zanim wyszedłem, po raz ostatni popatrzyłem na tego biednego gnojka, którym nawet oficerowie się nie interesowali, który nawet nie poruszył się, tylko modlił. I pomyślałem, jak bardzo mu zazdroszczę. I wyszedłem. Co się działo, nie pamiętam.


--------------------------------------------------------------------------------

Jak przeżyłem, nie wiem. Wojna się skończyła, ale wraca do mnie. Po cichu, wrednie, w nocy... I nie wiem, która z nich jest gorsza... Nie wiem...



Autor: Adam "Iorweth" Mzłek
Dodano: 2006-04-13 16:33:54
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj powieść z World of Warcraft


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e03)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e02)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e01)

Recenzje

Bourne, J.L. - "Armagedon dzień po dniu"


 Szrejter, Artur - "Legenda wikingów. Opowieść o Ragnarze Lodbroku, jego żonach i synach"

 Lem, Stanisław - "Dzienniki gwiazdowe II"

 Cherezińska, Elżbieta - "Płomienna Korona"

 Dębski, Rafał - "Ramię Perseusza. Z głębokości"

 Bennett, Robert Jackson - "Miasto schodów"

 Denfeld, Rene - "Zaczarowani"

 Gaiman, Neil - "Koralina"

Fragmenty

 Butcher, Jim - "Zdrajca"

 Hand, Cynthia; Ashton, Brodi & Meadows, Jodi - "Moja Lady Jane"

 Ryan, Anthony - "Ogień przebudzenia"

 Wilderäng, Lars - "Rozgwieżdżone niebo"

 Ketchum, Jack - "Zabawa w chowanego"

 Tapinas, Andrius - "Wilcza godzina"

 Fletcher, Michael R. - "Bez odkupienia"

 Bourne, J.L. - "Armageddon dzień po dniu"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS