NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Mammay, Michael - "Planeta"

Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

Ukazały się

Palmer, Ada - "Siedem kapitulacji"


 Pilipiuk, Andrzej - "Przeszłość dla przyszłości"

 antologia - "Wigilia pełna duchów"

 Chesterton, Gilbert Keith - "Człowiek, który był Czwartkiem"

 Węcławek, Dominika - "Skoczkini. Zapiski z międzygwiezdnego lotu"

 Rusnak, Marcin - "Diabły z Saints"

 Lisińska, Małgorzata - "Zakonna"

 Burroughs, Edgar Rice - "Llana z Gathol"

Linki

Miéville, China - "Ambasadoria"
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Tytuł oryginału: Embassytown
Tłumaczenie: Krystyna Chodorowska
Data wydania: Lipiec 2013
ISBN: 978-83-7785-169-2
Oprawa: miękka
Format: 135 x 205 mm
Liczba stron: 468
Rok wydania oryginału: 2011



Miéville, China - "Ambasadoria"

Kłamstwo nas wyzwoli


China Miéville i prawdziwe, mięsiste science fiction? Na pierwszy rzut oka wydaje się to absurdalnym pomysłem, ale „Ambasadoria” dowodzi, że brytyjski pisarz świetnie radzi sobie w tej konwencji. W efekcie powstała bardzo dobra powieść, moim zdaniem najlepsza z wydanych w Polsce tego autora.

China Miéville potrafi w ramach jednej książki oczarować, zachwycić, ale też rozczarować i przyprawić o frustrację. Jest pisarzem cenionym, ale w opinii wielu – w tym także mojej – nawet jego dotychczas najlepsze powieści (na przykład często w tym kontekście wymieniana „Miasto i miasto”) nie są pozbawione pewnych ułomności; a przecież w dorobku ma też książki znacznie słabsze, z „Żelazną Radą” na czele. Stąd też każdorazowo podejście do jego nowego utworu wiąże się z niepewnością i pytaniem: olśni czy sprawi zawód?
Brytyjski pisarz kojarzony jest oczywiście z nurtem new weird, jest wręcz jego założycielem, ale już od pewnego czasu wybiera inne literackie ścieżki. Jednak, przynajmniej do tej pory, starał się unikać tworzenia opowieści jednoznacznych gatunkowo, łatwych do zaklasyfikowania. Do czasu. „Ambasadoria” w swej istocie stanowi czyste science fiction, chociaż nie obyło się bez typowych dla Miéville’a zagrań i udziwnień, które jednakże dotyczą anturażu, a nie kwintesencji pomysłu – trudno wszak o bardziej klasyczny motyw niż kontakt ludzkości z obcą rasą, na której oddaloną planetę można dotrzeć jedynie za pomocą międzywymiarowych podróży kosmicznych. Fanów twórczości Brytyjczyka od razu uspokajam: to wszystko, co zaczerpnął autor z klasyki fantastyki. Cała reszta jest znacznie świeższa, dziwna i… no cóż, miéville’owska, chociaż nad całością unosi się wyraźny duch Ursuli K. Le Guin – pisząc współcześnie, słynna autorka mogłaby właśnie taką powieść stworzyć.
Autor nie bawi się w powolne wprowadzanie czytelnika w realia. W zamian od razu wrzuca go do środka świata przedstawionego, niczego nie wyjaśniając i pozwalając na powolne odkrywanie rządzących nim mechanizmów. Jednocześnie bawi się pomysłami: sama koncepcja podróży międzyplanetarnych to dla niego pretekst do popuszczenia wodzy wyobraźni i odmalowania przed odbiorcą fantastycznej wizji. Robi to z takim zaangażowaniem, że początkowo wydaje się, iż to właśnie międzygwiezdne podróże będą sednem opowieści, ale dość szybko staje się jasne, że to tylko tło, a fabuła będzie dotyczyła czegoś zupełnie innego. To obcy i ich język, a w zasadzie Język, stanowią główny element, wokół którego toczą się wydarzenia. Ale o tym za chwilę.
Tytułowa Ambasadoria to miasto, jedyna ludzka osada na planecie zamieszkałej przez Ariekenów. Placówka, mająca na celu komunikację i wymianę handlową z obcą rasą, jest politycznie uzależniona od dalekiego imperium. Jak uczy historia, każda kolonia w pewnym momencie próbuje zyskać niezależność, nie zawsze za zgodą państwa-matki. Znany z politycznego zacięcia brytyjski pisarz i tym razem poświęca temu aspektowi wiele miejsca, budując sieć intryg politycznych i przedstawiając kolejne etapy przemian społecznych aż do rewolucji – dość przypadkowej i wymuszonej, dodajmy, okolicznościami. W odróżnieniu jednak np. od „Żelaznej Rady” nie daje się ponieść ideologii, nie jest też nachalny w przedstawianiu poglądów; stąd też ten wątek nie razi, a nawet intryguje. Tym bardziej, że karty są odsłaniane powoli, a kolejne elementy układanki wskakują na swoje miejsca dość późno.
Jak wcześniej już zaznaczałem, jest to opowieść o kontakcie z obcą rasą; i nie chodzi tylko o wygląd będący wariacją na temat skrzyżowania skorupiaków z bydłem czy świetnie rozwiniętą bioinżynierię. Ariekeni, zwani przez uprzejmość Gospodarzami, rozumują w zupełnie inny sposób niż ludzie. Miéville nie jest tak skrajny w tworzeniu inności jak Peter Watts w „Ślepowidzeniu”, ale też jego istotom znacznie dalej do ludzi niż, na przykład, Atevim z „Przybysza” C.J. Cherryh. Sposób rozumowania posługujących się dwugłosem obcych jest zdefiniowany przez ich Język, stanowiący odbicie rzeczywistości. Nie jest w nim możliwe rozminięcie się z prawdą, pojęcia abstrakcyjne są mocno ograniczone, a z każdego słowa płynie harmonia. Ludzie musieli wykazać się nie lada pomysłowością, by w ogóle móc się z Ariekenami skontaktować, tworząc Ambasadorów – splecione umysłami dwójki klonów. Gdy jednak na scenie pojawia się nowy, działający na innych zasadach Ambasador, dysonans w jego głosie wywraca wszystko do góry nogami, a społeczeństwo obcych chwieje się w posadach. By przetrwać, będą musieli zmienić sposób myślenia.
W powieści wyraźne są różnego rodzaju dualizmy, działające czasem na zasadzie przeciwieństw, kiedy indziej uzupełniające się. Motyw pęknięcia par, a później spajania ich w inny sposób jest widoczny w wielu aspektach. Mamy więc między innymi niedoskonałe związki, bilateralne relacje polityczne czy – z bardziej oczywistych – społeczeństwo złożone z dwóch ras. Relacje te zmieniają się wraz z przebiegiem fabuły, dzięki czemu w powieści pojawia się dodatkowy dynamizm.
W „Ambasadorii” odnajdziemy wiele neologizmów dotyczących technologii i różnych aspektów świata przedstawionego, co nie dziwi w przypadku twórczości Miéville’a. Nie znając oryginału, trudno ocenić stopień wyzwania dla tłumacza, ale efekt jego pracy nie zawsze jest w pełni satysfakcjonujący; zbyt często nie można instynktownie zrozumieć do czego nawiązuje lub z czego wywodzi się dane słowo. Jednak być może jest to też cecha angielskich terminów ukutych przez samego autora?
Często pojawiającym się błędem w konstrukcji powieści brytyjskiego pisarza jest wadliwe budowanie napięcia, szczególnie w końcówkach, które mają w założeniach być bardziej dynamiczne czy sensacyjne. Wydarzenia, zamiast potęgować zainteresowanie, wprowadzają chaos i nużą. W „Ambasadorii” całkowicie tego problemu nie udało się wyeliminować, w sensacyjnych scenach w drugiej połowie powieści nadal narracja zbyt się rozpędza, gubiąc gdzieś rytm i cel, ale jest znacznie lepiej, niż bywało do tej pory w analogicznych przypadkach.
Odpowiadając na pytanie z początku tekstu: „Ambasadoria” oczarowuje, a drobne potknięcia nie wpływają na bardzo wysoką ocenę ogólną. To proza pobudzająca tak wyobraźnię, jak i intelekt, pełna niuansów i momentów, nad którymi warto się pochylić. Miéville oddaje czytelnikom najlepszą powieść w swoim dorobku. Nic tylko czytać.



Autor: Tymoteusz „Shadowmage” Wronka


Dodano: 2013-08-02 12:59:11
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Lett - 10:43 03-08-2013
"Miéville oddaje czytelnikom najlepszą powieść w swoim dorobku..." Jadę do księgarni!

nosiwoda - 10:57 03-08-2013
Skoro oddaje, to po co jedziesz do księgarni, żeby płacić? Czekaj, aż Ci przyniesie.

Gavein - 12:19 03-08-2013
3 punkty.

niepco - 19:32 03-08-2013
Właśnie skończyłem, świetna książka, chociaż musiałbym się zastanowić czy Dworzec nie podobał mi się bardziej. Tak czy siak wyobraźnia Mieville'a jest niesamowita.

Komentuj


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Raduchowska, Martyna - "Fałszywy Pieśniarz"


 Abercrombie, Joe - "Szczypta nienawiści"

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i anioł z kamienia"

 Le Guin, Ursula K. - "Cała Orsinia"

 Lawrence, Mark - "Święta siostra"

 Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia"

 Abercrombie, Joe - "Ostateczny argument" (oprawa twarda)

Fragmenty

 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS