NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

Ukazały się

Martin, George R.R. - "Lodowy smok" (nowe ilustracje)


 Vonnegut, Kurt - "Matka noc"

 Czajka-Kominiarczuk, Katarzyna - "Zwierzenia popkulturalne"

 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Maas, Sarah J. - "Szklany tron" (oprawa twarda)

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Gołkowski, Michał - "Bramy ze złota. Zmierzch Bogów"

 Ćwiek, Jakub - "Stróże 2: Brudnopis Boga"

Linki

Pratchett, Terry - "Złodziej czasu"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: Świat Dysku
Tytuł oryginału: Thief of Time
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Data wydania: Wrzesień 2007
ISBN: 978-83-7469-576-3
Oprawa: miękka
Format: 142x202 mm
Cena: 29,90 zł
Cykl: Świat Dysku



Pratchett, Terry - "Złodziej czasu"

Pratchett jest autorem, do którego ciągle się powraca, a długością przerw między lekturami jego kolejnych książek można mierzyć stosunek danego czytelnika do twórczości angielskiego pisarza. Sam plasuję się chyba w kategorii umiarkowanych entuzjastów – co jakiś czas przeczytam coś, przeważnie ze Świata Dysku, ale nie więcej niż dwie książki pod rząd. A za jakiś rok, pół roku – wracam. Sądzę, że przy takiej cykliczności czytania, będę mógł się cieszyć kolejnymi książkami Pratchetta przez długi, długi czas.
W tym wypadku na warsztat zostało wzięte właśnie zagadnienie czasu. Temat autor potraktował przekrojowo, ze wszystkimi tego konsekwencjami – od percepcji czasu, przez kwanty, do historiozofii. Pratchett kontynuuje więc swoją szczytną tradycję, w myśl której świat dysku stanowi nośnik dla coraz to nowych parodii elementów naszego świata; prawdę mówiąc, to przy takim założeniu Świat Dysku może być faktycznie potencjalnie nieskończony, bo nigdy nie zabraknie czegoś, czego nie dałoby się wykpić, sparodiować czy w inny sposób przerysować. W kwestii czasu autorytetami w świecie dysku są mnisi historii, stąd duża część książki osadzona jest w quasi-azjatyckich klimatach zakonu (choć i fani Ankh-Morpork będą usatysfakcjonowani). Ciekawym i ciągle obecnym wątkiem jest kwestia antropomorficznej personifikacji. Autor lubi wpychać pewne abstrakcyjne pojęcia, jak śmierć czy czas, w ludzkie formy i robić z nich ku uciesze czytelników: Śmierć i Czas. W tej książce autor nie tylko to robi, ale i uzasadnia ten proces i jego konsekwencje w głębszym stopniu niż w innych znanych mi książkach ze Świata Dysku.
Trudno pisać o stylu Pratchetta – wszyscy, którzy czytali jakąkolwiek jego powieść, wiedzą, że one na dobrą sprawę czytają się same. A ci, którzy nie mieli z nim styczności, powinni jak najszybciej naprawić ten błąd. Nie jestem tylko przekonany, czy „Złodziej czasu” nadaje się do tego najlepiej. Pratchett, wraz z rozrostem całego cyklu, jednocześnie wychowuje sobie czytelników i dla kogoś, kto zacząłby czytać „Złodzieja...”, choć ten nie byłby pewnie bardzo niezrozumiały, to jednak okazałby się pozbawiony uroku pewnych niuansów, nabierających wartości w szerszym kontekście. Zwłaszcza, że autor korzysta z pewnego żelaznego repertuaru postaci, które w różnych konfiguracjach pojawiają się w większości jego książek. Na przykład byłoby trudno zrozumieć postać Susan bez znajomości wcześniejszych książek opisujących jej specyficzne dziedzictwo. Oczywiście to tylko jeden z gatunków rodzynków w smacznym Pratchettowym cieście i chociażby odwołania do kultury popularnej, takie jak aluzje do Jamesa Bonda, rozpozna każdy, kto tylko nie urwał się z choinki.
Największą wadą książki jest ekonomia poszczególnych wątków. Rozpoczynająca się w kilku miejscach równocześnie powieść czasem zdaje się sobie nie radzić ze wszystkimi fabularnymi nićmi – przykładowo równoległy do całości wątek jeźdźców apokalipsy występuje w tej książce trochę „na doczepkę”. Trudno znaleźć powody uzasadniające jego obszerność, jeśli weźmie się pod uwagę to, na ile łączy się on z głównym wątkiem. Naturalnie fani Śmierci i jego zespołu będą zachwyceni, ale chyba należałoby sobie odpowiedzieć na pytanie, czy gdyby nie poświęcić dla tej historii oddzielnej książki, to i ten potencjalny byt i „Złodziej czasu” nie wyszłyby na tym lepiej? Trochę inaczej to wygląda z wątkiem Igora (notabene jeden z najzabawniejszych w książce) czy historyjkami o Wenie Wiecznie Zaskoczonym – tutaj wydaje się, że istnieje nierównowaga polegająca na tym, że jedną część książki autor wypełnił nimi, a drugą nie, jakby zupełnie o nich zapomniał.
Pratchett nieco przesadził również, jeśli chodzi o „głównych złych” całej historii – są po prostu przerysowani znacznie bardziej niż wymagałaby tego konwencja parodii. Bodajże w „Kosiarzu”, gdzie również występował Śmierć i audytorzy, rozegrano to zręczniej, nie odsłonięto ni rąbka tajemnicy – tutaj to zrobiono i wyszło trochę dziwnie. W rezultacie Pratchett próbował połączyć „śmieszność” ze „złowieszczą obcością” i wyszła mu „żałosność”. Nie ma porównania, jeśli tylko wspomni się przykładowo Vorbisa z „Pomniejszych bóstw”, który mimo swobodnego klimatu powieści, jednak spełniał wszystkie wymagania, jakie stawiam solidnemu szwarccharakterowi.
Sporą część recenzji poświęciłem z pełną premedytacją narzekaniu, mając przekonanie, że większość czytelników, podobnie jak ja, w sposób naturalny odczuwa do książek Pratchetta sympatię, i w ten sposób się to wyrówna. Fani doskonale wiedzą, czego się spodziewać, więc próbowałem nakreślić to, czego spodziewać się nie można. Z całą pewnością jest to książka momentami błyskotliwa, pełna dobrego humoru, której przeczytanie, a później napisanie o niej recenzji sprawiło mi żywą przyjemność – a jednak poprzez wymienione wyżej wady, nie plasuje się w moim osobistym dyskowym topie. Za rok czy pół znów sięgnę po którąś z książek Pratchetta, to w końcu autor, do którego wciąż się powraca...


Autor: Adam Ł Rotter


Dodano: 2009-05-21 20:22:13
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj przygody Lennarta Malmkvista


Wygraj Kronikę World of WarCraft


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Le Guin, Ursula K. - "Cała Orsinia"


 Lawrence, Mark - "Święta siostra"

 Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia"

 Abercrombie, Joe - "Ostateczny argument" (oprawa twarda)

 Shannon, Samantha - "Zakon Drzewa Pomarańczy"

 Dick, Philip K. - "Nasi przyjaciele z Frolixa 8"

 Bardugo, Leigh - "Trylogia Grisza"

 Harrison, Harry - "Przestrzeni! Przestrzeni!"

Fragmenty

 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS