NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Baoshu - "Odzyskanie czasu"

Flamma, Adam - "Wiedźmin. Historia fenomenu"

Ukazały się

Jones, Diana Wynne - "Ruchomy zamek Hauru"


 Flamma, Adam - "Wiedźmin. Historia fenomenu"

 Adeyemi, Tomi - "Dzieci prawdy i zemsty"

 Hendel, Paulina - "Czarny świt"

 Riggs, Ransom - "Konferencja ptaków"

 Maas, Sarah J. - "Dom ziemi i krwi", tom 2

 Ćwiek, Jakub - "Topiel"

 Holmberg, Charlie N. - "Papierowy mag"

Linki

Bochiński, Tomasz - "Opowieści praskie"
Wydawnictwo: Almaz
Data wydania: Sierpień 2012
Oprawa: miękka
Format: 145 x 205 mm
Liczba stron: 237
Cena: 25,99 zł
Opracowanie graficzne: Maciej Garbacz
Projekt okładki: Małgorzata Śliwka



Bochiński, Tomasz - "Opowieści praskie"

Tomasz Bochiński ma szansę być dla Pragi tym, kim Carlos Luiz Zafón stał się dla Barcelony. Z tą jedną subtelną różnicą, że „Cień wiatru” sprowadził do stolicy Katalonii tłumy nowych turystów, a „Opowieści praskie” – dzięki niezwykłej sile wyrazu i wiernemu oddaniu klimatu warszawskiej dzielnicy – turystów z Pragi raczej wypłoszą.

Prawobrzeżna część Warszawy nie cieszy się szczególnie dobrą opinią wśród warszawiaków, a jej zła sława wydaje się dalece wykraczać poza granice stolicy. W powszechnej świadomości Praga to ciemne bramy, niebezpieczne zakątki, sypiące się kamienice, szemrane towarzystwo. Odczuwalny nadmiar bezdomnych, wulgaryzmów, śmieci, pijaczków i palaczy przy wyraźnym niedoborze higieny, infrastruktury i etosu uczciwej pracy.

Jednocześnie Praga nie jest zwyczajną, gorszą dzielnicą, która prędzej czy później wyrasta w tkance każdego większego miasta. Choć stanowi ewidentnie punkt ciążenia dla społecznego marginesu, mniejszości narodowych i niekonwencjonalnych pomysłów na biznes, wytworzyła zarazem specyficzną subkulturę, mającą korzenie w dalekich dziejach i przedwojennej spuściźnie, oraz absolutnie unikatowy klimat, który czyni to miejsce niepowtarzalnym. Ze świecą dziś szukać miejsc, gdzie mieszkańcy wielorodzinnego budynku co niedziela integrują się (przy wódce – a jakże!) na dziedzińcu, a zakład kuśnierski sąsiaduje z kaletnikiem.

Takie (blaknące niestety) lokalne koloryty, tradycje i mikrohistoria w każdym normalnym kraju stanowiłyby nieprzebrane źródło inspiracji dla literatury i – szerzej – wszelkich form artystycznego wyrazu. W Polsce, wskutek historycznych zaszłości, wszystko co lokalne zostało rozjechane walcem bezlitosnej urawniłowki. To dlatego pisarze, który podejmują próbę napisania czegoś lokalnego i autentycznego, należą do rzadkości i dlatego też projekt Bochińskiego wyróżnia się i zasługuje na życzliwe zainteresowanie.

„Opowieści praskie” to zbiór dziewięciu utworów – pięciu opowiadań nieco dłuższych i czterech tekstów krótszych, bliższych formie literackiej miniatury (pod wspólnym szyldem „Menelskiej ballady”). Wszystkie składają się na unikatowe urban fantasy osadzone w konkretnych realiach warszawskiej Pragi – rozgrywające się w jej uliczkach, piwnicach i ciemnych bramach, obsadzone charakterystycznym towarzystwem o wątpliwej reputacji, osnute wokół perypetii, dylematów i wydarzeń, które nigdzie indziej nie mogłyby mieć miejsca.

Autor w żadnym wypadku nie sięgnął po oklepane schematy gatunku i nie dokonuje prostackiego wszczepienia baśniowych motywów (jakby losowo dobieranych ze „Słownika mitów i tradycji kultury” Kopalińskiego) w anonimową, zurbanizowaną przestrzeń. Zamiast tego otrzymujemy konkretny lokalny koloryt i klimat, dobrze znanym miejscom dorysowywane są nierzeczywiste wymiary, historia przenika się ze współczesnością, ożywają miejskie legendy a bohaterowie okazują się kimś innym niż się spodziewaliśmy. To wszystko opowiadane jest zaś żywym, barwnym językiem i charakterystycznym, praskim stylem, pełnym luzu, specyficznego humoru i lokalnego slangu.

Pewnie nie mniej niż połowę światowej produkcji urban fantasy można spokojnie dostosować do dowolnych lokalnych realiów za pomocą prostej podmiany nazw geograficznych i nazewnictwa ulic. Ten numer nie ma prawa się udać w przypadku „Opowieści...”. Bochiński napisał książkę tak dogłębnie praską, tak bardzo jedyną w swoim rodzaju, że trudno nawet z czymkolwiek ją porównywać. Podobny efekt genialnego mariażu polskich realiów z fantastyką (choć w zupełnie innych strefach pisarskiej wrażliwości) udało się wcześniej uzyskać raptem paru autorom (swojska do bólu sylwetka Jakuba Wędrowycza u Andrzeja Pilipiuka czy klimat szlacheckiego fantasy autorstwa Jacka Komudy).

Pewne zastrzeżenia można mieć, niestety, do formy, w jakiej zbiór wydano. Książka stanowi de facto czwarty numer periodyku zatytułowanego „SF”. Sam periodyk, poza prawną klasyfikacją, nieco inną metodą dystrybucji, wyraźnym logo i paroma informacjami widocznymi na okładce, w niczym czasopisma nie przypomina. W środku, oprócz samych opowiadań, znajdziemy wyłącznie przedmowę Tomasza Kołodziejczaka (skądinąd – bardzo ciekawą, zwięźle wprowadzającą w historię i klimat Pragi). Dla bibliofilów, którzy nie chcą kompletować całej kolekcji Almazu, pewnym mankamentem może być i numer na grzbiecie, i tytuł „SF”, i informacje o wydaniu na pierwszej stronie okładki.

A do listy zarzutów należałoby jeszcze dorzucić: nieszczególnie atrakcyjną ilustrację okładkową, nieco irytującą manierę zadrukowywania strony z niewielkim tylko marginesem (co zmusza czytelnika do nadwyrężania książkowego grzbietu, byle tylko dostać się do krańców wierszy), niezbyt solidną oprawę, spis treści, w którym nie zgadza się właściwie ani jeden numer strony (!), a nawet tytuł, który na okładce brzmi „Opowieści praskie”, a „Praskie opowieści” na każdej ze stron wewnątrz publikacji.

Podsumowując, polski czytelnik, przyzwyczajony do wątpliwej jakości prozy serwowanej w efektownej, a nierzadko wręcz efekciarskiej oprawie, otrzymał tym razem kawał solidnego, niebanalnego czytadła wydanego w sposób niedbały i nieco odstręczający. Przyznajcie jednak – z dwojga złego lepiej w tę stronę.


Autor: Krzysztof Pochmara


Dodano: 2012-12-14 09:25:00
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

ASX76 - 14:27 14-12-2012
Daleko tej różnicy do "subtelności" ;)

kurp - 15:23 14-12-2012
Ano przecież!
Ech, epoko emotikonek... ;)

Dawidek - 00:32 15-12-2012
Tytuł na okładce trzeba zapewne czytać od dołu, wtedy wszystko będzie się zgadzać ^^

toto - 09:16 15-12-2012
"Eiksarp icśeiwopo". Chyba nie.

kurp - 09:49 15-12-2012
ǝıʞsɐɹd ıɔśǝıʍodo
Tak też nie :P

Kruk Siwy - 10:26 17-12-2012
Może wtrącę się do tej jakże merytorcznej dyskusji. Mistrz recenzent przecenił moje talenty w straszeniu publiki. No i wykazał się nieznajomością psychologii - wielu uzna, że skoro jest ryzyko to jest i zabawa i wpadnie oberwać na Brzeską, albo Stalową. Tak więc niestety będą się pojawiać obcy na dzielnicy zwabieni "niezwykłą siłą wyrazu" inkryminowanych tekstów.
A propos tekstów według autora recenzji "niezwykła siła wyrazu", "wierne oddanie klimatu", "unikatowe urban fantasy" brak oklepanych schematów gatunku i napisanie ksiązki jedynej w swoim rodzaju i niewątpliwie genialnej w łączeniu fantastyki i realiów polskich składa się na... czytadło.
Hm.
Drogi ałtoru recenzji, czy mógłbyś przybliżyć mi niekumatemu ałtoru opowieści różnych treści co trzeba zrobić by następne dzieło moje w ocenie twych surowych ócz stało się czymś więcej niż "niebalnalnym czytadłem". Może trzeba trochę pobełkotać niezrozumiale ale podniośle?

nosiwoda - 10:38 17-12-2012
Mam wrażenie, że "czytadło" ewoluowało do komplementu.

Kruk Siwy - 10:40 17-12-2012
Chcesz powiedzieć że krytyk P. nie rozumie znaczenia słów? Oj brzydki ty!

nosiwoda - 10:46 17-12-2012
Niekoniecznie. Ale może je rozumieć inaczej :)

Kruk Siwy - 10:56 17-12-2012
To niech da przypis jak rozumie, bo szary czytelnik ma pewien dysonans poznawczy. I dostaje rozkroku, co jest bardzo bolesne.

Książka świetna - biegnę do księgarni...eee czytadło? - biegnę do parku lepiej zużyję wolny czas.

Shadowmage - 11:01 17-12-2012
Chyba powoli "czytadło" staje się takim naszym odpowiednikiem "page turnera". Czyli w sumie pozytywne, ale nie dla wszystkich :)

Kruk Siwy - 11:22 17-12-2012
Żeby bvło jasne, rozmawiamy o recenzji a nie o książce. I "twist Pochmary" sprawił, że poczułem się trochę jak tubylerczyk. Świetnie, brawo, cudnie no po prostu... trzy z dwoma.
To znaczy jak właściwie jest? Brak tu jasnej konkluzji - obojętnie czy pozytywnej czy negatywnej. Wychodzi chaos. Gdyby napisał naprzykład (uwzględniając pochwały jakich niejeden autor nie doświadczy od recenzetna przez całe życie) że: genialna, świetna brawo a do tego "niebanalne czytadło" no to w porządalu.
A tak zostałem z ręką w zupie i okiem w Pochmarze...


Znęcam się trochę nad reckarzem bo lubię gdy mówi się że łyżka do zupy to autor wypowiedzi ma na myśli łyżkę a nie widelec. Znaczenie słówka "czytadło" być może zmienia się już w mowie potocznej, ale tu mamy ponoć recenzję.

kurp - 14:49 17-12-2012
Mea culpa. Żyłem w błogim przekonaniu, że "czytadło" samo w sobie nie brzmi pejoratywnie (a tym bardziej w sąsiedztwie "solidności" i "niebanalności"). Stąd nie czułem, że "twistuję" :roll: Zdarza mi się używać sprytnego, importowanego słówka page-turner - w tym przypadku nieopatrznie sięgnąłem po niedokładny polski nieodpowiednik. SJP nie pozostawia mi pola do obrony, więc nie polemizuję, tylko proszę o wyznaczenie pokuty.

Kruk Siwy - 15:00 17-12-2012
Kara będzie większa. Większa niż myślisz. Przeczytasz moją powieść która ukazała się po Opowieściach. A to nie jest fantastyka... A potem dasz znać co o niej sądzisz. Jasno, prosto i klarownie.

kurp - 15:23 17-12-2012
O tym mowa :?:

Obrazek

Pierwsza część kary byłaby jeszcze do zrobienia (a wręcz brzmi bezboleśnie), ale żeby zrecenzować "jasno, prosto i klarownie" - to się może nie udać, biorąc pod uwagę, że krytyk ze mnie, jak już ustaliliśmy, jak z mysiej d... portmonetka :wink:

Kruk Siwy - 15:35 17-12-2012
No właśnie. Pójdź krytyku ja cię uczyć każę...


Pozytywem jest, że wydaje mi się (może jestem naiwny) iż nawet czytasz opiniowane książki a nie tylko kartkujesz. To wcale nie jest takie częste wśród internetowych (i nie tylko) ręcęzentóf.

drakoniko - 13:00 18-12-2012
O, autor dyskutuje o swojej recenzji? Ten autor? To coś nowego.

Kruk Siwy - 13:29 18-12-2012
A jaki jest powód tego zdziwienia?

drakoniko - 13:50 18-12-2012
Wydawało mi się, że raczej jesteś przeciwny dyskutowaniu z recenzentami, nawet jeśli piszą bzdury. Ot, pamięć płata figle, wybacz.

Kruk Siwy - 13:59 18-12-2012
Ale ja tu rozmawiam ze znajomym z forum próbując rozwikłać wewnętrzną sprzeczność w tekście przedstawionym. Wyszło, że kolega P. tym razem potknął się na języku polskim który to język trudna jest okropicznie.

Natomiast rzeczywiście nie tropię "recek" w sieci o swoich dokonaniach w celu dręczenia wyrażających opinie gimnazjalistów. Znam lepsze sposoby spędzania czasu.

Komentuj


Konkurs

Wygraj "Kulawego szermierza"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"


 Jordan, Robert - " Wojownik Altaii"

 Scalzi, John - "Imperium w płomieniach"

 Rushdie, Salman - "Quichotte"

 Taylor, Dennis E. - "Nasze imię Legion, nasze imię Bob"

 Przechrzta, Adam - "Demony zemsty. Beria"

 Kisiel, Marta - "Płacz"

 Szczerek, Ziemowit - "Cham z kulą w główie"

Fragmenty

 Baoshu - "Odzyskanie czasu" (przedmowa)

 Hendel, Paulina - "Czarny świt"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

 Canavan, Trudi - "Klątwa kreatorów"

 Clare, Cassandra & Chu, Wesley - "Czerwone Zwoje Magii"

 Chiang, Ted - "Wydech"

 Dąbrowski, Michał - "Imię Boga"

 Wilson, F. Paul - "Twierdza"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS