NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Gwynne, John - "Gniew"

Žamboch, Miroslav - "Bakly. W objęciach śmierci", tom 2

Ukazały się

McDonald, Ian - "Luna: Wschód"


 Gwynne, John - "Gniew"

 Stephenson, Neal - "Śnieżyca"

 Domagalski, Dariusz - "Więzy krwi"

 Piekara, Jacek - "Ja, inkwizytor. Przeklęte kobiety" (miękka)

 Piekara, Jacek - "Ja, inkwizytor. Przeklęte kobiety" (twarda)

 Lem, Stanisław - "Wysoki Zamek"

 Carter, Rachel E. - "Ostatnia walka"

Linki

Grzędowicz, Jarosław - "Księga jesiennych demonów"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: Październik 2003
ISBN: 83-89011-18-2
Format: 125 x 195 mm
Cena: 27,99 PLN



Grzędowicz, Jarosław - "Księga jesiennych demonów"

Fragment książki Jarosława Grzędowicza pt. ‘Ksiega jesiennych demonów’, która ukazała się nakładem wydawnictwa Fabryka Słów.

1.Czarne Motyle

Od czasu mojej śmierci, po raz drugi zobaczyłaś czarnego motyla jesiennego, listopadowego poranka. Przez długie pięćdziesiąt osiem lat pogubiłaś większość przesądów, ale wiara w motyle ci została. Nie rusza cię ani piątek trzynastego, ani przechodzenie pod drabiną, ani rozsypana sól. Nawet stłuczenie lustra nie robi na tobie wrażenia. Natomiast motyle zostały. Dziecięcy omen z jakiejś książeczki. Ale i tak pamiętasz.

I nie możesz się tego pozbyć
Liczy się pierwszy motyl widziany wiosną. Żółty to zapowiedź szczęśliwego lata, biały lata spokojnego i bezbarwnego, a ciemny, na przykład admirał, czy pokrzywnik, to smutne, nieudane miesiące. Dziecinne przepowiednie, dotyczące tego, co najważniejsze – czy wakacje będą udane. W sumie nic specjalnie mrocznego.

Co innego czarne motyle. W naszym klimacie takie owady nie występują. Istnieją tylko w starym, alpinistycznym przesądzie, o którym ci kiedyś powiedziałem. Kiedy zobaczysz czarnego motyla, gdzieś w górach umiera człowiek. Zostało ci to w głowie, bo się o mnie bałaś. Wyszłaś za alpinistę.

I tamtego dnia, skądeś z dna piekła wyleciał niemożliwy, nieistniejący mutant, o skrzydłach jak płatki sadzy i usiadł ci na sztalugach. Rozłożył przed twoimi zdumionymi oczami czarne jak grafit skrzydełka bez najmniejszej plamki innej barwy i siedział tak, a w tym czasie ja właśnie przecinałem powietrze jak pocisk, w uszach huczał mi huragan, widziałem rozmazaną od pędu skalną ścianę, i kamienny piarg mknący mi na spotkanie, a tuż obok mnie dzwonił, odbijając się od kamieni przeklęty, tandetny, pęknięty karabińczyk.
Byłem oburzony.
Nie mogłem w to uwierzyć.
Nawet nie zdążyłem zacząć krzyczeć.
Ale ty już wiedziałaś. To był początek lat osiemdziesiątych i nie można było zadzwonić na zapadłą wieś, stojąc na stoku góry. Trzeba było zamawiać międzymiastowe, spędzać długie godziny na poczcie, szukać działających automatów. Wykręcać dziesiątki razy numer i słuchać monotonnego „rozmowa kontrolowana...”

Dlatego wysłali ci telegram. Ale i tak wiedziałaś. Czułaś że to głupie, dać się omamić błahemu zbiegowi okoliczności, przestraszyć widoku motyla. Ale nie spałaś całą noc, nie mogłaś malować, tylko leżałaś walcząc z mdlącym przeczuciem nieszczęścia, leżącym na żołądku jak sterta kamieni. Wszystko było mroczne i przerażające. Tak działa omen – na tym polega sadystyczny wpływ przewidywania przyszłości. Zapowiedź tragedii tak cię znękała, że gdy zobaczyłaś listonosza opierającego rower o naszą furtkę, poczułaś ulgę. Spadek napięcia. Już i tak wiedziałaś. Na widok jego wyszmelcowanej granatowej czapeczki po prostu pożegnałaś się z nadzieją. Została już tylko paskudna, jak ropiejąca rana, beznadziejna żałoba.

Ja już wtedy nie żyłem, ale zaczęło się od czarnego motyla.
Miałaś wtedy trzydzieści osiem lat.
Za mało, żeby zostać wdową.
A dzisiaj rano, zobaczyłaś tego motyla po raz drugi.

____________________

2. Klub absolutnej karty kredytowej

Garbus zaczął jakoś dziwnie dygotać i Zięba stwierdził, że wydobywa z biednego pojazdu całe dziewięćdziesiąt kilometrów na godzinę. Na samą myśl o tym wszystkim, wcisnął nieświadomie gaz do deski. Makabra.

Uciekał. Robił dokładnie to, co poradził mu Stefan.
Siedzieli w jego kawalerce, urządzonej ze specyficznym smakiem świadomego samotnika. Zięba na skórzanym fotelu, ze szklanką whisky, a Stefan za swoim biurkiem. Stefan zawsze miał dobre alkohole, wolny czas, pogodę ducha i przyjaciółkę na podorędziu.

Był też opętańczo życzliwy ludziom.
– Spierdalaj – powiedział znienacka, wysłuchawszy całej historii i wypełnił pokój kłębami prince alberta. Zięba skamieniał.– To znaczy nie stąd, tylko w ogóle. Weź trochę kasy z tej twojej odprawy, zatankuj chrząszcza i wypierdalaj gdzie pieprz rośnie. Na tydzień. Po pierwsze, jesteś tak wymaltretowany, że musisz odpocząć, bo się wykończysz. Po drugie musisz naprawdę poważnie zebrać myśli, a nie masz na to żadnej szansy w tym kołchozie pełnym wariatów. Jedź gdziekolwiek. Nad morze, albo w góry. Jest po sezonie, wynajmiesz pokój za grosze. Przemyśl wszystko, ułóż jakiś plan gry.
–Jolka mnie nie puści – powiedział ponuro Zięba. – dla ciebie wszystko jest takie proste. Ja mam dzieci. Nie mogę wydać na siebie kilku balonów, jeżeli jestem bezrobotny. Co będzie dalej?
– Kretyn! – wrzasnął Stefan. – Przecież zarobiłeś te pieniądze głupku, a nie ukradłeś. Ja stąd widzę, że wyglądasz jak trzy ćwierci do śmierci, a nie chce mi się specjalnie na ciebie patrzeć. Jeżeli Jolka nie rozumie takich prostych rzeczy, to ją okłam. I tak jej jeszcze nie mówiłeś, prawda?
– Nie.
– To powiesz po powrocie. Odpoczniesz, to łatwiej będziesz mógł to znieść. Jak na ciebie patrzę, to nie mogę zrozumieć po co ludzie się żenią. Kobieta powinna cię wspierać, a nie dołować.
– Zrozum ją. Prawie osiem lat takiej wegetacji, bez domu, bez przyszłości. Poza tym, kiedy kobieta jest matką, to liczy się dla niej tylko przetrwanie. Żadnego ryzyka i żadnych zbędnych wydatków. Zwłaszcza w takiej sytuacji. – Jezu, jakie głupoty. Jedź! Jedź do lasu, czy coś. Jedź, zanim ci kompletnie odbije.

Zrobił jak mu radzono. Zełgał coś o jakimś szkoleniu, spakował torbę i pojechał, sam nie wiedząc dokąd i czując się potwornie. Jednak z każdym kilometrem odepchniętym łysiejącymi oponami volkswagena, czuł się lepiej. Podobno doświadczają tego marynarze wyruszający w długie rejsy; lądowe kłopoty zostają na lądzie i człowiek z każdą chwilą staje się lżejszy. Dobrze było tak jechać samemu, bez wrzasków dzieci wypełniających samochód, bez rozżalonego na świat milczenia Joli, bez tego całego nieszczęścia na kołach, w które zamieniały się wszystkie wspólne wyjazdy. Czuł się prawie tak, jakby był panem swojego życia. Przynajmniej normalni ludzie muszą się tak czuć. On sam już nie pamiętał, jak to jest. Jola zaszła w pierwszą ciążę, kiedy byli na drugim roku studiów.

To tyle, jeżeli chodzi o panowanie nad własnym życiem. Okazało się, że znowu dodał gazu.
Minął most w Modlinie i jechał dalej, jakby na północy leżało rozwiązanie jego problemów. Kawałek za mostem przypalił sobie marsa i zauważył, że wskazówka poziomu paliwa opadła prawie do zera. Nie było rady. Nie miał dużo pieniędzy, ale kto chce uciekać, musi mieć benzynę. Tak mówi pierwsze prawo zmotoryzowanego uciekiniera.

____________________

Za udostępnienie fragmentów dziękujemy wydawnictwu Fabryka Słów (www.fabryka.pl)


Dodano: 2006-04-06 19:00:00
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

ASTEMAN - 22:27 05-08-2008
WŁAŚCIWIE TO ISTNIEJĄ TAKŻE DEMONY LETNIE.I ISTNIEJĄ CZARNE MOTYLE ,KTÓRY MIAŁEM SZCZĘŚCIE ,CZY NIESZCZĘŚCIE WIDZIEĆ W DNIU MOICH URODZIN I TO W 58 URODZINY..DLATEGO ZAINTRYGOWAŁ MNIE TEN FRAGMENT " KSIĘGA JESIENNYCH DEMONÓW" ,W KTÓRYM TO AUTOR ZWRACA SIĘ DO KOBIETY ,KTÓRA MA WŁAŚNIE 58 LAT.CO ZA UDERZAJĄCE PODOBIEŃSTWO FAKTÓW .PRZERAŻA MNIE FAKT,ŻE TO SIĘ STAŁO JEDNAK W W MOIM MIESZKANIU I TO W CENTRALNEJ POLSCE.DOSTAŁEM PRZY OKAZJI PRZYKRĄ WIADOMOŚĆ O PRZEDWCZESNEJ ŚMIERCI OCZEKIWANEGO POTOMKA.PRZECZYTAM KSIĄŻKĘ I CHYBA Z OBAWAMI ZAINTERESUJĘ SIĘ SPIRYTYZMEM.CZARNY MOTYL BYŁ NAPRAWDĘ ZWIASTUNEM ŚMIERCI OCZEKIWANEGO PRZEZ MNIE URODZIN POTOMKA.ŻE COŚ TAKIEGO W XXI WIEKU ISTNIEJE.TAK CZARNEGO MOTYLA NIGDY WCZEŚNIEJ NIE WIDZIAŁEM.BOJĘ SIĘ ,ŻE COŚ JESZCE MNIE ZŁEGO,PRZERAŻAJĄCEGO WKRÓTCE SPOTKA.

RaF - 09:12 06-08-2008
Komunikat moderatorski: proszę nie używać caps-locka.

Shadowmage - 09:26 06-08-2008
Czarne motyle (czy też ćmy) istnieją, faktycznie. Taki na przykład Biesek murzynek (cudowna nazwa). Jednakże, mimo iż fotografowałem je w tym roku, nic nieprzyjemnego nie nastąpiło. Jandakże nie o to przecież chodzi.

Komentuj


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Vonnegut, Kurt - "Recydywista"


 Atwood, Margaret - "Testamenty"

 Palmer, Ada - "Siedem kapitulacji"

 Zbierzchowski, Cezary - "Chłopi 2050, czyli Agronauci w czasach katastrofy klimatycznej"

 Matheson, Richard - "Jestem Legendą i inne utwory"

 Abercrombie, Joe - "Czerwona kraina"

 Anson, Jay - "Amityville Horror"

 Heinlein, Robert A. - "Drzwi do lata"

Fragmenty

 Wilson, F. Paul - "Twierdza"

 Lisińska, Małgorzata - "Pierwotny"

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Gniazdo"

 Schwartz, Richard - "Władca marionetek"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 1

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 2

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS