NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Fletcher, Charlie - "Paradoks"

Wegner, Robert M. - "Każde martwe marzenie. Opowieści z meekhańskiego pogranicza"

Ukazały się

Antologia - "Za tamą"


 Haghenbeck, F.G. - "Diablero"

 Radecki, Łukasz - "Bóg Horror Ojczyzna"

 Larson, B.V. & VanDyke, David - "Wygnaniec"

 antologia - "Mroczne dziedzictwo. Antologia w hołdzie Jamesowi Herbertowi"

 Weber, David; Zahn, Timothy; Pope, Thomas - "Wezwanie do zemsty"

 Wolski, Marcin - "Pies w studni. Kot w windzie czyli rekonkwista"

 McDonald, Ed - "Zew kruka"

Linki


Żytowiecki, Maciej - "Mój prywatny demon"
Wydawnictwo: Ifryt
Cykl: Żytowiecki, Maciej - "Detektyw Ezra"
Data wydania: Czerwiec 2011
Wydanie: I
ISBN: 978-83-62980-04-8
Oprawa: miękka
Format: 130 x 200 mm
Liczba stron: 280
Cena: 32,00 zł
Seria: Moc Fantastyki
Tom cyklu: 1



Żytowiecki, Maciej - "Mój prywatny demon"

Kryminał do połowy z młyńskim kołem w zakończeniu


Chicago, schyłek lat trzydziestych – mroczne miasto kipi zbrodnią. Ciemnych zaułków tutaj pod dostatkiem, a każdy z nich niczym wielki róg obfitości wyrzuca z siebie kolejnych szubrawców, psychopatów, fanatyków religijnych i wszelkiej maści typów spod ciemnej gwiazdy. Po ulicach wciąż suną niemal wyłącznie czarne Fordy T – akceptowalna czerń nadwozia nijak się ma do akceptowalności czarnej skóry człowieka. Rasizm kwitnie.
Po mieście grasuje doprawdy uzdolniony zwyrodnialec – morduje prostytutki, usuwa im uzębienie i robi z niego naszyjniki dla kolejnych ofiar. Prasa bywa kreatywna w tworzeniu etykietek dla tego rodzaju gnid społecznych, tak też jest i tym razem – już niebawem czubek może cieszyć się przydomkiem Dentysty. Jaki jest powód mordów? Co oznaczają naszyjniki z zębów? Dlaczego prostytutki? Czy istnieje jakiś klucz w doborze ofiar?
Znalezienie odpowiedzi na te i wiele innych pytań to już zadanie Ezry, (jednej drugiej) głównego bohatera powieści. A typek z niego „wszechstronnie uzdolniony”: aspołeczny, udręczony życiem, pełen nienawiści do świata. Czytelnik ma okazję poznać go w punkcie zwrotnym jego spartaczonego życia, kiedy za sprawą nadprzyrodzonej siły i wsparcia przyjaciela zostaje przywrócony do służby. Ma za sobą epizod z alkoholizmem w tle, skończył z nałogiem; nie jest to jednak krok poczyniony z własnej nieprzymuszonej woli czy też wskutek szczerych rozmów na posiedzeniach klubu AA. Ezra ma nowego lokatora... w sobie. Lokatora wybrednego, który nie dość, że nie przepada za libacjami, to w dodatku obdarowuje bolesnymi wymiotami za każdą dawkę pożywienia. Każe się zwać Paddingtonem, Tryksterem, Pogromcą. Pozwala pić jedynie wodę i palić cygańskie papierosy. Relacja zgorzkniałego Ezry z wyniosłym, nieznoszącym sprzeciwu demonem (jak sam nazywa Paddingtona jego „nosiciel”) to z pewnością jeden z najmocniejszych punktów programu. Policjant w tym cudacznym związku uchodzi jedynie za narzędzie dla wykonania misji Awiana. To raczej nie jest symbioza – prywatny demon niejednokrotnie żąda czynów sprzecznych z wolą Ezry (ideałów chłopina nie ma już dawno), jawi się jedynie jako ropiejący wrzód na tyłku. Tak się składa, że gra, której Ezra stał się pionkiem, to nie jakieś głupie podchody, ale kosmiczna rozgrywka o prawo do tworzenia świata. Prowadzone równolegle wątki – dochodzenie w sprawie seryjnego mordercy o dentystycznym hobby oraz spełnianie zachcianek demonicznego lokatora – zdają się zazębiać. Widać koniec nitki, jednak do kłębuszka jeszcze daleka droga.
Warte odnotowania jest jeszcze wydarzenie z przeszłości, które warunkuje świat przedstawiony i odbija się czkawką w jego konstrukcji: opad rudego śniegu. Każdy osobnik, który feralnego dnia zetknął się z rudym opadem, zyskał jakąś nadprzyrodzoną moc. Daleko jednak uzdolnieniom wybrańców do tych, jakimi dysponują komiksowi superbohaterowie w fikuśnych, obcisłych kostiumach. Dominują raczej prymitywne zdolności, czyniące z nich klikę niebezpiecznych popaprańców – a to ktoś wybucha bez uprzedzenia, a to inny pluje kwasem. Przeważająca część półgłówków obdarzonych podobnymi cyrkowymi sztuczkami albo sama unicestwia się z powodu braku kontroli nad „darem”, albo zostaje po prostu schwytana przez policję. Co mądrzejszy typek stara się nie wychylać, przy czym zachodzi dziwna zależność, że ci nieco bystrzejsi na ogół dostają moce większego kalibru aniżeli wyżej wspomniane. I tak zbrodniarz Barnaba staje się nieśmiertelny (choć sądząc po zachowaniu z jego bystrością wcale nie jest tak kolorowo), a przeciętne medium awansuje na maga z prawdziwego zdarzenia. Sam Ezra, oczywiście podczas opadu „będący pod wpływem”, zyskuje z pozoru mało przydatną umiejętność wzniecania płomieni, którą to przekuwa w nieco bardziej praktyczne przypalanie papierosa na odległość.
Powieść ma wiele zalet. Na oklaski zasługują umiejętności Macieja Żytowieckiego w zakresie budowania napięcia i aury niepokoju. Jeśli dorzucimy do tego sarkastyczne zapędy niemal socjopatycznego bohatera i brutalnie acz przekonująco podane realia lat trzydziestych – dostaniemy plugawą i brudną atmosferę. Świat przedstawiony naprawdę jawi się jako siedlisko zbrodni. Relacje Ezra-Paddington, jak już wcześniej wspomniałem, zostały przedstawione w sposób mistrzowski i myślę, że to prywatny demon czyni z bohatera postać nieszablonową i tak niejednoznaczną. Akcja toczy się szybko, czytelnik zostaje rzucony w wir wydarzeń, w sam środek dochodzenia dotyczącego seryjnych mordów Dentysty. Fabuła wydarzeń bieżących prowadzona z pierwszoosobowej perspektywy pozwala lepiej poznać motywację bohatera, relacja w czasie teraźniejszym nadaje historii tempa. Dzięki zgrabnie wplecionym retrospekcjom, czytelnik ma okazję poznać mroczną przeszłość Ezry, przyjrzeć się wydarzeniom, które miały wpływ na jego życie, czy poznać genezę wstąpienia Paddingtona w jego ciało. Oprócz tego zbiera kolejne informacje związane z wydarzeniem Rudego Śniegu i zaczyna sobie zdawać sprawę, że jest ono istotne dla przebiegu akcji. Obrazu dopełniają sny, jakich doświadcza funkcjonariusz, a które pozwalają naocznie poznać świat Awian.
Kryminalna intryga okazuje się obiecująca jednak tylko z początku, trudno w ogóle mówić o tej książce jako o kryminale. Śledztwo stanowi jedynie pretekst do zanurzenia fantastycznych składników w fabularnej wodzie pełnej ogranych motywów. Tak, zakończenie nie było finiszem, jakiego się spodziewałem, jakiego oczekiwałem. Mgiełka tajemnicy, która idealnie rozciągała się nad historią gdzieś do połowy, nagle zostaje rozwiana. Fantastyka bierze górę. Akcja tocząca się szybko, lecz celowo, przemienia się w akcję pędzącą nazbyt szybko (o priorytecie usłania ziemi jak największą ilością trupów). Mamy do czynienia ze zderzeniem dwóch zupełnie odmiennych książek, na dodatek tę drugą pisał ktoś, komu po głowie tłukło się chyba jedno słowo: kompresja. Byle jak najwięcej na jak najmniejszej liczbie stron.
Historia snuta przez czarnego fanatyka (Dentystę) w samochodzie Ezry została tak przejmująco (rzekłbym pompatycznie) przestylizowana, rozciągnięta do bólu i teatralnie wyłożona, że wydała mi się nie tyle śmieszną, co wręcz żałosną próbą wyjaśnienia okoliczności mordów. A potem historia skacze ku końcowi, iście sensacyjnemu zakończeniu w stylu przeładowanego efektami specjalnymi horroru. Ostateczna konfrontacja przenosi czytelnika do Hyde Parku, pod rekonstrukcję wielkiego młyńskiego koła, i to właśnie tutaj dokona się krwawa jatka – strzelanina, wybuchy, a nawet pochód żywych trupów. (Być może młyńskie koło jako miejsce akcji obliguje do fundowania czytelnikowi istnego młynu?)
Zakończenie jest, jakie jest, takim je zobaczył autor, a zatem takim je opisał. Nic nie zmieni tego, że powieść została sprawnie podana – dialogi są soczyste, bohaterowie barwni, a styl niczego sobie. Pierwsze odczucia były naprawdę dobre, wciąż jestem pod niemałym wrażeniem kunsztu literackiego autora i plugawej atmosfery, którą nasączył powieściowe Chicago. Podobno nie liczy się, jak zaczynasz, a jak kończysz – w myśl tego powiedzenia, książka dla jej dobra powinna skończyć się w połowie. Chyba, że to jeszcze nie koniec poczynań Ezry, na co poniekąd wskazuje zakończenie. Może by tak mniej fajerwerków, więcej intrygi. A wariacki galop w stronę apogeum zamienić na dozowanie szaleństwa. Wtedy wietrzę bestseller.


Ocena: 7/10
Autor: Dawid Lach
Dodano: 2011-09-20 20:02:46
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Miasto Złomu"


Artykuły

Wywiad z Brandonem Sandersonem


 Wywiad z Dmitrem Glukhovskym

 Wywiad z Joe Abercrombiem

 Fantastyka 2017 - plebiscyt

 Modyfikowany Węgiel - powieść a serial

Recenzje

Stephenson, Neal & Galland, Nicole - "Wzlot i upadek D.O.D.O."


 Gaiman, Neil - "Ocean na końcu drogi"

 Le Guin, Ursula K. - "Wracać wciąż do domu"

 Lawrence, Mark - "Szara siostra"

 Wegner, Robert M. - "Każde martwe marzenie"

 Silverberg, Robert - "Skrzydła nocy"

 Małecki, Jakub - "Nikt nie idzie"

 King, Stephen - "Uniesienie"

Fragmenty

 Haghenbeck, F.G. - "Diablero"

 Wegner, Robert M. - "Każde martwe marzenie"

 Cadigan, Pat - "Alita: Battle Angel. Miasto złomu"

 Eames, Nicholas - "Królowie Wyldu"

 Bourne, J.L. - "Rozbita klepsydra"

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Wyprawa"

 Straub, Peter - "Upiorna opowieść"

 Hejankowski, Sebastian - "Światłoczuły"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2018 nast.pl     RSS      RSS