NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Gwynne, John - "Zgliszcza"

Harrison, Harry - "Przestrzeni! Przestrzeni!" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Ukazały się

Crouch, Blake - "Rekursja"


 Dick, Philip K. - "Nasi przyjaciele z Frolixa 8"

 zbiór opowiadań - "Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Gołkowski, Michał - "Bramy ze złota. Złote Miasto"

 Swallow, James - "Krocząc w strachu"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

Linki

Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Pierwsze prawo
Tytuł oryginału: Best Served Cold
Tłumaczenie: Robert Waliś
Data wydania: Styczeń 2012
ISBN: 978-83-7480-220-8
Oprawa: miękka
Format: 135 x 202 mm
Liczba stron: 812
Cena: 49,00 zł
Rok wydania oryginału: 2009
Wydawca oryginału: Orbit



Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

Zdrada do kwadratu


Abercrombie podkręca te elementy, za które zdobył uznanie w „Pierwszym prawie”. W powieści więcej jest spisków, zdrady i krwawych scen walk. Czasem – szczególnie w końcówce – jednak ma się wrażenie, że nie była to właściwa droga: więcej nie zawsze oznacza lepiej.

Joe Abercrombie dał się poznać czytelnikom za sprawą trylogii „Pierwsze prawo”. Angielski pisarz co prawda nie przełamywał schematów charakterystycznych dla fantasy, ale dzięki umiejętności kreowania wyrazistych postaci, bezkompromisowemu podejściu do ich losów, a także czerpaniu z najlepszych wzorców (wspomina, że wzorował się m.in. na „Pieśni Lodu i Ognia” George’a R.R. Martina) potrafił stworzyć książki wybijające się w tym gatunku. Sukces skłonił go do pozostania w świecie wykreowanym w trylogii i luźnym kontynuowaniu niektórych wątków w pojedynczych już powieściach. Pierwszą z nich jest „Zemsta najlepiej smakuje na zimno”, w której autor serwuje jeszcze więcej tego wszystkiego, za co był chwalony. Miejscami chciałoby się jednak powiedzieć: co za dużo to niezdrowo.
Abercrombie przenosi czytelnika na inny kontynent, ale w rolach głównych osadza postacie znane z „Pierwszego prawa”, chociaż bardziej z ról drugo- i trzecioplanowych. Co prawda pierwsze skrzypce gra poszukująca zemsty Monza Murcatto, ale obok niej występują chociażby barbarzyńca z Północy imieniem Dreszcz, była członkini inkwizycji Vitari czy wiecznie pogrążony w alkoholowym upojeniu, niezrównany najemnik Nicomo Cosca. Gdy do tego dodać zawodowego truciciela i trochę autystycznego zabójcę, to kreuje się ekipa, przed którą drżeć będą najwięksi. I faktycznie, im dalej, tym częściej ciarki chodzą po plecach.
Mimo wielu znanych postaci „Zemsta najlepiej smakuje na zimno” nie wiąże się bezpośrednio z wydarzeniami z wcześniejszych książek. Oczywiście gdzieś w tle cały czas przewija się rywalizacja między siłami stojącymi za bankiem Valinta i Balka oraz Imperium Ghurkulu, ale to nie ona stanowi sedno fabuły. Ta, jak już po tytule łatwo się domyślić, koncentruje się na pragnieniu zemsty. Początkowo powieść przypomina więc nieco fantastyczny odpowiednik „Hrabiego Monte Christo” Aleksandra Dumas, ale mniej więcej od połowy podąża już własną drogą. W odróżnieniu od Edmunda Dantès, Monza pozostaje bezwzględna i jeśli nawet pojawiają się u niej wyrzuty sumienia, to są duszone w zarodku (jeśli nawet nie przez samą bohaterkę, to za sprawą okoliczności). Duże znacznie odgrywają również zdrady i zmiany sojuszy. Niestałość ta nie jest dziwna przy takim zestawie postaci, jak scharakteryzowany powyżej. Zaskakujące zwroty są cenne w powieściach rozrywkowych, ale przy takim ich nagromadzeniu przestają być niespodziewane: podczas lektury pojawia się pytanie nie „kto?”, ale „kiedy?” dany bohater wbije kompanom nóż w plecy. To tylko jeden z przejawów tego, że Abercrombie w dążeniu do amplifikacji wrażeń przedobrzył.
Ciągłe zdrady powodują w pewnym momencie także – chociaż to jest uzależnione od subiektywnych odczuć – znużenie. W przypadku takiej zbieraniny oprychów ciężko jest mówić o identyfikowaniu się z bohaterami, ale przynajmniej część z nich budzi pewną dozę sympatii i chęć kibicowania ich poczynaniom. Abercrombie zwykle umiejętnie pogrywa z odczuciami czytelnika i potrafi wywrócić do góry nogami percepcję postaci, ale w „Zemście najlepiej smakującej na zimno” czyni to o kilka razy za dużo. W efekcie, gdy dochodzi do zmiany frontu, nie zawsze jest to poparte logicznym i wiarygodnym rozprowadzeniem wątków czy psychologii postaci.
Cechą typową dla książek brytyjskiego pisarza jest niecackanie się z bohaterami: są oni poddawani torturom, okaleczani, nierzadko ginąc w brutalny sposób. Zresztą naturalizm (ale bez zbytniego nim epatowania) w przedstawianiu scen walki i okrucieństwa jest także znakiem firmowym tego autora. Czytelnik bardziej wrażliwy może się poczuć zniesmaczony latającymi wszędzie dookoła odciętymi członkami czy też malowniczymi rozbryzgami krwi po każdym ciosie topora czy szpady. Ocena tego elementu zależy od indywidualnego podejścia, ale z pewnością jest to coś wyróżniającego prozę Abercrombiego na tle dość ugłaskanego ogółu fantasy.
Omawiana powieść okazuje się więc pełna sprzeczności. Oferuje wiele ciekawych elementów potrafiących przykuć uwagę czytelnika, ale też im bliżej końca, tym bardziej sprawia wrażenie zbyt przegadanej i przekombinowanej. Niemniej nawet uwzględniając te przywary, Abercrombie nadal jest jednym z najbardziej interesujących pisarzy fantasy ostatnich lat i potwierdza to w „Zemście najlepiej smakującej na zimno”. Dodatkowym jej plusem jest fakt, że można ją bez problemu czytać bez znajomości trudnodostępnego i (jeszcze w Polsce) niedokończonego „Pierwszego prawa”.


Autor: Tymoteusz „Shadowmage” Wronka


Dodano: 2013-04-14 23:00:52
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Yans - 09:48 15-04-2013
W pełni zgadzam się z recenzją, początek świetny, później bardzo dobrze, pod koniec trochę dłużyzn ale samo zakończenie wporzo. POLECAM !

Shadowmage - 20:32 18-04-2013
Ale mówisz o samym zakończeniu - w sensie finałowej rozgrywce - czy ostatniej scenie?

Komentuj


Konkurs

Wygraj powieść ze świata Dragon Age


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"


 Morgan, Richard - "Siły rynku"

 Sanderson, Brandon - "Do gwiazd"

 Funke, Cornelia, del Toro, Guillermo - "Labirynt fauna"

 Aldiss, Brian W. - "Non stop"

 Sanderson, Brandon - "Rytmatysta"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Podlewski, Marcin - "Księga Zepsucia. Tom 1"

Fragmenty

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

 Karnicka, Anna - "Paradoks Marionetki: Sprawa Marionetkarza"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS