NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Todd, G.X. - "Obrońca"

Maszczyszyn, Jan - "Hrabianka Asperia"

Ukazały się

Carroll, Jonathan - "Kolacja dla wrony"


 Henel, Łukasz - "Demon"

 Waletow, Jan - "Dzieci martwej ziemi"

 Komuda, Jacek - "Czarna bandera" (2017)

 Larson, M.A. - "Akademia Pennyroyal. Cienie kadetek "

 Atwood, Margaret - "Maddaddam"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Komandoria 54"

 Zdybska, Maria - "Wyspa mgieł"

Linki

Rak, Radek - "Puste niebo"
Wydawnictwo: Powergraph
Kolekcja: Kontrapunkty
Data wydania: Wrzesień 2016
ISBN: 978-83-64384-53-0
Oprawa: twarda
Format: 135 x 205 mm
Liczba stron: 448
Cena: 42,00 zł



Rak, Radek - "Puste niebo"

Niebo pełne dziwów


Hasło „Puste niebo” w teologii źle się kojarzy, wolimy zazwyczaj mieć nadzieję na puste piekło. Na szczęście, w książce Radka Raka pod tym tytułem niebo jest w praktyce całkiem pełne. Mieszka w nim Bóg z aniołami, latają pod nim sterowce i pociski rewolucjonistów, szybują fantastyczne owady zbierające sny i złowieszcze wrony pod wodzą niejakiego Sędziwrona. Szturmuje je rabin-mruk do spółki z właścicielem zamtuza, a koniec końców, mogą do niego trafić również i zwykłe, sterane grzechem i niepowodzeniami dusze. To niebo jest puste tylko o tyle, że brakuje na nim księżyca – bo jakiś niezdara właśnie go stłukł...
Wstęp sugeruje pewne nagromadzenie wątków i żywość akcji – i nie bez powodu. Z jakiegoś powodu wokół „Pustego nieba” narósł mit, że to książka oniryczna, magicznie realistyczna i w ogóle drugi Schulz. To wszystko prawda w warstwie obrazów i atmosfery. Jednak na poziomie fabuły „Puste niebo” to jak najbardziej powieść przygodowa, w której, pomimo momentów nielichego literackiego piękna i nawiązań do literatury „wysokiej” (faktycznie Schulz – nawet we własnej osobie! – poza tym chociażby Mann, Kawafis, czy zakończenie jak z Dostojewskiego), bardzo dobrze mogą poczuć się miłośnicy literatury rozrywkowej, skupionej bardziej na akcji niż na słownych eksperymentach.
Dlaczego? Przede wszystkim – historia skonstruowana jest tak, że nie znudzi miłośnika dobrej fabuły. Ledwie poznajemy głównego bohatera – Tołpiego – który podczas połowu ryb w rodzinnej wiosce gdzieś na wschodzie Polski feralnie stłukł księżyc; ledwie lokalna „wiedząca baba” wysyła go do Lublina, by tamtejszy rabin, Hesper, wykonał dla Ziemi nowego satelitę i uchronił tym samym ludzkość od nieszczęść – a już trafiamy w środek wartkiego biegu wydarzeń: Tołpi napotyka grupę rewolucyjnie nastawionej młodzieży socjalistycznej (akcja, jak się okazuje, toczy się w dwudziestoleciu międzywojennym), trafia do zakonnego przytułku w którym przeżywa przygody żywcem wyjęte z komedio-horroru, a w końcu – wraz z rabinem Hesperem, bajzel-tatą Tyfonem, Adelą – kokotą o pięknej duszy i szacowną mieszczką, Marią Razmusową, tworzy barwną drużynę, której zadaniem jest pozyskać składniki potrzebne do wykonania – na ratunek całej ludzkości – nowego księżyca.
Bohater wysłany na misję, drużyna szukająca artefaktów, misja ocalenia świata – to brzmi znajomo nie tylko dla czytelników gatunkowej fantasy, ale nawet dla miłośników gier RPG. A tych motywów odpowiadających oczekiwaniom fantastów i graczy jest jeszcze więcej. Podczas poszukiwań magicznych ingrediencji Tołpi, jak bohater platformówki, wędruje korytarzami w podziemiach Lublina, napotykając w piwnicach przeróżne dziwy. W trakcie poszukiwań w mieście wybucha rewolucja i mamy sporo emocji batalistycznych, z walkami, oblężeniem miasta i latającymi sterowcami, które, choć są w miarę uzasadnione historycznie, mogą przy okazji wizualnie ucieszyć miłośników steampunku. Mamy fantastyczne stworzenia, jak chociażby wierszcze (owady zbierające sny) czy złowrogie, obdarzone inteligencją wrony niszczące Lublin pod wodzą tajemniczego Sędziwrona. Są też nieziemskie machiny: urządzenie zamykające sny w słojach czy stelloskop skraplający światło księżyca.
Te wszystkie motywy, bliskie rozrywkowej fantastyce, wyjątkowo szczęśliwie łączą się w „Pustym niebie” z „wysokoliterackim” pięknem zawartym w poszczególnych zdaniach czy obrazach. Co do zdań, chyba najbardziej utkwiły mi w pamięci akurat te humorystyczne – ale, choć bywa to niekiedy humor dość rubaszny, uważam, że teoria o tym, jak układają się relacje Amerykanów z małpami, odzywka „Zmykaj do rynny” (s. 93) czy przyjacielskie przytyki wymieniane przez Hespera i Tyfona tchną uroczą literacką jednostkowością.
Jeśli chodzi o literackie obrazy w „Pustym niebie”, chyba najbardziej urzekło mnie to, że do wyobrażenia ich sobie trzeba zaangażować wszystkie zmysły. Schwytany – i stłuczony – przez Tołpiego księżyc był nie tylko banalnie srebrny i lśniący, ale też ciężki, cuchnący rybami i skrzypiący tak, jak skrzypi paznokieć na zmarzniętej szybie. Wspomnienia Hespera z czasów dzieciństwa – zapach palonych liści i dotyk silnych dłoni matki – są opisane jakoś tak, że robi się rzewnie, nawet jeśli samemu nie miało się dokładnie takich samych wspomnień. Z kolei korowód księżyców przemykających przez niebo pod koniec książki skojarzył mi się z pewną reklamą telewizorów z wczesnych lat dwutysięcznych, gdzie na senne miasto padał deszcz kolorowych kuleczek, a w tle leciała piosenka Jose Gonzaleza (wiem, że to okropne skojarzenie w kontekście literatury, ale i ten spot, i ta scena w „Pustym niebie” osobliwie mnie urzekają). Opisując to wszystko, Radek Rak jest zdecydowanie bardziej poetą, niż gatunkowym fantastą-światotwórcą. Te obrazy nie są po to, żeby sprawnie zadziałał mu jakiś konstrukt fabularny, one ewidentnie mają po prostu być piękne. I są.
Bardzo ciekawie przedstawia się w „Pustym niebie”, jakże modna we współczesnym literaturoznawstwie, tematyka płci. Z jednej strony, mamy tu sporo erotyki. Z drugiej, pojawia się dużo obrazów relacji damsko-męskich, które są bardzo niewinne i delikatne, takich jak opis budzącej się miłości dwojga starszych ludzi pobierających się z rozsądku, wzmianka o herbaciarni Łuny Sierpniowej, gdzie „[c]hłopcy i dziewczęta spotykają się, by nad parującymi filiżankami poznawać dotyk swoich dłoni i szeptać urywane zdania” (s. 111) czy reakcja jednego z bohaterów, który kuszony przez lubieżną piękność, rezygnuje z poddania się pokusie, bo to przecież grzech.
Z trzeciej strony, ważnym tematem w „Pustym niebie” jest pytanie, co to znaczy być kobietą i mężczyzną, a odpowiedź na nie jest dość tradycjonalistyczna. W dialogach i w narracji często pojawiają się, na przykład, sentencje o tym, jak to kobieta ma być zaradna, silna i czyniąca wokół siebie dom, a mężczyzna – odważny i przejawiający inicjatywę.
Z czwartej strony, sposób, w jaki w świecie „Pustego nieba” tę kobiecość i męskość się „nabywa”, jest tak nowoczesny, że feministki i krytycy queerowi mogą tylko zapłonić się ze wstydu. W tej książce człowiek ewidentnie nie rodzi się ze swoją płcią, nie jest też w stanie narzucić mu jej – jak wierzą badacze gender – kultura. Kobiecość i męskość to w „Pustym niebie” cechy, które zdobywa się samemu, z poświęceniem i mozołem, przez praktykowanie wspomnianych wcześniej kobiecych lub męskich cnót – nie wpływają na to ani wiek (Tołpi jest już nastolatkiem, ale kiedy drużyna dzieli się na grupę męską i żeńską, okazuje się, że nigdzie nie pasuje), ani doświadczenia z płcią przeciwną (mężczyzną i kobietą są nazywani czyści jak lilie Hesper i Maria Razmusowa, natomiast kurtyzana Adela nie zasługuje jeszcze, zdaniem Marii, na miano kompletnej kobiety). Niektórzy bohaterowie przez całe życie tej tożsamości płciowej, pomimo starań, nie zyskują i po śmierci, udając się w zaświat, nadal pozostają nieokreśleni.
W „Pustym niebie” jest jeszcze wiele dziwów, o których nie zdążyłam napomknąć. Radek Rak jaz zwykle nie rozczarowuje pod względem śmiało i emocjonalnie potraktowanej tematyki religijnej. (Wspomnę tu przy okazji, że jest to kolejna, po chociażby „Fiasku” Lema, książka fantastyczna z udziałem zakonu dominikanów – może ktoś kiedyś zrobi jakieś zestawienie, skoro jezuickie już jest? ).
Czarowny jest też zmitologizowany w powieści Lublin – pojawiające się nawiązania do autentycznych miejsc w mieście mogą dodać „drugie dno” do wspomnień tych, którzy mieli okazję tam być, a wzmianki o szczegółach z jego przeszłości (np. o działającej w latach 20. i 30. XX wieku fabryce samolotów Plagego i Laśkiewicza) zachęcają, by może przy okazji dowiedzieć się o tych stronach czegoś więcej. Na szczęście w Lublinie wypada tegoroczny Polcon, więc dla wielu fantastów taka okazja ma szansę się nadarzyć.



Autor: Agnieszka „Shee” Magnuszewska
Dodano: 2017-04-08 15:00:00
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Ukrytego Asa"


Wygraj "Maddaddam" Atwood


Artykuły

Co nas czeka w 2017 roku?


 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

 Wywiad z Marcinem Podlewskim

 Senność

 Arkhamer 2016 - relacja

Recenzje

Blatty, William Peter - "Egzorcysta"


 Podlewski, Marcin - "Głębia. Napór"

 Waletow, Jan - "Ziemia niczyja"

 Gromyko, Olga - "Wiedźma opiekunka"

 McDonald, Ian - "Luna: Wilcza Pełnia"

 Lawrence, Mark - "Książę głupców"

 Hearn, Lian - "Cesarz ośmiu wysp"

 Sanderson, Brandon - "Idealny stan"

Fragmenty

 McDonald, Ian - "Luna: Wilcza Pełnia"

 Ryman, Geoff - "Tlen"

 Tidhar, Lavie - "Stulecie przemocy"

 Priest, Christopher - "Człowiek z sąsiedztwa"

 Kosik, Rafał - "Amelia i Kuba. Tajemnica dębowej korony"

 Weeks, Brent - "Krwawe zwierciadło"

 Johansen, Erika - "Losy Tearlingu"

 Hearn, Lian - "Cesarz ośmiu wysp"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS