NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Gwynne, John - "Zgliszcza"

Harrison, Harry - "Przestrzeni! Przestrzeni!" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Ukazały się

Crouch, Blake - "Rekursja"


 Dick, Philip K. - "Nasi przyjaciele z Frolixa 8"

 zbiór opowiadań - "Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Gołkowski, Michał - "Bramy ze złota. Złote Miasto"

 Swallow, James - "Krocząc w strachu"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

Linki

Szostak, Wit - "Zagroda zębów"
Wydawnictwo: Powergraph
Data wydania: Listopad 2016
ISBN: 978-83-64384-58-5
Oprawa: twarda
Format: 135 x 205 mm
Liczba stron: 104
Cena: 29,00 zł



Szostak, Wit - "Zagroda zębów"

Tysiąc dróg prowadzących do powstania Odysei


Najnowszą książkę Wita Szostaka stosunkowo niełatwo zaklasyfikować gatunkowo. Najbliższe prawdy jest zapewne nazwanie „Zagrody zębów” medytacją nad Odyseją. Zamknięte klamrami prologu i epilogu siedem rozdziałów zawiera króciutkie, kontemplacyjne szkice opowiadające o alternatywnych losach bohaterów najsłynniejszej opowieści o podróży do domu w historii ludzkości. Opowiadanie o opowieści – nie chodzi tu o niezręczność stylistyczną; jak wiedzą wierni czytelnicy Wita Szostaka autor ten odwołuje się wszak do powtórzeń z wielkim upodobaniem (osiągając w tym niewątpliwie szczyty mistrzostwa w jego, moim zdaniem, najlepszej do tej pory książce, czyli zamykającej trylogię krakowską „Fudze”)...
Tytułowa zagroda zębów to przeszkoda uniemożliwiająca wyrażenie językiem tego, co naprawdę miało miejsce, tego, co siedzi w głowie opowiadającego, a może tego, co chciałby usłyszeć odbiorca. Z drugiej strony to jedyna bariera pozwalająca utrzymać słowa w ryzach, powstrzymująca je od bezładnego wyrywania się na wolność. Szostak w hipnotycznym rytmie cofa się do kolejnych wariantów homeryckiej historii: Odys wraca prosto do domu, zostaje na zgliszczach Troi, żegluje w dal; przeżywa mityczne przygody, toczy zwykłe życie, a cuda zmyśla bądź wykrada; wybiera rodzinę przed sławą, wybiera sławę przed rodziną, wybiera wieczność, wybiera teraźniejszość. Wszystkiemu towarzyszą powtarzane symbole: kołysanie fal, pruty przez Penelopę całun, wypijane wino, długotrwałe szukanie, dla którego znalezienie nieuchronnie oznacza porażkę. Tysiące sposobów powstania Odysei, zmyślonej, opowiedzianej, wyśpiewanej, plączą się ze sobą. Aojdowie czekają za każdym rogiem, zbierając i rozdając skrawki historii. Niemożność wypowiedzenia prawdy trudno uznać za przeszkodę – słowa to u Szostaka czasami niezdarni, czasami genialni demiurgowie dopiero prawdę kształtujący, wpływający na jej przyszłość i przeszłość. Ostatecznie nie jest ważne, jak Odyseja powstała, liczy się to, że przetrwała do naszych czasów i wciąż do nas przemawia.
W podobnych próbach literackich kapitalną rolę odgrywa język i ton opowieści – łatwo popaść w patos, łatwo z drugiej strony spłaszczyć i strywializować to, co chce się przekazać. Po tej wąskiej kładce autor „Zagrody zębów” przechodzi zwycięsko. Udający heksametr styl przeskakuje płynnie w proste zdania, słownictwo niesie czytelników ku wyspom Hellady, by zaraz przypomnieć im, że jesteśmy tu i teraz. Prolog i epilog można czytać jako manifesty programowe autora, przypominającego, że Odysów zdarza się spotkać i dzisiaj, dylematy greckich bohaterów nie są odległe od naszych, a wijące się nitki opowieści łączą nas z tym, co było, i z tym, co będzie.
Po raczej nietrafionych „Stu dniach bez słońca” i pozostawiającym niedosyt „Wróżeniu z wnętrzności” Wit Szostak wraca do świetnej formy; może szkoda tylko, że zaledwie na kilkadziesiąt niezbyt gęsto wypełnionych stron. Pora na mądrą, wspaniałą powieść.



Autor: Adam Skalski
Dodano: 2016-11-23 18:23:35
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Tigana - 19:19 23-11-2016
Powieścią bym tego nie nazwał. Co do reszty zgoda - świetna, wręcz hipnotyzująca książka. A wydawałoby się, że nic nowego o Odyseuszu nie można powiedzieć.

Janusz S. - 20:16 23-11-2016
29 zł za 100 stron??? Powergraph chyba będzie bankrutował wkrótce. Odpuszczę sobie albo poczekam na wersję z sieci tańszą o 29 zł.

Shadowmage - 20:51 23-11-2016
Potraktuj to jako odpowiednik tomika poezji :P

Ja z "ZZ" czekam na spokojny wieczór, to nie jest rzecz, którą tak z doskoku chcę przeczytać.

Tigana - 22:02 23-11-2016
Janusz S. pisze:29 zł za 100 stron??? Powergraph chyba będzie bankrutował wkrótce. Odpuszczę sobie albo poczekam na wersję z sieci tańszą o 29 zł.

13 zeta e-book. A "papier" też kupię.

Janusz S. - 07:58 24-11-2016
Nie wszyscy są majętni i postępowi, a ja akurat prezentuję postawę ubogiego wstecznika. Kupuję wyłącznie papierowe wydania i staram się robić to jak najtaniej, bo i tak o wiele za dużo wydaję na książki, a remonty w chałupie nie zrobią mi się za darmo. Taki MAG za Duszę cesarza o objętości nieco większej niż Szostak, życzył sobie 19 zł, a jeszcze płacili za tłumaczenie. "Sto dni bez słońca" też kosztowało na okładce 29 zł a miało 464 strony. Raczej nie zdołacie mnie Panowie przekonać, że to jest normalna cena. Argument @Shadowa o poezji może jest i słuszny, ale nie zrobił na mnie wrażenia, bo poezji nie kupuję. Jakoś nie gra mi w duszy, poza może Williamem Blake.

adskal - 08:14 24-11-2016
Re:Tigana - zdaje się, że w istocie nikt "Zagrody zębów" powieścią nie nazywa(ł).

kurp - 08:28 24-11-2016
Super, w końcu jest wyjaśnienie tego, zdawałoby się, idiotycznego tytułu.

Co do ceny - przecież można wziąć za 2 dychy na jakimś Arosie czy Bonito. Książka jest ładnie wydana, nie ma co narzekać. Wydaje mi się, że większość kosztów wydawcy jest jednak niezależnych od objętości...

nosiwoda - 09:31 24-11-2016
No raczej papier to jest najmniejsza część kosztów.
BTW bardzo podoba mi się nieznana, czwarta część trylogii Szostaka, dostępna na nieprzeczytane.pl: Fuga /lama iskra boża.

Shadowmage - 10:03 24-11-2016
Dużo zależy od nakładu przy druku, a tutaj - powiedzmy sobie szczerze - o dziesiątkach tysięcy mowy być nie może. M.in. stąd moje porównanie do poezji :)

Janusz S. - 10:41 24-11-2016
kurp pisze:...Co do ceny - przecież można wziąć za 2 dychy na jakimś Arosie czy Bonito. Książka jest ładnie wydana, nie ma co narzekać. Wydaje mi się, że większość kosztów wydawcy jest jednak niezależnych od objętości...

To nie jest argument, bo przy takim porównaniu Duszę cesarza można kupić za 12,81, więc Szostak dalej wypada o 75% drożej. Nie narzekam, po prostu jej nie kupię.

Tigana - 10:52 24-11-2016
adskal pisze:Re:Tigana - zdaje się, że w istocie nikt "Zagrody zębów" powieścią nie nazywa(ł).


Nad interpretowałem ostatnie zdanie recenzji. Moja wina.

Tigana - 10:58 24-11-2016
Janusz S. pisze:Nie wszyscy są majętni i postępowi, a ja akurat prezentuję postawę ubogiego wstecznika.

Legimi - 40 zeta za miesiąc, darmowy czytnik - imo to rozwiązanie wychodzi dość tanio.

Janusz S. pisze:Taki MAG za Duszę cesarza o objętości nieco większej niż Szostak, życzył sobie 19 zł, a jeszcze płacili za tłumaczenie.

Nie wiem czy płacili - może wzięli od Solaris już przetłumaczone?

Shadowmage - 11:08 24-11-2016
Tłumaczenie inne było. Natomiast to raczej inna skala potencjalnej popularności.

Janusz S. - 14:40 24-11-2016
Tigana pisze:
Janusz S. pisze:Nie wszyscy są majętni i postępowi, a ja akurat prezentuję postawę ubogiego wstecznika.

Legimi - 40 zeta za miesiąc, darmowy czytnik - imo to rozwiązanie wychodzi dość tanio.

To akurat nieporozumienie. Majętni odnosiło się do zakupu papierowej wersji a postępowi do ebooka. :)
Shadowmage pisze:Tłumaczenie inne było. Natomiast to raczej inna skala potencjalnej popularności.

Tzn. Szostak jest w PL tak mało popularny? A wszyscy tak go wychwalają...

toto - 17:54 24-11-2016
29 zł za 100 stron??? Powergraph chyba będzie bankrutował wkrótce. Odpuszczę sobie albo poczekam na wersję z sieci tańszą o 29 zł.
Uważasz, że to w porządku?

Janusz S. - 18:26 24-11-2016
toto pisze:
29 zł za 100 stron??? Powergraph chyba będzie bankrutował wkrótce. Odpuszczę sobie albo poczekam na wersję z sieci tańszą o 29 zł.
Uważasz, że to w porządku?

Co konkretnie? Cena? Z pewnością nie w porządku.

toto - 18:48 24-11-2016
Udajesz głupka? Życzę zdrowia i dobrego samopoczucia.

Janusz S. - 22:40 24-11-2016
toto pisze:Udajesz głupka? Życzę zdrowia i dobrego samopoczucia.

Nie osądzaj wszystkich swoją miarą. A za życzenia dziękuję. Nawzajem.

Shadowmage - 23:10 24-11-2016
Raczej chodzi o to, że otwarcie popierasz piractwo.

Janusz S. - 23:44 24-11-2016
Akurat. Uważam, że żadna z dwóch zainteresowanych stron nie powinna oszukiwać drugiej.

nosiwoda - 13:02 25-11-2016
Na czym polega oszustwo w tym przypadku? Po każdej ze stron?

Janusz S. - 18:27 25-11-2016
Naprawdę Cię to ciekawi czy pytasz wyłącznie po to, by potem móc mi wyjaśnić jak bardzo się mylę? Znam Cię z forum na tyle by wiedzieć, że jesteś bardzo inteligentnym człowiekiem i trudno mi uwierzyć, że nagle zrobiłeś się niedomyślny.

Shadowmage - 18:32 25-11-2016
Januszu, ty też jesteś inteligentnym człowiekiem, więc przypuszczamy, że po prostu coś ci się pokićkało :) Wydawca cię nie oszukuje, wydawca ci proponuje, a ty korzystasz albo nie. Twoje rozwiązanie to już zupełnie inna para kaloszy.

toto - 18:39 25-11-2016
Jeśli pytanie do mnie, to odpowiadam. O ile autor sam nie udostępnia utworu za darmo, to za jego pracę należy zapłacić . W przypadku, gdy nie możemy sobie pozwolić na tę książkę, zawsze spróbować w bibliotece (wiem, że nie we wszystkich bibliotekach takie książki są) albo pożyczyć od rodziny, kręgu najbliższych znajomych*, kupić używaną za jakiś czas. Jest też wersja elektroniczna. I właśnie to wydanie teraz kosztuje 15,20 zł w sklepie wydawcy. Za kilka miesięcy będzie do kupienia za ok. 10 zł (może nawet i mniej) w regularnych promocjach także w księgarniach takich jak ebookpoint, publio. Może warto jednak kupić? Ja bym się kiepsko poczuł, gdyby szef do mnie przyszedł i powiedział, że za pracę w piątek mi nie zapłaci, bo jestem za drogi.


*domyślam się, że pojawią się głosy, że pożyczenie egzemplarza książki to to samo co skopiowanie pliku; nie, nie to samo - jeden egzemplarz na raz używa tylko jedna osoba, kopii mogą być setki, tysiące

Janusz S. - 23:18 25-11-2016
Shadowmage pisze:Januszu, ty też jesteś inteligentnym człowiekiem, więc przypuszczamy, że po prostu coś ci się pokićkało :) Wydawca cię nie oszukuje, wydawca ci proponuje, a ty korzystasz albo nie. Twoje rozwiązanie to już zupełnie inna para kaloszy.

Dziękuję. Skoro już się tak komplementujemy, to zapewne zdajesz sobie sprawę Shadow, że moja opinia o Tobie też zawiera przymiotnik inteligentny bez przeczenia przed i przysłówka inaczej po. Dziwię się więc, że źle przypuszczacie, ilukolwiek by Ciebie tam nie było. Wydawcy nie oszukują mniej więcej tak samo jak Volkswagen nie oszukiwał nabywców swoich aut z fałszującym wyniki badań oprogramowaniem.

Z konieczności będę upraszczał i skracał, bo dzisiaj w nocy mam w planie skończyć projekt dla swojego szefa a nie elaborat na forum Katedry. Każdy sprzedawca czegokolwiek w tym kraju, również książek, składa propozycje nabywcom. Żeby móc nazwać go uczciwym, powinien przedstawiać swoją propozycję w sposób maksymalnie rzetelny. Nie mów, Shadow, że uważasz, że opisy, które szacowni wydawcy zamieszczają na wydawanych książkach mają cokolwiek wspólnego z rzetelnością. W opisach wydawców każda książka jest intrygującym arcydziełem, fascynującym splotem dynamicznej akcji, urokliwych bohaterów i wstrząsająco oryginalnych pomysłów, niezależnie od tego jak debilny poziom reprezentuje zawartość. Cytaty okładkowe zawsze opisują jak fabuła zachwyciła kogoś znanego i jakoś nie zauważyłem tam dopisków, ile za te opinie wzięli wyrażający je celebryci. Nie zauważyłem tez opinii znanych osób, które daną książkę uznały za szajs uszkadzający szare komórki, a przecież tacy tez niechybnie istnieją. Wydawcy opłacają przymilnych recenzentów i wynajmują ludzi, którzy zamieszczają hurtem pochlebne opinie w sieci lub pisują własne laurki udające zachwyty czytelników. Jako konsument-nabywca książki zawsze jestem na przegranej pozycji, bo nie mam wielkich szans na przebicie się przez warstwy oszukańczego syfu, oblepiającego dane bździeło. Czasem pomagają w tym portale takie jak Katedra, gdzie przez analizę porównawczą znalazłem sobie kilku ludzi, których opinie umożliwiają mi podejmowanie dobrych decyzji co do zakupów. Skoro więc uważasz, że "wydawca ci proponuje, a ty korzystasz albo nie" to mógłbym się z Tobą zgodzić tylko w tym wypadku, gdyby ten "wydawca" przy tym nie kłamał i nie podejmował innych działań o charakterze oszustwa. Jeśli na alledrogo kupisz ajfona za parę tysięcy i otrzymasz w paczce cegłę to też będziesz twierdził, że sprzedawca Ci jedynie proponował a ty zdecydowałeś się skorzystać i w sumie ajfonopodobna cegła jest całkiem niezła i można ją wykorzystać do wielu intrygujących celów? Czu może jednak nazwiesz sprzedawcę oszustem i zawiadomisz policję?

Wracając do tzw. "piractwa". Istnieje tu mnóstwo komplikacji i nie mam siły pisać o wszystkim - nie czuję się zresztą ekspertem. Ograniczam się więc wyłącznie do zakupów książek i wyjaśnienia tego co popieram a co nie. Otóż popieram kategoryczne i bezwzględne egzekwowanie praw konsumenta do rzetelnej informacji i możliwości odzyskania pieniędzy w przypadku gdy sprzedawany mu towar nie spełnia jego oczekiwań. Wedle naszego prawa jeśli kupuję książkę przez sieć, mogę ją zwrócić do 14 dni bez podawania przyczyn. Mogę wiec w tym czasie ja przeczytać, stwierdzić, że nie zawiera żadnej z obiecywanych mi przez wydawcę atrakcji i zwrócić odzyskując pieniądze. Wszystko zgodnie z prawem i - alleluja! - zgodnie z moim poczuciem przyzwoitości. Sprzedano mi gówno warty towar, więc go oddaję, a oszuści, którzy twierdzili, że jest cudowny i niepowtarzalny, oddają mi pieniądze. Czy Twoim zdaniem już popieram piractwo, czy też może to jest ten moment, w którym zaczynasz wprowadzać do swojej oceny jakieś warunki dodatkowe i uszczegółowienia, zanim okażę się moralnie nagannym piratowspieraczem? Zupełnie nie wstydzę się tego, że, jeśli nie znam danego autora, najpierw ściągam jego książkę z sieci i sprawdzam, czy faramazony z okładki mają chociaż 5% pokrycia w zawartości. Jeśli mają, kupuję książkę i - o zgrozo - kupuję kolejne książki tego autora aż mnie solidnie rozczaruje. Wtedy wracam do poprzedniej procedury. Robię tak, bo jako konsument NIE MAM praktycznie żadnych szans na uzyskanie dostępu do wiarygodnych źródeł informacji. Rzadko kiedy udostępniane fragmenty dają jakiekolwiek pojęcie o tym, jaka jest dana książka (sa chwalebne wyjątki jako choćby wydawca książki "Illidan", który udostępnił fragment tak badziewny, że nie potrzebowałem niczego więcej by trzymac się od tej kupy nieszczęścia z daleka). To nie ja skanuję i udostępniam w sieci książki. ale nie mam też zamiaru udawać świętej dziewicy, która nigdy nie słyszała, że takie ich wersje istnieją, zwłaszcza, że ściąganie ich na własny użytek NIE JEST przestępstwem. Jest to jedyna znana mi droga, dzięki której nie jestem ciągle robiony w balona. Czy to znaczy, że robię coś złego i popieram piractwo, rozumiane jako (zgaduję) okradanie autora z pieniędzy? Naprawdę? Bo jeśli chodzi o tzw. "straty" autora i jego wynik finansowy to opisana przez mnie procedura niczym się nie różni od wcześniej opisanej procedury realizacji moich praw jako konsumenta, zalecanej przez obowiązujące przepisy naszego cudownego państwa. Pomijając brak pośrednika jakim jest sklep. Popieram więc swoje prawo do zapoznania się z utworem i oceny czy chcę na niego wydać kasę czy nie ZANIM te pieniądze wydam. To, że takie działania mogą być wykorzystane przez kogoś na niekorzyść twórców to naprawdę nie moja wina i nie mam z tym nic wspólnego. Uważam, że podobną zasadę należy bezwzględnie wprowadzić w kinach - jeśli na reklamowanym jako porywające widowisko gniocie nie jestem w stanie wysiedzieć bez pawia i wychodzę, powinienem dostać zwrot pieniędzy za bilet i odszkodowanie za szkody psychiczne wynikłe z konieczności obejrzenia półgodzinnego bloku reklamowego szitu.

Wspomnę jeszcze przykładowo o kilku tragicznych skutkach ubocznych moich działań. Dzięki temu, że zapoznałem się np. z piracka wersją I tomu Petera Bretta, kupiłem kolejnych 8 jego książek i będę kupował dalsze dopóki mi się nie znudzą. Dzięki przeczytaniu pirackiego Abercrombiego, kupiłem wszystkie jego książki, które potem wyszły, niektóre w dwóch egzemplarzach w oryginale i w tłumaczeniu, płacąc mu dwa razy za to samo dzieło. To samo dotyczy Hamiltona, Gaimana, Łukjanienki, Sullivana, Hoddera, Brzezińskiej, Mortki itd. itp. Mam nadzieję, że autorzy są oburzeni.

Być może pomocna okaże się też informacja, że sam też jestem w pewnym sensie twórcą, a przynajmniej napisałem i wydałem jakąś książkę.

Przepraszam za literówki, ale pisałem w pośpiechu.

toto - 10:23 26-11-2016
29 zł za 100 stron??? Powergraph chyba będzie bankrutował wkrótce. Odpuszczę sobie albo poczekam na wersję z sieci tańszą o 29 zł.

Nie narzekam, po prostu jej nie kupię.

Fajny elaborat, ale mowa o konkretnym przypadku. Jasno dałeś do zrozumienia - ściągniesz za darmo i nie kupisz. Bo nie.

Janusz S. - 12:14 26-11-2016
Opisałem dość dokładnie, co robię w takich przypadkach, żeby wszystko było jasne. Jeśli nie potrafisz pojąć, nic nie poradzę. Jeśli, pomimo wyjaśnień, dalej interpretujesz inaczej, świadczy to jedynie o Twojej złej woli. Dyskusje z ludźmi o złej woli nie mają sensu, więc pozwolę sobie nie kontynuować.

nosiwoda - 09:34 28-11-2016
Janusz S. pisze:Naprawdę Cię to ciekawi czy pytasz wyłącznie po to, by potem móc mi wyjaśnić jak bardzo się mylę?
Naprawdę mnie ciekawi, czy bardzo się mylisz i będę mógł Ci coś wyjaśnić.

Janusz S. pisze:trudno mi uwierzyć, że nagle zrobiłeś się niedomyślny.
Ale z Twoich dotychczasowych postów w tym temacie i potem z walnięcia "oszukiwaniem" nijak nie wynika "piszo bzdury w blurbach, a ja biere, płace i cierpie, więc oszukujo". Ani "poczekam na darmola z sieci, a potem kupię, jeśli mi się spodoba to, co przeczytam".

Więc to raczej nie moja niedomyślność, ile nagły skok myślowy z Twojej strony i brak znajomości całego procesu myślowego, który za nim stał, z mojej strony. Który to proces teraz ukazałeś i można się z nim zgadzać lub nie.
:0X:

Janusz S. - 10:06 28-11-2016
No cóż, sam jako recenzent w różnych czasopismach często wytykam autorom, że niedostatecznie dokładnie opisują swoje metody działania. Najwyraźniej nie stosuję się do własnych zaleceń :oops:

Komentuj


Konkurs

Wygraj powieść ze świata Dragon Age


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"


 Morgan, Richard - "Siły rynku"

 Sanderson, Brandon - "Do gwiazd"

 Funke, Cornelia, del Toro, Guillermo - "Labirynt fauna"

 Aldiss, Brian W. - "Non stop"

 Sanderson, Brandon - "Rytmatysta"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Podlewski, Marcin - "Księga Zepsucia. Tom 1"

Fragmenty

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

 Karnicka, Anna - "Paradoks Marionetki: Sprawa Marionetkarza"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS