NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia" (Wehikuł czasu)

Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

Ukazały się

"World of Warcraft: Kronika. Tom I"


 Le Guin, Ursula K. - "Cała Orsinia"

 Brooke-Hitching, Edward - "Atlas nieba. Najwspanialsze mapy, mity i odkrycia we wszechświecie"

 Parker, Natalie C. - "Morski ogień"

 Martin, George R.R. - "Starcie królów" (wersja ilustrowana)

 Ćwiek, Jakub - "Kłamca 4. Kill'em all" (wnowienie)

 King, Stephen - "Doktor Sen" (wyd. filmowe)

 Gulakowski, Jewgienij - "Długi wschód na Ennie"

Linki

Krajewska, Marta - "Idź i czekaj mrozów"
Wydawnictwo: Genius Creations
Cykl: Wilcza dolina
Data wydania: Marzec 2016
ISBN: 978-83-7995-045-4
Oprawa: miękka
Format: 12.5×19.5 cm
Liczba stron: 520
Cena: 39,99 zł
Tom cyklu: 1



Krajewska, Marta - "Idź i czekaj mrozów"

Słowiańska opowieść o dorastaniu


„Idź i czekaj mrozów” Marty Krajewskiej to powieść mająca swoje ograniczenia, ale dostarczająca czytelnikowi porcji dobrej rozrywki w ciekawie odmalowanych słowiańsko-neverlandowych klimatach, z solidną dawką motywów fantastycznych, dynamicznych przygód i uczuciowych perypetii. Szczególnie ucieszy osoby niestroniące od chwytów literatury kobiecej, jednak powinna zaciekawić i tych, którzy pragną po prostu zanurzyć się w okołosłowiańskich realiach lub przeczytać uniwersalną historię o dorastaniu do życiowego powołania.

Idę o zakład, że większość czytelników, która sięgnie po „Idź i czekaj mrozów” Marty Krajewskiej skuszona pierwszym wrażeniem wytworzonym przez tytuł, okładkę i opisy redakcyjne, zrobi to dlatego, że będzie liczyć na tzw. klimat. Nawet w sensie dosłownym: już sam tytuł może brzmieć kusząco choćby dla czytelnika, któremu dokuczyły niedawne letnie upały czy obecna jesienna plucha i ma ochotę na zanurzenie się w opowieści dziejącej się w surowej, orzeźwiającej, górskiej aurze. Ponadto, okładka z wilkiem i leśnym krajobrazem sugeruje, że podczas lektury nasza wyobraźnia odpocznie od powidoków cywilizacji, wśród obrazów dzikiej przyrody i prostego życia. Opis książki, rojący się od nazw słowiańskich bóstw i fantastycznych stworzeń, daje z kolei nadzieję tym, którzy chcieliby spędzić nieco czytelniczego czasu w klimatach okraszonej fantastyką rodem ze Słowiańszczyzny.

Te oczekiwania nie będą zawiedzione. Czytelnik szukający opowieści, która da wyobraźni możliwość odetchnięcia przy obrazach prostego życia blisko natury oraz przeróżnych słowiańskich niesamowitości, która do tego nie będzie nużąca, zajmie go i zapewni godziwą fabularną rozrywkę, powinien zdecydowanie sięgnąć po „Idź i czekaj mrozów”. Jeśli dodatkowo czytelnik ten nie ma nic przeciwko popularnym motywom znanym z literatury kobiecej, o ile tylko nie będą one przesłodzone, sentymentalne czy głupawe – śmiało można powiedzieć, że znalazł sobie właśnie lekturę bliską ideału.

„Idź i czekaj mrozów” to historia dziejąca się w fantastycznym świecie mającym sporo wspólnego z tym, co wiemy o realiach polskiego wczesnego średniowiecza, wraz z jego słowiańskimi wierzeniami i tradycjami. Akcja toczy się w Wilczej Dolinie – zapomnianym przez resztę świata zakątku położonym w górach, zamieszkanym przez małą społeczność ludzi, którzy oprócz codziennych trosk muszą zmagać się z niebezpieczeństwami grożącymi ze strony całej czeredy fantastycznych istot – leszych, rusałek, demonów, mamun i innych bohaterów słowiańskiego legendarium.

W chronieniu Wilczej Osady przed nadprzyrodzonymi siłami prym wiedzie główna bohaterka powieści – młoda zielarka Venda, sierota o tajemniczym pochodzeniu, wychowana przez opiekuna wioski. Poznajemy ją jako niedoświadczoną adeptkę sztuki leczenia ludzi i porozumiewania się z bóstwami i towarzyszymy jej przez rok życia w wiosce. Rok ten obfituje w pełne emocji potyczki z siłami nadnaturalnymi, perypetie uczuciowe, a także poważne dylematy związane z odkrywaniem przez bohaterkę własnego miejsca w społeczności Wilczej Doliny.

Akcja powieści jest upleciona całkiem zajmująco. Wielu recenzentów przede mną zwróciło uwagę, że „Idź i czekaj mrozów” ma w sobie dużo z powieści kobiecej, jednak historii tej daleko do stereotypowej rozlewnej, sentymentalnej historyjki. Na początkowych kartach powieści pada pierwszy trup i wraz z Vendą zostajemy wmieszani w quasi-kryminalną historię z fantastyką w tle, a później to czytelnicze napięcie towarzyszy nam cały czas, gdy Venda jako zielarka musi służyć radą i pomocą w kolejnych starciach z nadprzyrodzonymi intruzami. Wkrótce dowiadujemy się o kolejnej ofierze, a przy okazji też o tym, że oprócz zwyczajowej żałoby po zmarłym, mieszkańcy wioski mają dodatkowe zmartwienie – osoby zabite przez potwory lubią do wioski wracać... również w postaci potworów. Już chwilę później czekają kolejne fabularne atrakcje: towarzyszymy młodej Atrze w jej schadzce z demonami i dowiadujemy się o tajemniczej rasie wilkookich... Oczywiście, obok niesamowitości i przygód pojawiają się opisy życia słowiańskiej wioski, wątki uczuciowe czy humorystyczne, jednak główną rolę cały czas gra zaznaczona już na samym początku, ciekawie się splatająca i całkiem mocno trzymająca w napięciu główną intryga, do której dochodzi sporo historii pobocznych pełnych fantastycznej niesamowitości, walk i ich ofiar oraz ciekawych zwrotów akcji.

Wspomniałam, że mocną stroną „Idź i czekaj mrozów” jest klimat słowiańszczyzny. Nie jestem ekspertem w warstwie ściśle historycznej – na oko laika, sprawia ona solidne wrażenie, dodatkowo wzmocnione świadomością kierunkowego wykształcenia autorki. Najciekawsze jest jednak moim zdaniem nie to, jak skrupulatnie jest odmalowany historyczny słowiański świat, ale to, jak on działa w powieści.

I tak, w „Idź i czekaj mrozów” dostajemy bardzo ciekawy krajobraz duchowy. Zasadniczo, pomimo wspomnianych dramatycznych zwrotów akcji, jest to historia dość pogodna. Venda i inni mieszkańcy wioski są sympatyczni, w ich życiu nie brakuje humoru, świętowania i radości, wokół mamy piękny, górzysto-leśny krajobraz oraz malowniczy, rustykalny sztafaż. A jednak, jeśli by się zastanowić, świat Wilczej Doliny jest zbudowany na strachu i bezwzględnej walce o przetrwanie. Każdego wieczoru wokół osady rozpalany jest pierścień pochodni mający odgrodzić mieszkańców od nieprzyjaznej reszty świata. Jeśli ktoś ten krąg przekroczy i dostanie się w szpony czyhających poza nim fantastycznym istot – cóż, sam staje się jedną z nich i tym samym zagrożeniem dla żywych, w tym własnej rodziny. Nadprzyrodzony świat słowiański jest opisany jako piękny, a święta ku czci bóstw czy duchów – jako radosne i budzące nawet pewną tęsknotę. Ale te bóstwa nie są opisane jako dobre. Nawet piękne rusałki podczas poświęconego im obrzędu błagane są o łaskawe niezabijanie ludzi przez nadchodzący rok. Nadprzyrodzonego zagrożenia mieszkańcy wioski szukają wszędzie, nawet pomiędzy sobą nawzajem, bo fantastyczne istoty potrafią zaplątać się i w towarzystwo ludzi. Gdy zaś przedstawiciele homo sapiens znajdą takiego podejrzanego, potrafią zabić bez litości, nawet gdy chodzi o członka najbliższej rodziny.

Słowiańszczyzna, będąca źródłem ciągłego poczucia zagrożenia dla bohaterów w warstwie duchowej, jest też obecna w codziennym życiu śmiertelnych ludzi – w ich codziennych zwyczajach, strojach i przedmiotach, w świętach, ważnych momentach przejścia i praktykach religijnych. W tej ludzkiej warstwie jawi się jednak czytelnikowi jako coś sympatycznego i potencjalnie bliskiego czytelnikowi.

Czasami nawet zbyt bliskiego. Choć „Idź i czekaj mrozów” dzieje się w dekoracjach à la wczesne średniowiecze, nie będziemy tu skonfrontowani z obcymi, niedzisiejszymi poglądami bohaterów, zniesmaczeni czy zdziwieni ich okrutnymi zwyczajami albo irracjonalnymi praktykami. To nie jest obca, tajemnicza, wypierana ze świadomości niesamowita Słowiańszczyzna, o jakiej pisała Maria Janion. Bohaterowie działają w historyczno-fantastycznych dekoracjach, ale zachowują się nader współcześnie: kiedy na przykład Vendzie jest smutno, dowiadujemy się, że ma ochotę przeleżeć cały dzień zagrzebana w skórach na posłaniu, całkiem jak współczesna zdołowana nastolatka zakopująca się pod kołdrą, a mąż innej bohaterki, kiedy dopada go głód, po prostu podjada trochę smalcu z garnca, chwaląc przy tym talent kulinarny żony i nie bardzo zwracając uwagę na obrzędowość związaną z posiłkami, jakiej moglibyśmy się spodziewać po tradycyjnej kulturze. Mniej więcej tak, jak w naszych czasach, wygląda kwestia kobieca (bohaterki bywają seksistowsko wyśmiewane przez mężczyzn, ale mają równe im prawo głosu czy wykonywania różnych zawodów) lub etyka seksualna (są jakieś pilnowane przez starszych rytuały regulujące te sprawy, ale młodzi i tak robią, co chcą), a stosunki polityczne to wręcz nowoczesna utopia: w wiosce nikt nie rządzi, o ważnych sprawach decyduje zgromadzenie wszystkich mieszkańców, którzy nie są w żaden sposób podzieleni na klasy społeczne. Opis rytualnej uczty przy okazji święta rusaliów to nie wgląd w to, jak inaczej ludzie mogli jadać w tym archaicznym, fikcyjnym świecie, ale apetyczny obrazek z kołaczami i kiszonymi ogórkami przywodzący na myśl festyn neofolkowy. Sposób przedstawienia strojów, jakie noszą bohaterowie, nie tyle kreuje atmosferę odmienności w stosunku do tego, co teraz nosimy, co raczej wywoła myśli w stylu „sama bym chciała taką fajną reko-sukienkę”. Trochę to wszystko przypomina założenia steampunku, gdzie wiktoriański sztafaż bywa z reguły podany tak, byśmy poczuli się w nim fajnie, nasycili oczy dekoracjami i gadżetami i niekoniecznie musieli przy tym oswajać się z mniej kuszącymi aspektami wiktorianizmu, takimi jak ówczesne obyczaje czy różnice klasowe.

Venda, jako zdobywająca stopniowo nowe umiejętności zielarka, ma za zadanie prowadzić niektóre obrzędy religijne: wstawia się przed bóstwami za swoimi pobratymcami i żegna zmarłych. Dotyczące tego fragmenty są napisane bardzo emocjonalnym, poetyckim językiem, odmiennym od dość prostego języka dialogów i opisów w reszcie książki. Chyba przez to wspomniane ustępy robią osobliwie wzruszające wrażenie. Dzięki temu chwytowi Krajewskiej udało się zrobić coś, co osobiście bardzo cenię w dobrej fantasy: wzbudzić pewną tęsknotę za żywą wiarą religijną, za szacunkiem do obrzędu i traktowaniem ważnych spraw w życiu z zaangażowaniem nie tylko umysłu, ale też ciała i zmysłów. Myślę, że jest to uczucie uniwersalne, niezależne od tego, jak entuzjastycznie podchodzi się do tematu wierzeń Słowian. Tym bardziej, że świat stworzony przez Krajewską jest pełen dowodów na ograniczenia płynące ze światopoglądu „naszych ojców”, w którym przepowiednie działają naprawdę i bezwzględnie determinują ludzkie życie, sztuka przetrwania przewyższa i eliminuje inne, potencjalnie ciekawsze „wyższe wartości”, a fakt narodzenia się w rodzinie kalekiego lub nietypowo wyglądającego dziecka nie oznacza bynajmniej, jak dzisiaj, konieczności okazania mu „specjalnej troski”.

Jak wspomniałam, „Idź i czekaj mrozów” bywa określane jako kobieca fantasy. Literaturę kobiecą stereotypowo kojarzymy z romansem, chociaż bardziej współczesne definicje tego gatunku mówią, że najważniejsze jest w nim skupienie się na żeńskiej bohaterce, jej emocjach i wewnętrznym rozwoju. W „Idź i czekaj mrozów” mamy zarówno wyraziście narysowaną kobiecą protagonistkę – wspomnianą już Vendę – jak i sporo motywów miłosnych, zarówno w głównej historii, jak i w wątkach pobocznych. Myślę, że i treści romansowe, i postać protagonistki przyzwoicie wykonują w powieści Krajewskiej swoje zadanie, a czytelnicy oczekujący tego typu przyjemności nie powinni być zawiedzeni. Z drugiej jednak strony, sposób przedstawienia „kobiecych” wątków nie każdemu może przypaść do gustu.

Wątków romansowych mamy istotnie sporo, są przedstawione dość szeroko – od „kto się czubi, ten się lubi” do śmiałego erotyzmu. I myślę, że główna historia miłosna, związana z Vendą i pewnym tajemniczym jegomościem, może spodobać się amatorkom (i amatorom) literatury kobiecej, gdyż opiera się na kliszy, która cieszy się ostatnimi czasy bardzo dużą popularnością w filmie i literaturze popularnej, szczególnie spod znaku romansu czy young adult. Nie będę opisywać, jaka to klisza, żeby nie psuć zabawy. Historia jest dobrze napisana i osoby entuzjastycznie nastawione wobec typowych współczesnych romansów (w tym paranormalnych) powinny być usatysfakcjonowane. Gorzej będą mieli ci, którzy typowego romansu nie lubią, szukają bardziej nieliniowych historii lub po prostu preferują inne typy romansowych schematów.

Czytelnicy zniechęceni pewną sztampowością głównego wątku romantycznego powinni poczuć się jednak pocieszeni historiami drugoplanowymi, które są dużo bardziej zniuansowane. Chociażby doskonałą, nieoczywistą, pełną ciepła i zarazem dramatyzmu historią minstrelki Stalki, jej męża Jarta oraz czarodzieja Yarela, czy – żeby oddać sprawiedliwość również wątkowi young adult – ciekawie kontrastującymi ze sobą historiami dwóch bardzo różnych charakterologicznie dziewczyn, Atry i Jady, oraz ich wybranków; w obu tych historiach pojawiają się całkiem ciekawe wątki paranormalne, które jednak nie trącą kliszą na kilometr i nie dają się nijak wyeliminować za pomocą brzytwy Lema. Krótko mówiąc, w „Idź i czekaj mrozów” mamy dość banalny, choć dobrze napisany i mogący się wielu osobom podobać główny wątek miłosny oraz kilka dużo ciekawszych wątków pobocznych. Wygląda na to, że powieść Krajewskiej dotknęła ta sama bolączka, która trawi ponoć polskie seriale.

Drugi aspekt „babskości” powieści Krajewskiej to postać głównej bohaterki. I tutaj też można mieć mieszane uczucia. Wiele recenzentek pokochało Vendę za siłę i niezależność. Faktycznie, młoda zielarka to postać z charakterem i fabule powieści dobrze to robi – to dzięki przebojowości i chęci działania Venda wplątuje się w przeróżne perypetie, co sprawia, że pomimo dużej ilości „kobiecej” tematyki, „Idź i czekaj mrozów” może być przyjemną lekturą również dla miłośników wątków bardziej przygodowych. Z drugiej jednak strony, typ silnej, niestereotypowo kobiecej bohaterki żeńskiej, która na początku wydaje się niepozorna, ale rozkwita, gdy przypadnie jej w udziale niezwykłe zadanie (a opcjonalnie również – tak jak Venda – jest uroczo niezdarna, niespecjalnie przejmuje się wyglądem zewnętrznym, facetów wykpiwa albo traktuje jak przyjaciół i generalnie nie jest piękna, ale jednak wszyscy ją uwielbiają), zaczyna być dość ograny w popkulturze i podobnie jak wspomniany wątek romansowy, może przez to znudzić.

Muszę jednak przyznać, że Vendę da się lubić. Może dlatego, że jej postać wprowadza bardzo fajny i ważny temat, z którym można się chyba identyfikować niezależnie od płci czy sympatii do określonych rozwiązań fabularnych, a mianowicie kwestię odkrywania własnych talentów, dorastania do życiowego powołania i związanego z tym lęku i poczucia odpowiedzialności. Vendę poznajemy jako przybraną córkę i uczennicę opiekuna wioski, jednak wraz z rozwojem akcji przypadają jej w udziale coraz poważniejsze i bardziej niebezpieczne obowiązki, co do których nie jest pewna, czy da sobie radę, a podejmowane przez nią decyzje wcale nie zawsze okazują się właściwe. Ten wątek ma dużą siłę, myślę, że niezależnie od poglądów czy sytuacji życiowej wielu czytelników może znaleźć w nim siebie i aż szkoda, że przez fakt, że „Idź i czekaj mrozów” to pierwsza część serii, nie wybrzmiał on wystarczająco mocno w zakończeniu i trochę się w pewnym momencie rozpłynął. Mam nadzieję, że zostanie jakoś podjęty w kolejnym tomie.

Podsumowując, „Idź i czekaj mrozów” nie jest powieścią bez wad, ale bez wątpienia może dostarczyć dobrej rozrywki i wielu czytelniczych radości związanych zarówno z akcją, jak i z klimatem. Choć fabuła niekiedy zbyt mocno opiera się na popularnych kliszach „kobiecej” fantastyki, równoważą to ciekawe wątki poboczne, a także obecność uniwersalnych, ważnych dla wielu osób tematów, takich jak rola duchowości i obrzędu w życiu człowieka czy wielka waga rozwijania własnych talentów i podążania za powołaniem. Może niekoniecznie powinni po „Idź i czekaj mrozów” sięgać czytelnicy spragnieni pełnych rozmachu historii opartych na akcji a nie na emocjach, łaknący światów pełnych obcości i niesamowitości, czy też fabularnych i psychologicznych paradoksów. Natomiast wszystkim, którzy chcą po prostu zanurzyć się w ładnie skonstruowanym uniwersum fantasy w sztafażu inspirowanym słowiańszczyzną, nacieszyć wartko poprowadzoną fabułą oraz pobać i powzruszać wraz z bohaterami, bez oporów tę książkę polecam.



Autor: Agnieszka „Shee” Magnuszewska
Dodano: 2016-10-12 21:55:34
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Janusz S. - 23:30 12-10-2016
Był to pierwszy przypadek od chwili gdy czytuję opinie na Katedrze, kiedy zdołałem się zanudzić samą recenzją. Co by było gdybym zabrał się za książkę? A mam ją w rezerwowym planie zakupów.

romulus - 10:49 13-10-2016
A ja, jeśli chodzi o recenzję, wręcz przeciwnie. :) Zaciekawiony jestem jej obiektem.

Janusz S. - 11:47 13-10-2016
romulus pisze:A ja, jeśli chodzi o recenzję, wręcz przeciwnie. :) Zaciekawiony jestem jej obiektem.

Ja też byłem (no dobra może i dalej jestem). Polubiłem w miarę J. Wróbla, spodobała mi się Rupiewicz i to właśnie miał być mój następny zakup z Genius Creations. Niestety autorka recenzji powtarzała się w tekście tyle razy, że nie zdołałem dobrnąć do końca i ostało mi się jedynie wrażenie starosłowiańskiego romansidła fantasy dla Pań w wieku różnym.

historyk - 18:50 13-10-2016
Recka faktycznie nie porywa - zbyt rozwlekła.
A o książce nie będę się powtarzał:

http://seczytam.blogspot.com/2016/06/marta-krajewska-idz-i-czekaj-mrozow.html
_______________________
http://seczytam.blogspot.com

Komentuj


Konkurs

Wygraj przygody Lennarta Malmkvista


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia"


 Abercrombie, Joe - "Ostateczny argument" (oprawa twarda)

 Shannon, Samantha - "Zakon Drzewa Pomarańczy"

 Dick, Philip K. - "Nasi przyjaciele z Frolixa 8"

 Bardugo, Leigh - "Trylogia Grisza"

 Harrison, Harry - "Przestrzeni! Przestrzeni!"

 Pullman, Philip - "Zorza Polarna"

 Abercrombie, Joe - "Nim zawisną"

Fragmenty

 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS