NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Fedyk, Karolina - "Skrzydła"

Morgan, Richard - "Siły rynku" (Mag)

Ukazały się

Webb, Nick - "Wolność"


 Grabowska, Ałbena - "Nowy Świat"

 Bułyczow, Kir - "Przełęcz" (Klasyka radzieckiej sf)

 antologia - "Czarna kula"

 Kloos, Marko - "Punkt uderzenia"

 Burroughs, Edgar Rice - "Sztuczny człowiek z Marsa"

 Sheckley, Robert - "Status cywilizacji"

 Card, Orson Scott - "Płomień serca" (wyd. 2)

Imprezy

Dni Fantastyki 2019 r.
Od: 2019-07-05
Do: 2019-07-07

Linki

Naam, Ramez - "Crux"
Wydawnictwo: Drageus
Cykl: Nexus 5
Tytuł oryginału: Crux
Data wydania: Grudzień 2013
ISBN: 978-83-64030-22-2
Oprawa: miękka
Format: 135 x 205 mm
Liczba stron: 528
Cena: 39,90 zł
Rok wydania oryginału: 2013
Tom cyklu: 2



Naam, Ramez - "Crux" #2

To zmienia wszystko


Tydzień później
Oko patrzyło na Kade’a nieruchomo, zanurzone w swej chłodnej kąpieli. Czarna źrenica w zielonej tęczówce. Biała kula, podobna do jajka, z wiązką świeżo wyhodowanych nerwów optycznych, które wyglądały jak wilgotne kable komputera.
Moje oko, pomyślał Kade, sklonowane z moich własnych komórek, w miejsce tego, które straciłem w Bangkoku.
Mrugnął swoim jedynym okiem, leżąc na łóżku szpitalnym, podczas gdy lekarze kończyli przygotowywać go do operacji. Promienie popołudniowego słońca wpadały do pomieszczenia, przesiane przez zasłony na oknach. Odrastająca ręka bolała aż do głębi wciąż delikatnych kości. Kade czuł, jak w jego żyłach zaczyna krążyć anestetyk. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to za kilka tygodni będzie patrzył dwojgiem oczu i może nawet posługiwał się obiema rękami.
Kade Lane.
Dotknięcie umysłu. Umysłu Ling. Córki Su-Yong Shu. Obcej. Młodej. Wir nieustających myśli. Zobaczył w umyśle wszystkie krążące wokół niego dane – informacje z urządzeń medycznych, kable elektryczne w ścianach, kanały łączności bezprzewodowej, wszechobecne nawet w tej odległej kambodżańskiej klinice. Widział je i czuł jako zawiłą sieć informacji i elektronów wokół, tak jak za każdym razem, gdy Ling dotykała go umysłem.
Uśmiechnął się.
Cześć, Ling.
Czuł, że ona też się uśmiecha. Dziwne dziecko, tak niepodobne do żadnego z umysłów, z którymi miał kiedykolwiek kontakt. Ale zaczynał ją rozumieć – to, jak myśli, jak wygląda świat oglądany jej oczyma.
Nie pozwolę im cię skrzywdzić, gdy zaśniesz – wysłała.
Niemal się roześmiał.
W porządku, Ling – odpowiedział. Ufam im.
To ludzie – zripostowała natychmiast.
Tak jak i ja – powiedział Kade.
O nie, Kade – zaprotestowała. Ty już nie jesteś człowiekiem. Teraz jesteś jak ja. Jak ja i moja mama.
Kade chciał jej odpowiedzieć, ale narkoza odebrała mu słowa i wciągnęła w ciepły i przytulny sen.
Dzisiaj pochowają moją matkę – wysłała Ling.
Do umysłu Kade’a napłynęły obrazy. Su-Yong w tym dalekim klasztorze w Tajlandii, kropla krwi na jej gardle, nagłe ukłucie, jakie poczuł w ręce, gdy trafiła go strzałka, szarzejąca skóra Su-Yong, gdy neurotoksyna płynęła przez jej ciało, Feng unoszący tasak, by odciąć rękę Lane’a...
Ona nie umarła – mówiła Ling. I ja ją znajdę. Zamierzam odzyskać moją mamusię.
Ling... – zaczął Kade, chciał powiedzieć: bądź ostrożna, ale anestetyk mu nie pozwolił.

Martin Holtzmann zamknął oczy i oto znowu tam był. Drobiny śniegu kłuły go w twarz, wiatr ryczał w uszach. Jego pożyczone ciało przechyliło się na lewo, narty zostawiały idealnie równy ślad na białym puchu stromego zbocza. Mięśnie pełne siły i młodości machnęły kijkami, przeciął kolejną muldę, jak nie zdarzyło mu się od czasu...
Poczuł łokieć wbity w żebra i natychmiast otworzył oczy. Joe Duran, dyrektor ERD i szef szefa Holtzmanna, patrzył na niego gniewnie.
– Uważaj – szepnął.
Holtzmann wymamrotał niepewne przeprosiny, zmienił pozycję i popatrzył na podium. Prezydent John Stockton przemawiał właśnie do tłumu zebranego przed kwaterą główną Agencji Bezpieczeństwa Narodowego.
Holtzmann otarł pot z brwi i linii potarganych białych włosów. Nawet o dziewiątej rano w Waszyngtonie słońce prażyło jak szalone. Wszystko wskazywało na to, że czekało ich rekordowo gorące lato w historii Ameryki Północnej, i to zaraz po fali upałów w 2039. Marzył o tym, by zatonąć ponownie we wspomnieniu śniegu, przeżyciach innego ciała, młodości, której doświadczył dzięki połączeniu swego umysłu z innym poprzez Nexusa 5.
– ...bronić ludzkości – mówił prezydent. – Musimy zrozumieć, że niektóre technologie, choć ekscytujące, stawiają nas na drodze wiodącej do odczłowieczenia.
Jak technologia w mojej głowie, pomyślał Holtzmann.
Nexus 5. Jak mógł się temu oprzeć? Jako dyrektor do spraw neurobiologii w ERD prowadził przesłuchania Kadena Lane’a, Rangana Shankariego i Ilyany Alexander. Rozumiał, czego dokonali. Czegoś cudownego – wzięli Nexusa i zmienili go z narkotyku ulicznego w narzędzie. Niebezpieczne, owszem. Dające możliwość wykorzystania go w najbardziej niewłaściwy sposób. Ale, och, jak niezwykle kuszące!
A tej nocy, gdy Nexus został wypuszczony na świat? Tej straszliwej nocy, kiedy misja mająca na celu ponowne ujęcie Lane’a w tajlandzkim klasztorze okazała się totalną porażką? Kiedy Su-Yong Shu, jeden z najgenialniejszych umysłów swego pokolenia, została zamordowana? Kiedy jego przyjaciel i współpracownik Warren Becker zmarł na atak serca?
Straszliwa noc. Patrzył, jak tysiące ludzi na całym świecie zyskuje dostęp do tego narzędzia. Jak mógł się oprzeć? Wziął fiolkę z magazynu laboratorium, przechylił i przełknął srebrzystą ciecz. A potem tylko czekał, aż nanocząsteczki znajdą drogę do jego mózgu, podłączą się do neuronów, złożą się w mechanizmy przetwarzające informacje.
Trzy następne miesiące okazały się najbardziej ekscytujące w całym życiu Holtzmanna. Widział niesamowite dokonania naukowe, publikowane ostrożnie i anonimowo. Z Nexusem 5 powoli zaczynali rozumieć, jak odwrócić spustoszenia spowodowane w mózgu alzheimerem czy demencją. Dokonali nieopisanych postępów, doprowadzając do nawiązania kontaktu między autystycznymi dziećmi i zdrowymi rodzicami. Nagle znaleźli się na progu możliwości odszyfrowania układów pamięci i koncentracji, a to z kolei prowadziło do zwiększenia inteligencji. To narzędzie zmieniło oblicze nauki o umyśle, Holtzmann to wiedział. A w ten sposób zmieni też oblicze ludzkości.
Holtzmann już doświadczył możliwości transformacyjnych Nexusa. Dotknął umysłów i myśli fizyków, matematyków, poetów, artystów i neurobiologów jak on sam. Czuł inne umysły. Jaki neurobiolog, jaki naukowiec przepuściłby taką okazję?
Mógł teraz doświadczyć wszystkiego, dotknąć innego umysłu, zobaczyć świat cudzymi oczami, poznać cudze przeżycia, przygody, ich...
Kolejne wspomnienie wypłynęło na powierzchnię pamięci.
Znów był młody, silny, sprawny i obcował z piękną kobietą. Pamiętał miękkość jej skóry, zapach perfum, smak pocałunków, pamiętał, jak zsunął jedwabną koszulkę z jej ramion, wilgoć, gdy jego palce odnalazł ją tak gotową, tak rozpaloną. Znów przeżył dreszcz podniecenia, gdy znalazł się między jej udami w seksownych pończochach, i to niesamowite ciepło, gdy opadła na niego...
Dość, upomniał sam siebie.
Z trudem odpędził wspomnienie. Raz wystarczyło w zupełności. Nie ma sensu powtarzać. Prawdę powiedziawszy, było aż nazbyt prawdziwe, nie jak pornografia, ale jak zdrada. A Martin Holtzmann przysiągł sobie, że już nigdy nie będzie niewierny.
Bez znaczenia. Można było używać tej technologii w sposób zarówno prostacki, jak i wysublimowany. Holtzmann od lat nie czuł się tak cudownie żywy, myśl o nadchodzącej przyszłości ekscytowała go o wiele bardziej niż za młodu.
– ...dlatego musimy wygrać w listopadzie – mówił Stockton.
Nie wygrasz, pomyślał Holtzmann. Przegrywasz w sondażach dziesięcioma punktami. Stanley Kim zostanie kolejnym prezydentem. Amerykanie już się nie boją. Okrucieństwa są już przeszłością, Ameryka teraz też chce zobaczyć przyszłość.
Ja chcę zobaczyć przyszłość.
Holtzmann uśmiechnął się do siebie. Sprawy przedstawiały się jak najlepiej.
?b64AECS448TxQRmeKwMcMoK83QyozvgSaLPsA0Kkc++clA1KJHS/
Co? Holtzmann wyprostował się gwałtownie. Przez jego umysł przemknęła transmisja Nexusa. Jakimś fragmentem świadomości zarejestrował, że dyrektor Duran spogląda na niego z irytacją.
?HX?52a06967e7118fce7e55b0ba46f9502ce7477d27169da72/
Serce waliło mu jak młotem. Co się, do cholery, działo?! Odkryli go?
fcd55afa0/
Nie. Dane były zaszyfrowane. Przesyłane w paśmie częstotliwości Nexusa. Holtzmann spojrzał w lewo, potem w prawo, przeszukując spojrzeniem tłum, zupełnie nieświadomy spojrzeń spod groźnie zmarszczonych brwi, jakie rzucał mu Duran.
RU5L8PP0hLarBNxfoQM23wG6+KTCEBhOIAAQyPPc76+TWhj+X/
Znalazł, przekaz był nadawany zza jego pleców.
SntyZox/
I kolejny...
Wykręcił szyję, żeby popatrzeć do tyłu, ignorując posykiwania tych, którzy siedzieli za nim. Nie zobaczył nic niezwykłego. Pracownicy Agencji Bezpieczeństwa Narodowego, ze wszystkich wydziałów i komórek: FBI, DEA, Straż Przybrzeżna, ERD, siedzieli sztywno na plastikowych krzesłach. Agent Secret Service w swoich stylowych lustrzankach przechadzał się wolno środkowym rzędem, kierując się w stronę podium. Na tyłach kamery najróżniejszych wiadomości i reporterzy utworzyli zwarty półokrąg.
?0jRwTX0tQ5jSl03cfWGCmkvt5b17dzwt78jWXNx15Ur2sBf1fyBbS/
Sygnał płynął stamtąd, mocny i wyraźny.
1suuHKZmZAE/
I jeszcze krótsza odpowiedź.
Sygnały najwyraźniej płynęły od... od...
O Boże. Dobry Boże.
Kade obudził się ze swojego wspomaganego lekami snu w szpitalnym łóżku. Za oknami panowała nieprzenikniona ciemność. Zamrugał skołowany. Co go obudziło? Znowu Ling?

[alarm] [alarm] [alarm]

Zauważył mrugające światełko w kąciku oka. Wysoki priorytet wiadomości. Zezwalający na budzenie go, gdy spał.
Rangan? Ilya? Czy programy, które zapuścił do sieci, znalazły jego przyjaciół?
Nie. To był alarm innego rodzaju.

[Alarm: wykryto kod submisji wz—r alfa.

Status: aktywny].

Kolejny kod submisji. I to nie jakiś kod. Ten wzór Kade widział już wcześniej. Oprogramowanie, które zmieniało człowieka w robota, w zabójcę. Najbardziej wyrafinowane, na jakie dotąd się natknął.
A teraz któryś z jego agentów natrafił na wzór po raz kolejny, w innym umyśle. I kod był aktywny.
W mgnieniu oka Kade zapomniał o śnie. Kliknął na link w umyśle, potwierdził zaszyfrowane połączenie. Aktywował tylne drzwi. Pełne zanurzenie. Wysłał hasło.
I był w środku.

Holtzmann wpatrywał się w źródło transmisji Nexusa. Garnitur. Lustrzanki. Powiększone mięśnie. Agent Secret Service.
Strach sparaliżował doktora.
Nie. Proszę, nie.
?3BRW8SYWv5KYzmduBwmiNXVPQaiKG1acsG6wvaNJRJU/
Agent sięgnął pod marynarkę. Martin Holtzmann wyrwał się ze stuporu.
– ON MA BROŃ!!! – wrzasnął ile sił w płucach, podrywając się na nogi.
okwH46RNI7/
Czas zwolnił. Dłoń zabójcy wyłoniła się spod marynarki, zaciśnięta na gigantycznym pistolecie. Dwóch innych agentów nagle zmieniło się w rozmazane plamy, pędząc z nieludzką szybkością w stronę mężczyzny. Serce Holtzmanna zatrzymało się na chwilę, wszystkie zmysły skupiły się na uzbrojonym człowieku i na tej jednej potwornej chwili.

Broń!
Miał broń i strzelał. Strzelał do człowieka na podium.
Kade zmusił dłoń tego ciała, by wypuściła pistolet. Dwa ludzkie pociski uderzyły w niego z ogromną siłą.

Broń zabójcy wystrzeliła dwukrotnie, lufa rozbłysła jaśniej niż poranne słońce, a potem dwóch agentów uderzyło w tamtego z mocą godną rozpędzonych lokomotyw i głośnym łupnięciem. Pistolet zamachowca wyleciał w powietrze, a on sam zwalił się na ziemię. Trzech agentów Secret Service jednocześnie pokonało dystans dwunastu jardów jednym potężnym skokiem, równocześnie dotknęło ziemi i zwaliło się na swych kolegów, grzebiąc zabójcę pod stosem ciał.
Holtzmann odwrócił się w stronę podium, szukając wzrokiem prezydenta. Był bezpieczny? Dostał? Ale nie widział Stocktona, tylko kolejnych agentów. Duran wrzeszczał Holtzmannowi do ucha:
– Ty! Skąd wiedziałeś?!

Dwa ludzkie czołgi zbiły go z nóg, powaliły na ziemię i Kade poczuł, jak jego własnym ciałem targa spazm bólu, który popłynął przez link. Zdjęli go! Zabójca został unieszkodliwiony!
Zastrzelił kogoś? Czy Kade zdołał temu zapobiec? Kim był morderca? Gdzie był?
I wtedy poczuł coś w ciele zabójcy. Coś było nie tak. Ból, głęboko w środku. W korpusie było coś, czego tam być nie powinno. Coś twardego i ciężkiego.
O nie.
Nie chodziło po prostu o pistolet...
Otworzył usta tamtego, by ostrzec ludzi wokół.
Ale jego zmysły odebrały jedynie biały szum.
[POü„CZENIE ZERWANE]
– Skąd wiedziałeś, Martin?! – wrzeszczał Joe Duran, bryzgając kropelkami śliny. – Skąd wiedziałeś?!
Holtzmann gapił się na niego bezmyślnie, miał kompletną pustkę w głowie. Wymówka. Potrzebował jakiejś wymówki. To nie był Nexus. Nie miał w głowie żadnego Nexusa.
I wtedy świat eksplodował. Fala uderzeniowa zmiotła Holtzmanna, cisnęła w powietrze, machającego bezradnie kończynami. Sekundę później dopadł go żar wybuchu. Uderzył w coś twardego i zapadła ciemność.

– NIE!
Kade otworzył oko. Drzwi otworzyły się gwałtownie i Feng błyskawicznie znalazł się obok, w dłoni ściskał pistolety, rozglądał się w poszukiwaniu zagrożenia. Za nim wpadło dwóch mnichów. Ich umysły pełne były ponurego oddania, gdy własnymi ciałami osłonili Kade’a przed niebezpieczeństwem, jakie najwyraźniej nawiedziło klinikę.
– Nie, nie, nie – powtarzał Kade.
– Co? Co?! – krzyknął Feng, obracając się w koło w poszukiwaniu celu.
Kade w głowie przeszukiwał wiadomości, próbując zrozumieć, co właśnie zobaczył, mając nadzieję, że to nie było to, czego się obawiał.
Wtedy pojawiły się pierwsze relacje.
– O kurwa.

Breece zaklął cicho. Dwa strzały. Dwa pudła. Zaprogramował cztery strzały. I każdy powinien wyeliminować cel. Coś przeszkodziło. Ktoś się wmieszał...
A bomba... Jego dodatek do planu, wbrew rozkazom. Dobry pomysł. Nie dość dobry jednak. Prezydent wciąż żył.
Kiedy już znalazł się poza zasięgiem wieży transmisyjnej, wszystkie logi w tablecie zostały magnetycznie wyczyszczone, a sam tablet wraz z telefonem wykorzystanym w trakcie zadania spalony i wrzucony do zatoki. Wszystkie urządzenia wykorzystane do kontaktów w tajemniczy sposób straciły dane, natomiast członkowie jego wirtualnej grupy – Ava, Hiroshi i Nigeryjczyk – zniknęli bez śladu, a on sam znajdował się w ruchu. Idąc zatłoczoną Market Street, wyjął zaszyfrowany telefon, przeznaczony do przeprowadzenia kolejnej rozmowy. Wybrał numer tego, który wydawał mu rozkazy, przywódcy Frontu Wyzwolenia Postludzi o kryptonimie Zaratustra.
×Ja was uczę nadczłowieka. Człowiek jest czymś, co pokonanym być powinno. Cóżeście uczynili, aby jego pokonać?”
Usłyszał sygnał, jednorazowe urządzenia szyfrujące przez chwilę korzystały z tego samego kodu. Miał sześćdziesiąt sekund, żeby powiedzieć to, co miał do powiedzenia.
– Misja zakończona niepowodzeniem – oznajmił cicho. – Nastąpiła jakaś ingerencja. Powód nieznany.
– Bomby nie było w planach. – Głos Zary był zniekształcony elektronicznie, żeby zapobiec ewentualnemu rozpoznaniu.
– Nie martw się o bombę – odpowiedział Breece. – Martw się, że zostaliśmy powstrzymani. Tym, że ktoś wiedział, że zamierzamy uderzyć. Tym, że cel przeżył.
– To ja będę mówił tobie, czym się martwić – uciął Zara – a nie na odwrót.
– Wykryli nasze aktywa. Wiedzieli, że tam jesteśmy. Byli na to gotowi.
– Zabiłeś tuziny wbrew rozkazom.
– To byli wrogowie. FBI. ERD. DHS. Wszyscy.
– Ja będę ci mówił, kto jest naszym wrogiem. Czekaj na rozkazy ode mnie.
Breece rozłączył się sfrustrowany i szedł przed siebie.
×Cóżeście uczynili, aby jego pokonać?” – spytał Nietzsche.
Zabiłem, pomyślał Breece. To zrobiłem.
A ty?

Człowiek nazywany Zaratustrą odchylił się na krześle i zapatrzył na miasto kipiące życiem. Był wysoki, ciemnowłosy, ciemnooki i barczysty. Człowiek przyzwyczajony, by działać, fizycznie. A jednak historia zapamięta go – o ile w ogóle go pozna – przez to, co zrobił rękoma innych.
Breece’a trzeba będzie co najmniej poddać obserwacji. Stawał się coraz większym fanatykiem, ekstremistą i wkrótce może się okazać, że jest poważnym obciążeniem. Ale jeszcze nie teraz. Nie zaraz po tych wydarzeniach. Ale wkrótce.
Zginęło siedemdziesiąt osób. Prezydent żył nadal. Straty uboczne były bardzo wysokie. Kłopotliwe. Bardzo kłopotliwe. Ale koniec końców misja zakończyła się sukcesem. Amerykanie i świat zaznali strachu.

Martin Holtzmann ocknął się gwałtownie w izolatce szpitala imienia Waltera Reeda. Wzbierał w nim ból, płynął w górę, po lewej stronie ciała, w górę nogi, strzaskanej kości udowej, zmielonego biodra, poszarpaną masą mięśni ku połamanym i posiniaczonym żebrom, by zagnieździć się w popękanej czaszce. Ból był potworny, straszliwy, wzbierał jak przypływ, zdawało się, że za chwilę rozsadzi jego udręczone ciało i wyleje się falą. Serce biło wciąż szybciej i szybciej. Na czole zaperlił się pot.
Holtzmann zaczął po omacku szukać guzika pompy, a gdy go znalazł, naciskał raz po raz, aż słodkie opiaty popłynęły jego żyłami. Ból nie był już apokaliptyczny, ustępował, a wraz z nim mijał atak paniki.
Żyję, pomyślał Holtzmann. Żyję.
Inni nie mieli tyle szczęścia. Zginęło siedemdziesiąt osób. Wiele znał. Clayburn. Stevens. Tucker. Wszyscy byli martwi. Nawet Joe Duran, który stał tuż obok.
Gdybym siedział o jedno miejsce dalej...
Duran wiedział. W tej ostatniej sekundzie zrozumiał. Nie było możliwości, by Holtzmann tak sam z siebie wypatrzył zabójcę...
Gdyby Duran przeżył... Wróciłby z pytaniami. Pytaniami, które zaprowadziłyby go wprost do Nexusa w mózgu Holtzmanna.
Ale zginął, napomniał Holtzmann sam siebie. Zginął. A ja żyję.
Była to ulga przepełniona poczuciem winy, ale wciąż ulga.
Co, do cholery, tam się wydarzyło? – zastanawiał się.
Szczegóły były teraz we wszystkich wiadomościach. Steve Travers, agent Secret Service, który strzelał do prezydenta, miał autystycznego syna. Śledztwo już na wstępie wykazało, że zainstalował Nexusa, aby mieć kontakt z dzieckiem, a FWP w jakiś sposób wykorzystał narkotyk do przejęcia nad agentem kontroli. Organizacja już przyznała się do zamachu.
Dzisiaj w imię wolności uderzamy w tych, którzy was prześladują. Gdziekolwiek tyrani będą próbowali dyktować jednostkom, co mają robić z własnymi umysłami i ciałami, uderzymy ponownie”.
Ale jak? Jak tego dokonali?
Potrzeba było naprawdę wyrafinowanego oprogramowania, żeby zmienić człowieka w taką marionetkę. Holtzmann to wiedział. Dowodził zespołem, który coś takiego zrobił. Oczywiście było to możliwe. Ale cały ten tak zwany Front Wyzwolenia Postludzi, który przyznawał się do zamachu, nigdy dotąd nie wykazał się takimi kompetencjami w zakresie programowania. Przez lata Holtzmann miał ich za błaznów, których mocną stroną były puste groźby, nie stanowili właściwie poważniejszego zagrożenia i nie czynili większych szkód. Dlaczego więc teraz? Co się zmieniło?
Martin Holtzmann leżał w szpitalnym łóżku, głęboko zmartwiony mimo dużych dawek leków przeciwbólowych, które zasnuwały jego umysł mgłą.
Po kilku minutach wpisał stosowne komendy i Nexus zaczął przerzucać wszystkie wspomnienia, wrażenia, odczucia z tego dnia do pamięci długotrwałej.
Holtzmann nacisnął guzik, aplikując kolejną dawkę opiatów.

Ling Shu obudziła się w przestrzeni. Miliardy gwiazd Drogi Mlecznej lśniły jej nad głową. Mrugnęła, likwidując iluzję. Projekcja została wyłączona i Ling zobaczyła swój pokój. Czyste linie, tekowe drewno, litery chińskiego alfabetu na jednej ścianie, drugą zajmowało ogromne okno wyglądające na serce Szanghaju.
Ling mogła zobaczyć światła miasta za oknem, rozciągającą się na dwadzieścia pięter twarz kobiety, która mrugając z uśmiechem, reklamowała jakiś produkt dla ludzi. Świat wewnątrz niej wydawał się bardziej realny. Odległe burze słały wstrząsy poprzez pływy bitów, wśród których się poruszała. Obudził ją cyfrowy grzmot, echa potężnej eksplozji obiegające planetę. Odetchnęła głębiej, pozwoliła, by dane ją przeniknęły, poczuła, jak z chaosu rodzi się zrozumienie.
Prezydent Stanów niemal zginął.
Giełda została zablokowana, żeby powstrzymać spadek wartości akcji.
Amerykanie wyznaczyli kolejną nagrodę za głowę jej przyjaciela Kade’a.
Czuła, jak świat się przekształca, jak zmienia kierunek. Nawet przy zamkniętych giełdach pieniądze i dane nie przestały płynąć. Ubijano interesy, realizowano korzyści. Ubezpieczenia były kupowane i wypłacane. Wdrażano plany awaryjne. Na wpół autonomiczne programy wypluwały kolejne polecenia, prośby, żądania, transakcje w obie strony.
Nie dostrzegała wszystkich pływaków, ale doskonale widziała drobne zmarszczki na powierzchni morza informacji. I wiedziała, co oznaczają.
Wojna.
Nadciąga wojna.
Ling musiała odnaleźć matkę.




Dodano: 2013-11-25 11:03:00
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e02)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e01)

Recenzje

antologia - "Opowieści niesamowite. Literatura francuska


 de Castell, Sebastien - "Krew Świętego"

 Moore, Stuart - "Marvel: Wojna domowa"

 Hamilton, Peter F. - "Noc bez gwiazd"

 Clarke, Arthur C. - "Koniec dzieciństwa"

 Howard, A.G. - "Alyssa i obłęd"

 Fletcher, Charlie - "Ostatni"

 Scalzi, John - "Upadające imperium"

Fragmenty

 Schwartz, Richard - "Oko pustyni"

 Bond, Gwenda - "Mroczne umysły"

 Patykiewicz, Piotr - "Otchłań"

 Clarke, Arthur C. - "Koniec dzieciństwa"

 Keyes, Daniel - "Kwiaty dla Algernona"

 Schwab, V.E. - "Vicious. Nikczemni"

 Lawrence, Mark - "Koło Osheim"

 Górski, Piotr - "Reguła zakonu"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS