NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Kloos, Marko - "Łańcuch dowodzenia"

Morgan, Richard - "Upadłe anioły" (Mag)

Ukazały się

Cameron, Miles - "Plaga mieczy"


 Fry, Jason - "Ostatni Jedi"

 Grabiński, Stefan - "Muzeum dusz czyśćcowych. Opowieści niesamowite"

 Golden, Christie - "Cisza przed burzą"

 Gromyko, Olga - "Wierni wrogowie"

 Szostak, Wit - "Chochoły" (Powergraph)

 Kańtoch, Anna - "Diabeł na wieży" (Powergraph)

 antologia - "Skafander i melonik"

Imprezy

Sabat Fiction-Fest 2018
Od: 2018-08-17
Do: 2018-08-19

Linki



Miéville, China - "LonNiedyn"
Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału: Un Lun Dun
Tłumaczenie: Grzegorz Komerski
Data wydania: Luty 2009
Wydanie: 27 lutego 2009
ISBN: 978-83-7480-089-1
Oprawa: twarda
Format: 150x225 mm
Liczba stron: 518
Rok wydania oryginału: 2007



Miéville, China - "LonNiedyn"
nutka Posłuchaj recenzji w formacie mp3

Ten sam Miéville, tylko dla młodszych


China Miéville słynie z fantastycznych i przebogatych wizji, które polski czytelnik mógł poznać w dwóch powieściach – „Dworcu Perdido” oraz „Bliźnie”. Zyskał sobie nimi grono wiernych, choć być może niezbyt licznych czytelników, którzy z utęsknieniem czekają, aż ukaże się u nas kolejna powieść brytyjskiego autora – „Iron Council”. Tymczasem dosyć niespodziewanie nakładem Maga ukazał się „LonNiedyn”, książka dla młodszego czytelnika. W związku z czym pojawiają się przynajmniej dwa pytania: czy starzy fani twórczości Miéville’a znajdą w „LonNiedynie” coś dla siebie? Czy brytyjski autor, słynący z rozbudowanych form, potrafi przykuć uwagę również młodszego czytelnika?
W „LonNiedynie” Miéville wykorzystuje schematy obecne w literaturze od dawna. Czytelnik, przynajmniej w początkowej części powieści, znajdzie wiele wspólnych elementów z „Alicją w Krainie Czarów” lub (w jeszcze większym stopniu) z „Kronikami Narnii”. Dwie londyńskie dziewczynki, przechodząc przez odpowiednie miejsce, przenoszą się do krainy z baśni – LonNiedynu, miejsca do którego przenikają zapomniane rzeczy z prawdziwej stolicy Wielkiej Brytanii. Jak to zwykle bywa, nad miastem wisi zagrożenie – w postaci słynnego lon(nie)dyńskiego Smogu – i tylko wybranka zapowiedziana w przepowiedni może go pokonać. Miéville nie byłby jednak sobą, gdyby sztywno trzymał się utartych rozwiązań fabularnych. W pewnym momencie wiele rzeczy wywraca się do góry nogami i nie są już tak oczywistymi, jakby wskazywał na to początek książki.
Miéville przyzwyczaił swoich czytelników do tego, że bardzo istotna w jego powieściach jest sceneria, w jakiej przychodzi działać bohaterom – czyli konkretnie miasta. Czy to Nowe Crobuzon, czy Armada kipiały różnorodnością, zaskakiwały bogactwem. Czytelnik nigdy nie wiedział, co spotka za następnym załomem muru. Te cechy, przy zachowaniu pewnych proporcji – w końcu mamy do czynienia z powieścią młodzieżową – zostały również zachowane w „LonNiedynie”1). Tytułowe miasto – i zarazem scena przeważającej większości wydarzeń – pełne jest zaskakujących miejsc, dziwacznych budynków i postaci. Czuć w tym posmak tego samego umysłu, który stworzył Tkacza, ludzi-kaktusy czy prze-tworzonych. Jedyna różnica polega na tym, że w „LonNiedynie” Miéville łagodzi swoje wizje, więcej w nich humoru, mniej mroku i przygnębienia. Nic w tym dziwnego, po prostu pomysły są przykrojone na miarę młodszego odbiorcy. Zresztą zamiast opisywać słowami o wiele łatwiej jest coś pokazać – sam autor wykonał ilustracje do książki, które dają wyobrażenie o zróżnicowaniu wyglądu lonniedyńskich postaci i stworzeń.
Nie da się ukryć, że po „LonNiedynie” nie należy oczekiwać skomplikowania porównywalnego z wcześniejszymi książkami brytyjskiego pisarza. W związku z tym dorosły czytelnik może czuć pewien niedosyt, dosyć łatwo przewidując kolejne zakręty fabularne. Z tego powodu „LonNiedyn” należy traktować raczej jako lekturę typowo rozrywkową, bardziej koncentrując się na pojedynczych pomysłach i scenach niż na wnikliwym śledzeniu wydarzeń. Jak natomiast tę książkę przyjmą młodsi czytelnicy? Szczerze powiedziawszy nie wiem, trochę lat upłynęło od czasu, kiedy zaliczałem się do tej grupy. Myślę jednak, że gdybym był młodszy o te kilkanaście lat, czytałbym powieść Miéville’a z wypiekami na twarzy. I to pomimo tego, że pozornie książka przeznaczona jest (z racji dziewczynki obsadzonej w wiodącej roli) dla młodych przedstawicielek płci pięknej.
W „LonNiedynie” odnajdzie coś dla siebie czytelnik w każdym wieku, choć prawdopodobnie będzie zwracał uwagę na zupełnie inne rzeczy. Dla mnie najbardziej fascynujące były fantastyczne pomysły... cały czas zastanawiałem się też, jakby wyglądały, gdyby jednak zostały zaprezentowane w powieści dla starszego odbiorcy.



1) Samo miasto, ze względu na poczynione przez autora założenia, jest silnie (znacznie bardziej niż Nowe Crobuzon) wzorowane na Londynie, choć oczywiście pokazane w krzywym zwierciadle. Sam autor przyznaje, że spory wpływ na jego wizję wywarł londyński świat podziemny z „Nigdziebądź”. Faktycznie, nawet nie będąc tego świadomym od początku, pewne skojarzenia z książką Gaimana mi się nasuwały.





Autor: Tymoteusz "Shadowmage" Wronka


Dodano: 2009-02-16 16:13:34
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

nosiwoda - 09:03 17-02-2009
No, czyli podobne wrażenia.
Ale jednak trochę mroku zostało - wszak nie ze wszystkich przygód wszyscy wychodzą bez szwanku.

Shadowmage - 10:10 17-02-2009
Owszem - choć nawet to jest ułagodzone, żal się pojawia, ale szybko przemija. Być może na psychice dziecka będzie to robiło większe wrażenie?

nosiwoda - 14:38 17-02-2009
Spytaj mnie za jakieś 10 lat :)

Shadowmage - 14:44 17-02-2009
Cofasz się w rozwoju? :twisted:

A na poważnie to rozumiem, że wtedy Twoje pociechy dorosną do takich lektur.

nosiwoda - 14:45 17-02-2009
Ah, oui. Przynajmniej jedno będzie akurat w wieku Deeby i Zanny.

Shadowmage - 16:48 26-02-2009
Teraz, jak już trzymam książkę w ręku, mogę do powyższej recenzji jeszcze dodać to, że "LonNiedyn" prezentuje się całkiem okazale. Okładka o wiele lepiej wygląda niż na grafikach w necie a do tego w tekście jest sporo ilustracji - także z podawanego w tekście linka czy widocznych w filmiku.

Komentuj


Konkurs

Wygraj "Ciszę przed burzą" ze świata WoW


Artykuły

Modyfikowany Węgiel - powieść a serial


 Co będzie warto czytać z polskiej fantastyki w 2018 roku?

 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

 Drugi wywiad z Rafałem Kosikiem

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e07)

Recenzje

Kristoff, Jay - "Głosząca kres"


 Lindsay, Joan - "Piknik pod Wiszącą Skałą"

 Liu, Cixin - "Koniec śmierci"

 Corey, James S. A. - "Przebudzenie Lewiatana"

 Jackson, Shirley - "Zawsze mieszkałyśmy w zamku"

 Brennan, Marie - "Zwrotnik węży"

 Gromyko, Olga - "Wiedźma Naczelna"

 Jackson, Shirley - "Nawiedzony dom na wzgórzu"

Fragmenty

 Gromyko, Olga - "Wierni wrogowie"

 Chodorowska, Krystyna - "Triskel. Gwardia"

 Finney, Jack - "Inwazja porywaczy ciał"

 Wroczek, Szymun - "Piter. Wojna"

 Ruda, Aleksandra - "Sztylet ślubny"

 Kańtoch, Anna - "Tajemnica godziny trzynastej"

 Maas, Sarah J. - "Wieża Świtu"

 Ruszkiewicz, Jarosław - "Cassandra"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2018 nast.pl     RSS      RSS