NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Baxter, Stephen - "Ultima"

Butcher, Jim - "Zmiany"

Ukazały się

Przechrzta, Adam - "Demony czasu pokoju" (2019)


 Lovecraft, H.P. - "W górach szaleństwa"

 Smith, E.E. Doc - "Patrol Galaktyczny"

 Marillier, Juliet - "Córka lasu"

 Martin, George R.R. - "Lodowy smok" (nowe ilustracje)

 Vonnegut, Kurt - "Matka noc"

 Czajka-Kominiarczuk, Katarzyna - "Zwierzenia popkulturalne"

 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

Linki

Huberath, Marek S. - "Vatran Auraio"
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: Luty 2011
Wydanie: I
ISBN: 978-83-08-04569-5
Oprawa: miękka
Format: 123 × 197 mm
Liczba stron: 500
Cena: 44,90 zł



Huberath, Marek S. - "Vatran Auraio" #3

20.
Termin vyleta Ajfrid wyliczył na podstawie notatek i położenia słońca. Co warte rachunki, skoro każdy nocelj jest cieplejszy od poprzedniego, lodowce się cofają, a miejscowe życie coraz wcześniej wraca do doliny...? Kiedyś vylet skończy się klęską, jeśli on sam albo ktoś z jego następców nie znajdzie dokładniejszych reguł.
Jante uznał, że Ajfrid powinien przespać we wsi trzy noce poprzedzające vylet. O tej porze pióra mogły nie ochronić przed agresywnymi organizmami. Jednak odmowa gościny byłaby obrazą. Za dnia krył się więc w piwniczce koło vyletan bazinu albo wychodził wysoko w dolinę.
Dotarł aż pod Prvni Urav. Przystanął przy białej, suchej wancie. Pewnie każdy tutaj przysiadał, bo tylko tego jednego miejsca nie pokrywała gęsta szara poduszeczka organizmów. Szorstki kamień był wygrzany słońcem.
Styrman wyrywał się białą strugą spomiędzy wąskiej skalnej bramy i spadał niemal pionowo w dół, burząc się i pieniąc. Pod wieczór oszalała woda waliła z hukiem, jakby chciała rozerwać ciasne skalne łożysko. Chłodna orzeźwiająca mgła niosła się od wodospadu. Ajfrid przetarł dłonią twarz. Tu było bezpieczniej: może zimno, ale czysto. Poniżej wodospadu nurt zwalniał, rozlewał się wśród ciemnych głazów. Na jednym z nich przysiadła ptyca. Śnieżnobiałe zwierzątko rozłożyło na boki wszystkie pary wąskich, puszystych skrzydełek, jedną przy drugiej; opuściło głowę, a czułki przycisnęło do ciała, dzięki czemu przypominało formą białą literę „te”.
— Co ty tu robisz tak wcześnie? — powiedział do niej. „Może przetrwała w jakiejś norce cały nocelj? Mało jest zimujących stworzeń. Ovaja zimują. Czyżby ta kruszynka zaliczała się do wyjątków?”, pomyślał.
Znieruchomiała ptyca chwilę grzała się do słońca. Zaraz jednak ożywiła się i tylnymi odnóżami już przeczesywała pierzaste skrzydła. Przy kolejnych ruchach biały puch opadał przygnieciony i zaraz znowu się podnosił. Skrzydełka były wystrzępione, na tułowiu brakowało sporo futerka. Przeświecała błyszcząca brązowa skóra. Zadowolona ptyca pokręciła głową w prawo i lewo, ukazując duże, opalizujące w słońcu modre oczy, i zaraz rozpostarła skrzydła na pełną rozpiętość, a potem ułożyła je w dwa wachlarzyki. Miała ich cztery pary. Pokrytym białymi włoskami odwłokiem poruszała w górę i w dół, nerwowo powęszyła witkowatymi czułkami i zerwała się do lotu.
Zatoczyła w powietrzu jeden łuk, potem drugi i zniknęła między kamieniami rozlewiska Styrmana. Długo jej nie było widać. „Ptyci nie nurkują”, pomyślał zaciekawiony.
Poszedł w ślad zwierzątka, skacząc z wanty na wantę. Ptyca energicznie przechadzała się nad samą wodą i coś starannie zbierała z brunatnej płycizny przy brzegu. Wybierała jedną po drugiej brunatne drobinki, przednimi łapkami unosiła przed oczy, a następnie wsadzała do pyszczka. Posilała się bardzo szybko, co chwilę bacznie się rozglądając. Obie pary głaszczków ruszały się rytmicznie, odwłok rozdymał się i kurczył w takt oddechów. Dojrzała zbliżającego się Ajfrida i zerwała do lotu. Zaraz przysiadła po drugiej stronie Styrmana. „Bjali ptyci są mięsożerne?”, zdziwił się. „Cóż ona tam znalazła?”
Brunatna ławica była złożem martwych czerwonych drobinek. Straciły kolor i śmierdziały serem. Ptyca żywiła się wysokobiałkową, rozkładającą się masą. Niestety, oprócz martwych organizmów w innych miejscach rozlewiska odłożyły się całe kolonie żywych czerwonych drobinek. Niektóre przypominały bąble, podnoszone wydzielanymi gazami. Już tak wysoko woda Styrmana została skażona. Nawet wdychanie pyłu wodnego pod Prvni Uravam mogło zaszkodzić.
Ajfrid wrócił na przyjazny kamienny fotelik i wystawił się do słonka. Pióra wzięły się energicznie do pracy i wkrótce poczuł się posilony. Nagle coś zasłoniło mu światło. Zaskoczony wzdrygnął się, jednocześnie otwierając oczy.
— Ach, to ty...! Chodzisz po lodowcu?
— Do lodowca daleko — odpowiedziała Alica. — Byłam tylko przy Dlni Jazyru. — Miała na sobie zielony wyszywany kubraczek i pasiastą spódnicę do pół łydki. Włosy spięła chustką, żeby wiatr ich nie targał.
„Pożyczają sobie z Braborką ubrania?”, pomyślał ubawiony.
— A ja zbieram łopatą ser z czerwonych ziarenek. Będzie na zimę, a na razie nakarmię ptyci, jeśli jakie tu przylecą.
Rzecz jasna łopatą moich myśli.
— Trudno odpowiadać, gdy tak żartujesz.
— To obowiązek. Auraio powinien mówić zagadkami.
— Jeśli ludzie się poznawają, powinni rozmawiać o zrozumiałych
dla dwojga, wspólnych rzeczach, a nie nabierać
się nawzajem — skarciła go.
— Ty mnie poznajesz?
— Rozmowa powinna służyć poznawaniu się. Ja poznaję
różnych ludzi.
— Tak.
— Nie siedź tu długo, wracaj do wsi, bo cię dorwie jaki porok, a bez ciebie wszyscy przepadniemy — rzuciła i znikła na ścieżce tak nagle, jak się pojawiła.
Spojrzał za nią z uśmiechem. „Strofuje, a jednocześnie aż tak chwali”, pomyślał.
Ucieczki z osady nie pomogły. W drugim dniu infekcja zaatakowała. Dostał gorączki, głowa puchła, a z nosa się lało. „Ileż razy trzeba im powtarzać, że miejsce auraio jest na Prevaju?”, myślał gderliwie. „Byle tylko na tym się skończyło”.



Dodano: 2010-12-31 19:09:40
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj Kronikę World of WarCraft


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Kisiel, Marta - "Małe Licho i anioł z kamienia"


 Le Guin, Ursula K. - "Cała Orsinia"

 Lawrence, Mark - "Święta siostra"

 Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia"

 Abercrombie, Joe - "Ostateczny argument" (oprawa twarda)

 Shannon, Samantha - "Zakon Drzewa Pomarańczy"

 Dick, Philip K. - "Nasi przyjaciele z Frolixa 8"

 Bardugo, Leigh - "Trylogia Grisza"

Fragmenty

 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS