NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Kress, Nancy - "Próba ognia"

Tidhar, Lavie - "Stacja centralna"

Ukazały się

Hoare, Andy - "Polowanie na Voldoriusa"


 Žamboch, Miroslav – "Zakuty w stal"

 Kossakowska, Maja Lidia - "Zakon Krańca Świata", tom 1 (wyd.3)

 Ishiguro, Kazuo - "Pogrzebany olbrzym" (2017)

 Ishiguro, Kazuo - "Nie opuszczaj mnie" (2017)

 Larson, B.V. - "Imperium"

 Carson, Rae - "Złotowidząca. Księga 2. Schronienie"

 Hałas, Agnieszka - "Pośród cieni" (Rebis)

Linki


Książka Eustachego

Szli całą szerokością ulicy. Czterech zaprawionych w bojach łowców przygód, same genialne umysły zdolne pokonać skomplikowane pułapki, rozwikłać węzeł morderczych intryg i planów. Ci, którzy niejedno widzieli i niejednego szaleńca pokonali, niejednego potwora odesłali do jego ohydnego wymiaru. Wspaniali przyjaciele, bezlitośni niszczyciele wszelakiego bluźnierczego zła i pomiotów cienia.
Słońce świeciło już pomarańczową barwą sprawiając, że wiosenne kolory były jeszcze bardziej ciepłe i radosne. Wyasfaltowana uliczka prowadząca do domu Grubego wiodła ich pomiędzy sędziwymi domami ukrytymi w głębiach starych posesji. Konstancin miał swój niezwykły wiosenny urok. W całej miejscowości skrytej w cieniu starych drzew dostrzegalna była charakterystyczna elegancja. Wyciszony blask budowli wznoszonych w pierwszej połowie wieku dwudziestego, jakby trochę zapomnianych przez ludzi. Oczywiście i tu można było spotkać nowoczesne wille dorobkiewiczów, chwalących się swym bogactwem i próżnością. Jednak nikły one w tym gąszczu zdziczałych, sędziwych posesji.
- Gruby musi mieć nieziemską chałupę - stwierdził Jerzy.
- Raz tu byłem, w nocy. Domu dobrze nie widziałem. Całkiem spora. Kupę roboty i kasy będą musieli włożyć w jej odnowienie - odparł mu Stanisław.
- Kurna, coraz dalej jeżdżę na te sesje. Już do Wilanowa przez całe miasto muszę się przebijać. To nie! Gruby jeszcze dalej się wyniósł. Kurna do Konstancina! Szkoda, że nie do Otwocka – jęknął aż nadto teatralnie Chińczyk.
Stanisław uśmiechnął się pod nosem i spojrzał na Chińczyka. Musiał nieco unieść głowę.
- Chińczyk, ty nie narzekaj. Chałupa ma warunki na sesje. Co jak co, ale grać tam w Cthulhu to czysta frajda. Można się już poświęcić. Gry fabularne wymagają nastroju.
- Dokładnie, a nastrój w blokowym mieszkaniu trudno stworzyć. Sąsiadów słychać, jak się kłócą, albo odkurzają. Mebelków w stylu „późnej” ikei nie schowasz, ewentualnie nakryjesz prześcieradłami, a wtedy opieprz od starych dostaniesz, że im pościel mniesz i brudzisz. A nasz mistrzu ma odpowiednie warunki, do tego jest w niezłej formie. Ostatnia sesja była niczego sobie - dodał Sęk.
- No! Jerzy, wyobraź sobie, że jak tu nas przywiózł Gruby już po zmierzchu, to już mieliśmy odpowiedni klimacik. Włazimy do tej ciemnej chałupy, a tam pusto, niewiele mebli, wszystko stare, jakieś kartony. Klimat się sam nakręca. Całą noc w tej chałupie siedzieliśmy bez muzyki. Gruby specjalnie nie dał podkładu do przygody. Tylko co chwila słyszeliśmy jak gdzieś przeciąg duje między pokojami, jak gdzieś okiennica skrzypnie, jak szyszka zlatuje po dachu. Niewiele mu trzeba było, byśmy mieli pełne gacie.
- Zajebiście było! - Sęku niemal krzyknął. – A przygoda też konkretna. Gruby nas wpakował do takiej opuszczonej chałupy, gdzie mieliśmy się spotkać z tym dziadkiem. Po dziadku oczywiście śladu nie było, a my znaleźliśmy wejście do piwnicy. Jak z niej wyszliśmy to zaczęła się jazda. Na dworze ciemno, tylko słychać jakieś odgłosy kręcących się ludzi pod oknami. My tam się zasadzamy, wyciągamy cały arsenał, jaki mamy i czekamy w totalnej ciemnicy. A Gruby się nie spieszy z rozegraniem walki. Tylko słyszymy jak oni się kręcą dookoła domu. Kombinujemy. Może znaleźli jakieś wejście, może wleźli na dach. Istna paranoja.

Asfaltowa droga się kończyła i lekko skręcała w lewo. Kończyła się na starej, mocno skorodowanej bramie.
- To tu - pokazał Stanisław. - To ten dom.
- O w mordę. Jeśli w nim mamy zagrać w „Zew Cthulhu”, to ja bardzo dziękuję. Szkoda moich nerwów - jęknął z wyraźną przesadą Jerzy.
Działka nie była tak gęsto zalesiona jak okoliczne. A może takie sprawiała wrażenie. Posesję porastały stare sosny. Smukłe, pochylone stare sosny. Ledwie kilka zdziczałych krzaków odstawało od ziemi, żadnego trawnika. Całość pokryta była całunem igieł, szyszek i liści naniesionych przez wiatr. Otworzyli starą żelazną furtkę. Pokryta rdzą konstrukcja wydała z siebie żałosny jęk. Popatrzyli po sobie. Jerzy zrobił minę przestraszonego. Pozostali zarechotali głośno. Poszli ku lekkiemu wzniesieniu, na którym stał samotny dom. Żadnych przybudówek, żadnego garażu, ani wiaty, czy czegoś podobnego. W centralnym punkcie posesji, na łagodnym wzniesieniu stał dom. Dom wybudowany z czerwonej cegły, prawdopodobnie specjalnie nie pokrytej żadnym tynkiem. Same proste kąty, żadnych zaokrągleń, żadnych wymyślnych ozdób. Wysokie, przepastne okna, drewniane ramy z odchodzącą ze starości białą farbą, niekompletne okiennice trzymające się na zardzewiałych zawiasach. Taras przykryty konstrukcją ze szkła i metalu. Całość okryta starą winoroślą, po części obumarłą, bardzo niechętnie wypuszczającą młode pędy na wiosnę. Podeszli pod drzwi pokryte tą samą starą, odchodzącą białą farbą i zadzwonili. Zobaczyli zapalające się światło w przedsionku. Otworzyły się drzwi.
- No nareszcie! Ile na was można czekać? - W drzwiach stanął Gruby. - Żeście z Gdańska jechali?
- Nie, stary, na żywność polowaliśmy. Mamy zapas na całą noc - Stanisław wyciągnął przed siebie siatkę wypełnioną paluszkami i chipsami. - Chińczyk zadbał o płyny.
Na potwierdzenie tych słów Chińczyk odsłonił dwie siatki wypchane plastikowymi butelkami Coli, Sprite’a i jakiegoś polskiego napoju gazowanego.
- Właźcie, właźcie, czym chata bogata - zaprosił ich do środka. Stanisław przepuścił Jerzego przodem.
- Poznaj kolejną swoją ofiarę, to jest Łukasz - przedstawił Jerzego. Jerzy wyciągnął rękę:
- Mów mi Jerzy.
- Witam serdelecznie, mów mi Gruby - odpowiedział Gruby i zamknął za nimi drzwi. Jerzy z zainteresowaniem rozejrzał się po przedpokoju. Takie stare domy mają swój własny klimat, swoje własne powietrze, swoje własne warunki. Czuć ten zapach czasu, który płynął nieubłaganie w tych murach. Te stare drewniane klepki, które zaczęły się rozchodzić. Poszarzałe ściany. W takich ścianach nawet dźwięk rozchodził się zupełnie niezwykle. Gruby poprowadził ich do salonu.
- Widzę, że już po części się rozpakowaliście - zauważył Stanisław.
- Większość mebli i rzeczy i tak przyjedzie jak już odmalujemy dom. Teraz jest tu tylko to, co do życia niezbędne - stwierdził Gruby stawiając kilka misek na dużym drewnianym stole. - Wwalcie te chipsy i paluchy do misek, ja zaraz jakieś szkło skombinuję. Rozgośćcie się.
- Dzisiaj tutaj gramy? - Zapytał się Chińczyk siadając na krześle z bardzo wysokim oparciem.
- Tak, starych nie ma, tu mamy więcej wolnej przestrzeni.
- Znowu bez muzyki? - Zapytał Sęk.
- Muzyka by tylko psuła klimat.
Gruby wrócił ze szklankami. Postawił je przy stole: - Siadajcie. Zaczynajmy, na dworze już kompletnie ciemno. Kolega wprowadzony w nasze tematy? - Spytał się Jerzego.
Jerzy spojrzał na Stanisława. Ten odparł:
- Wiesz, nie wiedzieliśmy jak go wprowadzisz do gry, więc nie chcieliśmy niczego wygadać.
- Ale postać masz zrobioną? - Zapytał się Gruby. Jerzy podał mu kartę postaci. Gruby zlustrował ją szybko. - Dobra, reszta won stąd! Pooglądajcie sobie telewizję. Ja tu muszę wkręcić kolegę.
Kiedy już w pokoju został tylko Jerzy, Gruby usiadł wygodniej w fotelu i wyciągnął starą, niewielką książkę. Książka obłożona była szarym papierem i miała pieczątkę na grzbiecie.
- Najpierw krótkie wprowadzenie klimatyczne. Ta oto książka została przeze mnie wypożyczona w pobliskiej bibliotece. Nie jest taka stara. Wypytałem się o nią w bibliotece. Bibliotekarka powiedziała mi, że to jeden podarunków rodziny Rotańczyków, którzy sprzedawali dom swojego dziadka. Dziadek podobno był niezłym ekscentrykiem. Wydał parę książek w bardzo niewielkim nakładzie za własne pieniądze. To jest jedna z nich. Dziadek podobno miał lekkie zboczenie na punkcie ezoteryki. Zbierał wszystko, czytał wszystko, co dotyczyło duchów, upiorów i takich tam. W przedmowie pan Eustachy napisał, że jest to w zasadzie w miarę dokładny przekład książki, którą swego czasu mógł czytać u swojego starego znajomego z Wielkiej Brytanii. Stary znajomy zbierał starodruki i różne takie cenne książki. Autor tej tłumaczonej książki opisał w niej sposób otworzenia bram międzywymiarowych i sprowadzania, oraz kontrolowania istot z innych światów, na przykład duchów. Na podstawie tego właśnie tłumaczenia pana Eustachego oparłem swoją przygodę. Znasz realia Cthulhu?
- Tak - potwierdził Jerzy.
- Tak więc twoja postać... - Gruby spojrzał na kartę postaci. - George Lazemby wszedł w posiadanie tej o to książki. Z tym, że w grze nie ma w książce mowy o duchach, tylko o innych wymiarach. Jesteś obecnie w tym samym miasteczku, co pozostali gracze. A dokładnie w tym samym budynku. Jest kompletna noc. Zostałeś zatrzaśnięty w starej szafie. Okoliczności tego całego zdarzenia są dość niezwykłe. Przybyłeś do tego domu na krótko przed nimi chcąc sprawę tej książki omówić z jej autorem. Niestety dom zastałeś otwarty. Czujny na wszelkie zagrożenia postanowiłeś zbadać dom i rozejrzeć się po nim. Kiedy przeszukiwałeś pokoje, usłyszałeś hałas na zewnątrz. Pod domem kręciła się jakaś grupka ludzi.
- To reszta drużyny?
- Twoja postać tego nie wie. Tak więc postanowiłeś się gdzieś schować. Niespecjalnie mając pomysł na kryjówkę, otworzyłeś starą odzieżową szafę. Szafa prawie pusta. W środku znajdował się trup gospodarza domu. Widok ten niechybnie zaskoczył cię. Nim jednak podjąłeś jakąkolwiek akcję poczułeś silne uderzenie w tył głowy i straciłeś przytomność. Właśnie się obudziłeś. Nie musiałeś długo kombinować, by domyśleć się, że wrzucono cię do tej szafy wraz z towarzyszącym ci nieboszczykiem. Czujesz świdrujący ból w tylnej części czaszki. Dotykasz tego miejsca. Jest spuchnięte, ale nie krwawi. Co robisz?

Dziennikarz odłożył kolejną kartkę. Spojrzał się w stronę kamery:
- Ostatnia wiadomość z kraju. W godzinach porannych z zakładu neurologii przy ulicy Sobieskiego w Warszawie uciekł dziś jeden z pacjentów. Policja szuka trzech mężczyzn. Pacjentem jest niejaki Ignacy A. - w tym momencie na ekranie pojawiło się zdjęcie mężczyzny w średnim wieku, krótko obstrzyżonego z łagodnym wyrazem twarzy. - Według zdania specjalistów nie jest on niebezpieczny dla otoczenia. Pozostali dwaj to osoby podejrzane o pomoc w ucieczce. Jakub C. oraz Bartłomiej B. - niestety nie pokazały się ich zdjęcia. - Mężczyźni są w podobnym wieku, co uciekinier. Wszystkie osoby znające miejsce pobytu poszukiwanych są proszone o kontakt z policją. A teraz pogoda...
- Słyszałem o tym - odezwał się Stanisław. - Niezła akcja. Podobno ci dwaj przebrani za lekarzy wpakowali się spokojnie do szpitala, wyciągnęli kumpla i wyszli głównym wyjściem. Podobno nikt się nie skapnął dopóki pielęgniarka nie znalazła swojego podopiecznego.
- Niezła opcja, szkoda, że Gruby tego nie słyszał. Jak mnie próbowaliście wyrwać z Arkham Asylum to nie było tak łatwo.- Żachnął się Sęk.
- Wiesz, takie Arkham Asylum nie może się równać z byle jakim wariatkowem w Polsce - odparł mu Chińczyk.
- Jednak Gruby trochę przesadzał. W końcu ja też nie byłem trzymany w jakimś oddziale dla najgorszych świrusów. Wy nieźle wykombinowaliście tą operację uwolnienia. Chyba nawet Grubego zaskoczyliście pomysłem z hydraulikami.
- Wiesz, mistrz gry decyduje o skali trudności. Myślę, że i tak dość łagodnie do tego podszedł. Wiesz, że on ma chyzia na punkcie realizmu.
- Przyzywanie demonów ma chyba niewiele wspólnego z realizmem. A my chyba w tej przygodzie będziemy przywoływać coś. Lub odsyłać do piekieł. - Zajebisty patent z tą książką. Wprowadzenie nieziemskie nam zrobił. Natrafiamy na książkę opisującą dokładny proces przyzwania jednego z Przedwiecznych. Dowiadujemy się, że autor żyje, że wydał ledwie kilka egzemplarzy. Postanawiamy odnaleźć autora i wybadać, kto ma pozostałe egzemplarze i je zdobyć, by przypadkiem komuś do głowy nie przyszło przyzwanie tego demona. A jak się dowiedzieliśmy przypadkiem, że jeden z egzemplarzy książki ma dyrektor zakładu psychiatrycznego Arkham Asylum to myślałem, że zejdę. Tu Gruby mocno przesadził. Jak tu wyrwać książkę szefowi takiej instytucji.
- Jazda była niezła. Cała akcja wyrwania książki, a potem ciebie z wariatkowa. Rany, mało w porty nie narobiłem.
- A teraz nie lepiej. Siedzimy w jakimś pustym domu, nie ma gospodarza, a na zewnątrz kręcą się jakieś zbiry. Jeszcze słyszymy jakiś hałas na górze.
- Ale odnaleźliśmy już trzy z czterech egzemplarzy. Jeszcze jeden egzemplarz, załatwiamy autora i jesteśmy spokojni.
- Chcesz go załatwić? Ty to jesteś wariat.
- Na pewno autor to szalony wariat, który chce przyzwać tego demona.
- Gdyby tak chciał, to by to dawno zrobił. Czytałeś opis przyzwania? Nic prostszego, żadnych skomplikowanych czynności, żadnych tam dziwnych przedmiotów. Tylko kości do gry, ta książka i odpowiednia pora roku.
Do pokoju wszedł Gruby, spojrzał po swoich graczach.
- Czas zaczynać. Słyszałem waszą rozmowę. Ciekawe macie plany. - Uśmiechnął się.
W uśmiechu było coś złowrogiego. Gracze wiedzieli, że Gruby wykorzysta wszystko, co powiedzieli. Przeciwko im samym.
Weszli z powrotem do salonu. Usiedli przy stole. Jerzy siedział i czytał coś w książce.
- O widzę, że pokazałeś mu naszą książkę - zauważył Stanisław. Gruby i Jerzy wymienili spojrzenia.
- Wszystko w swoim czasie - odpowiedział tajemniczo Gruby i usiadł na przeciwko swoich graczy. - Siedzicie właśnie w domu autora tej książki. Niestety nie zastaliście go, ale natrafiliście na przygotowaną ceremonię przyzwania w piwnicy. Potem usłyszeliście hałas na zewnątrz. Wyszliście z piwnicy i zauważyliście, że ktoś się kręci na zewnątrz. Zdołaliście ustalić, że jest to grupa przynajmniej dziesięciu osobników i słyszeliście dźwięki przeładowywanej broni. Potem doszedł was hałas z pierwszego piętra. Skończyliśmy na tym, że postanowiliście przemieścić się na piętro...
- Tak, uznaliśmy, że warto sprawdzić, co tam się dzieje i że lepiej będzie się okopać na piętrze. Tam łatwiej będzie się nam bronić - odezwał się Stanisław.
- To ty tak uważasz. Ja tam wolałbym zabarykadować się w piwnicy - stwierdził z przekąsem Sęk.
Gruby tylko się uśmiechnął. Lubił jak gracze mają różne pomysły i jak dyskutują o sposobach rozwiązania różnorakich problemów. Uważał, że to stanowi o powodzeniu sesji. Kiedy gracze tak wciągnięci w akcję z pasją prowadzili dyskusję o swoich kolejnych poczynaniach.
- Tak też sobie dyskutujecie w drodze na piętro. Stajecie na pierwszym piętrze. Tak jak już wcześniej zauważyliście, pierwsze piętro składa się jedynie z dwóch ogromnych pokoi. Jeden to sypialnia, drugi to biblioteczka wraz z wyjściem na strych.
- Jak dobrze pamiętam, w biblioteczce okna były zakratowane, a wejście na strych było dobrze zamknięte od strony właśnie biblioteki - zauważył Stanisław.
- Tak, dobrze pamiętasz.
- Tak więc sprawdzamy pokój sypialny mając cały czas na baczności kręcące się na zewnątrz budynku osoby.
- Wchodzicie we czterech do pokoju sypialnego czujnie sprawdzając każdy kąt z całym swoim arsenałem gotowym do użycia w każdej chwili. Waszą uwagę zwraca szafa, w której słychać jakieś odgłosy. Podchodzicie do niej bliżej z bronią weń wycelowaną - Gruby przerwał opis dając możliwość działania drużynie.
Sęk popatrzył po pozostałych graczach wpatrujących się z niepokojem na mistrza gry.
- Jedną ręką sięgam do klamki szafy, pistoletem cały czas celuje w tym samym kierunku. Otwieram szafę.
- Ze środka wypada ciało autora książki. Za nim wypada na podłogę mężczyzna, którego dzień wcześniej widzieliście na przystanku autobusowym. Jest żywy, choć mocno oszołomiony i wystraszony. W jednym ręku trzyma egzemplarz książki. Ostatni egzemplarz książki.
Wszyscy gracze spojrzeli radośnie na Jerzego. Jerzy się uśmiechnął.
- W tym samym momencie słyszycie trzask wywarzanych drzwi!

Jerzy zakrywa głowę. Stanisław odwraca się gwałtownie do drzwi, którymi przed chwilą weszli. Jego stara dwururka celuje prosto w drzwi. Chińczyk podbiega do okna i wygląda na zewnątrz. Nic nie widzi, tylko cienie. Wybija szybę i zaczyna strzelać na oślep. Huki wystrzałów wypełniają cały otaczający ich las. Sęk podbiega pod drzwi, wygląda, czy ktoś próbuje wbiec na piętro. Milkną strzały. Chińczyk upada na ziemię. Trzyma się za ramię. Przez palce przesącza się krew. Jego pistolet leży na ziemi. Z lufy unosi się dym.
- Kurwa, ja to mam szczęście! - Krzyczy ogłuszony Chińczyk. Jerzy podnosi się z podłogi, sięga po broń Chińczyka. Pozostali uzbrojeni w jednej chwili celują swoją broń w niego.
- Spokojnie, panowie - to jedyne słowa, na jakie zdobywa się w tej chwili Jerzy. Podaje broń Chińczykowi. Zdziera mu zakrwawiony rękaw i robi prowizoryczny opatrunek. W oczach Chińczyka widać ulgę i wdzięczność. Pozostali kierują broń z powrotem na drzwi. Słyszą, że ktoś wchodzi po schodach.
- Nie radzę tu wchodzić! Mamy broń i nie zawahamy się jej użyć! - Wrzeszczy na cały głos Stanisław. Kroki milkną.
- Poddajcie się - słyszą czyjś donośny głos. Znajomy głos. - Nie macie szans. Cały dom i okolica jest otoczona. Wybijemy was jak kaczki. Oddajcie nam książki, a pogadamy o jakiejś sowitej rekompensacie! - Rozpoznają głos. Głos dyrektora szpitala Arkham Asylum. Tego samego, któremu ukradli jeden z egzemplarzy, tego samego, którego wzięli jako zakładnika podczas ratowania Sęka. Mieli go w swoich rękach i go puścili. Teraz zrozumieli swój błąd. To on stał za wszystkim, to on miał swoją grupę ciemnych typów, którzy deptali im po piętach. Teraz układanka nareszcie została złożona. Spoglądają po sobie ze wstydem, z przerażeniem wyraźnie malującym się na ich twarzach. Nie mogli tego przewidzieć, nie mieli takiej możliwości. A jednak mają sobie za złe, że nie załatwili wtedy dyrektora.
- Zniszczymy książki, spalimy je! - Stanisław decyduje się przerwać ciszę.
- Nie odważycie się! To są wasze bilety na wolność. Tylko dzięki nim żyjecie! - Słyszą w odpowiedzi.
- Dobra. Puścicie nas i dogadamy się co do książek! - Krzyczy Stanisław. W odpowiedzi słyszy śmiech.
- Nie tak łatwo się wymkniecie!
- Co proponujesz? Rozumiesz sam, że znajdujemy się w szachu. I my, i wy! Ani my tak łatwo się nie poddamy i nie oddamy wam książek za dobre słowo, ani wy nas nie wypuścicie tak po prostu. Jakie widzisz wyjście? - Odpowiada głośno Stanisław. Odwraca się do swoich i ścisza głos: - Trzeba wymyślić plan B. Macie jakieś propozycje?
- Przywołajmy Przedwiecznego - pada odpowiedź z ust Jerzego. Chińczyk, Sęk spoglądają na niego. Stanisław przełyka głośno ślinę.
- Chyba zwariowałeś! - Mówią niemal jednym chórem.
- Mamy cztery egzemplarze. Egzemplarz z kluczem do przywołania, drugi - z kluczem do pojmania, trzeci - z kluczem do władania i ostatni - z kluczem do odesłania. Portal ceremonialny znajduje się pod nami. Kości mamy. Co nam może grozić? Przyzwiemy go, każemy mu zrobić z nich kotlety siekane i odeślemy w cholerę.
- Człowieku, czyś ty postradał zmysły? - Pyta się go Chińczyk. - Chcesz przyzwać demona? Nad nimi nie da się tak panować jak nad kiciusiem, albo psem Burkiem! Te książki to są majaki jakiegoś wariata i szaleńca. Nie można myśleć, że za pomocą ich opanuje się jakąś bestię z innego wymiaru!
- Powiem to może inaczej. Jaką mamy inną opcję? - Stwierdza spokojnie Jerzy.
Pozostali spuszczają głowy. Zapada cisza.
- Cholera - Chińczyk wstaje z podłogi. - Oni nie wypuszczą nas tak po prostu. Może jak zaczniemy przyzywanie to się wystraszą i zwieją?
- To czyste szaleństwo. Dlatego można spróbować. - Stwierdza zamyślony Stanisław. Podnosi wzrok na Sęka. Sęk patrzy na pozostałych.
- Chcecie żyć wiecznie? Dalej, zróbmy to.
Stają na środku pokoju. Ustawiają się wokół stołu.
- Jakieś ostatnie słowo? - Pyta się Jerzy.
- Miło było was poznać - odpowiada Stanisław. Reszta mu przytakuje.
- Dobra, zaczynamy. Ja odczytam inkantację. Połóżcie trzy kości na stole. - Jerzy kładzie książkę na stole. Książka otwarta jest na stronie inkantacji. Jedna kość zostaje ułożona po lewej stronie książki, druga - przy jej górnej krawędzi, trzecia - po prawej stronie.
Pośród mroków kosmosu, w pustce przestrzeni,
Wędrujesz Ty. Nienazwany. Pośród cieni.
Sięga po kość po lewej stronie i rzuca nią. Kość zatrzymuje się. Pokazuje sześć oczek.
Mocą swoją tworzysz, rządzisz, niszczysz.
Swój tron masz pośród strachu, cierpienia i zgliszczy.
Kość leżąca przy górnej krawędzi turla się po stole. Wypada sześć oczek.
Wygnany, pokonany, zapomniany pałasz gniewem.
Chcesz zanieść się swego okrucieństwa śpiewem.
Ty tworzysz cierpienie,
Ty rządzisz strachem,
Ty niszczysz nadzieję.
Ostatnia kość zatrzymuje się.
- Przepraszam was, ale muszę do toalety - przerwał Jerzy.
- W mordę, Jerzy! W takim momencie! Nie możesz poczekać? - Jęknął Sęk. Pozostali też wyrazili dezaprobatę.
- Chlejecie tyle tej Coli i psujecie mi klimat. - Gruby wstał od stołu. - Za coś takiego to ja jakąś krzywdę uczynię chyba twojej postaci! Dostanie jakiejś eleganckiej choroby psychicznej, albo kurna rękę jej obetnę! Łazienka jest na piętrze. Włazisz po schodach i pierwsze drzwi na lewo.
- Ty byś mu co innego obciął! - Zarechotał Stanisław. Gruby tylko spojrzał i wzruszył ramionami:
- To mu samo odpadnie. Spiesz się, Jerzy, bo czekać nie będziemy!
- O to ja skorzystam z okazji i zapytam, czy mu też sprzedałeś bajkę o tej książce? - Odezwał się Sęk.
- To nie jest bajka. Ja naprawdę pożyczyłem tą książkę w lokalnej bibliotece. Tyle, że tej historii nie usłyszałem od bibliotekarki. Już wcześniej słyszałem o tym Eustachym Rotańczyku. Słyszałem, że gość miał fioła na punkcie duchów i tym podobnych. Potem, że napisał parę książek i sam je wydał w niedużym nakładzie. Jakoś tak z głupia frant zapytałem w bibliotece o te książki, bo nie miałem pomysłu, co sobie pożyczyć. Babcia bibliotekarka bez słowa pokazała regał. Patrzę, a tam rzeczywiście ze dwie książki tego pana. Wziąłem i przeczytałem. Fajna książka. Tam w przedmowie on pisze, że miał tam jakiegoś znajomego, który miał jakieś starodruki. Jednak mówił, że książka ta nie jest tłumaczeniem jednego z nich tylko ogólnym zlepkiem różnych opisów przywołań i przyzwań duchów. Takie tam ciekawostki, on tylko właśnie chciał przedstawić, jakie to ludzie dziwne wymyślali sposoby na przywołanie duchów. Dużo z nich jest wręcz śmiesznych. Niektóre są naprawdę zakręcone. Podobno do jednego potrzeba krwi wampira. Jedno mi się strasznie spodobało, jego autor na początku pisze, że pod żadnym pozorem nie wolno czytać tego tekstu na głos na cmentarzu, bo cały cmentarz można zbudzić. Gdzie ten Jerzy?
- Jerzy złazisz?! Czekamy tu! Demon stygnie, pospiesz się! - Krzyknął Chińczyk.
- Chodź tu, póki Demon jeszcze ciepły, inkantacja na ciebie czeka! - Dodał Stanisław.
Nie było odpowiedzi. Choćby przytłumionego krzyku. Nic.
- Może on tam przez sedes został wciągnięty...
- Tą naszą inkantacją otworzyliśmy w sedesie przejście do innego wymiaru!
- O, to niech lepiej wodę spłucze. To zawsze działa.
- Tak zwana sentencja odesłania.
- Zgiń, przepadnij siło nieczysta!
- Niech tego demona potraktuje WC Kaczką.
- Jak demon zobaczył jego przyrodzenie pewnie przeląkł się i uciekł.
- Jerzy, złazisz?! Może potrzebujesz pomocy?!
- Niech ktoś tam pójdzie i sprawdzi, co jest grane. Chciałbym ruszyć z grą dalej nim pierwsza wybije - poirytował się Gruby.
- Wezmę książkę, w razie, co przeczytam jakieś odesłanie demona, a jak nie podziała to w łeb nią przywalę demonowi - odpowiedział Stanisław, wziął książkę i ruszył po schodach na górę. Słychać tylko było jego głos na schodach: - Pośród mroków kosmosu, w pustce przestrzeni,
Wędrujesz Ty. Nienazwany. Pośród cieni.
Mocą swoją tworzysz, rządzisz, niszczysz.
Swój tron masz pośród strachu, cierpienia i zgliszczy.
Wygnany, pokonany, zapomniany pałasz gniewem.
Chcesz zanieść się swego okrucieństwa śpiewem.
Ty tworzysz cierpienie,
Ty rządzisz strachem,
Ty niszczysz nadzieję.
Jego głos zamilkł. Pozostali przy stole Gruby, Chińczyk i Sęk patrzyli się tylko w kierunku schodów. Nagle usłyszeli czyjś krzyk: Mam książkę!
Nie znali tego głosu. Nie mogli znać. Zerwali się na równe nogi. Wtedy zauważyli jego. Stał w cieniu salonu, poza kręgiem światła rzucanego przez starą lampę. Teraz wszedł w krąg. Spojrzeli na jego twarz. Znaną im twarz. Znaną z telewizji. Krótko obcięty mężczyzna w średnim wieku o łagodnym spojrzeniu. Twarz niemal zdjęta z podobizny Chrystusa. Stanął naprzeciwko ich. Spojrzał na stół, zobaczył trzy sześcienne kości. Wszystkie wskazywały sześć. Spojrzał po twarzach przerażonych chłopaków.
- Czy wy oszaleliście? Czy wy wiecie, co robicie? Prawie udało wam się przyzwać demona!
- Ale… To tylko głupia książka, to są bzdury!- Wybąkał Gruby. Z piętra zeszli dwaj inni mężczyźni. Prowadzili ze sobą Jerzego i Stanisława. Jerzy miał niedopięte spodnie. Jeden z nich, nieco wyższy, lekko przygarbiony, o równie niewinnie wyglądającej twarzy podał Ignacemu A. książkę.
- Bzdury?! Dopóki książka znajdowała się w kręgu nie mogłem wam nic zrobić. Dopóki czytaliście inkantacje byliście chronieni polem zdolnym zabić dorosłego mężczyznę. Kiedy wypadły szóstki, myślałem, że to już koniec. Została wam tylko ostatnia sentencja...
- Ignacy? - Przerwał mu ten wyższy, przygarbiony.
- Czego chcesz, Bartek?
- On ją doczytał na schodach!
Ignacy spojrzał na Bartka. Jego oczy zrobiły się nagle wielkie. Widać było w nich strach. Wtem wszyscy spojrzeli na podłogę.
- Czy jest tu piwnica? - Nie musiał czekać na odpowiedź. Nagle podłoga się wybrzuszyła przewracając wszystkich. Powietrze przeciął okropny ryk. Ryk nieziemski, ryk tak donośny, że cały dom zadrżał.


Autor: Cieślak, Jakub
Dodano: 2006-04-05 17:47:51
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Młody świat" i gadżety


Artykuły

Drugi wywiad z Rafałem Kosikiem


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e07)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

Recenzje

Brooke-Hitching, Edward - "Atlas lądów niebyłych"


 Małecki, Jakub - "Rdza"

 Wexler, Django - "Działa imperium"

 Delaney, Joseph - "Kroniki Gwiezdnej Klingi"

 Ketchum, Jack - "Zabawa w chowanego"

 Janusz, Aleksandra - "Cień Gildii"

 Willis, Connie - "Pojedynek na słowa"

 Liu, Cixin - "Ciemny las"

Fragmenty

 Wegner, Robert M. - "Każde martwe marzenie"

 Kisiel, Marta - "Dożywocie"

 Kańtoch, Anna - "Niepełnia"

 Hudner, Kennedy - "Cel uświęca środki"

 Jadowska, Aneta - "Szamańskie tango"

 Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"

 Kosik, Rafał - "Różaniec" #2

 Kosik, Rafał - "Różaniec" #1

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS