NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Abercrombie, Joe - "Ostateczny argument" (oprawa twarda)

Niven, Larry - "Pierścień" (2019)

Ukazały się

antologia - "Czarna kula"


 Kloos, Marko - "Punkt uderzenia"

 Burroughs, Edgar Rice - "Sztuczny człowiek z Marsa"

 Sheckley, Robert - "Status cywilizacji"

 Card, Orson Scott - "Płomień serca" (wyd. 2)

 Gaiman, Neil & Pratchett, Terry - "Dobry omen"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Przechrzta, Adam - "Demony zemsty. Abakumow"

Imprezy

Dni Fantastyki 2019 r.
Od: 2019-07-05
Do: 2019-07-07

Linki

Kisiel, Marta - "Oczy uroczne"
Wydawnictwo: Uroboros
Cykl: Dożywocie
Data wydania: Marzec 2019
ISBN: 978-83-280-5163-8
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 320
Cena: 39,99 zł
Tom cyklu: 3



Kisiel, Marta - "Oczy uroczne" #2

Oda nie od razu złapała kontekst.
— A dokąd ni… ach, mówisz o świętach? Dzięki, ale nie musisz się kłopotać. Nigdzie nie jadę, nie obchodzę świąt.
— Myślałem, że jesteś wiłą, nie Grinchem.
— A to się wyklucza? Grinch to styl życia, a wiła to stan umysłu. Oraz fryzury. — Na dowód potrząsnęła lokami i przechyliwszy głowę, uśmiechnęła się po swojemu, aż w zewnętrznych kącikach jej zielonych oczu zaroiło się od drobniuteńkich zmarszczek. — Nie obchodzę świąt. Co więcej, w ogóle świąt nie lubię, matka skutecznie mi je obrzydziła.
— Dawała ci skarpetki pod choinkę?
— To też. Ale do zabicia wszelkiej radości ze świąt wystarczył jej opłatek.
— Smarowała go tranem i musztardą?
— Ej, uwielbiałam tran z musztardą! A już na pewno wolałabym to od karpia, którego przyrządzała babcia. Kto normalny je zimną rybę w galarecie, na dodatek z rodzynkami?! — Wzdrygnęła się z obrzydzeniem. — Nie, moja matka oczekiwała ode mnie życzeń. Nie wystarczyło, że dołączyłam do chóralnego „no to najlepszego i obyśmy zdrowi byli”, rzucanego nad stołem. Miało być indywidualnie, z polotem i od serca, żeby cała zebrana rodzina słuchała ze łzami w oczach, jak bardzo Odeńka kocha mamusię. Tyle że ile bym nie myślała nad tymi życzeniami…
— …zawsze było źle.
— A nawet gorzej. „Mogłaś się bardziej postarać dla matki,” mniej więcej od piątego roku życia. Nawet czysty barszcz stawał mi potem w gardle. — Poderwała się, złapała za pusty czajnik i zakołysała nim wymownie, żeby zmienić temat. — Herbaty? Bazyl naprawdę nie żałował żółtego sera. Ani cebuli.
Z wiklinowego koszyka dobiegła przytłumiona kanonada.
— Właśnie słyszę… — Obejrzawszy się na czorta, Roch zgarnął talerz ze stertą świeżych placków i usiadł przy stole. — Czyli świąteczna trauma.
— Na dodatek wzmocniona światopoglądem — rzekła Oda, podsuwając mu śmietanę i cukier, co skwitował prychnięciem. Postawiła zatem napełniony czajnik na kuchni i zajęła miejsce naprzeciwko płanetnika. — Osobiście odrzuca mnie myśl o upersonifikowanej sile wyższej, która wedle własnego widzimisię rozstawia nas jak piony na szachownicy, a my nie dość, że nie mamy żadnego wpływu na to, jaki ruch wykonamy w swojej turze, to jeszcze musimy co roku wyprawiać kinderbal jej pierworodnemu, żeby mu nie było przykro.
— To chyba szło trochę inaczej — zauważył Roch.
Oda wzruszyła ramionami.
— Niuanse.
— Trochę szkoda. Liczyłem, że cię zobaczę w piżamie w renifery. — Przełknął kęs i spojrzał na nią z ukosa. — Choinki też nie uznajesz?
— No nie, tylko nie mów, że ty też kupiłeś mi prezent…
— Nie.
— Nie mówisz?
— Nie kupiłem. — Roch dokończył bez pośpiechu ostatni placek, sprzątnął naczynia i dopiero potem sięgnął po pakunek, z którym przyszedł. — Kinderbal dla pierworodnego to też nie moje klimaty — przyznał, rozplątując sznurkowe węzły. — Ale pewnych rytuałów trzeba dopełnić. Nadciąga czas przesilenia.
— Obawiam się, że nie rozumiem. Jestem dość nowa w tej branży — zauważyła, zresztą niebezpodstawnie.
— Przesilenie zimowe to najdłuższa noc w roku.
— Owszem — przytaknęła w oczekiwaniu na ciąg dalszy. Wiedziała, że nastąpi, Roch musiał tylko zebrać się w sobie. Wycisnąć odpowiednie słowa.
— Noc to czas śmierci. Zwłaszcza ta noc. Sprzyja złu. I czarom.
— Przepraszam, czemu…?
— Czarom — powtórzył cierpliwie Roch. — Granica między światami się zaciera, zanika. Z zaświatów wyłaniają się dusze przodków. Demony. I zyskują bardzo konkretną moc. Dlatego w kącie musisz postawić to.
Oda najpierw długo wpatrywała się w gruby pęk zbożowych ździebeł, wciąż zwieńczonych pękatymi kłosami i obwiązanych czerwonym sznurkiem.
— Ten snop zboża? To jakaś rytualna ozdoba czy jak?
— Dyduch. Będzie strzegł twojego domu podczas przesilenia. I przez dwanaście następnych dni. To tak zwana dwunastnica.
— Aha. A będzie go strzegł przed…?
— Demonami.
— Aha. Ten wiecheć.
— Tak, Odo. Ten wiecheć. Potem trzeba go będzie spalić.
— Zapewne też rytualnie.
— Oczywiście. A to — wyjął z pakunku dziwną wiązankę okręconą takim samym sznurkiem co dyduch — musi zawisnąć pod sufitem. — I nie czekając na opinię Ody, wszedł na ławę, zrobił pętlę na końcu sznurka i zaczepił go o gwóźdź, który wystawał z belki stropowej.
Wiła przyjrzała się tej wątpliwej ozdobie.
— Rozpoznaję jemiołę i bluszcz, a to trzecie to…?
— Ostrokrzew. W trakcie przesilenia te rośliny sprowadzają prorocze sny. A dwunastnica to również czas wróżb na cały nowy rok. Po jednym dniu za każdy z dwunastu miesięcy — wyjaśnił płanetnik i zeskoczył z ławy. — Natomiast to — rozchylił brezent do końca, odsłaniając stertę drewnianych szczap — spalisz w sam wieczór przesilenia. Ogień zaniesiesz też na cmentarz. Wiesz który.
— A po co?
— Żeby dusze przodków się przy nim ogrzały. I nie zawędrowały zbyt daleko. W przeciwnym razie nie odnajdą drogi powrotnej.
— I ty w to wierzysz? — zapytała Oda, unosząc brew z powątpiewaniem. — W te… rytuały? Wiecheć obronny, prorocze sny od ziółek i…
Z każdym jej słowem brwi płanetnika ściągały się coraz mocniej.
— Rytuały są bardzo ważne — nie dał jej dokończyć. — Bardzo. Zachowują ład.
— Mop jest chyba bardziej przydatny?
Roch splótł ręce na piersi i spojrzał na nią ze zmarszczonym czołem.
— Odo, ty nie jesteś człowiekiem. Jesteś wiłą. Zrozum wreszcie, że racjonalizm nie zawsze wystarczy. Nie na wszystko. Wiesz, co się czai w tym miejscu. Choćby tu, pod naszymi stopami. Pamiętasz?
Rogaty łeb z przeciętym blizną pyskiem. Żar gorejących oczu. Smród kosmatego, olbrzymiego cielska. Ostre, bezlitosne pazury, drapiące, szukające zachłannie. Szukały jej — i niewiele brakowało, by ją znalazły.
Powoli skinęła głową. Pamiętała. Jak mogłaby zapomnieć?
— Przesilenie zimowe to coś więcej niż kinderbal — rzekł cicho Roch. — Znacznie więcej. Skoro zostajesz w domu, dopełnij rytuałów. Proszę, Odo. Dla własnego bezpieczeństwa.


Dodano: 2019-03-05 14:46:42
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e02)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e01)

Recenzje

de Castell, Sebastien - "Krew Świętego"


 Moore, Stuart - "Marvel: Wojna domowa"

 Hamilton, Peter F. - "Noc bez gwiazd"

 Clarke, Arthur C. - "Koniec dzieciństwa"

 Howard, A.G. - "Alyssa i obłęd"

 Fletcher, Charlie - "Ostatni"

 Scalzi, John - "Upadające imperium"

 Lovecraft, H.P. - "Nemezis i inne utwory poetyckie"

Fragmenty

 Bond, Gwenda - "Mroczne umysły"

 Patykiewicz, Piotr - "Otchłań"

 Clarke, Arthur C. - "Koniec dzieciństwa"

 Keyes, Daniel - "Kwiaty dla Algernona"

 Schwab, V.E. - "Vicious. Nikczemni"

 Lawrence, Mark - "Koło Osheim"

 Górski, Piotr - "Reguła zakonu"

 Zembaty, Wojciech - "Głodne Słońce. Ołtarz i krew"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS