NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Abercrombie, Joe - "Czerwona kraina" (2019)

Bardugo, Leigh - "Król z bliznami"

Ukazały się

Douglas, Ian - "Star Carrier. Światłość"


 Ziębiński, Robert - "Piosenki na koniec świata"

 Palmer, Ada - "Siedem kapitulacji"

 Pilipiuk, Andrzej - "Przeszłość dla przyszłości"

 antologia - "Wigilia pełna duchów"

 Chesterton, Gilbert Keith - "Człowiek, który był Czwartkiem"

 Węcławek, Dominika - "Skoczkini. Zapiski z międzygwiezdnego lotu"

 Rusnak, Marcin - "Diabły z Saints"

Linki

Green, Simon R. - "Coś z Nightside"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cykl: Green, Simon R. - "Nightside"
Tytuł oryginału: Something from the Nightside
Tłumaczenie: Dominika Repeczko
Data wydania: Marzec 2011
ISBN: 978-83-7574-372-2
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Liczba stron: 224
Cena: 31,00 zł
seria: Obca Krew
Tom cyklu: 1



Green, Simon R. - "Coś z Nightside"

Taylor

Nazywam się John Taylor. W Nightside każdy zna to nazwisko.
Wiodłem sobie zwyczajne życie, w zwyczajnym świecie i już od dawna nikt nie próbował mnie zabić tylko po to, by zgarnąć nagrodę. Lubiłem tę anonimowość. Pozwalała nie czuć presji. Presji, że każdy, kogo mijasz na ulicy wie kim jesteś, presji oczekiwania i własnego przeznaczenia. I nie, nie jestem w nastroju, by to teraz wyjaśniać.
Kilka miesięcy temu stuknęła mi trzydziestka, ale jakoś się tym nie przejąłem. Kiedy los doświadcza cię tak bardzo, jak mnie swego czasu, uczysz się olewać drobiazgi. Ale bywa, że te drobiazgi, małe codzienne problemy, nawarstwią się, tworząc niemałą górę. Z tego powodu właśnie wyruszyłem w drogę. Z powrotem. Wracałem do Nightside, choć wiedziałem, że to wyjątkowo głupi pomysł. Uciekłem stamtąd pięć lat temu, przed niechybną śmiercią i zdradą przyjaciół, pokrwawionymi wargami klnąc się, że nigdy, przenigdy tam nie wrócę. Choćby nie wiem co. Powinienem był pamiętać, że Bóg uwielbia zmuszać ludzi do łamania takich obietnic.
Bóg, albo Ktoś.
Wracałem więc do miejsca, gdzie każdy mnie znał, albo przynajmniej uważał, że mnie zna.
Mogłem tam być pretendentem, gdyby zależało mi wystarczająco mocno. Albo gdyby mniej zależało mi na maluczkich, których musiałbym zdeptać wspinając się na szczyt. Prawdę mówiąc, czego zasadniczo staram się nie robić publicznie, nigdy nie byłem na tyle ambitny. Ani na tyle towarzyski. Żyłem więc po swojemu, pilnując własnego tyłka i stosując się do własnej definicji honoru, a to, że wszystko się tak popieprzyło, nie było jedynie moją winą. Uważałem się za kogoś w rodzaju błędnego rycerza… ale dama w opresji wbiła mi sztylet w plecy, mój miecz połamał się na smoczej łusce, a Graal okazał się opróżnioną butelką po whiskey. Wracałem. Do starych znajomych, starych lęków i ran. I mogłem jedynie mieć nadzieję, że to mi się opłaci.
Nie było co liczyć, że przemknę niezauważony. John Taylor – to nazwisko coś znaczy w Nightside. I nie zmieni tego pięć lat na wygnaniu. Nie, żeby ktoś znał mnie tak naprawdę. Co to, to nie. Gdyby ktoś zapytał o mnie w dwunastu różnych miejscach, dostałby tuzin różnych odpowiedzi. Nazywano mnie czarownikiem, magiem, hochsztaplerem, naciągaczem, oszustem, uczciwym łajdakiem. Nic z tego nie jest bliskie prawdy. Nie dopuściłbym nikogo na tyle blisko, by mógł tę prawdę poznać. I tak dla jednych byłem bohaterem, dla innych najczarniejszym z charakterów, dla większości – czymś pomiędzy. Mam kilka umiejętności, poza talentem do znajdowania, i niektóre z nich są całkiem imponujące. Gdy zadaję pytanie ludzie zazwyczaj odpowiadają. Kiedyś byłem niebezpiecznym facetem, nawet jak na standardy Nightside. Ale to było pięć lat temu. Zanim los mnie połamał. Kołem miłości.
Nie potrafiłem ocenić, czy coś z tego dawnego, niebezpiecznego gościa zostało jeszcze we mnie. Ale zakładałem, że tak. To zupełnie tak samo, jakby zwalić kogoś z roweru, używając bejsbola – skończy z połamanym ganatami, ale nadal będzie umiał jeździć.
Nigdy nie nosiłem broni. Nigdy nie czułem takiej potrzeby.
Mój ojciec zapił się na śmierć. Nie zdołał się podnieść po tym, jak dowiedział się, że jego żona nie jest człowiekiem. Nie miałem okazji jej poznać. Zajmowali się mną sąsiedzi, z tej samej ulicy, po kolei. Mniej lub bardziej niechętnie. W rezultacie nigdzie nie czułem się jak w domu. Wciąż dręczy mnie wiele pytań dotyczących mnie samego i wciąż szukam na nie odpowiedzi. Być może właśnie dlatego zostałem prywatnym detektywem. Skoro nie mogę rozwiązać własnych problemów, szukam ulgi w rozwiązywaniu cudzych.
W pracy noszę długi, biały prochowiec. Częściowo dlatego, że każdy tego się właśnie spodziewa po prywatnym detektywie, częściowo dlatego, że płaszcz jest praktyczny, a głównie dlatego, że pomaga mi stworzyć image, za którym bez trudu mogę ukryć prawdziwego siebie. Lubię sprawiać mylne wrażenie. Nigdy już nie pozwolę na to, by ktokolwiek zbliżył się do mnie. To w trosce o dobro obu stron, nie tylko moje własne.
Sypiam sam, jem wszystko, co niezdrowe i sam piorę swoje rzeczy. Kiedy sobie przypomnę. Pielęgnuję swoją samowystarczalność. Absolutną niezależność. Nie mam szczęścia do kobiet, choć przyznaję bez bicia, że to moja i tylko moja wina. Mimo wszystko wciąż jestem romantykiem, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Tymi złymi też. Najbliższa mi kobieta jest łowcą nagród i pracuje wyłącznie w Nightside. To moja przyjaciółka. Raz próbowała mnie zabić. Nie mam żalu. To był tylko biznes.
Piję za dużo, ale zasadniczo mam to gdzieś. Wysoko cenię ogłuszające właściwości alkoholu. Jest mnóstwo rzeczy, o których chętnie zapominam.
A teraz, dzięki Joannie Barrett i jej pomylonej córce, zmierzam prosto do piekła. Do miejsca, gdzie ludzie próbowali mnie zgładzić od kiedy tylko pamiętam, z powodów, których nigdy nie mogłem zrozumieć. Do jedynego miejsca na ziemi, gdzie czułem, że naprawdę żyję. W Nightside jestem kimś więcej, niż tylko kolejnym prywatnym detektywem. Między innymi dlatego stamtąd odszedłem. Przestało mi się podobać to, kim się stawałem.
Ale gdy schodziłem do metra holując za sobą Joannę Barrett… do diabła, czułem się jakbym wracał do domu!

Nie miało znaczenia którą stację, czy linię wybiorę, wszystkie i tak prowadziły do Nightside. Cały dowcip w przypadku metra polega na tym, że każda stacja wygląda tak samo. Te same ściany wyłożone identycznymi kafelkami, te same paskudne maszyny, zbyt jasne światła, zbyt wielkie plakaty filmowe, albo reklamowe. Zakurzone automaty z kawą czy słodyczami, z których tylko turyści próbują coś wydobyć. Bezdomni, zagrzebani w gniazdach z lepkich od brudu koców, żebrzący o drobne, albo tylko rozkoszujący się chwilą wytchnienia od kaprysów pogody. No i oczywiście niecichnący tupot nóg. Zakupowiczów, dojeżdżających do pracy, turystów, biznesmenów, dziennikarzy, nieustannie spieszących się by być gdzie indziej. W Tokio w metrze zatrudnia się ludzi, którzy na siłę upychają w wagonach podróżnych, tak, by drzwi pociągów mogły się zamknąć. Londyn nie osiągnął jeszcze tej granicy nasycenia, ale nieuchronnie się do niej zbliża.
Kiedy szliśmy tunelami, Joanna trzymała się blisko mnie. Widać było od razu, że nie bardzo zachwyca ją tłum i otoczenie w jakim się znalazł. Bez wątpienia była przyzwyczajona do innego sposobu przemieszczenia się, na przykład długaśnymi limuzynami z szoferem w uniformie i zawsze pełną butelką zimnego szampana w podręcznym barku. Starałem się ukryć uśmiech. Okazało się, że nie ma przy sobie drobnych, więc to ja musiałem zapłacić za bilety dla nas obojga. Musiałem też pokazać jej, jak przejść przez bramkę zamykająca drogę na perony.
Ruchome schody, o dziwo, wszystkie były czynne. Zjechaliśmy w głąb systemu tuneli. Wybierałem drogę na chybił trafił, licząc, że poprowadzi mnie instynkt i nie zawiodłem się. W końcu zauważyłam znak, którego szukałem. Żeby rozpoznać język, w jakim został napisany, trzeba było specjalnej wiedzy, nie mówiąc już o jego zrozumieniu. Enokiański jeśli chcecie wiedzieć. Sztuczny język, stworzony przed wielu laty, by śmiertelnicy mogli porozumiewać się z aniołami, choć spotkałem tylko jedną osobę, która znała poprawną wymowę. Złapałem Joannę za ramię i pociągnąłem w boczny tunel, pod znakiem. Szarpnęła się ze złością, uwalniając z mojego uścisku, ale pozwoliła bym poprowadził ją w stronę drzwi opatrzonych tabliczką: Obsługa Techniczna. Jej protesty ucichły w chwili gdy znaleźliśmy się w składziku, w połowie zapełnionym strachami na wróble, w uniformach Kolei Brytyjskich. Lepiej nie pytajcie.
Zamknąłem za sobą drzwi, oddzielając nas oboje od ryku tłumu. Błogosławiona cisza. Na ścianie wisiał aparat telefoniczny. Podniosłem słuchawkę. Telefon był głuchy, ale nie czekałem na sygnał. Powiedziałem jedno jedyne słowo:
– Nightside.
Odłożyłem słuchawkę i popatrzyłem z oczekiwaniem na mur. Joanna spojrzała na mnie, zaskoczona. I wtedy beznadziejnie zwyczajna, szara powierzchnia ściany pękła od sufitu po podłogę. Obie części ze zgrzytem rozsunęły się na boki, ukazując długi, wąski tunel, o ścianach czerwonych niczym otwarta rana. Owionął nas zapach zwietrzałych perfum i gnijących kwiatów. Światło w tunelu było stłumione i mgliste. Z głębi dobiegał pomruk wielu głosów, to wznosił się, to opadał, a urywki melodii to rozbrzmiewały, to cichły, jakby sygnały wielu stacji radiowych nakładały się na siebie. Słychać było odległe bicie klasztornego dzwonu, zagubiony, samotny, smutny dźwięk.


Dodano: 2011-03-07 10:30:07
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Świąteczny konkurs z Warcraftem


Świąteczny konkurs z Rebisem i Szmidtem


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Cherezińska, Elżbieta - "Wojenna korona"


 Raduchowska, Martyna - "Fałszywy Pieśniarz"

 Abercrombie, Joe - "Szczypta nienawiści"

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i anioł z kamienia"

 Le Guin, Ursula K. - "Cała Orsinia"

 Lawrence, Mark - "Święta siostra"

 Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia"

Fragmenty

 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS