NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Lafferty, R.A. - "Najlepsze opowiadania"

Sykes, Sam - "Siedem czarnych mieczy"

Ukazały się

antologia - "Kryształowe smoki 2019"


 Kamiński, Tomasz - "Polowanie"

 Komuda, Jacek - "Wizna"

 antologia - "Tarnowskie Góry Fantastycznie 2"

 Hill, Joe - "Gaz do dechy"

 Hill, Joe - "Strażak" (2020)

 Hill, Joe - "NOS4A2" (2020)

 Hill, Joe - "Dziwna pogoda" (2020)

Linki

Chiang, Ted - "Wydech"
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Tytuł oryginału: Exhalation
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Data wydania: Marzec 2020
Oprawa: twarda
Format: 140×205 mm
Liczba stron: 400
Cena: 45,00 zł
Rok wydania oryginału: 2019



Chiang, Ted - "Wydech"

Wydech

Od dawna już mówiono, że źródłem życia jest powietrze (przez niektórych zwane argonem). W rzeczywistości wcale tak nie jest i użyję tych słów po to, by opisać, jak odkryłem prawdziwe źródło życia i w następstwie dowiedziałem się również, co spowoduje kiedyś jego kres.
Przez większą część dziejów tezę, iż czerpiemy życie z powietrza, uważano za tak oczywistą, że nikt nie widział potrzeby jej potwierdzania. Codziennie konsumujemy dwa ciężkie od argonu płuca i codziennie wyjmujemy z piersi puste, by zastąpić je pełnymi. Jeśli jakaś nieostrożna osoba pozwoli, by poziom powietrza opadł zbyt nisko, poczuje ciężar w kończynach i narastającą potrzebę uzupełnienia zapasów. Niezmiernie rzadko zdarza się, by osoba nie zdołała otrzymać przynajmniej jednego pełnego płuca przed ich całkowitym wyczerpaniem. Gdy dochodziło do takich nieszczęśliwych wypadków — kiedy nikt nie mógł pośpieszyć z pomocą unieruchomionej z jakiegoś powodu osobie — śmierć następowała w ciągu kilku sekund po wyczerpaniu się zapasów.
Na co dzień raczej nie zaprzątamy sobie głowy faktem, że potrzebujemy powietrza. Wielu powiedziałoby, że zaspokojenie owej potrzeby jest najmniej istotnym elementem wizyty w stacji uzupełniającej. Stacje są bowiem najważniejszym ośrodkiem towarzyskich rozmów, miejscem dającym nam spełnienie nie tylko fizyczne, lecz również emocjonalne. Wszyscy trzymamy w domach zapasowe zestawy płuc, ale gdy jesteśmy sami, akt otwarcia piersi i zastąpienia pustego płuca pełnym wydaje się niewiele więcej niż przykrym zadaniem. W towarzystwie innych przeradza się on jednak w społeczną aktywność, wspólnie przeżywaną przyjemność.
Jeśli ktoś jest bardzo zajęty albo nie pragnie towarzystwa, może po prostu wziąć dwa pełne płuca, zainstalować je i zostawić puste po drugiej stronie pomieszczenia. O ile taka osoba ma kilka wolnych minut, prosta uprzejmość wymaga, by podłączyła płuca do dystrybutora powietrza, by napełnić je dla następnej. Większość jednak woli przebywać tam jak najdłużej, cieszyć się towarzystwem, omawiać z przyjaciółmi i znajomymi dzisiejsze wieści, tylko mimochodem wręczając rozmówcy napełnione płuca. Być może nie jest to dzielenie się powietrzem w ścisłym sensie tego słowa, ale ze świadomości, że powietrze nas wszystkich pochodzi z tego samego źródła, rodzi się poczucie bliskości. Dystrybutory są bowiem jedynie końcówkami sieci rur wychodzących ze zbiornika powietrza ukrytego głęboko pod ziemią, wielkich płuc świata, źródła pokarmu dla nas wszystkich.
Wiele płuc wraca następnego dnia do tej samej stacji napełniania, ale równie wielka ich liczba trafia do innych stacji, zaniesiona tam przez osoby odwiedzające sąsiednie dzielnice. Płuca nie różnią się wyglądem, wszystkie są gładkimi cylindrami z aluminium, nie sposób więc określić, czy któreś z nich zawsze pozostawało blisko domu, czy też pokonało daleką drogę. Razem z płucami wędrują wieści oraz plotki. W ten sposób można się dowiedzieć, co się dzieje w odległej dzielnicy, być może nawet położonej na samej krawędzi świata, i nie trzeba w tym celu opuszczać domu. Ja jednak lubię podróżować. Dotarłem do samej krawędzi świata i widziałem litą ścianę z chromu, sięgającą od ziemi aż ku nieskończonemu niebu.
To właśnie na jednej ze stacji napełniających po raz pierwszy usłyszałem pogłoski, które skłoniły mnie do rozpoczęcia badań i w rezultacie doprowadziły do oświecenia. Zaczęło się całkiem niewinnie, od uwagi wygłoszonej przez publicznego herolda naszej dzielnicy. Zgodnie z tradycją w południe pierwszego dnia każdego nowego roku herold recytuje wiersz, odę stworzoną dawno temu z myślą o tym dorocznym rytuale. Deklamacja trwa dokładnie godzinę. Herold wspomniał, że ostatnim razem zegar na wieżyczce wybił godzinę przed ukończeniem recytacji, co nigdy dotąd się nie zdarzyło. Ktoś inny stwierdził, że to niezwykły zbieg okoliczności, bo niedawno wrócił z pobliskiej dzielnicy i tamtejszy herold skarżył się na taką samą niezgodność.
Nikt nie poświęcił tej sprawie większej uwagi, poza prostym przyjęciem jej do wiadomości. Dopiero po kilku dniach, gdy dotarła do nas wiadomość o podobnej niezgodności między heroldem a zegarem w trzeciej dzielnicy, padła sugestia, że może to być rezultat uszkodzenia mechanizmu wszystkich zegarów na wieżyczkach. Musiałaby to jednak być osobliwa awaria, sprawiająca, że zegary przyśpieszają zamiast zwalniać. Horolodzy zbadali mechanizm rzeczonych zegarów, ale nie znaleźli żadnych niedoskonałości. W gruncie rzeczy, po porównaniu z czasomierzami zwykle używanymi do kalibrowania, okazało się, że wszystkie zegary odmierzają czas bezbłędnie.
Ta kwestia zaintrygowała mnie nieco, ale byłem zanadto pochłonięty swymi badaniami, by poświęcać zbyt wiele myśli innym zagadnieniom. Byłem, i nadal jestem, anatomem, i by rzucić światło na swe dalsze poczynania, opiszę teraz krótko związki łączące mnie z ową dziedziną.
Śmierć na szczęście nie jest częstym wydarzeniem, ponieważ jesteśmy odporni i rzadko dochodzi do nieszczęśliwych wypadków, które by do niej prowadziły. Ten fakt utrudnia jednak badania w dziedzinie anatomii, zwłaszcza że śmiertelne wypadki często są tak gwałtowne, iż szczątki ulegają zbyt wielkim uszkodzeniom, by można się było z nich czegoś dowiedzieć. Gdy napełnione płuca pękają, eksplozja może rozerwać ciało na fragmenty, niszcząc tytan równie łatwo jak cienką blachę. W przeszłości anatomowie skupiali uwagę na kończynach, które najczęściej wychodzą z wybuchu nietknięte. Podczas pierwszego wykładu z anatomii, którego słuchałem przed stuleciem, wykładowca pokazał nam oderwaną rękę. Zdjęto z niej obudowę, odsłaniając kolumnę gęsto skupionych prętów i tłoków, ukrytą wewnątrz. Bardzo żywo pamiętam chwilę, gdy połączył tętnicze przewody do zamontowanego na ścianie laboratorium płuca i zaczął poruszać prętami uruchamiającymi, sterczącymi z końca urwanej kończyny, powodując, że dłoń otwierała się i zamykała z drżeniem.
Dzięki postępom, jakie osiągnięto w naszej dziedzinie w następnych latach, anatomowie potrafią obecnie naprawiać uszkodzone kończyny, a niekiedy nawet przytwierdzać oderwane. Byliśmy też w stanie rozpocząć badania nad fizjo­ logią żywych. Prowadziłem kiedyś wykład będący nową wersją pierwszego, który usłyszałem. Otworzyłem podczas niego obudowę własnej ręki i zwróciłem uwagę studentów na pręty rozciągające się i kurczące, gdy poruszałem palcami.
Pomimo owych postępów w samym sercu anatomicznej wiedzy nadal kryło się wielkie, nierozstrzygnięte pytanie: kwestia pamięci. Choć wiemy co nieco o strukturze mózgu, badania jego fizjologii są bardzo trudne z uwagi na niezwykłą delikatność owego narządu. Podczas śmiertelnych wypadków, gdy czaszka pęka, mózg z reguły eksploduje chmurą złota, pozostawiając niewiele poza strzępkami włókien i listków, z których nie można się dowiedzieć nic użytecznego. Przez dziesięciolecia dominująca teoria pamięci wyglądała tak, że wszystkie wspomnienia osoby są wyryte na arkuszach złotej folii. To właśnie te arkusze, rozszarpane siłą wybuchu, miały być źródłem maleńkich płatków, znajdowanych na miejscach wypadków. Anatomowie kolekcjonowali owe fragmenty — tak cienkie, że prześwituje przez nie zielone światło — i poświęcali lata na próby rekonstrukcji oryginalnych arkuszy w nadziei, że w końcu zdołają odczytać symbole, którymi zapisano niedawne wspomnienia zmarłego.
(...)



Dodano: 2020-03-31 12:50:15
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Sam Sykes - wywiad z autorem "Siedmiu czarnych mieczy"


 Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?

 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

Recenzje

Wilhelm, Kate - "Gdzie dawniej śpiewał ptak"


 Collins, Suzanne - "Ballada ptaków i węży"

 Bradbury, Ray - "Green Town"

 Taylor, Dennis E. - "Gdyż jest nas wielu"

 Butcher, Jim - "Opowieść o duchach"

 Harrow, Alix E. - "Dziesięć tysięcy drzwi"

 Wolfe, Gene - "Miecz i Cytadela"

 McDonald, Ian - "Luna: Wschód"

Fragmenty

 Elison, Meg - "Księga Bezimiennej Akuszerki"

 Możdżeń, Konrad - "Chodź ze mną"

 Zamiatin, Jewgienij - "My"

 Urbanowicz, Artur - "Paradoks"

 Sykes, Sam - "Siedem czarnych mieczy"

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i lato z diabłem"

 Masterton, Graham - "Dzieci zapomniane przez Boga"

 Hałas, Agnieszka - "Czerń nie zapomina"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS