NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia" (Wehikuł czasu)

Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

Ukazały się

"World of Warcraft: Kronika. Tom I"


 Le Guin, Ursula K. - "Cała Orsinia"

 Brooke-Hitching, Edward - "Atlas nieba. Najwspanialsze mapy, mity i odkrycia we wszechświecie"

 Parker, Natalie C. - "Morski ogień"

 Martin, George R.R. - "Starcie królów" (wersja ilustrowana)

 Ćwiek, Jakub - "Kłamca 4. Kill'em all" (wnowienie)

 King, Stephen - "Doktor Sen" (wyd. filmowe)

 Gulakowski, Jewgienij - "Długi wschód na Ennie"

Linki

Sanderson, Brandon - "Rytmatysta"
Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału: The Rithmatist
Tłumaczenie: Anna Studiarek
Data wydania: Luty 2019
ISBN: 978-83-7480-838-5
Oprawa: twarda
Format: 140×220 mm
Liczba stron: 310
Cena: 29,00 zł
Rok wydania oryginału: 2013



Sanderson, Brandon - "Rytmatysta"

Do twórczości Brandona Sandersona podchodzę z rezerwą. Bez wątpienia jego samodzielne powieści, jak i sposób ogarnięcia i zakończenia „Koła Czasu” Roberta Jordana, zasługują na sympatię, jeśli nie szacunek dla jego umiejętności i wyobraźni. Gorzej autor ten wypada w przypadku cykli, głównie powieści składających się na „Archiwum Burzowego Świata”. Cykl aktualnie stał się rozdęty aż po ciężkostrawność. Dlatego „Rytmatystę” od początku lektury traktowałem z rezerwą; ponieważ to również początek cyklu. Pamiętając, że autor nie skończył jeszcze wspomnianej wcześniej serii, której rozlazłość zdążyła mnie już zniechęcić, nie było podstaw do optymizmu.

Jednak „Rytmatysta” okazał się całkiem przystępnym i ciekawym początkiem. Nadal to początek cyklu, ale chyba autorowi nie przyjdzie do głowy tak go komplikować, jak „Archiwum Burzowego Świata”. Zwłaszcza że jest to powieść kierowana głównie do młodszego czytelnika. Nie wiem, na ile to tak naprawdę docelowy odbiorca, a na ile „wina” takiego a nie innego umiejscowienia i budowy fabuły. Ale to niczego nie zmienia. Bohaterem powieści jest Joe, syn wytwórcy kredy. Chłopak bardzo chce zostać rytmatystą w Akademii, ale na razie jest to dla niego droga zamknięta. Choć nikt nie będzie miał wątpliwości, że do rytmatyki Joe jest stworzony. To taki typowy outsider, idealny do tego, aby zostać jakimś Wybrańcem, lub kimś w tym rodzaju. Od zera do bohatera. Na razie tak to wygląda po pierwszym tomie i autor powoli prowadzi Joego typową ścieżką rozwoju. Zwłaszcza że w Akademii zaczynają znikać uczniowie i robi się tajemniczo, groźnie. Dzięki temu opowieść zyskuje również trochę kryminalnej intrygi.

Fabuła wydaje się, jak dotąd, prosta. Nie komplikują jej wielkie proroctwa, ani podobne rozwiązania, od czytania których szczęka sama się rozwiera do ziewania. Zatem można oczekiwać, że będzie to cykl lekki i przyjemny, nie przekombinowany i przystępny. Szczególnie dla młodszego czytelnika, nienawykłego do rozpasanych opowieści. Nie mogę napisać, że bohaterowie zapadają jakoś nadzwyczajnie w pamięć. Ale i nie irytują, co uznaję za dużą zaletę. W zasadzie, można pokusić się o skojarzenie z przygodami Harry Pottera: Akademia magii, profesor-mentor, główny bohater i jego bardziej rozgarnięta przyjaciółka, prawdopodobnie wróg wewnętrzny o nieujawnionych motywacjach (ale na pewno niecnych). Nie jest to chyba prosta kalka, ale na tyle widoczna, że warto o niej wspomnieć.

W trakcie lektury bałem się również tego, że autor zacznie wprowadzać do opowieści mechanikę „magii”. Nie po to się przecież Sanderson wysilał na oryginalność, tworząc rytmatykę, aby tak sobie ją wrzucić do opowieści bez udowodnienia czytelnikowi, że nie wymyślił nowego słowa i systemu na poczekaniu. Rytmatyka to sztuka „ożywiania” dwuwymiarowych obrazów, rysowanych kredą i używania ich, głównie do walki. Na szczęście autor, może dzięki temu, że kierował powieść do młodszych czytelników, oddzielił te zasady od fabuły. W ten sposób, że na początku każdego rozdziału, na oddzielnej karcie objaśnia, głównie graficznie i bardzo prosto, kolejną zasadę działania, czy też sposób używania tej sztuki. Prosto, logicznie, czyta się to bez bólu. W dalszym ciągu uznaję to za zbyteczne uważając, że jeśli jakiś system magii nie wynika wprost z fabuły, nie jest w nią wpleciony i zamula czytelnika niepotrzebnymi szczegółami – to jest porażką. Jako czytelnik chcę zanurzyć się w opowieść, a nie męczyć się z poznawaniem jakichś „reguł gry”, jakbym miał startować w konkurencjach magicznych w realnym życiu. Ale powtórzmy, na szczęście Sandersonowi dosyć gładko i bezboleśnie przychodzi wprowadzanie czytelnika w rytmatykę.

To, co najbardziej mi się podobało w tej powieści, to wykreowany realia. To jakaś alternatywna wersja naszej rzeczywistości, bazująca na historii i geografii znanego nam świata. Zmienionej oczywiście przez rytmatykę i wynikające z niej przekształcenia, polityczne, geograficzne i społeczne. Dobrze się to w tej powieści sprawdziło, to jest – stało się jej smakowitym elementem. Nie dominuje nad zasadniczą fabułą, ale tworzy ciekawe tło, o którym chętnie poczytałbym więcej, zamiast o przygodach głównych bohaterów. Może w kolejnych częściach autorowi przyjdzie do głowy, aby ich losy bardziej powiązać z tym światem i jego losami. Oczywiście, będzie to również jakimś pójściem w schemat (wybrańca wpływającego na bieg wydarzeń istotnych z punktu widzenia zbiorowości). Ale, jeśli zrobić to dobrze, to dlaczego nie.

Po lekturze tej książki nie skakałem z entuzjazmu. Ot, miło spędzony czas. Szkoda, że to tom pierwszy, szkoda że bohaterowie nie są doroślejsi. Niemniej Sanderson ma w naszym kraju oddane grono fanów, zatem może dzięki „Rytmatyście” powiększy się ono dodatkowo o młodszych czytelników. Czego mu życzę, choć wolałbym więcej jego fabuł tak fajnych, jak „Siewca Wojny”.



Autor: Roman Ochocki
Dodano: 2019-08-28 17:19:21
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj przygody Lennarta Malmkvista


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia"


 Abercrombie, Joe - "Ostateczny argument" (oprawa twarda)

 Shannon, Samantha - "Zakon Drzewa Pomarańczy"

 Dick, Philip K. - "Nasi przyjaciele z Frolixa 8"

 Bardugo, Leigh - "Trylogia Grisza"

 Harrison, Harry - "Przestrzeni! Przestrzeni!"

 Pullman, Philip - "Zorza Polarna"

 Abercrombie, Joe - "Nim zawisną"

Fragmenty

 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS