NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Bester, Alfred - "Gwiazdy moim przeznaczeniem" (Wehikuł czasu)

Sykes, Sam - "Siedem czarnych mieczy"

Ukazały się

antologia - "Kryształowe smoki 2019"


 Nieściur, Sławomir - "Blokada"

 antologia - "Opowieści niesamowite z języka angielskiego"

 Chokshi, Roshani - "Srebrzyste węże"

 Kamiński, Tomasz - "Polowanie"

 Komuda, Jacek - "Wizna"

 antologia - "Tarnowskie Góry Fantastycznie 2"

 Hill, Joe - "Gaz do dechy"

Linki

Hamilton, Peter F. - "Widmo "Alchemika": Konsolidacja"
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Cykl: Świt nocy
Tłumaczenie: Dariusz Kopociński
Data wydania: 2003
ISBN: 83-7298-477-8
Oprawa: broszura
Format: 125/183
Liczba stron: 648
Cena: 39,00 zł
Tom cyklu: 2, część 1



Hamilton, Peter F. - "Widmo Alchemika"

Nadmiar wątków


„Widmo Alchemika”, wydane w Polsce w dwóch tomach o podtytułach „Konsolidacja” i „Konflikt”, jest środkowym tomem trylogii „Świt nocy”. Seria została pomyślana z rozmachem, co Peter F. Hamilton konsekwentnie udowadnia, wprowadzając nowe wątki i ukazując już wcześniej znane w nowym świetle. W końcowej części powieści powoli zaczyna się większość z nich łączyć i splatać, a czytelnik tworzy sobie wizję kierunku, w którym zmierzają opisywane wydarzenia – co w dużej mierze było nie do pomyślenia podczas lektury „Dysfunkcji rzeczywistości”. Czy jednak przekłada się to na jakość oraz satysfakcję czytelnika? Tu już bym się poważnie zastanowił, bo szczerze powiedziawszy, im dłużej czytam serię Hamiltona, tym moje zainteresowanie nią słabnie.
Główny zarzut, jaki stawiam „Widmu Alchemika”, wynika z samego zamysłu cyklu, czyli bogatej w wątki space opery. Moim zdaniem zbyt bogatej, przez co w drobnostkach i szczegółach niknie gdzieś główna oś cyklu. Przykładem niech będzie sam tytuł – jasno z niego wynika, że tom opowiada o zagrożeniu, jakie może spowodować potężna broń wynaleziona przez doktor Mzu. Bohaterowie łączą siły, by zapobiec jej użyciu. Wszystko pięknie, ale tak naprawdę owe wydarzenia są dla głównego nurtu opowieści zbędne, nie wnoszą nic istotnego. Równie dobrze można by z nich zrobić oddzielną powieść, osadzoną w tym uniwersum – spin-offa jednym słowem. Podobnych przypadków, choć na mniejszą skalę, jest więcej. W efekcie, przez nagromadzenie niewiele (lub zupełnie nie) znaczących scen, opisów i wydarzeń, zainteresowanie stopniowo słabnie – szczególnie w drugiej części powieści, kiedy wątki zaczynają się zazębiać. Dopiero samo zakończenie, z cliffhangerem w najlepszym stylu, na powrót przykuło moją uwagę.
Kolejną wadą są moim zdaniem niezbyt szczęśliwie dobrane rozwiązania fabularne. Główny wątek, dotyczący opętań, od początku rzecz jasna nie miał w sobie zbyt wiele prawdopodobieństwa, ale jego rozwinięcie okazuje się jeszcze bardziej nieprawdopodobne i nieprzekonujące. Nowe pomysły wydają się chybione i jakby na siłę dosztukowane go początkowej idei. Być może cel, do którego zmierzają wydarzenia, takie rozwiązania usprawiedliwi i uwiarygodni, ale na razie wydają się jednak niesatysfakcjonujące.
Należy jednocześnie przyznać, że jeśli komuś powyższe zastrzeżenia nie przeszkadzają, nie będzie rozczarowany lekturą. Hamilton oferuje w dużej mierze to, co czytelnik miał okazję poznać w przypadku innych jego książek. Barwne postaci, brawurowe sceny akcji i odrobina pikanterii nadal są obecne i napędzają wydarzenia. Coraz bardziej zmienia się też perspektywa spojrzenia na konflikt między ludźmi a opętanymi. „Dysfunkcja rzeczywistości” była pisana głównie z punktu widzenia pierwszej z grup, natomiast w „Widmie Alchemika” również i przybysze z zaświatów pełnią rolę narratorów. Pokazuje to zróżnicowanie wśród nich, obala pogląd, iż są homogeniczną masą bez indywidualności czy odmiennych punktów widzenia. Ciekawym i dającym duże możliwości, choć nie w pełni wykorzystanym zabiegiem jest uczynienie bohaterami postaci historycznych ponownie obleczonych w ciało. W zasadzie tylko Al Capone odgrywa ważną rolę (nie wiem jednak, na ile autorska wizja postaci odpowiada prawdzie).
Drugi tom „Świtu nocy” przyniósł mi więcej rozczarowań niż zachwytów. To dobra literatura, ale nie na tyle, by spełnić oczekiwania, jakie rozbudziła „Dysfunkcja rzeczywistości”. Nie przeczę, momentami nadal czyta się opowieść Hamiltona świetnie, ale generalnie w moim przypadku przyjemność płynąca z lektury była znacznie mniejsza, niż oczekiwałem. Myślę, że gdyby odchudzić powieść, wrażenie byłoby bardziej pozytywne i nawet na te nie do końca udane rozwiązania fabularne można byłoby przymknąć oko. A tak, gdyby nie intrygujące zakończenie, z lekturą „Nagiego boga” z pewnością bym się nie śpieszył…


Autor: Tymoteusz "Shadowmage" Wronka


Dodano: 2009-05-04 23:49:26
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Mały_czołg - 09:32 05-05-2009
Shadowmage pisze:Drugi tom Świtu nocy przyniósł mi więcej rozczarowań niż zachwytów

Poczekaj aż przeczytasz zakończenie/rozwiązanie. Melisę przygotuj, tak ze 20 litrów.

Yans - 13:38 05-05-2009
Z recką się zgadzam, Hamilton tak rozdrobił wątki, że mimo przyjemności z czytania, czasami trzeba sobie przypominać o co tak naprawdę cały ten ambaras ?! W odniesieniu do zakończenia całej trylogii, to słowo "intrygujące" niezbyt pasuje i jak pisze Mały_czołg melisa się przyda albo coś treściwszego do spłukania niesmaku tego dziegciu.

AdamB - 20:56 05-05-2009
Jeżeli kogoś czas nie goni, nie czuje przymusu szybkiego zakończenia lektury i zabrania się za czytanie następnej książki to mnogość wątków okazuje się zaletą. Owszem wprowadził Hamilton sporo pobocznych wątków ale wszystkie bardzo ciekawe i jeżeli nawet nie niezbędne do zgrabnego zakończenia tematu głównego to w sposób interesujący rozwijające obraz przedstawianego uniwersum. Ponieważ świat ten mnie zachwycił to i czasu spędzonego na lekturze nie uważam za stracony.

Shadowmage - 08:04 06-05-2009
No ale właśnie problem jest taki, że nie wszystkie są ciekawe. Przynajmniej dla mnie.

Yans - 09:43 06-05-2009
No właśnie, dla mnie też nie wszystkie są ciekawe.

Mały_czołg - 11:29 06-05-2009
Ja to trochę padłem ofiarą. Pomysł bazowy całej tej balangi wydał mi się z marszu do immentu bezczelny i od pierwszego tomu (oryginalnie) ciekaw byłem tylko czy wyjaśnienie metafizyczne będzie miało ręce i nogi czy raczej pójdzie w stronę nudziarstwa rodem z "Lost". Po tym pierwszym tomie zresztą Hamilton nie zdołał IMO niczego nowego i frapującego dołożyć już do świata przedstawionego, grał więc tymi samymi kartami, co prawda coraz szybciej, ale coraz bardziej powtarzalnego pasjansa.
I poległ.

AdamB - 13:46 06-05-2009
Z tego co mi wiadomo to książka odniosła spory sukces a Hamilton wszedł do grupy pisarzy o dobrych wynikach sprzedaży. Wiadomość o jego śmierci jest chyba mocno przesadzona.

Mały_czołg - 15:09 06-05-2009
AdamB pisze:Z tego co mi wiadomo to książka odniosła spory sukces a Hamilton wszedł do grupy pisarzy o dobrych wynikach sprzedaży.

No tak. Trudi Canavan też. I?
AdamB pisze:Wiadomość o jego śmierci jest chyba mocno przesadzona.

Jak ktoś się rusza i wydaje z siebie głos (np. "Braaaaaains"), to jeszcze nie dowód że jest żywy. Wystarczy zapytać byle George'a A. Romero.

Aczkolwiek po Pandora's Star widać pewną poprawę stanu ogólnego pacjenta.

ASX76 - 15:47 06-05-2009
Mały_czołg pisze:
Aczkolwiek po Pandora's Star widać pewną poprawę stanu ogólnego pacjenta.


Pytanie, czy nie jest to chwilowa poprawa tuż przed zgonem. :wink:

MadMill - 16:49 06-05-2009
Nie wiem gdzie zapytać. Czy tak samo Hamilton robi wiele wątków później jak Erikson w MKP? Bo pod tym względem to po pierwszym tomie już się skojarzyło że space opery to odpowiednik monumentalnych sag fantasy. xD

AdamB - 17:57 06-05-2009
Wniosek jest prosty: nie czytaj space oper. :)
Przecież nie ma przymusu.... A dla ich wielbicieli to jedna z perełek. :evil:

Shadowmage - 18:08 06-05-2009
MadMill pisze:Nie wiem gdzie zapytać. Czy tak samo Hamilton robi wiele wątków później jak Erikson w MKP? Bo pod tym względem to po pierwszym tomie już się skojarzyło że space opery to odpowiednik monumentalnych sag fantasy. xD
Aż tak daleko się Hamilton nie posuwa, ale skojarzenie masz trafne. Nawet pewne wzorce fabularne są wspólne dla space oper i sag fantasy.

MadMill - 18:21 06-05-2009
AdamB pisze:Wniosek jest prosty: nie czytaj space oper. :)
Przecież nie ma przymusu.... A dla ich wielbicieli to jedna z perełek. :evil:

Hę? o____O

Komentuj


Artykuły

Sam Sykes - wywiad z autorem "Siedmiu czarnych mieczy"


 Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?

 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

Recenzje

Adeyemi, Tomi - "Dzieci krwi i kości" i "Dzieci prawdy i zemsty"


 Wilhelm, Kate - "Gdzie dawniej śpiewał ptak"

 Collins, Suzanne - "Ballada ptaków i węży"

 Bradbury, Ray - "Green Town"

 Taylor, Dennis E. - "Gdyż jest nas wielu"

 Butcher, Jim - "Opowieść o duchach"

 Harrow, Alix E. - "Dziesięć tysięcy drzwi"

 Wolfe, Gene - "Miecz i Cytadela"

Fragmenty

 Elison, Meg - "Księga Bezimiennej Akuszerki"

 Możdżeń, Konrad - "Chodź ze mną"

 Zamiatin, Jewgienij - "My"

 Urbanowicz, Artur - "Paradoks"

 Sykes, Sam - "Siedem czarnych mieczy"

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i lato z diabłem"

 Masterton, Graham - "Dzieci zapomniane przez Boga"

 Hałas, Agnieszka - "Czerń nie zapomina"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS