NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Jordan, Robert - "Oko Świata" (wersja filmowa)

Bardugo, Leigh - "Oblężenie i nawałnica"

Ukazały się

Palmer, Ada - "Do błyskawicy podobne"


 Lawrence, Mark - "Święta siostra"

 Larson, B.V. - "Flota Alfa"

 Przybyłek, Marcin Sergiusz - "Symfonia życia"

 Gwynne, John - "Zgliszcza"

 Bardugo, Leigh - "Oblężenie i nawałnica"

 Przechrzta, Adam - "Gambit Wielopolskiego" (Fabryka Słów)

 King, Stephen - "To" (druga okładka filmowa)

Imprezy

Copernicon 2019
Od: 2019-09-13
Do: 2019-09-15

Linki

Glukhovsky, Dmitry - "Czas zmierzchu" (2017)
Wydawnictwo: Insignis
Tłumaczenie: Paweł Podmiotko
Data wydania: Czerwiec 2017
Wydanie: II
ISBN: 978-83-65743-16-9
Oprawa: miękka
Format: 140x210 mm
Liczba stron: 360
Cena: 39,99 zł



Glukhovsky, Dmitry - "Czas zmierzchu"

Koniec świata to stan umysłu


Jeśli jesteście młodzi i rozważacie karierę tłumacza, to muszę wam coś opowiedzieć o tym zawodzie. Praca tłumacza nie sprowadza się do przekładania ciekawych powieści. To często robią pasjonaci. Zawodowcy, by zarobić godziwe pieniądze, zdecydowanie częściej tłumaczą umowy, akty prawne, specyfikacje medyczne. To dużo mniej ciekawa praca niż by się początkowo wydawało.

Tego rodzaju tłumaczem jest Dmitrij Aleksiejewicz, główny bohater „Czasu zmierzchu” Glukhovsky'ego. Przekłada rzeczy wciągające niczym instrukcja obsługi... a w zasadzie instrukcje obsługi to faktycznie spora część jego zleceń. Żyje jednak swoją pracą, nie przepadając za współczesnym światem - odcina się od mediów, nie ma telewizora, nie słucha nawet radia. Aż pewnego dnia to dość nudne życie zmienia się pod wpływem tajemniczego zlecenia. Oto bohater zaangażowany zostaje do przetłumaczenia starego hiszpańskiego tekstu będącego relacją z konkwistadorskiej wyprawy na tereny Majów.

Pamiętacie rok 2011 i popularny wtedy motyw końca świata wyprowadzony z majańskiego kalendarza? To właśnie do tego nawiązuje Glukhovsky. A w zasadzie nawiązywał - bo „Czas zmierzchu” został wtedy opublikowany. Dziś traci bardzo wiele na swojej świeżości i aktualności, choć widać miejscami, że autor starał się mu nadać cechy uniwersalne. Ten aspekt udał się akurat średnio i bez wątpienia powieść dziś robi mniejsze wrażenie, niż mogła robić to pięć lat temu.

W każdym razie praca bohatera wpływa na jego życie jeszcze bardziej. Można zaryzykować stwierdzenie, że biedny Dmitrij powoli zostaje opętany przez tekst, nad którym pracuje. To ciekawy wątek powieści - zatarcie granic między fikcją i rzeczywistością, między pisarzem a dziełem, autorem a tłumaczem. Wszystko to postępuje bardzo powoli, jak w dobrym horrorze, w którym nie potrafimy wskazać, kiedy dane zjawisko jest tylko nieco dziwnym zbiegiem okoliczności, a kiedy nabiera monstrualnych rozmiarów i jest kapitulacją zdrowego rozsądku.

Zresztą w „Czasie zmierzchu” zdrowy rozsądek jest w odwrocie. Bohater odkrywa wreszcie, że sprawa jest poważna, że zbliża się faktyczny koniec świata. Dobrze widoczne znaki ma przed nosem, tak jak i wszyscy inni ludzie. Ale - paradoksalnie! - nikt nie wydaje się tym specjalnie przejmować. W codziennej gonitwie abstrakcyjny koniec świata wydaje się czymś nie wartym nawet zastanowienia.

Powieść Glukhovsky'ego, zdecydowanie odbiegająca od stylistyki i klimatu, jakie przyjmował choćby w „Metro 2033”, pełna jest rozważań na tematy religijne i egzystencjalne. Szczerze powiedziawszy, nie przepadam za angażowaniem motywów religijnych do gatunku powieści grozy. Rozwiązania, po które sięga autor, mogą wydać się trudne do zaakceptowania dla niewierzących czytelników. Uprawomocnione w obrębie poetyki, ale gatunkowo słabe. Naukowe czy nawet metafizyczne (ale nie religijne) wyjaśnienia potworności zwykle udają się bardziej.

„Czas zmierzchu” jest napisany dość trudnym, nietransparentnym językiem. Dotyczy to zwłaszcza części tłumaczonych zapisków konkwistadora. Do tego tempo akcji jest stosunkowo niskie. Powieść nadrabia klimatem i problematyzacją, ale czytelnicy szukający mocniejszych wrażeń będą rozczarowani. Za to przyszłym (i obecnym) tłumaczom - w ramach rozrywki - polecam.



Autor: Aleksander Krukowski
Dodano: 2017-10-23 09:54:50
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"


 Podlewski, Marcin - "Księga Zepsucia. Tom 1"

 Sullivan, Michael J. - "Zniknięcie córki Wintera"

 Vonnegut, Kurt - "Syreny z Tytana"

 Ziębiński, Robert - "Stephen King. Instrukcja obsługi"

 Dukaj, Jacek - "Po piśmie"

 Banks, Iain M. - "Wspomnij Phlebasa"

 Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"

Fragmenty

 Karnicka, Anna - "Paradoks Marionetki: Sprawa Marionetkarza"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

 Jensen, Danielle L. - "Mroczne wybrzeża"

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS