NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Harrison, Harry - "Przestrzeni! Przestrzeni!" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Pullman, Philip - "Zorza Polarna"

Ukazały się

Maas, Sarah J. - "Szklany tron" (oprawa twarda)


 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Gołkowski, Michał - "Bramy ze złota. Zmierzch Bogów"

 Ćwiek, Jakub - "Stróże 2: Brudnopis Boga"

 Urbanowicz, Artur - "Gałęziste"

 Sanderson, Brandon - "Droga królów" (twarda okładka)

 "World of Warcraft: Kronika. Tom I"

 Zahn, Timothy - "Thrawn"

Linki

Egan, Greg - "Teranezja"
Wydawnictwo: Solaris
Tytuł oryginału: Teranesia
Tłumaczenie: Konrad Kozłowski
Data wydania: Luty 2010
ISBN: 978-83-7590-031-6
Oprawa: miękka
Liczba stron: 320
Cena: 35,90
Rok wydania oryginału: 1999



Egan, Greg - "Teranezja"

Wyspy są jednymi z najbardziej umiłowanych przez fantastykę miejsc – to scenografia, którą można włączyć w ramy realiów szerzej znanych, przykładowo historycznych, a jednocześnie swobodnie nakreślić fantastyczną autonomię tego typu miejsca. Wyspa posiada wyraźne granice, a ze względu na powierzchnie mórz i oceanów, tworzy wrażenie potencjalnej wszechobecności. Wyspa jest możliwością. Wielu autorów to wykorzystuje – mnie chociażby przyszła do głowy wydana na 100 lat przed recenzowaną powieścią „Wyspa doktora Moreau” H.G. Wellsa, a każdy z czytających potrafi sobie dopowiedzieć z pewnością inny, własny przykład.

Już okładka, estetyczna, choć może nieco zbyt futurystyczna w formie (czas akcji to przecież całkiem niedaleka przyszłość) zdradza dwa główne znaki rozpoznawcze recenzowanej powieści – przedmiot zainteresowania i scenerię – motyla i wyspę. Osobiście miałem drobne trudności przy lekturze, objawiające się tym, że klejona książka strasznie opornie się otwierała, ja z kolei nie starałem się, by za wszelką cenę uniknąć złamania jej grzbietu. W tym wypadku hardcover byłby pożądany. Sama lektura nie przeciągała się jednak z dwóch powodów – książka ma 320 stron i po prostu wciąga.

Wciąga nie dlatego, że Greg Egan jest czarodziejem formy i stylu. Nie jest. Jest on jednak autorem wiedzącym dokładnie, co chce osiągnąć. I osiąga to poprzez klarowne i konsekwentne prowadzenie fabuły. Ukazuje dzieciństwo bohaterów na wyspie, następnie interludium z kilkunastoletnim przeskokiem i na zasadzie lustrzanego odbicia powrót na wyspę. Z całą siłą tej metafory – niektóre rzeczy zamieniają się miejscami, lewa strona staje się prawą. Jest to prosta, przemyślana kompozycja, w którą wpleciono dwa główne wątki – dorastania bohaterów i uwagi nad nauką jako taką.

Spostrzeżenia te padają ze strony Prabira, głównego bohatera i narratora zarazem. Reprezentuje on nieco nerdowaty, zamknięty w sobie typ człowieka, z poczuciem skradzionego dzieciństwa, co kładzie się cieniem na jego całej egzystencji, warunkowanej troską o siostrę – Madhusree. Jako ciekawostkę można potraktować jego przynależność do mniejszości etnicznej i seksualnej. Prabir wykazuje się nie tylko niezwykłą spostrzegawczością i umiejętnością analizy świata zewnętrznego, ale również własnej psychiki – doskonale jest świadomy swojego skrzywienia, a mimo to poddaje się mu przy podejmowaniu decyzji. Poza tym posiada, niemal od ósmego roku życia, dość klarowny pogląd na świat. W tym miejscu warto zaznaczyć, że dzieciństwo oddawane stylem Egana wygląda raczej mało przekonująco.

W „Teranezji” fikcji naukowej nie poznajemy od strony gadżetów (w szczególe) czy scenografii (w ogóle). Tutaj mamy do czynienia z kuchnią nauki w potencjalnej sytuacji – metodologią zbierania danych, konstruowaniem teorii, weryfikacją hipotez. Całość koncentruje się na biologii i genetyce, co w paru miejscach może sprawić trudność laikowi chcącemu zrozumieć absolutnie wszystko w szczegółach – ja nie próbowałem, co nie przeszkodziło mi w ogólnym ogarnięciu zagadnienia. Egan prezentuje jednocześnie tendencje, które w jego przekonaniu są dla nauki szkodliwe. Na pewno jest to komercjalizacja procesu badawczego i ograniczenie wolności naukowców poprzez umowy z podmiotami rynkowymi, które w coraz większym stopniu bronią swojej pozycji i praw do własności intelektualnej. Egan wydaje się jednak stwierdzać że to i tak mniejszy problem w porównaniu z zagrożeniem, jakie wyszło z łona samej nauki, a dokładniej z jej części, jaką możemy określić „humanistyczną”...

W roku 1996 miała miejsce słynna prowokacja Alana Sokala, amerykańskiego fizyka. Zdemaskował on sytuację, w której w renomowanym magazynie nauk społecznych „Social Text” można opublikować każdy nonsens, jeśli tylko używa się właściwego dla postmodernistów języka i argumentacji. W wydanej trzy lata później „Teranezji” Egan niemal „skopiował i wkleił” ten spór (pojawia się nawet nazwa wspomnianego wyżej magazynu), powtarzając główne zarzuty wobec niektórych trendów w naukach społecznych. Przede wszystkim chodzi tu o oderwanie się od rzeczywistości, co samo w sobie jeszcze nie jest czymś strasznym, gdyby nie to, że wyznawcy takiego podejścia mają duży wpływ na procesy społeczne i polityczne, a także to, że postmoderniści lubią wchodzić z butami na teren nauk przyrodniczych i ścisłych.

Problem ten jest o tyle ciekawy, że możemy go, jako fani fantastyki naukowej, odnieść do wiecznej dyskusji o konflikcie między fantastyką a mainstreamem. Egan, reprezentant SF, wyraził tym samym deklarację poparcia dla jednej opcji, podczas gdy wielu autorów powieści głównego nurtu, skorych do eksperymentów formalnych i bliskich trendom postmodernistycznym (zresztą jedną z rzeczy, jakie punktuje autor, jest mieszanie ról badacza i artysty), możemy lokować po stronie drugiej. Dochodzi tu do nieco kuriozalnej sytuacji, w której to fantastyka oskarżana o zwyczajowe epatowanie koszałkami-opałkami poddaje krytyce mainstream – za zbytnie oderwanie się od rzeczywistości.

„Teranezja” to świetna powieść. Nie widać tego na pierwszych kartkach, ale po pierwszej części, w której zamyka się dzieciństwo bohaterów, jest już tylko lepiej. Aż do samego finału. Książka mimo stylistycznej przeciętności jest dziełem spójnym, tak że nawet początki, które oceniam surowiej, z czasem jawią się jako niezbędne. Całość stanowi ciekawy i wciąż aktualny komentarz do naszej rzeczywistości, zajmujący, mimo braku spektakularnych sekwencji akcji czy ukazania mutantów jako hybrydowych maszyn do zabijania. Nie trzeba być wcale studentem biologii lub kolekcjonerem motyli, żeby zrozumieć, co ma na myśli Greg Egan.


Autor: Adam Ł Rotter


Dodano: 2010-05-16 20:25:20
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Shadowmage - 18:32 17-05-2010
Książka o kolekcjonerze motyli? Zdecydowanie powieść dla mnie :)

toto - 21:17 17-05-2010
Raczej o badaczach motyli.

A może ktoś lubi zębate ptaki?

Ł - 22:44 18-05-2010
Z marketingowego punktu widzenia najlepsze byłby zaanonsowanie wielkiego pytonga.

Komentuj


Konkurs

Wygraj przygody Lennarta Malmkvista


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Lawrence, Mark - "Święta siostra"


 Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia"

 Abercrombie, Joe - "Ostateczny argument" (oprawa twarda)

 Shannon, Samantha - "Zakon Drzewa Pomarańczy"

 Dick, Philip K. - "Nasi przyjaciele z Frolixa 8"

 Bardugo, Leigh - "Trylogia Grisza"

 Harrison, Harry - "Przestrzeni! Przestrzeni!"

 Pullman, Philip - "Zorza Polarna"

Fragmenty

 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS