NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi" , część 1 (twarda okładka)

Wilhelm, Kate - "Gdzie dawniej śpiewał ptak" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Ukazały się

antologia - "Kryształowe smoki 2019"


 Nieściur, Sławomir - "Blokada"

 antologia - "Opowieści niesamowite z języka angielskiego"

 Chokshi, Roshani - "Srebrzyste węże"

 Kamiński, Tomasz - "Polowanie"

 Komuda, Jacek - "Wizna"

 antologia - "Tarnowskie Góry Fantastycznie 2"

 Hill, Joe - "Gaz do dechy"

Linki

Martin, George R.R. - "A Feast for Crows"
Wydawnictwo: Bantam Books
Cykl: Pieśń Lodu i Ognia
Data wydania: 2005
Liczba stron: 684



Martin, George R.R. - "A Feast for Crows"

Oczekiwania związane z premierą „A Feast for Crows” George’a R.R. Martina urosły w ciągu lat wypatrywania jej daty do wręcz niewyobrażalnych rozmiarów. Wobec zalewu miernych, względnie przeciętnych powieści fantasy cykl Martina nabrał mitycznego charakteru wzorca dobrej fantastyki, niczym osławiona sztaba z Sevres. Niemalże oczywiste stało się, iż Martin nie podoła standardom, jakie wyznaczają mu fani. Czy ktokolwiek mógłby im sprostać, to odrębny temat do dyskusji. Faktem jest, że czwarta zwrotka „Pieśni lodu i ognia” wypada blado na tle poprzedniczek.

Zacznijmy od tempa akcji. Martin zdobył sobie rozgłos wśród miłośników fantastyki niespodziewanymi zwrotami oraz szybkim rozwojem wydarzeń. Jednak przez około trzy czwarte jego najnowszej powieści nie czekają czytelnika praktycznie żadne punkty zwrotne. Opowieść snuje się sennie, jej temperatura jest co najwyżej letnia. Wyraźne przyspieszenie następuje u końca tomu, dokładnie w momencie gdy moja irytacja rozwlekłością narracji zaczęła osiągać punkt krytyczny. Odnoszę wrażenie, że skrócenie powieści o połowę przez radykalne ograniczenie opisu ubrań, sztandarów, wnętrz, jak również bezprzedmiotowych konwersacji między rycerzami jest absolutnie możliwe – a wtedy byłoby realne upakowanie czwartej raty cyklu w jeden tom.
Martin twierdzi, iż „A Feast for Crows” jest samodzielną powieścią, bliźniaczką zapowiadanego na przyszły rok „A Dance with Dragons” opisującą na zdarzeniach wokół Królewskiej Przystani i króla Tommena. Jeżeli tak, wypadałoby spodziewać się pewnego zamknięcia przynajmniej niektórych z opisywanych wydarzeń – a tymczasem na osiem głównych wątków aż trzy urywają się zapowiedzią kluczowego zwrotu wypadków. Jest to więcej niż odrobinę denerwujące, zwłaszcza w sytuacji gdy pewne jest, że kontynuacji możemy spodziewać się dopiero po napisaniu i wydaniu „A Dance with Dragons”, w de facto szóstym tomie sagi. Dwa kolejne wątki w żaden sposób nie posuwają akcji cyklu do przodu. Najbardziej bolesnym przykładem jest historia bohatera, który w „A Feast for Crows” zdołał zaledwie odbyć niezbyt zakłóconą przez siły wyższe podróż z jednego na drugi kraniec Westeros. Przyznam szczerze, nie rozumiem sensu rozwodzenia się nad brudnymi zaułkami Braavos czy też siłą jesiennych sztormów na Wąskim Morzu – chyba, że wplecenie całego dodatkowego wątku miało na celu li tylko zetknięcie ze sobą dwojga bohaterów. Dodajmy, zetknięcie całkowicie nieświadome i bez konsekwencji fabularnych. Nadmiernie drobiazgowe są dialogi. Można wręcz stwierdzić, iż cały tom poświęcony został konsekwencjom śmierci lorda Tywina, będącym jak opis kręgów rozchodzących się po wrzuceniu kamienia do wody.
Pozostaje jednak Martin jedną z gwiazd gatunku, choć odnotowuje porównywalny do konkurentów (Kate Elliott, Steven Erikson, Robert Jordan) spadek formy. Dodać należy, że obniżka ta dotyczy strony fabularnej, nie zaś technicznej. Można się tylko zastanawiać, czy sama konwencja pisarska przyjęta przez Martina – trzecioosobowa narracja, choć w istocie świat obserwujemy oczami bohatera – nie wyczerpuje się powoli. Wydaje się, że Martin dociera stopniowo do granicy tego, co może przekazać o Westeros przy pomocy wybranej techniki. Jego świat nie zostaje już w znaczący sposób poszerzony ponad materiał znany z trzech dotychczas wydanych tomów. Z jednej strony, umożliwia to czytelnikowi bardziej komfortową lekturę i zrozumienie wewnętrznych mechanizmów fabuły w lot, z drugiej – Martin przyzwyczaił tą formą prezentacji zdarzeń do zaskoczeń, do nowatorskich i uderzających rozwiązań, a tych niestety w „A Feast for Crows” jest dosyć mało.
Wśród przeciętności fabularnej wyróżnia się postać Cersei. Obserwujemy jej niesamowitą drogę, stopniowe pogrążanie się w samodzielnie wykreowanym świecie urojeń i podejrzeń. Jest to chyba najjaśniejszy punkt powieści, nawiązujący do opowiadań z najlepszego okresu twórczości Martina i do „Dying of the Light”. W postaci królowej osiągnął on najwyższy stopień prawdopodobieństwa, powołał ją do życia do tego stopnia, że nie sposób wyrokować, czy to postać fikcyjna, czy historyczna. Dla tego jednego wątku warto przewracać kartki zapisane historią Brienne lub bohaterskimi czynami Sama. Drugą postacią, której konstrukcja psychologiczna budzi uznanie, jest Jaime – zresztą trudno to nazwać niespodzianką, zważywszy na jego wiarygodny i fascynujący zarazem rozwój w trzeciej części cyklu. Czwarty tom przynosi spójną kontynuację ewolucji Jaimego naznaczoną, jak cała książka, wydarzeniami zwieńczającymi tom poprzedni, szczególnie śmiercią ojca bohatera.

W sumie trudno jest wydać sprawiedliwą ocenę „A Feast for Crows”. Z jednej strony, tom ten nie dorasta do oczekiwań, jest też słabszy od dwóch poprzednich – z drugiej, dalej jest to rzetelna robota literacka pomimo leciutkiego wodolejstwa. Stąd też i moja ocena.


Ocena: 7/10
Autor: Bleys
Dodano: 2006-03-22 14:50:02
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Sam Sykes - wywiad z autorem "Siedmiu czarnych mieczy"


 Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?

 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

Recenzje

Adeyemi, Tomi - "Dzieci krwi i kości" i "Dzieci prawdy i zemsty"


 Wilhelm, Kate - "Gdzie dawniej śpiewał ptak"

 Collins, Suzanne - "Ballada ptaków i węży"

 Bradbury, Ray - "Green Town"

 Taylor, Dennis E. - "Gdyż jest nas wielu"

 Butcher, Jim - "Opowieść o duchach"

 Harrow, Alix E. - "Dziesięć tysięcy drzwi"

 Wolfe, Gene - "Miecz i Cytadela"

Fragmenty

 Elison, Meg - "Księga Bezimiennej Akuszerki"

 Możdżeń, Konrad - "Chodź ze mną"

 Zamiatin, Jewgienij - "My"

 Urbanowicz, Artur - "Paradoks"

 Sykes, Sam - "Siedem czarnych mieczy"

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i lato z diabłem"

 Masterton, Graham - "Dzieci zapomniane przez Boga"

 Hałas, Agnieszka - "Czerń nie zapomina"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS