NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

Jordan, Robert - "Wielkie polowanie" (2019)

Ukazały się

Riordan, Rick - "Grobowiec tyrana"


 Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia" (Wehikuł czasu)

 Schwarz, Alvin - "Więcej upiornych opowieści po zmroku"

 Pasek, Dorota - "Alabastrowe panny"

 Sten, Camilla - "Osada"

 Szostak, Wit - "Fuga" (Powergraph)

 Andrews, Ilona - "Magia zmienia"

 Le Guin, Ursula K. - "Dotąd dobrze"

Linki

Weir, Andy - "Marsjanin"
Wydawnictwo: Akurat
Tytuł oryginału: The Martian
Tłumaczenie: Marcin Ring
Data wydania: Listopad 2014
ISBN: 978-83-7758-817-8
Liczba stron: 384
Cena: 39,99 zł
Rok wydania oryginału: 2012



Weir, Andy - "Marsjanin"

Rozbitek na Marsie


Powieść Weira to zabawna, precyzyjna, popkulturowa i przede wszystkim zajmująca historia walki o życie na Marsie. Kreacja fabuły i bohatera stoją na znacznie wyższym poziomie niż pozostałe aspekty sztuki pisarskiej Andy’ego Weira.

Historia „Marsjanina” jest jak z amerykańskiego snu. W ciągu dwóch lat powieść zmieniła status od pozycji wzgardzonej przez agentów i wrzuconej do sieci za darmo na stronie autora do sześciocyfrowego kontraktu za publikację na papierze i zapowiedzi filmu w reżyserii Ridleya Scotta i z Mattem Damonem w roli głównej. To kolejny przykład bardzo dobrej książki, na której początkowo nikt się nie poznał i dopiero reakcja czytelników sprawiła, że rynek wydawniczy zwrócił na nią uwagę.
Jej początek nawiązuje do klasyki science fiction związanej z eksploracją Układu Słonecznego. Na Marsie wylądowała właśnie trzecia misja załogowa, ale z powodu złej pogody na powierzchni zmuszona jest do szybkiego powrotu. Podczas ewakuacji biolog-inżynier Mark Watney ma wypadek. Reszta załogi uznaje go za zmarłego i odlatuje; kiedy ten odzyskuje przytomność odkrywa, że znajduje się sam na nieprzyjaznej planecie ze sprzętem, który miał starczyć dla sześciu osób na kilka tygodni. Od tego momentu każdy błąd może go kosztować życie, a i perfekcyjne wykorzystanie zasobów nie gwarantuje, że przetrwa na Czerwonej Planecie do momentu nadejścia pomocy… jeśli ta w ogóle się pojawi.
Tak naprawdę Weir nie sili się na oryginalność i wykorzystuje motyw obecny w literaturze już od dawna. Historia rozbitków muszących radzić sobie z trudnych warunkach i korzystających ze szczątek w celu przeżycia ma długą tradycję, poczynając od „Robinsona Cruzoe” i „Tajemniczej wyspy”, a sięgając po nowsze wzorce: przecież nie tak dawno na ekranach kin gościł „Cast Away” z Tomem Hanksem jako rozbitkiem na tropikalnej wyspie. Jednakże w tych pozycjach bohater (lub bohaterowie) byli porzucani w stosunkowo komfortowych warunkach; czym innym jest zabójcze dla ludzi środowisko Marsa. Tutaj powieści znacznie bliżej – także ze względu na technologiczne szczegóły – do autentycznej historii misji Apollo 13 czy nawet „Grawitacji” Alfonso Cuaróna.
Mimo tej pozornie ogranej sytuacji fabularnej „Marsjanin” wciąga niemal od samego początku; wystarcza kilkanaście stron, żeby się o tym przekonać. Dzieje się tak dzięki utrzymywanemu napięciu towarzyszącemu narracji. Mark jest pomysłowy, kreatywnie wykorzystuje dostępne urządzenia i materiały, świetnie radzi sobie w kryzysowych sytuacjach i nigdy nie traci nadziei. Musi te atuty wykorzystywać wielokrotnie. Autor specjalnie przygotowywał się do pisania, studiując kilka dziedzin nauki oraz nowinki technologiczne, by stworzyć możliwie realistyczną wizję pobytu człowieka na Marsie. Dzięki przelaniu tej wiedzy w umysł bohatera stworzył wiarygodną – oczywiście przy zachowaniu pewnego poziomu niewiary – wizję. Pełną detali, a jednocześnie: jeśli nawet zagłębia się w technologiczne schematy, to robi to z wyczuciem, które nie powinno zrazić laika.
W „Marsjaninie” można być pewnym tylko jednego: jeśli tylko wszystko zaczyna iść zgodnie z myślą bohatera, to można być pewnym, że zaraz coś się zepsuje z wielkim hukiem. Ten motyw Weir wykorzystuje wielokrotnie, być może nawet zbyt często, ale przekłada się to na ciągłe emocje towarzyszące lekturze. Nie można amerykańskiemu pisarzowi odmówić umiejętności trzymania czytelnika w napięciu.
Drugim niezwykle istotnym atutem powieści jest jej humor. Większość utworu ma formę dziennika głównego bohatera, tylko od czasu do czasu przerywanego przebitkami pokazującymi sytuację na Ziemi lub wśród ewakuowanych z Marsa astronautów wracających na rodzimą planetę. Historię poznajemy więc przede wszystkim w formie przefiltrowanej przez umysł Marka relacji, co pozwala na wiele osobistych komentarzy odnoszących się do bieżącej sytuacji. Osamotniony, by nie oszaleć, zaprawia swój dziennik mnóstwem ironicznych uwag, dobitnymi i dalekimi od poprawnych politycznie uwagami, czy wreszcie zabawnymi żartami rozładowującymi napięcie. Jednakże pod płaszczykiem humoru kryje się znacznie poważniejsza treść. Narrator stara się ten element bagatelizować, ale „Marsjanin” jest przecież opowieścią o woli życia. Każda chwila Marka na Czerwonej Planecie wypełniona jest walką o przetrwanie, jego szanse są nikłe, a w dodatku los raz po raz rzuca mu kłody pod nogi. W tej filmowej fabule, na szczęście bez przesadnego patosu i łopotu gwiaździstego sztandaru, emocje kłębią się pod powierzchnią i tylko czekają, by znaleźć ujście.
Jedyny prawdziwy minus powieści to sposób jej wydania. O ile jeszcze umiejętności czysto pisarskich Weira nie trzeba się czepiać (chociaż zasługuje na miano co najwyżej przeciętnego rzemieślnika), to już redakcja i korekta przysnęły podczas sprawdzania tekstu, przez co w „Marsjaninie” znalazło się wiele drobnych, acz irytujących potknięć językowych.

Recenzja pierwotnie ukazała się w „Nowej Fantastyce” 12/2014.




Autor: Tymoteusz Wronka


Dodano: 2015-07-20 09:59:38
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Ciacho - 11:38 20-07-2015
Bardzo dobra recka, Shadow, zgadzam się z Tobą w pełni. Marsjanin to przede wszystkim bardzo dobra narracja i świetna kreacja głównego bohatera. Jeśli dodać do tego jeszcze ciągłe napięcie i tę otoczkę naukowo-technologiczną to dla mnie osobiście jest to książka idealną formą rozrywki i kompletnym sf, które warto ze wszech miar poznać.

Jakkolwiek całkowicie różne od siebie książki Brunnera i Weira - są to książki, których życzyłbym sobie jak najwięcej, bo uwielbiam tego typu sf. :)

Janusz S. - 14:57 20-07-2015
Recenzja jest zachęcająca, ale przeczytałem sobie Marsjanina w sieci i dobrze zrobiłem nie kupując jej. Nic specjalnie ciekawego tam się nie dzieje. Co może trzymać w napięciu skoro od początku wiadomo, że gość przeżyje.

nosiwoda - 16:31 20-07-2015
W końcu gra go Matt Damon! Gdyby grał go Sean Bean, też nie byłoby sensacji, bo wiadomo, że zginie.

Janusz S. - 17:36 20-07-2015
nosiwoda pisze:W końcu gra go Matt Damon! Gdyby grał go Sean Bean, też nie byłoby sensacji, bo wiadomo, że zginie.

Ty o filmie ja o książce. W książce nikt go nie grał, a wiadomo było, że nie zginie od pierwszych akapitów jego dziennika.

kowal - 18:02 20-07-2015
jakie to byłoby proste, gdyby śmierć głównego bohatera miała decydować o napięciu ;)

Shadowmage - 21:05 20-07-2015
Na takiej zasadzie większość fantasy (i w ogóle prozy sensacyjno-przygodowej) można uznać za nudne, bo przecież wiadomo, że główny gieroj przeżyje.

nosiwoda - 09:08 21-07-2015
Janusz S. pisze:
nosiwoda pisze:W końcu gra go Matt Damon! Gdyby grał go Sean Bean, też nie byłoby sensacji, bo wiadomo, że zginie.

Ty o filmie ja o książce. W książce nikt go nie grał, a wiadomo było, że nie zginie od pierwszych akapitów jego dziennika.

OK, ale to się łączy. Film został ogłoszony na tyle blisko polskiej premiery książki, że nawet bez lektury tych pierwszych stron było wiadomo, że bohater przeżyje (no dobrze, Elizjum zaprzecza oczywistości tej tezy). Poza tym książka jest moim zdaniem napisana "pod film".

Ciacho - 11:20 21-07-2015
nosiwoda pisze:Poza tym książka jest moim zdaniem napisana "pod film".


Ciekawe stwierdzenie. Znaczy się, że jak, Weir antycypował tę ekranizację? :D Założę się, że pewnie ma teraz pod domem kolejki autorów, którzy chcą wiedzieć, czy ich książka trafi do kin. ;) No, może poza Kingiem, bo jemu to niemal wszystko ekranizują. :D

nosiwoda - 13:12 21-07-2015
Nie antycypował. Podejrzewałbym raczej, że pisał tak, by książka była gotowym* scenariuszem.


*nie dosłownie, oczywiście.

Ciacho - 14:59 21-07-2015
Popraw mnie, jeśli się mylę, ale to jedyna powieść, jaką napisał. Jak więc człowiek, który jeszcze nawet nie ma czegoś takiego jak intuicja literacka, może pisać pod kątem gotowego materiału do scenariusza? Jakbyś mi napisał, że pod gotowy scenariusz pisał King, Grisham, czy Martin. Ok. Ale tak, nie przyjmuję tego. ;)

Raven86 - 09:00 22-07-2015
Co może trzymać w napięciu skoro od początku wiadomo, że gość przeżyje.


Od razu ciśnie mi się na usta przykład Terroru Simmonsa. Chociaż efekt odwrotny to finał ogólnie wszystkim znany od pierwszych stron. Ale jakoś nie przypominam sobie, żeby ktoś do ww pozycji użył podobnego argumentu. Wniosek jest taki, że jednak coś może trzymać w napięciu :)

(Marsjanina nie czytałem :P)

Janusz S. - 09:52 22-07-2015
Raven86 pisze:
Co może trzymać w napięciu skoro od początku wiadomo, że gość przeżyje.


Od razu ciśnie mi się na usta przykład Terroru Simmonsa. Chociaż efekt odwrotny to finał ogólnie wszystkim znany od pierwszych stron. Ale jakoś nie przypominam sobie, żeby ktoś do ww pozycji użył podobnego argumentu. Wniosek jest taki, że jednak coś może trzymać w napięciu :)

(Marsjanina nie czytałem :P)

Jeśli przez "znany finał" rozumiesz, że do dzisiaj nikt nie ma pojęcia co się naprawdę stało z załogami Erebusa i Terrora, albo to, że inuicka kapłanka stworzyła sobie misia-mordercę, który wytłukł znaczną część załóg obu statków, to mam niejasne wrażenie, że niestandardowo używasz słowa "znany".

nosiwoda - 13:48 22-07-2015
Ciacho pisze:Popraw mnie, jeśli się mylę, ale to jedyna powieść, jaką napisał. Jak więc człowiek, który jeszcze nawet nie ma czegoś takiego jak intuicja literacka, może pisać pod kątem gotowego materiału do scenariusza? Jakbyś mi napisał, że pod gotowy scenariusz pisał King, Grisham, czy Martin. Ok. Ale tak, nie przyjmuję tego. ;)

No to nie przyjmuj, to moje wrażenie z lektury, i tyle. A pisanie "pod scenariusz" nie ma wiele wspólnego z intuicją literacką - co najwyżej rezultat może być trafniejszy lub mniej trafny, zależnie od talentu/intuicji/rzemiosła.

kurp - 17:54 24-07-2015
Dziś połowa książek ma ten "scenariuszowy" styl. To raczej nie kwestia wyrachowania, tylko nieco inaczej ukształtowanej wyobraźni autorów nowego pokolenia.

Komentuj


Konkurs

Wygraj "Mutanta"


Wygraj "Dragon Age: Cesarstwo masek"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Pullman, Philip - "Zorza Polarna"


 Abercrombie, Joe - "Nim zawisną"

 Baxter, Stephen - "Ultima"

 Abercrombie, Joe - "Ostrze"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Palmer, Ada - "Do błyskawicy podobne"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

Fragmenty

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS