NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Lawrence, Mark - "Święta siostra"

Corey, James S.A. - "Gry Nemezis"

Ukazały się

Gwynne, John - "Zgliszcza"


 Bardugo, Leigh - "Oblężenie i nawałnica"

 Przechrzta, Adam - "Gambit Wielopolskiego" (Fabryka Słów)

 King, Stephen - "To" (druga okładka filmowa)

 Jensen, Danielle L. - "Mroczne wybrzeża"

 Zahn, Timothy - "Ostatni rozkaz"

 Sanderson, Brandon - "Legion. Kłamstwa patrzącego"

 Johnson, Daisy - "Pod powierzchnią"

Imprezy

Copernicon 2019
Od: 2019-09-13
Do: 2019-09-15

Linki

Achmanow, Michaił - "Inwazja"
Wydawnictwo: Almaz
Cykl: Achmanow, Michaił - "Przybysze z ciemności"
Tłumaczenie: Agnieszka Chodkowska-Gyurics
Data wydania: Czerwiec 2012
Oprawa: miękka
Liczba stron: 250
Cena: 25,99



Achmanow, Michaił - "Inwazja" #3

Tak.
- Co się stało?
Nadchodzą olkowie. Jest z nimi phot.
Litwin błyskawicznie zeskoczył z koi i zaczął nakładać skafander.
- Powiedziałeś im, gdzie mnie mają szukać? Ty zgniłku bagienny?
Nie. Ta informacja jest zastrzeżona. Wypełniam polecenie, sprzecznych rozkazów nie było.
- Jak mnie znaleźli?
Dzięki promieniowaniu cieplnemu. Jeden z Wiązki poprosił o mapę termiczną i zapoznał się z nią.
Zapiąwszy pas, Litwin przykucnął, poruszył rękami, zginając i prostując palce. Złącza nie trzeszczały ani nie skrzypiały.
- Co to jest Wiązka? I co to jest phot?
Wiązka: symbionty dowodzące ekspedycją. Phot: zwierzę. – Po krótkiej przerwie Okręt dodał: - Zwierzę zabójca.
- Potężny potwór? – zapytał Litwin, mocując miniaturowy dysk z biczem na wewnętrznej stronie rękawicy. Nie było odpowiedzi, więc powtórzył pytanie nieco inaczej: - Niebezpieczny zwierz?
Tak. Wysyłają go, gdy trzeba zabijać.
- Wygląda na to, że Aiwe nie potrzebuje dłużej mojej pomocy – burknął Litwin i skoczył w stronę najbliższej dziury w pancerzu. – Ile trolli wysłali? To znaczy, ilu olków?
Czterech zbliża się główną linią transportową, czterech – pomocniczą. Phot jest z nimi.
Pojawił się schemat, Litwin zrozumiał, że główna linia transportowa to ta, którą tutaj dotarł. Druga linia wychodziła z przeciwnej strony ładowni; bez wątpienia zamierzali wziąć go w dwa ognie. Elementarna taktyka, w sam raz dla rozumnych w ograniczonym stopniu.
Przecisnąwszy się przez otwór, zeskoczył na podłogę i ruszył w stronę niszy transportowej. Plastikowa zbroja skafandra znajomo przylegała do skóry, opinała pierś i cicho szeleściła, gdy dotykał rękawicą pasa albo biodra. Kaff, posłaniec Okrętu, leciał za Litwinem rzucającym długi kanciasty cień: wyciągnięty prostokąt pancerza podpierającego szerokie naramienniki, a nad nimi – głowa ukryta w hełmie. Biegł szybko, bezgłośnie, a cień pląsał i kulił się u jego stóp.
Okręcie! Czy olkowie widzą w ciemnościach?
Słabo. Spektrum i ostrość wzroku bino faata są zbliżone do ludzkiego.
W takim razie zgaś światło! – zarządził Litwin w myślach, a szeptem powiedział:
- Okulary!
W ciemnościach na chwilę oślepł, ale zaraz wysunęła się płytka wizora na podczerwień. Zobaczył swoje ręce i ciało. Nic więcej; w zamkniętej przestrzeni ściany, powietrze i resztki Skowronka miały jednakową temperaturę, przez co były widoczne jako jednorodne różowe tło. Ale wiedział, że stoi tuż przy wejściu do niszy i że wrogowie nadejdą lada moment.
W oddali za przezroczystą membraną mignął niezbyt jasny błysk, pojawiły się kontury kabiny transportowej, a w niej – cztery masywne sylwetki. Litwin dotknął podbródkiem klawisza, przełączając skafander w tryb bojowy, wystawił w bok lewą rękę i wyprostował palce. Poddając się temu ruchowi z dysku wystrzeliła nić. Z biczem należało się obchodzić ostrożnie, by nie zaczepić o własne kończyny: przecinał kości i ciało nie gorzej niż promień lasera i nawet skafander nie zapewniał wystarczającej ochrony.
Pierwszy olk przeszedł przez membranę, stanął i ochrypłym rwanym głosem warknął coś, co zabrzmiało jak „sas” albo „as”. W rękach trzymał niewielkie pudełko. Litwin uznawszy, że to broń, skoczył bez wahania do przodu, machnął biczem i niewidoczna nić przeszła między ramieniem i szyją, rozcinając ciało i zbroję do samego biodra. Olk zakołysał się i upadł. Trzech pozostałych ze świszczącym sykiem – „ass-ii!... ass-ii!” – wyskoczyło z kapsuły transportowej. W tej samej chwili zgasło światło.
Należało wykończyć ich jak najszybciej – w oddalonym końcu ładowni słychać było szum, hałas, krzyki – drugi oddział dotarł już na miejsce.
Ładownia ma kilometr długości – przemknęła myśl – człowiek przebiegnie tę odległość w trzy minuty, a zwierzę? Co najmniej dwa razy szybciej…
Trolle podniosły broń, Litwin rzucił się na podłogę, powietrze nad jego głową zahuczało. Atakujący nie wiedzieli, gdzie jest przeciwnik, strzelali w pustkę, ale on dobrze widział ogromne sylwetki. Ciekawe, że nadal krzyczeli, powtarzając cały czas to samo słowo „ass” lub „sas”. Do tej pory Litwin sądził, że olkowie są cisi – być może w ogóle niezdolni do wydawania dźwięków. Najwyraźniej nie miał racji.
Wyciągnął lewą rękę, przetoczył się po podłodze, uderzył skrajnego ochroniarza po nogach, podskoczył, dobił uderzeniem w skroń. Opancerzona rękawica zmiażdżyła czaszkę jak młot; w trybie bojowym siła uderzenia wynosiła co najmniej trzysta kilogramów. Przed Litwinem majaczyła sylwetka drugiego trolla – przypomniał sobie jego słaby punkt i uderzył ponownie, w przykryty zbroją splot nerwowy. Zachrzęścił kręgosłup, ochroniarz zachrypiał, zaczął opadać na podłogę, ale w tej samej chwili na Litwina rzucił się ostatni przeciwnik. Nie miał broni – albo ją zgubił, albo celowo odrzucił w obawie, by nie zranić towarzysza – nie walił pięściami, lecz próbował połamać przedramiona i żebra. Udałoby mu się, gdyby Litwina nie chronił skafander.
Ziemianin, poruszywszy palcem, zwinął tnącą nić w obawie, by nieostrożnym ruchem nie zaczepić o własne kolano lub biodro. Olk napierał z potworną siłą; pewnie jego bransolety wzmacniacze były nie mniej efektywne niż egzoszkielet skafandra bojowego. Naciskał i naciskał, wbijając łokcie Litwina w żebra. Szeroka twarz majaczyła tuż przed płytkami wizora. Istniało ryzyko, że zniszczy drogocenny przyrząd jednym uderzeniem, gdy troll odgadnie jego przeznaczenie i zauważy, że przeciwnik ma na głowie hełm ochronny. Nie można było pozwolić na podobny przebieg wydarzeń ani też przeciągać pojedynku. Nie próbując uwolnić się z objęć wroga, Litwin odwrócił się i ostry brzeg naramiennika przeciął gardło olka.
Upadli tak jak stali – martwy ochroniarz, nie rozluźniając uścisku, i zalany krwią Obcego Litwin. Olk leżał na wierzchu; dzięki oporowi skafandra ciało wydawało się lekkie, chociaż przy ośmiu dziesiątych g musiało ważyć całkiem sporo . Opierając dłonie o śliską od krwi zbroję, Litwin zaczął powoli podnosić trupa, gdy nagle na obu – martwego i żywego – coś się zwaliło, coś zwinnego, szybkiego i ciężkiego. Pazury zaciśnięte na nodze Litwina zmiażdżyły nakolannik, wstrętna paszcza, purpurowoczerwona na ekranie wizora, zawisła nad nim, długa smocza szyja wygięła się, błysnęły kły… Jednakże martwe ciało przez chwilę stanowiło ochronę – wystarczająco długo, by Litwin zdążył zacisnąć pięść i wyrzucić nić. Nie mógł wziąć porządnego zamachu, ale monomolekularny bicz nie wymagał dużej siły. Nić rozcięła skórę pod samą paszczą, ale prawdopodobnie nie doszła do gardła – phot odskoczył z przenikliwym piskiem, rzucił się na bok i zaczął wirować na podłodze.
Litwin wstał, poświęcił sekundę, by spojrzeć na zwierzę zwijające się w kłębek i bijące powietrze łapą z ogromnymi pazurami, i doszedł do wniosku, że ruchy potwora są zbyt energiczne, by można było doń bezpiecznie podejść. Podniósł trupa, rzucił go photowi, a gdy ten wbił zęby w olka, podszedł bliżej i odciął głowę drapieżnika. Szyja phota była długa, szczęki – jak u aligatora, ale futro i jasne światło w wizorze dowodziły, że był stworzeniem ciepłokrwistym.
Litwin odszedł ku stygnącemu ciału pierwszego wroga, pomacał dookoła i znalazł broń. Skrzynka nie emitowała ciepła, nie mógł więc jej obejrzeć, a tylko wymacał rękojeść i klawisz spustu z jednej strony, a z drugiej otwór o średnicy jednego, dwóch centymetrów. Była tam jeszcze dźwigienka odciągnięta do oporu – palce musnęły gładką główkę i nacięcie, w którym prawdopodobnie się przemieszczała.
- Okręcie! Co to?
Paralizator. Blokuje sygnały przesyłane z mózgu do obwodowego systemu nerwowego. Może powodować utratę przytomności albo śmierć.
- Z jakiej odległości?
Do czterdziestu-pięćdziesięciu metrów.
- Broń laserowa jest skuteczniejsza.
Oczywiście. Ale paralizator jest bezpieczniejszy. Nie może uszkodzić niczego poza symbiontami.
- Bezpieczniejszy dla ciebie? – zapytał Litwin i otrzymawszy potwierdzenie, kontynuował: - Mogę go użyć?
Nie. To broń osobista.
- Dostrojona do właściciela?
Tak.
- I czort z nim! Obejdzie się. – Litwin rzucił pudełko na pierś zabitego i ostrożnie ruszył naprzód. Nie całkiem bezgłośnie – pogięte brzegi nakolannika tarły o złącze i lekko poskrzypywały.
W wizorze zobaczył cztery podrygujące czerwone punkty – ochroniarzy, którzy nadal byli żywi. Przez kilka sekund rozmyślał, czyby nie wsiąść do kabiny transportowej i nie uciec z ładowni, ale pomyślał, że każdą sprawę należy doprowadzić do końca. W tym czasie kropki urosły do rozmiarów niewielkich figurek i rozdzieliły się: dwie maszerowały mu na spotkanie, dwie całkiem znikły – najwyraźniej ukryte za korpusem Skowronka.
W ogromnej ładowni dźwięk rozchodził się daleko – pisk umierającego phota, odgłosy bójki, krzyki olków… Co mogli pomyśleć ci czterej? Że zwierzę rozerwało zbiega na strzępy? Że rozprawiły się z nim paralizatory towarzyszy? Że leży obok transportera ze złamanym kręgosłupem? A może wcale nie myśleli, nie zmieniali planów i nie próbowali dopasowywać ich do nowej sytuacji? Gubiąc się w domysłach, Litwin zapytał:
Wiedzą o śmierci pierwszej grupy?
Raczej nie. Mają ograniczoną zdolność nawiązywania kontaktu mentalnego.
A słuch? Przecież słyszeli odgłosy walki?
Oni nie myślą, lecz działają. Wypełniają rozkazy.
Więc to tak! Kiepscy z nich żołnierze. Żołnierz powinien myśleć.
Nie są żołnierzami. Straż, ochrona, oddział karny… Niezbyt mądrzy, ale czujni, uważni.
Warto by dopytać się bardziej szczegółowo, lecz Litwina poraził nowy pomysł.
Ten rozkaz… Możesz anulować? Tak samo jak z olkami, których wysłałeś odpocząć?
To niemożliwe. Inna sytuacja. Mają cel i tylko Opoka Porządku może go zmienić.
Nie wyszło… Szkoda! Wyciągnąwszy rękę z półmetrową nicią bicza, Litwin ruszył ku purpurowym sylwetkom. Z lewej strony spoczywał martwy Skowronek, niknący w różowej mgle, ale wyczuwalny tak samo, jakby było go widać w jasnych promieniach dnia. Instynkt pilota, przyzwyczajonego zapamiętywać kierunki i odległości, podpowiadał, że do najbliższej dziury w korpusie pozostało dziesięć kroków, góra piętnaście. Poniżej otworu płyty pancerza rozeszły się i Litwin pamiętając to, zwrócił się w tamtą stronę. Osłona nakolannika poskrzypywała miarowo.
Przyśpieszył, gdy w ciemności usłyszał nieoczekiwany odgłos. Wymacawszy szczelinę między płytami, zanurkował w nią i przywarł do chłodnego gładkiego metalu. Znowu krzyk, a po chwili znajomy już huk: może huczy poruszone powietrze, może włączony paralizator.
Czujne czorty. I uważne! – pomyślał Litwin, wspominając ostrzeżenie Okrętu.
Dwójkę obchodzącą krążownik z przeciwnej strony zobaczył znowu na ekranie wizora. W ładowni rozbrzmiewały głosy olków, urywane i ochrypłe; pomagając sobie w orientacji dźwiękiem, zebrali się w grupę, uformowali szereg i pomaszerowali w stronę niszy transportowej. Powietrzem znowu wstrząsnął huk. Tym razem był jeszcze głośniejszy – wyglądało na to, że pracowały wszystkie cztery paralizatory. Olkowie szli nieśpiesznie, zalewając przestrzeń przed sobą śmiertelnym promieniowaniem.



Dodano: 2012-06-15 15:07:28
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Podlewski, Marcin - "Księga Zepsucia. Tom 1"


 Sullivan, Michael J. - "Zniknięcie córki Wintera"

 Vonnegut, Kurt - "Syreny z Tytana"

 Ziębiński, Robert - "Stephen King. Instrukcja obsługi"

 Dukaj, Jacek - "Po piśmie"

 Banks, Iain M. - "Wspomnij Phlebasa"

 Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

Fragmenty

 Karnicka, Anna - "Paradoks Marionetki: Sprawa Marionetkarza"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

 Jensen, Danielle L. - "Mroczne wybrzeża"

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS