NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Chiang, Ted - "Wydech"

Watts, Peter - "Ognisty deszcz"

Ukazały się

antologia - "Kryształowe smoki 2019"


 Chokshi, Roshani - "Srebrzyste węże"

 Kamiński, Tomasz - "Polowanie"

 Komuda, Jacek - "Wizna"

 antologia - "Tarnowskie Góry Fantastycznie 2"

 Hill, Joe - "Gaz do dechy"

 Hill, Joe - "Strażak" (2020)

 Hill, Joe - "NOS4A2" (2020)

Linki

MacLeod, Ian R. - "Pieśń czasu. Podróże"
Wydawnictwo: Mag
Kolekcja: Uczta Wyobraźni
Tytuł oryginału: Song of Time / Journeys
Tłumaczenie: Grzegorz Komerski
Data wydania: Sierpień 2011
Wydanie: I
ISBN: 978-83-7480-218-5
Oprawa: twarda
Format: 135 x 202 mm
Liczba stron: 496
Cena: 49,00 zł
Rok wydania oryginału: 2008/2010



MacLeod, Ian R. - "Pieśń czasu. Podróże"

Podróże w czasie


Ponad pięć lat temu ukazały się otwierające serię Uczta Wyobraźni „Wieki światła” Iana R. MacLeoda. Trudno sobie wyobrazić lepszy początek: powieść brytyjskiego pisarza zachwyciła stylem i niekonwencjonalną tematyką. Rozbudzone tą powieścią oczekiwania zostały zaspokojone i przez kilka ostatnich lat Mag dostarczał elitarną serią interesujących tekstów. Wydawnictwo nie zapomniało też o MacLeodzie: wydało później „Dom burz” będący kontynuacją „Wieków światła”, a teraz zaprezentowało czytelnikom nie jeden, ale dwa kolejne tytuły tego autora, łącząc w jednym tomie powieść „Pieśń czasu” oraz zbiór opowiadań „Podróże”1).
Wpierw kilka słów o zbiorze. Opowiadania w nim zamieszczone są zróżnicowane: pod względem tematyki, długości, ujęcia czy konstrukcji. I tak na przykład „Opowieść młynarza” odkrywa inny aspekt świata znanego z dwóch wcześniej wydanych u nas powieści, „Bunt Anglików” jest flirtem z alternatywnym biegiem historii, „Wainwrightowie na wakacjach” ukazują blaski i cienie życia rodzinnego, „O spotkaniach z innymi wyspami” swą nierealnością przywołuje na myśl niektóre z tekstów Kelly Link, a „Dywan z hobów” konfrontuje kreacjonizm i ewolucjonizm. Teksty, łącząc gatunki i konwencje, wymykają się jednoznacznym klasyfikacjom. Dzięki temu każdy jest inny i dostarcza odmiennych wrażeń. Przy takim urozmaiceniu nie ma możliwości, by wszystkie bez wyjątku utrafiły w gusta czytelnika, ale nawet te z jakichś powodów (tematycznych, ideologicznych, wykreowanych postaci) mniej interesujące nie są pozbawione wartości i intrygujących elementów.
Jeśli jednak opowiadania MacLeoda zapewniają nieprzeciętne przeżycia, to co można powiedzieć o „Pieśni czasu”, która je jeszcze przebija? Z pozoru opowiadana przez uznaną skrzypaczkę stojącą na progu śmierci autobiografia nie powinna być niczym innym jak historią obyczajową. I faktycznie, na najbardziej podstawowym poziomie tym właśnie jest: relacją z życiowych sukcesów i porażek, chwil smutnych i szczęśliwych. Widzimy obnażoną duszę Roushany Maitland, obracamy ją na dłoni, widzimy jej piękno, ale też szpecące ją skazy. Już samo to, dzięki świetnemu przekazywaniu emocji, starczyłoby do delektowania się lekturą. MacLeod jednakże wplata w powieść wiele innych – być może nie tak widocznych – ale równie intrygujących wątków.
Powieść MacLeoda, zgodnie zresztą ze swym tytułem, zabiera nas w podróż przez zmieniający się świat przyszłości, pełen nieznanych współczesnie zagrożeń. Brytyjski pisarz na kartach powieści urzeczywistnia liczne ludzkie obawy wynikające z rozwijającej się technologii, liberalizujących się światopoglądów czy wreszcie trudnych do powstrzymania trendów politycznych. Jednocześnie jednak nie traci wiary w ludzką naturę: tam, gdzie masa jest zdolna do rzeczy strasznych, jednostki potrafią okazać serce lub tworzyć piękno. Podobnie jak we wcześniejszych książkach autor nie ucieka od lekko lewicującej wymowy utworu, ale w wielu kwestiach nie jest możliwa tak jednoznaczna klasyfikacja; mało tego – dokonanie jej byłoby wręcz krzywdzące. Bardziej istotne jest to, że zmieniający się świat współgra ze zmianami głównej bohaterki, chociaż relacja między nimi nie jest jednoznaczna czy liniowa.
Wszystkie utwory zamieszczone w omawianej tutaj książce łączy jedno: przepiękny język, jakim są napisane. Mało który pisarz potrafi posługiwać się piórem z taką swobodą i elastycznością, dobierając idealnie rytm i frazę. Chociaż cechą charakterystyczną twórczości MacLeoda jest nieśpieszna, wręcz nieco leniwa narracja, to w razie konieczności bez problemu radzi sobie z jej przyspieszeniem, oddając dynamikę czy żywiołowość. Niemniej jednak to właśnie wyważone, refleksyjne i nieco nostalgiczne treści są największym atutem powieści. To, co u innych mogłoby zabrzmieć banalnie lub wręcz nudnie, u MacLeoda wypada świetnie. Zdania, akapity, całe długie fragmenty zachwycają strukturą i frazą, oddziałując na czytelnika, przebijając się głęboko do jego świadomości.
„Wieki światła” mnie urzekły: z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że była to pierwsza książka w moim życiu, która już po kilku pierwszych wersach zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Mimo że do pisarstwa MacLeoda nieco już przywykłem, nadal po jego utwory sięgam z wielką przyjemnością, delektując się każdą chwilą spędzoną z nimi. Nie inaczej było z „Pieśnią czasu. Podróżami”; jeśli nawet fabularnie czy koncepcyjnie któreś z opowiadań nie trafiło w moje gusta, to pozostałe atuty mi to rekompensowały. Bywały wręcz momenty, gdy dawkowałem sobie przyjemność, nie chcąc zbyt szybko zakończyć lektury. Żałuję tylko jednego: że już tę książkę skończyłem.


1) Wcześniej w Polsce ukazało się tylko jedno opowiadanie z tego zbioru. Jest to „Druga podróż maga” (w książce występuje pod tytułem „Druga podróż króla”), która ukazała się w Nowej Fantastyce 07/2011.



Autor: Tymoteusz "Shadowmage" Wronka


Dodano: 2011-10-26 23:02:04
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

coltazar - 11:44 27-10-2011
Czy powieść ta zachwyca stylem i niekonwencjonalną tematyką? Nie wszystkich. Czytając recenzję (nota bene bardzo udaną), czytając książkę odniosłem wrażenie, że autor wykorzystuje konwencję SF. Na czym to wykorzystywanie polega. Uważam, że powieść SF to takie dzieło, w którym elementy SF stanowią kluczową rolę. Bez tych elementów owe dzieło jest niekompletne, ba często niezrozumiałe. Z książek Macleoda spokojnie można usunąć wszystkie wątki SF bez straty dla powieści. W takim razie po co Macleod wprowadza do swoich powieści wątki SF? Według mnie wykorzystują on tą konwencję bo w szerokim nurcie literackim mógłby zaginąć w tłumie jemu podobnych. W tym sensie nie podzielam zachwytu recenzenta. Moje nastawienie jest nawet przeciwne. Książka Macleoda jako współczesna powieść (pomijając podział na SF i nie SF) jest nijaka. Nudna fabularnie, komentująca bez oryginalności sprawy wielokrotnie już analizowane z większą głębią, kulturą filozoficzną i psychologiczną. Język Macleoda jest niezły. Czy jednak owe zachwyty nie są czasami wyrazem kompleksów? Pomimo tego książkę polecam chociażby dlatego by wyrobić sobie własną opinię.

Shadowmage - 12:25 27-10-2011
Jak wiadomo recenzja jest oceną subiektywną, więc nie zmuszam wszystkich, by się ze mną zgadzali... chociaż nie miałbym nic przeciwko, żeby tak było :)

Widzę, że do klasyfikacji SF używasz brzytwy Lema - przy takim rozróżnieniu faktycznie "Podróże" science fiction nie są. Ja, na swoje potrzeby, stosuję trochę szerszą definicję uznającą również ekstrapolację nauk społecznych, które w rozumieniu powyżej definicji nie tworzą wartości SF. To trochę kwestia ubogości rodzimego podziału gatunkowego, bo najbliższe jest chyba angielskiemu speculative fiction, u nas również tłumaczonego jako sf zwykle.

Zresztą chyba dałem wyraz w recenzji (jeśli niewystarczająco dobitnie, to przepraszam), że warstwa sf (w moim rozumieniu) jest tylko tłem i miłym dodatkiem, a istotniejsze są kwestie związane z przeżyciami bohaterki. Tutaj ocena zależy już pewnie od indywidualnej wrażliwości - to co jednego rusza, innego pozostawia obojętnym. Mnie sposób pisania, powolnej narracji i kreowania emocji u MacLeoda wyjątkowo odpowiada i od pierwszych stron "Wieków światła" jestem ich fanem.

Uwagi o kompleksach nie rozumiem: jeśli odnosi się to do moich uzdolnień pisarskich, to nigdy takich nie miałem, więc jestem od nich wolny.
Jeżeli mowa szerzej, o kompleksach środowiskowych, to też mi się nie wydaje, by był to przypadek (chociaż wolę rzecz jasna fantastykę i na niej się przede wszystkim znam, to jednak podziały i granice międzygatunkowe nigdy mnie tak naprawdę nie interesowały - nie ukrywam jednak, że mam braki w znajomości "mainsteamu", więc prawdopodobnie i tam powstały książki, które równie mocno - albo i mocniej - by na mnie zadziałały) - pisarze głównonurtowi, poruszający się w podobnej tematyce czasem również wykorzystują elementy fantastyczne na swoje potrzeby; z różnym zresztą skutkiem. Na przykład podam "Nie opuszczaj mnie" Ishiguro, która wydała mi się znacznie uboższa emocjonalnie, chociaż jest powszechnie chwalona. I nie sądzę by na moją ocenę wpłynął fakt, iż jest to powieść "pisarza zza muru".

AM - 12:34 27-10-2011
Czy to zaproszenie do dyskusji, bo wydaje mi się, że nie do końca? Właściwie postawiłeś już wszystkie tezy, przedstawiłeś światopogląd. Oczekujesz, że ktoś cię do czegoś przekona czy też zgodzi się z twoją diagnozą? I ostatecznie jakie to będzie miało znaczenie?

Shadowmage - 12:36 27-10-2011
AM-->To do mnie, czy do coltazara?

AM - 12:49 27-10-2011
Shadow, pisałem to, kiedy twojej wypowiedzi jeszcze nie było.

coltazar - 13:45 27-10-2011
Do AM.
Nie wiem o co ci chodzi. Myślę, że mogłem tak zdecydowane wyrazić swoje poglądy. Nie spodziewałem się jednak, że na tej podstawie wyciągnięte zostaną takie wnioski. Wnioski, które niekorzystnie przedstawiają mnie jako ewentualnego uczestnika dialogu. Jeśli taka jest właśnie recepcja mojego komentarza to jest mi trochę głupio. Trochę, gdyż wierzę, że nie wszyscy będą sądzili tak jak ty.
Poza tym uważam, że recenzja i ewentualne komentarze są właśnie takim zaproszeniem do dyskusji. Zazwyczaj podczas takiej dyskusji bronie swoich poglądów. Nie znaczy to jednak, że do ewentualnych interlokutorów odnoszę się z lekceważeniem, czy też niechęcią. Mogę obiecać, że w trakcie trwania takiej dyskusji z uwagą przeczytam stawiane kontrargumenty. Jeśli nie przyznam jednak komuś racji będzie to niechybnie efektem mojej miłości własnej. Za co z góry przepraszam.

Do Shadowmage
Uwagi o kompleksach nie dotyczyły ciebie. Wynikają one z mojego przeświadczenia [być może błędnego], że literatura SF jako część literatury rozumianej w szerokim kontekście traktowana jest trochę jak "ubogi krewny".

AM - 14:14 27-10-2011
coltazar pisze:Do AM.
Nie wiem o co ci chodzi. Myślę, że mogłem tak zdecydowane wyrazić swoje poglądy. Nie spodziewałem się jednak, że na tej podstawie wyciągnięte zostaną takie wnioski. Wnioski, które niekorzystnie przedstawiają mnie jako ewentualnego uczestnika dialogu. Jeśli taka jest właśnie recepcja mojego komentarza to jest mi trochę głupio. Trochę, gdyż wierzę, że nie wszyscy będą sądzili tak jak ty.
Poza tym uważam, że recenzja i ewentualne komentarze są właśnie takim zaproszeniem do dyskusji. Zazwyczaj podczas takiej dyskusji bronie swoich poglądów. Nie znaczy to jednak, że do ewentualnych interlokutorów odnoszę się z lekceważeniem, czy też niechęcią. Mogę obiecać, że w trakcie trwania takiej dyskusji z uwagą przeczytam stawiane kontrargumenty. Jeśli nie przyznam jednak komuś racji będzie to niechybnie efektem mojej miłości własnej. Za co z góry przepraszam.


Nie chciałem stawiać cię w niekorzystnym świetle, jeśli tak to odbierasz, przepraszam. Po prostu takie dyskusje to sztuka dla sztuki, szczególnie, jeśli wchodzimy na grząskie terytorium światopoglądów. Literatura jest o tyle trudnym tematem, że nie ma jednej dobrej drogi, nie ma jasnych kryteriów oceny, jak na przykład w skokach narciarskich, a definicje, które stworzono, z jednej strony ułatwiają wzajemne zrozumienie, z drugiej, jednak, prowadzą do ogromnych uproszczeń.

coltazar - 14:43 27-10-2011
Do AM
Dziękuję za odpowiedź. Nie uważam jednak, że dyskusja na temat walorów danej książki to sztuka dla sztuki. Jestem biblioholikiem. Czytam dużo i nie potrafię korzystać z biblioteki [tylko się nie śmiej]. Książki więc po prostu kupuję. To z kolei powoduje, że jak mam już za tą książkę zapłacić, chciałbym by przypadła mi ona do gustu. Stąd więc czytam recenzje i zamieszczane pod nimi komentarze. To mój przewodnik po literaturze. Im obfitsza dyskusja tym większa szansa na trafienie w przysłowiową 10. Recenzja Shadowmaga była świetna. Jak dla mnie nawet zbyt dobra. Mój komentarz [tak pod względem stylu jak i oceny] jest przeciwieństwem stanowiska Shadowmaga. Mam nadzieję, że ewentualnym czytelnikom pomoże to podjąć stosowną decyzję.
Pozdrawiam

Shadowmage - 14:58 27-10-2011
Heh, już myślalem, że mnie chwalisz, a tu wygląda na to, że epitety "świetna" czy "Bardzo dobra" odnoszą się do opinii o książce, a nie recenzji jako takiej :P

Masz oczywiście rację z gettoizacją fantastyki i pewnymi kompleksami - u niektórych osób czy nawet całych środowisk jest to zauważalne. Niemniej redakcja Katedry (jeśli mogę uogólniać i wypowiadać się za innych) jest w zasadzie spoza środowiska - najpierw zaczęliśmy czytać fantastykę, a dopiero później wchodzić w fandom... ale nawet teraz trochę na uboczu jesteśmy i różne gierki i kompleksy nas się raczej nie tyczą. Stąd też jeśli jakaś książka się podoba, to dajemy temu wyraz... a jeśli nie, to też :)

coltazar - 15:29 27-10-2011
Shadowmage muszę cię rozczarować. Owe epitety dotyczyły recenzji w sobie i pośrednio recenzenta. Obawiam się, że ta informacja może wytrącić cie z równowagi. Jeśli tak się stanie spróbuj mojego sposobu ratunkowego. Przeczytaj Trzech panów w łódce nie licząc psa.

Shadowmage - 22:05 27-10-2011
W takim razie dziękować :)
A "Trzech panów..." lubię, poluję obecnie na kontynuację.

Komentuj


Artykuły

Sam Sykes - wywiad z autorem "Siedmiu czarnych mieczy"


 Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?

 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

Recenzje

Adeyemi, Tomi - "Dzieci krwi i kości" i "Dzieci prawdy i zemsty"


 Wilhelm, Kate - "Gdzie dawniej śpiewał ptak"

 Collins, Suzanne - "Ballada ptaków i węży"

 Bradbury, Ray - "Green Town"

 Taylor, Dennis E. - "Gdyż jest nas wielu"

 Butcher, Jim - "Opowieść o duchach"

 Harrow, Alix E. - "Dziesięć tysięcy drzwi"

 Wolfe, Gene - "Miecz i Cytadela"

Fragmenty

 Elison, Meg - "Księga Bezimiennej Akuszerki"

 Możdżeń, Konrad - "Chodź ze mną"

 Zamiatin, Jewgienij - "My"

 Urbanowicz, Artur - "Paradoks"

 Sykes, Sam - "Siedem czarnych mieczy"

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i lato z diabłem"

 Masterton, Graham - "Dzieci zapomniane przez Boga"

 Hałas, Agnieszka - "Czerń nie zapomina"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS