NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Kozak, Magdalena - "Minas Warsaw"

Corey, James S. A. - "Gniew Tiamat"

Ukazały się

Machanienko, Wasilij - "Droga Szamana. Etap 3: Tajemnica Mrocznego Lasu"


 Ziemiański, Andrzej - "Cyberpunk. Odrodzenie"

 Chokshi, Roshani - "Aru Shah i drzewo życzeń"

 Machanienko, Wasilij - "Droga Szamana. Etap 1: Początek" (nowe wydanie)

 Jadowska, Aneta - "Na wojnie nie ma niewinnych" (SQN)

 Drayden, Nicky - "Overwatch: Bohaterka Numbani"

 Czarny, Tomasz; Bogusz, Patryk - "Nowoczesna niewolnica"

 Burroughs, Edgar Rice - "Zagubieni na Wenus"

Linki

Miéville, China - "LonNiedyn"
Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału: Un Lun Dun
Tłumaczenie: Grzegorz Komerski
Data wydania: Luty 2009
Wydanie: 27 lutego 2009
ISBN: 978-83-7480-089-1
Oprawa: twarda
Format: 150x225 mm
Liczba stron: 518
Rok wydania oryginału: 2007



Miéville, China - "LonNiedyn" #3

Rozdział 3
Dym składa wizytę

Nazajutrz Zanna i Deeba spacerowały po placu zabaw, przeglądając się w mijanych kałużach. Przemoczone do suchej nitki śmieci czaiły się pod murami. Wiszące na niebie chmury wciąż jeszcze wyglądały niebezpiecznie ciężko.
– Mój tata nie cierpi parasoli – powiedziała Deeba, wymachując swoją parasolką. – Za każdym razem, gdy zaczyna padać, powtarza to samo: „Nie sądzę, by nadmierne stężenie wilgoci w powietrzu było wystarczającym powodem do zawieszania dyktowanego nakazami rozumu, społecznego tabu, zakazującego wymachiwania ostro zakończonymi przedmiotami na wysokości oczu”.
Z krawędzi placu zabaw, z miejsca znajdującego się nieopodal drabinki, przy której spotkały dobrze wychowanego lisa, dziewczynki mogły wyglądać ponad szkolnym murem na ulicę. Przechodniów było bardzo niewielu. Coś jednak zwróciło uwagę Zanny. Coś dziwnego. Na końcu ulicy, w pobliżu boiska, na jezdni pojawiły się niewyraźne plamy.
– Tam coś jest – stwierdziła i zmrużyła oczy. – I to się chyba porusza.
– Tak? – zaciekawiła się Deeba.
Niebo wydawało się nienaturalnie płaskie, zupełnie jakby nad głowami dziewczynek, pomiędzy jednym horyzontem a drugim, ktoś rozciągnął ogromne szare prześcieradło. Powietrze było nieruchome. Ciemne, słabo widoczne na jezdni smugi zwinęły się, skuliły i zniknęły. Ulica znów wyglądała nieskazitelnie.
– Dzisiaj... – zaczęła Deeba. – Dzisiejszy dzień chyba nie będzie zwyczajny.
Zanna pokręciła głową.
Kilka ptaków zakreśliło na niebie malownicze łuki. Zupełnie znikąd pojawiło się stadko wróbli. I w jednej chwili otoczyły głowę Zanny rozświergotaną aureolą.

***

Tego popołudnia Zanna i Deeba miały lekcję francuskiego. Obie jednak nie mogły się na niej skupić. To wyglądały przez okno, to rysowały w zeszytach lisy, wróbelki i deszczowe chmury. I tak to trwało do momentu, kiedy w przypominającym natrętne bzyczenie głosie pani Williams pojawiło się coś znajomego. Zanna podniosła wzrok.
– ...choisir... – usłyszała – ...je choisis, tu choisis...
– Co ona gada? – spytała szeptem Deeba.
– Nous allons choisir... – mówiła pani Williams. – Vous avez choisi.
– Proszę pani?! Proszę pani?! – odezwała się Zanna. – A to ostatnie, to co to było? Co to znaczy?
Pani Williams stuknęła w tablicę.
– To? – upewniła się. – Vous avez choisi. Vous to po francusku „wy”. Avez to czasownik „mieć” w drugiej osobie liczby mnogiej. Choisi znaczy dosłownie „wybrany”, „wybrana”, albo „wybrane”.
Choisi. Szuassi. Wybrana.

***

Pod koniec dnia Deeba i Zanna stały przy szkolnej bramie i przyglądały się miejscu, w którym wcześniej zauważyły niezwykłe smugi. Teraz nie widziały tam niczego niecodziennego, ale obie wyczuwały, że coś tam jednak jest. Wciąż jeszcze mżyło i siąpiące w pobliżu boiska kropelki deszczu napotykały opór jakiegoś niewidzialnego przedmiotu. Wyglądało to zupełnie tak, jakby woda zderzała się z płachtą zdziwaczałego powietrza.
– Idziecie do „Rose”? – Za plecami przyjaciółek pojawiła się Kath z resztą paczki.
– My... Patrzcie, coś tam chyba jest, prawda? – powiedziała Deeba niepewnie. – I chciałyśmy właśnie... – Urwała i ruszyła za Zanną.
Z tyłu kręcili się ich koledzy i koleżanki z klasy. Jedni szli do domu, inni witali się z rodzicami, którzy przyszli ich odebrać ze szkoły.
– O czym rozmawiacie? – zaciekawiła się Keisha, która razem z Kaith obrzucała podejrzliwymi spojrzeniami stojącą kilka metrów dalej na środku jezdni Zannę.

***

– Nic nie widzę – szepnęła. Zanna przez długi czas stała w bezruchu. Koleżanki zaczęły niecierpliwie pomrukiwać.
– No dobra – stwierdziła Kath, podnosząc głos, po czym zaplotła ręce na piersi i uniosła brew. – Idziemy.
Strumień uczniów zdążył się już wyczerpać. Ze szkolnej bramy wynurzyło się kilka samochodów. Przejechały obok dziewcząt. To nauczyciele śpieszyli do swoich domów. Przyjaciółki stały niewielką grupką na opustoszałej ulicy. Z suchym, elektrycznym trzaskiem zapaliły się latarnie. Ściemniało się coraz szybciej.
Krople deszczu mocno uderzały w parasolkę Deeby, stukając przy tym jak klawisze maszyny do pisania.
– ...nie mam pojęcia, co ona wyprawia... – Deeba pochwyciła kilka słów. To Becks rozmawiała z Keishą i Kath.
Zanna podeszła nieco do przodu. Przy każdym kroku spod jej nóg wzbijały się niewielkie fontanny wody, tworzące za nią delikatną mgiełkę.
Wcale nie taką delikatną. I nie mgiełkę. Raczej gęstą, mroczną mgłę. Zanna zwolniła i się zatrzymała. Obie z Deebą spojrzały w dół.
– Co znowu? – westchnęła ze zniecierpliwieniem Zanna.
Wokół nóg dziewczynek, kilka centymetrów nad brudnym, mokrym asfaltem kłębiła się warstwa czarnych oparów.
– Co... Co to jest? – spytała Kath.
Ze studzienek wypływały smugi nieczystego dymu. Był ciemny i brudny. Wynurzał się spod ziemi sumiastymi wąsami i pasmami, które wylewały się na ulicę przez otwory w kratkach ściekowych niczym płożące się czarne pnącza winorośli albo macki wielkiej ośmiornicy. Splątywał się w grube liny, które spowijały koła pojazdów, wiły się pod samochodami.
– Co tu się dzieje? – szepnęła Keisha.
W tej chwili dym w kanałach już niemal wrzał i kipiał. W powietrzu rozszedł się duszący swąd chemikaliów i zgnilizny. Skądś, z daleka, jakby zza ciężkiej kotary, dobiegał warkot silnika.
Zanna stała z wyciągniętymi rękoma, skupiona na otaczającym je wyziewie. Przez kilka sekund koleżanki miały wrażenie, że tuż nad głową Zanny rzęsisty deszcz zamienia się w parę, niby na rozgrzanej żelaznej płycie. Deeba patrzyła na to jak urzeczona, lecz po chwili jej przyjaciółkę ogarnął mroczny tuman.
Dźwięk silnika stał się głośniejszy. Nadjeżdżał samochód.
Nieprzenikniony całun dymu otulił ciasno wszystkie dziewczynki. Zaczęły bełkotać ze strachu, próbowały odnaleźć się wołaniem. Nie widziały już prawie nic.
Warkot auta cały czas narastał. Wśród gęstych smug zamigotały odbite przebłyski światła ulicznych latarni.
– Zaczekajcie chwileczkę! – zawołała Zanna.
Znienacka czarną mgłę rozświetliły dwa snopy reflektorów samochodu, który jechał prosto na Zannę. Deeba zobaczyła ją, przemienioną jasnym światłem w mroczną, cienistą sylwetkę. Zanna zeszła kierowcy z drogi, tuż przed oślepiającymi światłami. Wydawało się, że ręce dziewczynki lśnią własnym blaskiem.
– To mój tata! – krzyknęła Zanna i pobiegła, w chwili gdy samochód wjechał w dym.
Coś zaszeleściło, załopotało, dym zaczął się rozpraszać i...

***

...rozległ się huk. Coś wyleciało w powietrze i spadło, po czym zapanowała głucha cisza.
Chmury pojaśniały. Deszcz przestał padać. Dziwny dym opadł i niczym gęsta ciemna zupa spłynął na powrót do studzienek i kanałów. Bez jednego odgłosu zniknął pod ziemią.
Przez kilka następnych sekund nie poruszyła się żadna z nich.
Samochód stał na ukos, w poprzek drogi. Za kierownicą, z zaskoczeniem na twarzy, siedział ojciec Zanny. Ktoś histerycznie krzyczał. Pod murem leżało czyjeś ciało. Jasnowłose ciało.
– Zanna! – krzyknęła Deeba, ale Zanna stała obok niej. Samochód uderzył w Becks, i to ona spoczywała nieruchomo na ziemi.
– Musimy sprowadzić lekarza – powiedziała Zanna, wyjęła komórkę i się rozpłakała. Kath jednak już zdążyła wybrać numer 112.
Tata Zanny wysiadł chwiejnie z samochodu. Zakaszlał.
– Co...? Jak...? – wydukał. – Ja tylko... Co się stało? – I wtedy zobaczył Becks. – O mój Boże! – zawołał i padł obok dziewczynki na kolana. – Co ja zrobiłem? Co ja zrobiłem? – powtarzał drżącym głosem.
– Zadzwoniłam po karetkę, proszę pana – powiedziała Kath, ale mężczyzna nie słuchał. Reflektory świeciły już zwykłym światłem, nie było też sięgającej po kostki mgły. Mieszkańcy okolicznych domów wyglądali z okien i drzwi. Becks się poruszyła. Z jej ust dobyły się półświadome jęki.
– Co się stało? – pytał raz po raz ojciec Zanny. Żadna z nich nie potrafiła mu odpowiedzieć. – Nic nie pamiętam – powiedział. – Obudziłem się po prostu i...
– Boli – zakwiliła Becks.
– Zauważyłaś to? – szepnęła do Deeby Zanna. Głos jej się łamał. – Dym, samochód i to wszystko? Ta czarna mgła gęstniała najbardziej wokół mnie. To mnie chciała dopaść.



Dodano: 2009-01-29 17:01:13
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

elTadziko - 14:45 13-02-2009
Hmm...
Fragmenty, mimo, że widać, że książka napisana jest dla młodszych czytelników, są ciekawe i mnie całkiem wciągnęły :D Może sobie nawet kupię ;)

PS> "LonNiedyn" jest w twardej oprawie? :shock:

Shadowmage - 14:48 13-02-2009
Dalej jest jeszcze bardziej zakręcona. Jakoś koło środy będzie recka.
A co do okładki - tak podają informacje prasowe.

AM - 15:03 13-02-2009
Shadowmage pisze:Dalej jest jeszcze bardziej zakręcona. Jakoś koło środy będzie recka.
A co do okładki - tak podają informacje prasowe.


Jest wydany dokładnie tak jak Hyperion.

Shadowmage - 15:06 13-02-2009
I zdaje się, że będą obrazki w środku.

Maeg - 15:14 13-02-2009
I cena pewnie też jak Hyperiona. :mrgreen: No trudno. ;)

elTadziko - 17:32 13-02-2009
Cieszę się, że coraz więcej książek jest tak ładnie wydawanych. Ale z drugiej strony nie wiem, czy jestem gotów zapłacić za LonNiedyn około 50 zł :P
A jaka będzie konkretna cena tej pozycji?

AM - 19:05 13-02-2009
elTadziko pisze:Cieszę się, że coraz więcej książek jest tak ładnie wydawanych. Ale z drugiej strony nie wiem, czy jestem gotów zapłacić za LonNiedyn około 50 zł :P
A jaka będzie konkretna cena tej pozycji?


45

nosiwoda - 09:10 16-02-2009
A u nas już wisi :P
Po lekturze tak oryginału, jak i tłumaczenia, muszę powiedzieć, że w obu wersjach jest to dobra ksiązka.

Komentuj


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Harrow, Alix E. - "Dziesięć tysięcy drzwi"


 Wolfe, Gene - "Miecz i Cytadela"

 McDonald, Ian - "Luna: Wschód"

 Maas, Sarah J. - "Dom ziemi i krwi"

 Dick, Philip K. - "Druciarz Galaktyki"

 Flint, Eric & Weber, David - "1633"

 Bester, Alfred - "Gwiazdy moim przeznaczeniem"

 Corey, James S. A. - "Gniew Tiamat"

Fragmenty

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i lato z diabłem"

 Masterton, Graham - "Dzieci zapomniane przez Boga"

 Hałas, Agnieszka - "Czerń nie zapomina"

 Dworakowski, Witold - "Wieczny buntownik"

 Ziębiński, Robert - "Dzień wagarowicza"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu" (przedmowa)

 Hendel, Paulina - "Czarny świt"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS