NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Keyes, Daniel - "Kwiaty dla Algernona" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Ukazały się

Corey, James S.A. - "Gry Nemezis"


 Żulczyk, Jakub - "Świątynia" (Agora)

 Morgan, Richard - "Siły rynku" (Mag)

 Bond, Gwenda - "Mroczne umysły"

 Gołkowski, Michał - "Bramy ze złota. Świątynia na bagnach"

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Szalony mag"

 Gromyko, Olga - "Kroniki Belorskie"

 Peng, Shepherd - "Księga M"

Imprezy

Dni Fantastyki 2019 r.
Od: 2019-07-05
Do: 2019-07-07

Linki

Mull, Brandon - "Świat bez bohaterów"
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Mull, Brandon - "Pozaświatowcy"
Tytuł oryginału: A World Without Heroes
Tłumaczenie: Małgorzata Strzelec
Data wydania: Luty 2013
Wydanie: I
ISBN: 978-83-7480-262-8
Oprawa: miękka
Format: 135 x 202 mm
Liczba stron: 544
Cena: 35,00 zł
Rok wydania oryginału: 2011
Tom cyklu: 1



Mull, Brandon - "Świat bez bohaterów"

Bycie bohaterem oznacza robienie tego,

co słuszne, niezależnie od konsekwencji

Galloran, „Świat bez bohaterów”


Na autora, który debiutował głośną pentalogią i zamierza otworzyć nowy cykl, czeka wiele pułapek. Z jednej strony łatwo o wtórność i powielanie raz już wykorzystanych motywów. Z drugiej zaś – łatwo o przesadne udziwnienie i rozczarowanie dotychczasowych czytelników. Ponadto, w przeciwieństwie do debiutanckiego dzieła, swoistej pisarskiej tabula rasa, trzeba się już mierzyć z gąszczem czytelniczych oczekiwań i roszczeń. Last but not least – trzeba przeskoczyć poprzeczkę, którą się samemu sobie postawiło. Dlatego łatwo o obawy, gdy sięga się po bilet do „Świata bez bohaterów”. Po rynkowym sukcesie pięciotomowego „Baśnioboru”, Brandon Mull startuje ze względnie wysokiego pułapu.

Początek jest dość niebanalny – kilkunastoletni bohater, Jason, zostaje połknięty przez hipopotama (sic!) i trafia do Lyrian – równoległego, magicznego świata, w którym od razu pakuje się w kolejne tarapaty, próbując ratować muzyczną kapelę, w geście politycznego protestu postanawiającą zginąć w nurcie potężnego wodospadu (sic!!). I choć jest to jedna z barwniejszych scen całej powieści, Mull nie raz jeszcze sięga po humor oparty na absurdzie i balansuje na granicy groteski.

Zgodnie z hitchcockowskimi prawidłami, po inicjalnym trzęsieniu ziemi (w tym przypadku, w zasadzie: grzmocie wodospadu) napięcie ma już tylko rosnąć. I, faktycznie, przez dobrych kilka rozdziałów magia nowości skutecznie przykuwa uwagę czytelnika. Mull sypie z rękawa ideami i ciekawymi postaciami z biegłością porównywalną do festiwali pomysłów niepowtarzalnego Waltera Moersa. Emocji dostarcza też eksploracja świata, rządzącego się nie do końca zrozumiałymi regułami.

Niestety, od pewnego momentu powieść wyraźnie wytraca impet i wpada w stare koleiny, zaczynając powielanie schematów wypracowanych przez kilka lat pracy nad „Baśnioborem”. Po kilkuset stronach młodzi bohaterowie są już nie do odróżnienia od Setha i Kendry (Jason to chłopak, w przypadku którego niezwykle trudno wykreślić granicę między odwagą a bezmyślnością; Rachel stanowi uosobienie ideału grzecznej i bystrej dziewczynki), a ich perypetie to ciąg przygód i zagadek, które do złudzenia przypominają metodę pisarską stosowaną w „Baśnioborze”.

Wykreowany przez Mulla świat nie grzeszy oryginalnością – ot, kolejne baśniowe uniwersum, którym zawładnął tyran i które wymaga ratunku. Jeśli dodać do tego metodę transferu między światami, okaże się, że czytamy kalkę „Narnii”, tyle że wejściem jest hipopotam zamiast szafy, a nastoletni protagoniści przyłączają się do opozycji wobec czarnoksiężnika Maldora, a nie do przeciwników Białej Czarownicy. Wyblakła odbitka znanych schematów.

Fabuła, co typowe dla prozy Mulla, ma konstrukcję fraktalnie ułożonych questów. Głównym zadaniem jest w tym przypadku skompletowanie całości zaklęcia, którym można by pokonać Maldora. Każdy z elementów zaklęcia kryje się z kolei sam w sobie za zadaniem, do realizacji którego konieczne będzie bądź rozwiązanie zagadki, bądź pokonanie lub przechytrzenie przeciwnika. Autor ewidentnie traktuje oś fabularną jak patyczek od szaszłyka – jako prosty i niewyrafinowany nośnik smacznych scen i epizodów.

Jak zostało to już wspomniane, Mull nie przykłada się też do kreacji świata. Wydaje się renderować tylko te lokacje, które akurat mieszczą się w kadrze narratora (te akurat – napotykane istoty, miejsca i przedmioty – dzięki nielichej wyobraźni autora, wypadają całkiem interesująco). Cała reszta potraktowana jest nieco po macoszemu. Brakuje frapującej geografii, przekonującej historii, oryginalnej fizyki, magii, flory czy fauny. Otrzymujemy raczej rutynowy schemat fantasy, składający się z konia, ogniska i czary-mary. Zastrzegam jednak, że zarzuty imają się wyłącznie szerokiego tła powieści; perspektywie mikro barw i detali nie brakuje.

Jednocześnie jednym ze znaczniejszych atutów książki jest – o dziwo – właśnie element kreacji świata; pomysł, który – jak można domniemywać z tytułu pierwszego tomu – leży u podstaw całego cyklu. Mull w niezwykle ciekawy sposób opisuje bowiem świat tyranii, w którym bohaterowie albo poddali się rezygnacji i osunęli w bierność, albo zostali skorumpowani przez władzę, albo funkcjonują jako opozycja, której status nigdy nie jest do końca jasny (szaleńcy? spiskowcy? opozycja reglamentowana? pułapka?). Atmosfera wszechobecnej bierności, kapitulacji i kolaboracji jest bardzo intensywna i opisana z przenikliwością i humorem. Na tle zastraszonego i wycofanego społeczeństwa autor próbuje uchwycić istotę bohaterstwa i odwagi oraz przebieg procesu deprawacji bohaterów, co samo w sobie wypada ciekawie, a i przydaje powieści niewątpliwych walorów dydaktycznych.

Niestety, nie ma łatwej odpowiedzi na pytanie, czy nowy projekt Mulla stanowi literacki sukces. Wrażenia z lektury są bowiem wybitnie ambiwalentne. Z litanii zarzutów można by wysnuć wniosek, że „Świat bez bohaterów” nie zachęca do odwiedzin. Ale to tylko połowa prawdy, bo duża dawka barwnych pomysłów w połączeniu z odrobiną czytelniczej życzliwości z powodzeniem może dostarczyć mnóstwa satysfakcji i śmiechu.

Co więcej – w przypadku młodszych odbiorców, do których autor adresuje swoją twórczość, należałoby dodawać gwiazdkę za każdy rok, któremu czytelnikowi brakuje do dorosłości. Podejrzewam, że młodzi amatorzy książek, którzy darują sobie roztrząsanie niedoborów innowacyjności tej prozy, będą po prostu zachwyceni. Nowy cykl Mulla zdecydowanie trzyma bowiem poziom bestsellerowego „Baśnioboru” i zwyczajnie ma prawo się podobać.



Autor: Krzysztof Pochmara


Dodano: 2012-10-26 08:30:00
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Czarcie słowa"


Wygraj "Nie ma czasu"


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s08e02)


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e01)

 Wywiad z Edem McDonaldem

 Polska fantastyka 2019 r. - co nas czeka?

 Nightflyers - książka i serial

Recenzje

Howard, A.G. - "Alyssa i obłęd"


 Fletcher, Charlie - "Ostatni"

 Scalzi, John - "Upadające imperium"

 Lovecraft, H.P. - "Nemezis i inne utwory poetyckie"

 Vonnegut, Kurt - "Śniadanie mistrzów"

 antologia - "17 podniebnych koszmarów"

 antologia - "Harda Horda"

 Le Guin, Ursula K. - "Nie ma czasu. Myśli o tym, co ważne"

Fragmenty

 Schwab, V.E. - "Vicious. Nikczemni"

 Lawrence, Mark - "Koło Osheim"

 Górski, Piotr - "Reguła zakonu"

 Zembaty, Wojciech - "Głodne Słońce. Ołtarz i krew"

 Świerczek-Gryboś, Magdalena - "Openminder"

 Le Guin, Ursula K. - "Nie ma czasu. Myśli o tym, co ważne"

 Majka, Paweł - "Jedyne: Ścieżki krwi"

 Kańtoch, Anna - "Zabawki diabła"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS